A+ A A-

Miedź - Legia 1-4: Lekcja dla beniaminka

Legia wykorzystała wpadki drużyn z czołówki tabeli Ekstraklasy i w ósmej kolejce sezonu zainkasowała trzy punkty. Nasza drużyna wysoko pokonała na wyjeździe beniaminka z Legnicy. Bramkowym łupem podzielili się Cafú, Kucharczyk i Carlitos.

 

Trener Sá Pinto nie dokonał żadnej zmiany w stosunku do składu, który rozpoczął mecz z Lechem Poznań w poprzedniej kolejce. Na boisko w Legnicy wybiegli: Cierzniak – Stolarski, Jędrzejczyk, Wieteska, Hloušek – Kucharczyk, Antolić, Szymański, Cafú, Nagy  – Carlitos. Gospodarze rozpoczęli w składzie: Kanibołocki - Zieliński, Osyra, Božić, Pikk - Ojamaa, Marquitos, Augustyniak, Fernández, Piasecki – Forsell.

Mecz zaczął się w dobrym tempie. Już w 2. minucie gry interweniować musiał Cierzniak. W 5. minucie Carlitos celnie uderzył z rzutu wolnego, jednak Kanibołocki efektowną interwencją uchronił gospodarzy przed stratą bramki. W 15. minucie piłka wpadła do bramki naszej drużyny, ale sędzia odgwizdał spalonego Forsella. Tę akcję poprzedził błąd Stolarskiego, który stracił piłkę w środkowej strefie boiska. W 22. minucie Legia objęła prowadzenie. Po rzucie rożnym piłkę na prawej stronie boiska otrzymał Carlitos, dośrodkował i  Cafú z kilku metrów trafił do bramki. Miedź wyrównała w 41. minucie. W tej fazie meczu gospodarze osiągnęli wyraźną przewagę. W jednym z ataków piłka trafiła do znajdującego się przed polem karnym Forsella, który mocnym, płaskim strzałem pokonał Cierzniaka. Dwie minuty później powinno być 2:1 dla Miedzi, na szczęście Fernández fatalnie pomylił się, z kilku metrów nie trafiając do bramki.

Do przerwy było 1:1 i był to zasłużony wynik.

W 53. minucie Cafú przejął piłkę w polu karnym Miedzi i potężnie uderzył. Strzał ręką zablokował Augustyniak i sędzia Musiał po weryfikacji VAR podyktował rzut karny dla Legii. Do piłki podszedł Kucharczyk. Strzał nie był szczególnie efektowny, ale szczęśliwie znalazł drogę do bramki gospodarzy. Mecz był szybki, zacięty, choć brakowało w nim czystych okazji bramkowych. W 75. minucie Carlitos uderzył z pola karnego i Kanibołocki wybił piłkę na rzut rożny. Po nim do strzału głową doszedł Wieteska, ale przeniósł piłkę nad poprzeczką. Na boisku pojawił się Martins, który zmienił Kucharczyka. W 79. minucie Legia podwyższyła prowadzenie. Nagy piętą podał do Carlitosa i Hiszpan precyzyjnym, płaskim strzałem pokonał Kanibołockiego. Ta bramka zakończyła emocje w Legnicy. Legia w pełni panowała na boisku. Minutę po trzeciej bramce dla Legii w polu karnym gospodarzy przewrócił się Nagy, jednak sędzia Musiał nie dopatrzył się faulu. W 85. minucie Kanté zastąpił Carlitosa, a dwie minuty później Pasquato Szymańskiego. Czwartą bramkę dla Legii zdobył Cafú, który w 89. minucie meczu huknął zza pola karnego i zupełnie zaskoczył bramkarza Miedzi.

Mecz w Legnicy miał różne fazy, ale ostatecznie zatriumfowała wyższa piłkarska jakość Legii. Nasza drużyna po przerwie nie popełniła błędu z pierwszej połowy i nie pozwoliła zepchnąć się gospodarzom do obrony, jednocześnie wykorzystując swoje szanse na bramki. Legionistom wróciła radość z gry - a nam radość z oglądania naszych piłkarzy w akcji.

Dyskusja (9)
1sobota, 22, września 2018 22:51
kibic50
Wierni i cierpliwi zostali nagrodzeni. Oby tak dalej Smile
2sobota, 22, września 2018 23:01
Mroova
oby tak dalej Smile
3niedziela, 23, września 2018 01:53
Senator
Muszę napisać że po pierwszej połowie wcale optymistycznie nie byłem nastawiony. Po bramce oddaliśmy pole i tylko szczęściu zawdzięczamy remis po 45 minutach.
W drugiej połowie ponownie szczęściu zawdzięczamy bramkę, mam tu na myśli strzał z karnego Kucharczyka. Jak to wpadło? Nie wiem. Mam nadzieję że po tym karnym jednak zmienimy wykonawcę.
Druga bramka pozwoliła nam na większy luz psychiczny i nasza gra nabrała wigoru. Właściwie od stanu 2:1 dla nas byłem spokojny.
Mimo strzelenia czterech bramek naprawdę jest jeszcze sporo pracy w temacie ofensywa. Ja nie widzę jeszcze myśli i realizacji.
Słowo o Stolarczyku. Tak jak z Lechem nakrył czapką Jóźwiaka, tak dziś zupełnie nie mógł sobie poradzić z byłym legionistą Ojamą.
Ogólnie jednak cieszy gra a po trzeciej bramce była już widoczna radość z gry , właściwie zaczęli się bawić piłką. To dobrze pewności siebie brakowało tej drużynie i poszczególnym zawodnikom.
Acha, bramka Carlitosa. Właśnie od tego jest napastnik, pomyśleć, przymierzyć, uderzyć i zdobyć bramkę. Spokój i pewność jedno jest wiadomo, warto było go sprowadzić.
4niedziela, 23, września 2018 01:55
corazstarszy
Więc tak: gdy jest bardzo źle, staram się za cokolwiek pochwalić. To teraz, a contrario, poszukam trochę dziury w całym:
Nie wiem, czy to kolejny dowód na słabość ligi, ale to mnie zdumiewa, że w dosyć krótkim czasie, gra Legii i wyniki aż tak się poprawiły. Na pewno ciężko pracowali i trener systematycznie się zabrał do rzeczy. Ale takie mam wrażenie, że przy silniejszych rywalach w lidze musielibyśmy dłużej czekać na efekty. Nie udało się wygrać w Luksemburgu, później bardzo zły mecz z Wisłą, gdzie niewątpliwie trener poświęcił wynik dla intensywnej pracy. Ale później, od Cracovii, to już poprawa była wyraźna. To szybko przyszło.
Zastawiam się, jakie następstwa ‘pedagogiczne’ dla naszych zawodników mieć będzie taki obrót rzeczy. Wszyscy znamy Legię i rokowania raczej nie bardzo: szybko zaczną sobie wybierać przeciwników i 'ważniejsze' mecze i okresy meczów, gdy ‘warto się starać’. Słowem, pojawi się przekonanie o własnej wyższości. A to przecież tylko rodzima liga.
Tego się obawiam.
Szkoda, że Sa Pinto nie rozpoczął pracy ze 3 tygodnie wcześniej. Może mielibyśmy dzisiaj fazę grupową LE.
Mecz bardzo udany. Zwłaszcza reakcja w przerwie. Namacalny dowód wpływu trenera na drużynę. Jak długo?
Tym razem np. Paweł Stolarski takich pochlebnych recenzji nie zbierze. Za to Cafu lepiej niż w 3-2 z Wisłą Płock w zeszłym sezonie. Są jeszcze nierówności – kilku zawodników zawsze odstaje, ale też kilku wyraźnie na plus. Mi się z kolei tym razem dosyć podobało, jak zagrał Carlitos.
Fajnie. Tęskniliśmy za porządną grą, gdy nas Dudelange i Spartak Trnava biły. No to doczekaliśmy.
5niedziela, 23, września 2018 06:38
dalkub
A ja nieco przewrotnie. Mi się podobało mniej niż z Lechem, szczególnie w grze defensywnej i w wykonywaniu określonej taktyki. Gorzej w destrukcji zagrały boki, Stolarski zagrał słabiej, ale moim zdaniem jego gra wynikała przede wszystkim z kiepskiej gry Kucharczyka. Nieco solidniej wyglądała lewa strona, ale i tam kilka razy za łatwo przeszły groźne akcje w pierwszej połowie.
Widzę delikatny postęp w kreowaniu akcji, widzę dobrą grę Jędzy, Cafu Antolića a przede wszystkim Nagy. Jest za dużo podań do tyłu, jeszcze gra kombinacyjna za często przeradza się w panikę przy pressingu przeciwnika.
#coraz starszy zastanawia się dlaczego w 3 tygodnie można zacząć lepiej grać i to o wiele lepiej - moim zdaniem wynika to z dwóch rzeczy - po pierwsze zawodnik czuje jak za kierownicą auto pod tytułem klub siedzi amator i laik, albo profesjonalista i jak jest ten drugi to w większości przypadków wiedzę że to nie przelewki, że gość się zna itd. Po drugie oni zwyczajnie byli słabi fizycznie - widać teraz że mecz z Wisłą wyglądał jak wyglądał bo wtedy było "w pizdeczkę" - czytaj duże obciążenia, ciężkie nogi itd. ale pop paru tygodniach Legia znowu nabiegała więcej kilometrów niż przeciwnik - o 5. I ostatni rzecz może najważniejsza. Ja zawsze obserwuję radość po golach kto biegnie do kogo się cieszyć - jeżeli Malarz ściska się z Pinto a całą drużyna i rezerwowi są w kupie to oznacza że tam wraca atmosfera.
Do porządnej gry brakuje nie wiele ale faktycznie postęp jest bardzo duży.
6niedziela, 23, września 2018 11:46
Zbyszek
O tym,że beniaminek dobrze się kojarzy.
Używając wielu słów w języku polskim nawet nie zdajemy sobie sprawy z ich wielorakich znaczeń i konotacji.Pewno niewiele osób wie,że używając słowo beniaminek pochodzi od imienia Benjamin , dwunastego, najmłodszego syna Jakuba zwanego Izraelem i jego drugiej zony Rebeki.Jakub dlatego nazywany jest Izraelem,że jego 12 synów stanęło na czele 12 plemion , które utworzyły starożytny Izrael. co zostało opisane w Biblijnej Księdze Rodzaju.Samo słowo benjamin oznacza po hebrajsku najmłodszego ,a po aramejsku "dziecko szczęścia".Potomkami Benjamina byli m.innymi król Saul i apostoł Paweł.W sporcie oznacza ono ten zespół, który awansował na wyższy poziom rozgrywek.Jak to się potocznie powiada, każdy kiedyś zaczynał.A zaczynem dla Miedzi do awansu do ESy, swoistymi drożdżami było przejęcie klubu przed 7 laty przez biznesmena Andrzeja Dadełło. Miedź Legnica powstałą w 1971 roku i pozostawała w cieniu starszych o 25 lat Śląska ze stolicy Dolnego Śląska Wrocławia oraz Zagłębia Lubin. Co prawda wydobywanie rudy miedzi rozpoczęto w 1951 roku w Legnicy,ale większe złoża odkryto w Lubinie i tam też ma siedzibę kierownictwo KGHM, chociaż Legnica ma o 30 tys. mieszkańców więcej.to władze KGHM stawiały na zagłębie,a nie na inne kluby miedziowe.Dopiero uwolnienie się od protektoratu KGHM pozwoliło Miedzi na własne życie. O ile sam klub jest beniaminkiem to wielu jego zawodników takowymi nie są, bowiem podstawową kadrę , która awansowała stanowili m.innymi bramkarz Sapela l.33 b. zawodnik Zawiszy i Bełchatowa,obrońcy Kwame l.33 z Podbeskidzia, Bartczak l.33 z Lubina i Jagi, Bozicz l.31 z Łęcznej i Wisły Płock, Osyra l.25 z Bruk Betu i Piasta, Paweł Zieliński l.28 ze Ślaska, pomocnicy Augustyniak l.25 z Jagi, Gargułą l.37 z Bełchatowa i Wisły Kraków, Łobodziński z Lubina i Wisły Kraków oraz napastnik Mateusz Piątkowski l.34 z Jagi i Wisły Płock. W nowym sezonie do Miedzi został sprowadzony m.innymi Heniek Ojamaa znany nam dobrze nieszczęśliwy drybler oraz wypożyczony od nas Żyro. Baczni obserwatorzy zwracają uwagę na to,że kilku zawodników Miedzi ma za sobą przeszłość korupcyjną.Właściciel klubu Andrzej Dadełło tak to komentuje : " ... Interesuje mnie nie to co było,ale to co w danym momencie zawodnik może dać drużynie...Mówimy o zawodnikach, którzy wtedy byli młodzi. W takim wieku często zamazuje się to co jest dobre z tym co złe. Gdy trafiali do środowiska pokazującego im,że tak można,a nawet trzeba to wielu się deprawowało...Rzeczą ludzką jest błądzić. Sam też nie jestem święty i nie oczekuję tego do innych. Najważniejsze,żeby błędów nie powtarzać...".Pewnikiem takie stanowisko wynika również tego,że Dadełło jest człowiekiem wierzącym,a to oznacza,że dobra nie dokonuje się samymi słowami,ale przed wszystkim czynami.To co powiedział ma znacznie szerszy wymiar i głębsze znaczenie.W naszym społeczeństwie ludzi rzekomo w większości wierzących zagnieździł się barbarzyński obyczaj piętnowania tych, którzy pobłądzili przez całe życie i skazywania ich co najmniej na ostracyzm.U nas dominuje takie podejście,że wystarczy komuś postawić jakieś zarzuty , a już zostaje uznany za winnego i domaga się dla niego aresztu i najsurowszych kar, mimo,że formalnie do wyroku Sądu jest niewinny. Kiedy zaś już jest skazany,zwłaszcza kiedy odbywa karę w więzieniu każdy by mu nieba przychylił i uznaje się go wręcz za poszkodowanego. Aż nadchodzi koniec kary i wówczas prawie wszyscy się od takiego odwracają , ba przeszkadzają mu w powrocie do normalnego życia.Bardzo wielu byłych przestępców w ten sposób odrzuconych wraca do przestępczego procederu.A wówczas pogańscy barbarzyńcy mówią : a nie mówiłem nie kryjąc satysfakcji.Piszę o tym również w kontekście coraz bardziej rozpowszechnionego poniżania ludzi za błędy za które już odpokutowali.Mnie cieszy, że są jeszcze tacy ludzie jak Dadełło, którzy w dobie wasalizmu, nienawiści mówią publicznie o prawdach podstawowych. A ma on jeszcze inne powiedzenie, które mi się podoba :" Nie chcę być najbogatszym na cmentarzu".Pewno dlatego w ciągu tych 7 lat włożył w Miedź ponad 30 mln. złotych.Cenię także ludzi, którzy nie wstydzą się wskazywać źródeł swoich biznesowych inspiracji,a dla Dadełły takowym jest książka pastora Johna.C. Maxwella " Przywództwo.Złote zasady". O książce nie napiszę wspomnę tylko jedną z myśli tam zawartych "Gdy kopią cię w tyłek , wiesz,że jesteś na przedzie".
Zdaniem Dadełły trener to 50% sukcesu, więc szukał, szukał i wydaje u się,że znalazł.. Za jego rządów Miedź trenowali : Baniak,Ulatowski, Fedoruk, Żuraw,Stawowy, Kudyba, Kuźma, Tarasiewicz. Szczególnie żałuje,że nie udało się Ulatowskiemu, który wie bardzo dużo o piłce, poza szczegółem,że nie wie jak wygrywać oraz Stawowemu, który sam będąc wspaniałym człowiekiem nie wie jak postępować z piłkarzami.Od lipca 2017 roku zatrudnił b. trenera Polkowic /średnia 1,o na mecz/, Floty Świnoujście/1,88/, Wigier /1,71/, liczącego 45 lat Dominika Nowaka. Jest to trener, który aktualnie ma najdłuższy bo 5 letni kontrakt w ESie. Poza tym jest jak Dadełło szachista amatorem i biega maratony. Mnie pozytywnie zaskoczył mówiąc jak wiele nauczył się do Jacka Zielińskiego w Wigrach oraz ciesząc się,że Legia wychodzi z dołka.I jak tu nie życzyć Miedzi powodzenia, oczywiście w innych meczach ,nie z Legią.

O tym,że w Legi trwa selekcja.
Mnie od wielu lat w Legii zadziwiała taka dziwaczna stabilizacja składu drużyny.Wiele razy się zastanawiałem czy ja, aby nie za stary jestem i mam przestarzałe poglądy,że współczesność oznacza trwałość posady pana piłkarza i pewność inkasowania dużych pieniędzy.Bo ja się niejako wychowałem na metodyce Jaroslava Vejvody. Jego interesował sukces i szukał zawodników zdolnych do jego odniesienia.Nie liczyły się dla niego zasługi,ale umiejętności, chęć ich poprawiania i aktualna forma.Usuwając z drużyny wielu pewniaków pokazał jednocześnie,że jeżeli ich następcy nie będą podnosić kwalifikacji to czeka ich ten sam los.Następnie utwierdził mnie w moim przekonaniu SAF. Ta sama metoda i te same pozytywne efekty. A w Legii od lat ważniejsze były nazwiska,niż prezentowana forma, zaangażowanie i chęć odniesienia sukcesu poprzez ciężką pracę. Zdarzały się przypadki odsuwania zawodników od I drużyny,ale nie miały one charakteru selekcyjnego, lecz były zabiegami socjotechnicznymi. Bowiem ,aby na poważnie mówić o selekcji to musi być rywalizacja na jakimś porównywalnym polu.Takim najprostszym jest wytrzymywanie obciążeń treningowych. Kiedy trenuje się na poziomie oldboja to każdy zdrowy mężczyzna to wytrzyma,ale kiedy trzeba podołać wymaganiom jak w średniej klasy klubie europejskim to już jest gorzej.I jest to pierwszy etap. Dlatego nie rozumiem tej fali oburzenia,że Sa Pinto odstawia gwiazdy jak da Silva, Mączyński, Malarz , Hamalainen czy Pazdan. Nie w każdym przypadku można doszukiwać się winy delikwenta, bo czasami na wzrost wydolności nie pozwala konstrukcja fizjologiczna. Niektórzy byli dobrzy,ale już nie są i tyle.W piłce nożnej, która nie jest polega wyłącznie na bieganiu to nie wydolność ma decydujące znaczenie,ale umiejętność gry w piłkę.I tu powinien następować następny etap selekcji. Przy obu fazach selekcji ujawniają się charaktery, jedni mają nastawienie pozytywne, wspólny wysiłek ich łączy,wykazują poczucie wspólnoty, inni zaś stają się niezadowoleni, i popadają w konflikty. W takich sytuacjach trener nie może być macochą,ale mądrze kochającym ojcem i każdemu zostawiać furtkę do poprawy i powrotu. Ale też nie może tolerować tych, którzy swój indywidualny interes stawiają ponad interes zespołu. Ja nie wiem czy Sa Pinto ma wyczucie, ma odpowiednie doświadczenie, aby po selekcji powstałą,lepsza drużyna niż była,ale widać,że jest to trener, który chce być ,a nie tylko trwać.

O tym,że cierpliwość bywa zaletą.
Trener Sa Pinto uważa,że drużyna Legii musi odpowiednio reagować na poczynania rywali.Drużyna Miedzi preferuje futbol ofensywny co wynika nie tyle z filozofii trenera Nowaka, ile z możliwości kadrowych . zapytany dlaczego w ESie nie zmienił stylu gry na bardziej ostrożny odparł,że nie widzi takiej potrzeby.Zawodnicy grają to co umieją i czego się nauczyli.Dokonanie radykalnej zmiany nastawienia czy ustawienia jest zawsze niewiadoma i może sprawy pogorszyć,a nie polepszyć. Mnie taka postawa odpowiada, bowiem większość ludzi nie wiadomo dlaczego uważa,że każda zmiana musi być zmiana na lepsze, pomimo,że doświadczenie życiowe o ogląd rzeczywistości pokazują,że częściej jest odwrotnie.Postęp polega na posuwaniu się do przodu,na ulepszaniu,a nie na burzeniu tego co się sprawdzało i dawało wyniki.Tylko różne nieuki próbują mydlić oczy rzekomą pronowoczesnością, która tak wiele kosztowała. Można powiedzieć,że drużynie Legii nie przystoi grać futbolu reaktywnego,że powinno nas być stać na stałe aktywne granie zmuszające rywali do dostosowania się.Tylko,że trenera zawsze bronią wyniki.W ogóle uważam,że szaleńcze popisy na boisku są zawsze ryzykowne, bowiem w bałaganie z reguły lepiej czują się piłkarze mniej umiejący, gorzej zorganizowani, bo wówczas bardziej rządzi niż różnica poziomu.Malko tego w eliminacjach europejskich Legia rzadko może być uważana za faworyta i dlatego musi doskonalić grę zrównoważoną, bezpieczna , dojrzałą i cierpliwą.

O tym,że zasada, iż broni cała drużyna przestaje być pojęciem pustym.
Pamiętamy zbyt dobrze niedawne, niesławne czasy kiedy nasza drużyna traciła mnóstwo bramek z obiektywnie słabszymi rywalami. Miało to miejsce nie tylko wtedy, kiedy graliśmy 3 środkowych obrońców. Główną przyczyną było pozostawianie obrońców samym sobie. Pomiędzy formacją obrony,a pozostałymi zawodnikami wytwarzała się kilkunastometrowa luka, którą zapełniali rywale. A ponieważ nasi obrońcy do szybkobiegaczy ani do agresorów nie należeli to przeciwnicy byli górą.Lecz sama zwiększona ilość zawodników zaangażowanych w takie działania nie jest elementem decydującym o skuteczności gry obronnej. Każdy zawodnik biorący udział w powstrzymywaniu rywali przed i w polu karnym musi wiedzieć w którym konkretnie miejscu ma być, co ma robić, jak się ustawić, jak współdziałać z partnerami itd.. A pożądanego stanu bez doskonalenia taktyki podczas treningów i w kolejnych meczach się nie osiągnie.A do tego przynajmniej w I połowie Miedź ustawiła nam wysoko poprzeczkę. Jest znacznie lepiej niż było,ale do dobrze jeszcze daleko. na przykładzie Miedzi widać było co znaczy granie jednym systemem, jednym stylem ,w stabilnym zestawie kadrowym. U nas zaczyna być podobnie i efekty widać.

O tym,że nasz trener przestał szukać kwadratowych jaj.
Duża część komentatorów ma takie przekonanie, nie wiadomo na czym oparte,że każdy zawodnik może grać na każdej pozycji na której się go postawi. I w wymiarze teoretycznym maja rację, tylko powstaje pytanie jak zagra, dobrze czy źle?.Z innych powodów część trenerów też tak postępuje.
Ich motywacja nie jest całkiem jasna,ale pewno w dużej mierze wynika z takiego przeświadczenia,że są cudotwórcami i z dobrego napastnika zrobią świetnego obrońcę, co się czasem udaje. Ale kiedy próbują z miernego gracza stworzyć wybitnego tylko samą zmiana pozycji na boisku to to zupełnie nie wychodzi, a raczej wychodzi,ale na gorsze. W Legii w ostatnim czasie takich poronionych pomysłów było stanowczo zbyt wiele. W te buty wszedł i Sa Pinto,ale na szczęście w porę się zreflektował.Wymienię tylko 4 nazwiska : Kucharczyk, Szymański, Cafu i Jędrzejczyk. Z tym pierwszym sprawa jest prosta. Mógł on grać od biedy na lewym skrzydle, mimo,że to zawodnik typowo prawonożny, gdy gra była ustawiona na tzw."odwróconą nogę" i wchodził on z tej strony w pole karne. Natomiast jako typowy skrzydłowy po lewej stronie się marnował.
Dla Szymańskiego trenerzy szukali miejsca na skrzydle , co przy jego technice pozwalającej mu na bezbłędne panowanie nad piłką, antycypacji, umiejętności gry kombinacyjnej i kreatywności było marnowaniem jego talentu i zwykłym szkodnictwem.Jest to urodzony rozgrywający i ma na tej pozycji grać, rozwijać się i swoje umiejętności doskonalić. Moim zdaniem jego potencjał jest większy niż Zielińskiego.
Podobnie Cafu. Zawodnik o takich umiejętnościach nie może być trzymany na łańcuchu jednej pozycji.Cafu to z kolei urodzony libero, któremu trzeba zostawić swobodę poczynań na boisku.On potrafi bronic, rozgrywać i atakować.Oczywiście,aby funkcje libero pełnić musiał być lepiej przygotowany motorycznie,co Sa Pinto uczynił.Ja od pierwszego meczu Cafu twierdziłem,że to w ostatnim czasie najlepszy zakup Legii.Moim zdaniem najlepsze jeszcze przed nim.
Wreszcie Jędrzejczyk. ja nie wiem jaki był udział prezesa,a jaki jego durnych doradców,ale trzymanie Artura poza drużyna było sabotażem ,żeby nie powiedzieć zbrodnią. Jedrzejczyk nie tylko dobrze gra,ale jest przede wszystkim duchowym przywódcą drużyny.Ma on niebywale silne poczucie zespołowości i dla kolegów z drużyny jest gotów do największych poświęceń.Ponadto jest bardzo koleżeński i przy nim młodzi zawodnicy tacy jak Stolarski, Wieteska czy Szymański mogą się rozwijać. Razem z Cierzniakiem I Kucharczykiem tworzą siłę duchową , bo im naprawdę zależy na sukcesach Legii.

A wynik wczorajszego meczu za wysoki. Taka jednak bywa cena jaką trzeba zapłacić za prowadzenie otwartej gry z dobrze dysponowaną Legią.
7niedziela, 23, września 2018 15:04
Oley
Tak obiektywnie rzecz biorąc, to Staszkowy Boh Futboła coś nam w tym meczu zwrócił (coś co kiedyś zabrał... nie pytajcie kiedy, bo nie wiem Smile )

Pierwsza bramka, to że Augustyniak nie dał rady, to chyba sam tylko wie (inną sprawa, że jakby dał radę, to na 99% byłby samobój...).
Druga- jakim cudem, kiedy było tam trzech miedziaków, koleś wsadził tam rękę Smile sytuacja do ogarnięcia bez tak karkołomnego udziału, nikogo innego, jak właśnie Augustyniaka.
Trzecia bramka, też w sumie fart, bo bramkarz nie krył po krótkim rogu, tylko stał w środku- mógł sięgnąć.
Czwartą... to już chyba sam bramkarz wie, jak lecącą w środek bramki, centralnie w Jego ręce piłkę, koncertowo przepuścił

Jak napisał Zbyszek, wynik za wysoki, ale gra zarówno jednych, jak i drugich, mogła się podobać.
8niedziela, 23, września 2018 16:21
świrekwampirek
Mam wrażenie że niektórzy przez ostatnie miesiące tak się przyzwyczaili do krytykowania Legii że teraz po dwóch niezłych spotkaniach mają problem i na siłę szukają dziury w całym.
Bezdyskusyjna jest poprawa we wszystkich aspektach gry po przerwie na kadrę. Przecież to oczywiste że ich gra nie odmieni się o 180 stopni z dnia dzień.
Mamy poprawę w organizacji gry szczególnie w obronie, piłkarze nie są zupełnie bezradni jak ostatnio bywało, fizycznie zaczynają dominować a do tej pory człapali, nawet się okazało że znowu potrafią celnie podać i przyjąć piłkę żeby im na 5 m nie odskakiwała. A już zarzuty że wynik za wysoki (jest jakiś wzór na za wysoki cz za niski wynik?) a bramki to wręcz fart czy przypadek to dla mnie kosmos. Właściwie każda bramka w piłce jest obciążona błędem przeciwnika i po to się gra żeby te błędy prowokować. Bez dobrego dośrodkowania i dobrego wejścia Cafu nie byłoby bramki i tak można wyliczać dalej.

P.S. Jak jeszcze kiedyś usłyszę że Musiał to dobry sędzia osobiście takiego delikwenta wytargam za uchoSmile
9niedziela, 23, września 2018 21:04
Oley
Musiał to chyba był na jakimś innym meczu Smile
A co do "za wysokiego" wyniku, odwołuję się tylko do Boha Futboła Smile

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1