A+ A A-

Pogoń - Legia 2-1: Trafiła kosa na kamień

W 15. kolejce sezonu Legia udała się do Szczecina na mecz ze znajdującą się w dobrej formie Pogonią. Niestety legioniści nie sprostali gospodarzom i ponieśli zasłużoną porażkę. Honorowego gola dla naszej drużyny zdobył André Martins.

 

W pierwszej jedenastce Legii pojawił się Antolić, który zastąpił Cafú. Skład naszej drużyny wyglądał następująco: Majecki – Vešović, Wieteska, Jędrzejczyk, Hloušek - Martins, Cafú – Kucharczyk, Szymański, Nagy – Carlitos. Gospodarze rozpoczęli w składzie: Załuska - Niepsuj, Walukiewicz, Dwali, Matynia - Majewski, Drygas, Kožulj, Podstawski, Kowalczyk – Buksa.

Od początku meczu to Pogoń prezentowała się lepiej. W 7. minucie faulowany przed polem karnym Legii był Buksa. Do piłki podszedł Majewski, próbował chytrze uderzyć po ziemi, jednak skończyło się rzutem rożnym. W 12. minucie Pogoń objęła prowadzenie. Kolejny rzut rożny przyniósł dośrodkowanie Majewskiego na głowę Drygasa i było 1:0 dla gospodarzy. Legia próbowała odpowiedzieć strzałem Hlouška po rozegraniu piłki z autu, jednak Załuska spokojnie obronił. Gospodarze nie pozwalali Legii na przejęcie inicjatywy, grając zdecydowanie, szybko, z dużą pewnością siebie. Nasza drużyna nie radziła sobie z pressingiem Pogoni. Legia doszła do głosu dopiero po trzydziestu minutach gry, ale nie stworzyła sobie czystej okazji strzeleckiej. W 37. minucie nasi zawodnicy domagali się analizy VAR po interwencji Matyni, ale piłka trafiła obrońcę gospodarzy w głowę. Vešović przypłacił nerwową reakcję na tę sytuację żółtą kartką.

Do przerwy było 1:0 i był to zasłużony wynik. Legia nie była w stanie znaleźć sposobu na dobrze dysponowaną drużynę gospodarzy.

Druga połowa przebiegała według podobnego scenariusza. Legia szybko traciła piłkę, nie umiała  przenieść gry na połowę gospodarzy, nie potrafiła stworzyć sobie sytuacji strzeleckiej. W 57. minucie doszło do starcia Niepsuja z Carlitosem. Niepsuj ujrzał żółtą kartkę, podobnie jak gwałtowanie reagujący Hloušek. W 59. minucie na boisku pojawili się Cafú i Kulenović, którzy zmienili Antolicia i Kucharczyka. W 66. minucie efektownie z dystansu usiłował uderzyć Podstawski, jednak piłka minęła bramkę Legii. W 72. minucie niecelny strzał oddał Majewski. W 76. minucie kolejny strzał z dystansu przyniósł gospodarzom powodzenie. Fantastycznym uderzeniem popisał się Kožulj. W Legii Kanté zmienił Carlitosa. Nasi zawodnicy dążyli do zmiany wyniku, ale udało się dopiero w drugiej minucie doliczonego czasu gry. Po rzucie rożnym piłka trafiła do Martinsa, który z bliska wbił ją do bramki gospodarzy. Na odrobienie strat zabrakło już czasu.

W piątkowy wieczór Legia przegrała z drużyną lepszą. Taka konstatacja musi boleć, zwłaszcza że naszym rywalem był zespół, który nie zalicza się do ligowej czołówki, ale wyższość Pogoni była wyraźna. Legia nie potrafiła odpowiedzieć na fizyczną przewagę gospodarzy i na ich aktywność w grze defensywnej. Teraz czas na kolejną przerwę na mecze reprezentacji.

Dyskusja (13)
1sobota, 10, listopada 2018 00:12
CTP
No cóż, po Górniku ostrzegałem, żeby za bardzo nie podniecać się tak okazałą wygraną, więc nie napiszę, że dzisiejsza gra i wynik mnie zaskoczyły. Niestety, cały czas ponosimy koszty konieczności promowania takich piłkarzy jak Wieteska i Szymański. Swoją drogą, zastanawiam się, kiedy Ricardo powie "dość!" i nasza młodzież znajdzie się tam, gdzie jej miejsce, czyli na ławce. Pytanie tylko, kto ich zastąpi. O ile Remy powinien być z miejsca gotowy, to w przypadku Pasquato mam sporo wątpliwości.
2sobota, 10, listopada 2018 01:35
QD
Powiem trochę przekornie: mnie dzisiejszy mecz zaskoczył na plus. Spodziewałem się takiej postawy pogoni i dużo gorszej Legii. Niemniej dobrze też nie było więc kilka moich uwag dlaczego:
Trener Sa Pinto ma kilka asów w rękawie w zależności od stylu jakim ma grać Legia,ale niestety kompletnie nie potrafi z nich korzystać. Dzisiaj był świetny przykład, gdy na mocną Pogoń grającą ofensywną piłkę wyszliśmy takim samym składem jak na oddającego nam pole Górnika. Kto mi powie po kiego czorta nam Carlitos na szpicy jak zamierzamy grać długą piłkę z pominięciem środkowej linii? Graliśmy tak dokładnie od początku do końca więc to prawdopodobnie było świadome a jednak jedyny zawodnik potrafiący to wykorzystywać był na ławie. fajnie że Carlosik ma dobre liczby ale trochę analizy rywala by się przydało. Właśnie o tym pisałem jak narzekałem że trener nie umie korzystać z naszego Hiszpana.
Druga sprawa to Antolić... Jak zobaczyłem go w wyjściowej jedenastce to się utwierdziłem że dobrze nie będzie.Jak powiedzeniu "dobry trener tylko wyników niema" tak z nim jest "dobry zawodnik.." Dziś go przez cały mecz obserwowałem i nie rozumiem czemu trener na niego stawia. Wszystkie akcje spowalnia, niby pokazuje się do rozegrania ale jeśli podaje to niemal zawsze do tyłu. Każda próba do przodu jest niedokładna, niechlujna i ryzykancka. W obronie też go nie za bardzo widać (chociaż i tak chyba było lepiej niż zwykle - nie widziałem aż tylu strat). Po wejściu Cafu środek się mega uspokoił i od razu zaczęliśmy grać lepiej (również w ataku). Czemu więc Domagoj grał od początku? Żeby niepotrzebnie dublować rolę Martensa (bo to Jego a nie Cafu mógłby być zmiennikiem)? W roli zmiennika dla Cafu raczej bym widział Mączyńskiego ale tu "niewiadomą" byłaby forma zawodnika i relacje z trenerem

A na koniec jeszcze taka uwaga odnośnie Majeckiego. bardzo się cieszę że młody może grać ale coś czuję że znów usiądzie na ławce. Obawiam się że swoją grą dziś mógł podpaść trenerowi i zawodnikom z pola. Nie mówię tu o samej obronie (niczym się tu nie wyróżnił ale tak niestety grają w tym sezonie wszyscy nasi bramkarze) ale o rozegraniu piłki. Nie kojarzę żeby chociaż raz zaczął akcje krótką piłką do obrońców. Raz nawet było widać jak zirytował tym Jedrzejczyka (zamiast podać krótko do Wieteski wywalił piłkę daleko i ją straciliśmy).
3sobota, 10, listopada 2018 08:15
corazstarszy
Zgodnie z przewidywaniami. Pogoń gra teraz najlepszą piłkę w lidze, a Legia osiągnęła jakiś czas temu (1. połowa we Wrocławiu) pewien górny pułap i od tego momentu progresu nie widać. I ten górny pułap też nie zawsze. To jest na razie główny zarzut wobec pracy Sá Pinto. Nie wiem, o co mu chodziło w wypowiedzi pomeczowej. Ale Pogoń zasłużyła na wygraną. Kontrolowali mecz. Widać było różnicę między dobrze grającym zespołem a takimi np. popierdółkami z Białegostoku, którym mecz się tak samo dobrze ułożył, ale pomysł mieli w stylu: niech już będzie koniec.
Też jestem zdegustowany grą Antolicia. Coś czuję, że Carlitos to taki człowiek, który dobrze zagra, jak się przeciwnik zbytnio nie przeciwstawi, a i cała Legia dobrze zagra. Mam nadzieję, że Zagłębie jeszcze będzie w zapaści do meczu z Legią i że uda się wygrać. A dla Pogoni gratulacje. Dawno nikt nie był w lidze tak bezdyskusyjnie lepszy w meczu z Legią (pomijam zapaści, jakie nas dopadają).
4sobota, 10, listopada 2018 08:59
kibic50
Niestety słowa trenera "jesteśmy bardzo mocni" zostały wczoraj mocno zweryfikowane. Pogoń była wyrażnie lepsza. Momentami nie poznawałem Legii. Co się stało z pressingieg i formą wielu piłkarzy ? Oby to býł tylko wypadek przy pracy.
5sobota, 10, listopada 2018 10:44
świrekwampirek
To jest niesamowite, pierwsza przegrana od 10 spotkań i już wszystko źle a Pinto nadaje się do tarcia chrzanu.
Zawsze w takich sytuacjach przypomina mi się stary kawał o kolesiu który miał niesamowitą potencję seksualną. Żeby sprawdzić jego możliwości wybrano 100 gorących kobiet. Facet ochoczo zabrał się do pracy i zaczął seryjnie zaspakajać panie. Szło mu wspaniale ale przy 70 zaczął słabnąć a przy 85 ostatecznie padł. Będący w pogotowiu pielęgniarze wynoszą go na noszach wśród zebranego tłumu który wpierw nieśmiało ale za każdym razem coraz mocniej skandował IMPOTENT, IMPOTENT!

Pozdrawiam wszystkich ludzi sukcesu którzy w życiu się nawet raz nie potknęli tak licznie tu zebrani.
6sobota, 10, listopada 2018 10:51
Senator
Problemem w tym meczu była gra ofensywna. Jedni powiedzą nie dali nam pograć inni brakowało kreatywności, szybkości w rozgrywaniu akcji, polotu. Ja skłaniam się do tej drugiej uwagi. Nie pierwszy to mecz kiedy z przodu nie wskazujemy umiejętności jakie powinna mieć drużyna aspirujaca do tytułu.
A mecz jak mecz, strzał życia dał Pogoni trzy punkty.
7sobota, 10, listopada 2018 11:03
XXX
Ten mecz dał mi częściową odpowiedź na nurtujące mnie pytanie, dlaczego Czesi mają lepsze wyniki w pucharach, chociaż nie mają dużo lepszych zawodników.
Otóż przygotowanie fizyczne i nieustępliwość połączona z realizacją poleceń trenera wystarcza żeby sparaliżować mistrza Polski. Z pewnym zaskoczeniem oglądałem bezproduktywne lagowanie Legii. Bez kreatywnej II linii jest bardzo trudno przeciwstawić się dobremu pressingowi a tak grają już nawet Luksemburczycy.
Sezon ligowy zawsze usypia naszą czujność i wydaje się że mamy dobry zespół i możemy atakować LM. Ale potem przeżywamy rozczarowania.
Jeśli szukać pozytywów po tym meczu, to takich że co raz częściej w lidze gra się takim pressingiem i to zmusi piłkarzy i trenerów do myślenia i reagowania.
Majecki wczoraj nie miał szans przy bramkach, ale zwróciłem uwagę na jego grę nogami. Prawie każde wybicie trafiało w miejsce gdzie był nasz zawodnik. Trajektoria lotu była płaska co powodowało szybsze docieranie piłki do zawodników. Będą z niego ludzie.
8sobota, 10, listopada 2018 13:07
Zgred
Jest jeszcze jedna acz zasadnicza sprawa w tych tzw "falowaniach" gry. Otóż nie da się - powtarzam nie da się przygotować fizyczności drużyny podczas trwania sezonu, a taką opcję właśnie przerabiamy. Owszem, da się ją, a nawet trzeba utrwalać, ale nie budować. Jak wiemy mamy zaległości sięgające wyjazdu do USA oraz wcześniejsze, w takich okolicznościach będzie następująco dwa mecze dobre, dwa takie sobie, dwa słabe, jeden bardzo słaby...
Wczoraj była bardzo widoczna różnica w poruszaniu się obu zespołów. I tak, Pogoń cały czas była w ruchu posiadając piłkę, czy stosując wysoki pressing. Biegali szybciej z większą dynamiką przez co wygrywali prawie wszystkie pojedynki bezpośrednie. W odróżnieniu do nas byli bardzo dobrze ustawieni, rozgrywali szybko, często na jeden , dwa kontakty - grali b. dobrze. My jak dzieci we mgle biegaliśmy za piłką, a kiedy ją odebraliśmy graliśmy wolno, przewidywalnie, topornie, albo dzidą do przodu lub do nikogo.
I nie był to zły dzień jednego czy dwóch piłkarzy, ale wszyscy z pola grali "bez prądu".
Całkowity obraz pracy R SP będzie widoczny po przerwie zimowej, po planowych obciążeniach w treningach w aspekcie siły i fizyki.

No cóż mecz z Lechią Gdańsk urasta do "problemu" , zakładając, że Gdańszczanie wygrają z Cracovią do dwóch punktów przewagi dopiszą trzy, zrobi się pięć. Nasza (tfu) przegrana z Lechią zrobi im już punktów osiem, a to dużo, bardzo dużo...
9sobota, 10, listopada 2018 13:28
anonimowy_legionista
Napiszę tak Stolarski za Vesovicia, Vesović za Kucharczyka. Kuchy pierwszy wchodzący z ławki.

Dać już sobie spokój z Szymańskim i postawić na cofniętego Carlitosa za Kante.

Liczę, że w końcu Remy albo Philipps wrócą. Chociaż o pierwszym pisali, że robi głupstwa w wolnym czasie, a o drugim, że jest skreślony u Pinto.
10sobota, 10, listopada 2018 17:09
QD
@świrek
"To jest niesamowite, pierwsza przegrana od 10 spotkań i już wszystko źle a Pinto nadaje się do tarcia chrzanu. "
A kiedy możemy skrytykować jeśli coś jest źle? Poza tym w ciągu tych 10 spotkań wszystko było cacy? Jak coś jest źle (a jest jeszcze bardzo dużo) to się o tym mówi. Zresztą już w typerze pisałem, że Legia jest chimeryczna i to się potwierdziło.
Nikt nie zwalnia na razie Pinto. Wręcz przeciwnie - praktycznie wszędzie widzę zaciekawienie tym co będzie wiosną, gdy Legia przejdzie okres przygotowawczy z trenerem i wymianę krwi.

@XXX
Z Majeckiego będą ludzie, ale ma jeszcze bardzo dużo do pracy. Dobra gra nogami to fakt, ale nadużywa jej (o czym pisałem). Nie wiem też jak z komunikacją między nim a obroną - wspomniane już zirytowanie Jędzy, była też akcja jak chyba z Wieteską obaj wyszli do piłki do której młody bramkarz nie za bardzo miał szanse dojść, a pozbawił Wieteskę bezpiecznego zagrania. Zagrożenie zniwelowano, ale niewiele zabrakło.
11sobota, 10, listopada 2018 17:10
kibic50
@a-L

Napisze tak Wink

Bociek za gąskę,
Gąska za kurkę,
Kurka za Kicię,
Kicia za Mruczka,
Mruczek za wnuczka,
Wnuczek za babcię,
Babcia za dziadka,
Dziadek za rzepkę,
Oj, przydałby się ktoś na przyczepkę!
12sobota, 10, listopada 2018 18:01
CTP
@a_i
Umówmy się, że o roszadach w składzie decyduje trener. Smile To jego rola i jego odpowiedzialność. Poza tym, Stolarski grał w PP z Piastem i, mówiąc delikatnie, jego występ dupy nie urywał. A jeśli chodzi o Wieteskę, to dzisiaj pełne 90 minut w rezerwach rozegrał Remy, więc pewnie za 2 tygodnie, na Zagłębie to on wyjdzie w "jedynce".
Również większość meczu dzisiaj zagrał Niezgoda i kto wie, czy Sa Pinto nie zdecyduje się na grę 2 napastnikami. Z duetem Kante + Carlitos wyszło nie za bardzo (zresztą, próbował tego również Klafuric) ale być może wyjdzie z Niezgodą.
13sobota, 10, listopada 2018 18:36
Zbyszek
O tym,że Pogoń Szczecin znalazła się w mediach całego świata.
Przed 4 tygodniami światem piłki nożnej wstrząsnęła wiadomość,że Pogoń Szczecin została przez FIFA DRC ukarana zakazem transferów przez dwa kolejne okienka za nielegalne pozyskanie i odniesienie w ten sposób korzyści,wielokrotnego reprezentanta Bułgarii Spasa Delewa. Sam zawodnik został ukarany zakazem występów na 4 miesiące.Prezes klubu Beroe Stara Zagora ogłosił zachwycony,że oto kradzież została ukarana.FIFA DRC uznała bowiem,że Delew i Pogoń złamali przepisy o stabilności kontraktowej.Dla każdego mało obeznanego z realiami naszej piłki było oczywistym,że oto potentat i bogacz przekupuje dobrego gracza i odbiera go biedniejszemu i mniejszemu za darmo.Bowiem Delew to nie jest postać anonimowa w świecie piłki kopanej.Dwukrotnie Sky Sports w 2011 i 2014 roku uznał go za jednego z najbardziej perspektywicznych graczy kontynentu i wycenił na 15 mln. EURO, zaś po meczu eliminacji MŚ z Holendrami trafił do elitarnej najlepszej jedenastki FIFA. Pogoń i zawodnik złożyli protest do Trybunału Arbitrażowego (CAS) przy MKOL , który wstrzymał wykonanie kary do czasu ostatecznego rozstrzygnięcia sporu. Zawodnik tłumaczył,że wystąpił do Bułgarskiego Związku o rozwiązanie kontraktu z klubem,gdyż po meczu sprzed 2,5 roku z CSKA Sofia w półfinale Pucharu , który Beroe przegrała został uznany za winnego porażki i spotkały go szykany - kibice porysowali mu samochód , a on czuł się fizycznie zagrożony. Pogoń z kolei twierdzi,że otrzymała z Bułgarskiego Związku dokument ITC, który stwierdzał,że Delew jest wolnym zawodnikiem,bez kontraktu,a stwierdzenia FIFA DRC o osiągnięciu korzyści i nielegalności pozyskania zawodnika są sprzeczne z faktami. Sprawa Delewa ma wymiar precedensowy, bowiem Bułgarski Związek podjął decyzje o rozwiązaniu kontraktu z Beroe na podstawie tamtejszego prawa pracy uznając racje Delewa za wystarczające.Natomiast FIFA DRC ,uznała,że zachowania wobec Delewa nie widnieją w przepisach, są mało istotne i nie mogą być podstawą rozwiązania kontraktu.Natomiast ukaranie Pogoni jest kuriozalne, gdyż klub nie ma obowiązku ani możliwości zbadania czy kontrakt zawodnika został rozwiązany prawidłowo, zwłaszcza w sytuacji w której dysponuje oficjalnym dokumentem o wolności gracza .Spas Delew został dostrzeżony przez Sky Sports przed 7 laty jako wyróżniający zawodnik Pirima Błagojewgrad i młodzieżowy reprezentant Bułgarii.Nie wiemy czy i jakie kluby z innych krajów się nim interesowały,ale Polsce były to Legia,Wisłą I Lech. Najbliższy pozyskania był Lech,ale i dla niego kwota 1 mln EURO byłą za wysoka. W efekcie Delew trafił do CSKA, o którym zawsze marzył i który uważa za swój dom. Z CSKA został sprzedany do tureckiego Mersin Idman Yurdui w którym miał grać przez 3,5 roku. Od początku pobytu w Turcji narzekał na warunki , izolację, brak treningów, nieregularne i obniżone wypłaty.Chciał rozwiązać kontrakt,ale nie było zgody klubu. Rozwiązanie przyszło samo kiedy to Turcy nie zapłacili w terminie kolejnej raty transferowej. Delew wrócił do CSKA,ale po kolejnym wyróżnieniu przez Sky Sports trafił do Hiszpańskiej Las Palmas.Był tak pół roku. On był niezadowolony i Hiszpanie byli z niego niezadowoleni,nie znał języka, słabo grał kombinacyjnie i był boiskowym egoistą.Na jego słabe notowania wpływ miały ukazujące się w mediach zdjęcia z imprez mocno zakrapianych alkoholem. Wrócił do Bułgarii najpierw do Lokomotiwu Plowdiw,potem do Beroe Stara Zagora, a następnym przystankiem na 3 lata stała się Pogoń..W niej więcej nie gra niż gra, gdyż stale łapie kontuzje,ale kiedy już gra to jest wyróżniającym się zawodnikiem.
Ja natomiast, natychmiast po zapoznaniu się z nazwą Stara Zagora odświeżyłem pamięć , gdyż ta miejscowość ma swoje miejsce w historii naszej piłki. W ramach eliminacji do Igrzysk Olimpijskich w Monachium Polska w Starej Zagorze 16.04.1972 roku przegrała z Bułgarami 1:3. Mecz jest pamiętny z 3 powodów, a mianowicie Włodzimierz Lubański otrzymał tam jedyną w karierze czerwoną kartkę, nazwisko sędziego spotkania "Paduranu" stało się na lata symbolem wyjątkowej stronniczości i nieuczciwości,a ponadto po tym spotkaniu zaczęła tworzyć się reprezentacja Polski jako drużyna gotowa na wielkie wyzwania. Ale po kolei.Mecz zaczął się dla nas dobrze, gdyż nie byliśmy gorsi od faworyzowanych Bułgarów, finalistów poprzedniej Olimpiady,uczestników ME i MŚ w 1970 roku w Meksyku, w której to drużynie grały takie tuzy,jak "Gundi " Asparuchow, Bonew,Tolew,Penew czy Żeczew. Pierwsza połowa dla nas po golu Lubańskiego.W drugiej w 67 minucie przed polem karnym Bonew sfaulował naszego stopera Ostafińskiego. Sędzia "Paduranu" po chwili wahania wskazał na "wapno". Lubański jako kapitan zaczął protestować mówiąc łamaną angielszczyzną "Non penality" i "Non fair" za co dostał żółtą kartkę. Kiedy Bonew wykorzystał karnego Lubański niosąc piłkę na środek boiska głośno klął jak twierdzi po polsku,ale Paduranu jak zapisał słyszał,że Lubański mówił po niemiecku "rumuńska świnia" i za ten epitet Włodek zobaczył czerwień. Kilka minut po tym zdarzeniu Banaś zdobył prawidłową bramkę, boczny niczego nie sygnalizował,ale Paduranu otoczony graczami Bułgarii dopatrzył się spalonego.Po tym meczu na naszych boiskach jak chciano mocno dopiec i obrazić sędziego nie krzyczano "sędzia kalosz" czy nowocześniej "sędzia ch... "ale "Paduranu, Paduranu".W naszych mediach sędziego obwiniono o porażkę i prawie pewny brak awansu, gdyż Bułgarzy byli faworytami w rewanżu z Hiszpanami. PZPN złożył protest w FIFA, który w naszej prasie uznano za uwzględniony co prawdziwe nie było.Powoływano się na delegata FIFA Andrejevicza, który rzekomo miał źle ocenić sędziego i uznać,że wyrzucenie Lubańskiego było bezpodstawne. W rzeczywistości Lubański nie zagrał w meczu z Hiszpanami i tylko nie został dodatkowo ukarany,a sędzia został zakwalifikowany do grona oficjalnych arbitrów FIFA i przesędziował jeszcze 76 meczów międzypaństwowych. Wieczorem w restauracji hotelowej nasi piłkarze jedli kolację obok stolika sędziów meczu.Lewy obrońca Zyga Anczok dla żartu postanowił ich wystraszyć . Wstał , wziął dwa noże i zaczął ostrzyć jeden o drugi groźnie spoglądając na Rumunów.Podobnie uczynili i inni nasi zawodnicy. Sędziowie nie wytrzymali, przerwali jedzenie i biegiem uciekli z restauracji. Natomiast Kazimierz Górski uważał,że to co się stało po meczu było początkiem tworzenia się wielkiej drużyny, która zdobyła złoto na IO w Monachium w 1972 roku oraz 3 miejsce na MŚ w RFN w 1974 roku.Pan Kazimierz w swoje książce " Pół wieku z piłką " tak pisze :" Schodząc do szatni czułem się jak zbity pies, najchętniej bym uciekł , gdzie pieprz rośnie, znikając ludziom z oczu.Gdy jednak zobaczyłem miny chłopaków wlokących się noga z nogą ze spuszczonymi głowami powiedziałem sobie : o nie , to jeszcze nie nasz pogrzeb.I zrobiłem jak mnie w latach dzieciństwa nauczał ojciec : dobrą minę do złej gry. "Szkoda,ze się nie popłaczecie - naskoczyłem na nich w szatni. Widzieliście ich jak się nad sobą roztkliwiają : a nie przyszło wam do głowy,że jak weźmiemy rewanż to awansujemy i pokażemy takim Paduranu na co nas stać."Pan w to naprawdę wierzy? spytał Kostka. Niezłomnie "."W samolocie do Warszawy panowała iście szampańska atmosfera" - kończy ten wątek Pan Kazimierz. Ja dodam,że napojów rozweselających nie zabrakło.

O tym,że trener musi stawiać prawidłowe diagnozy.
Wiedza polega m.innymi na wyciąganiu prawidłowych wniosków z doświadczeń. Nie tak jak pewien uczony, który wyrwał muszce jedną nóżkę i polecał : mucho, idź. I mucha szła.Tak samo było po urwaniu, drugiej, trzeciej i czwartej nóżki. Po usunięciu piątego odnóża uczony nakazał : mucho, idź.Ale mucha się nie ruszyła. Uczony zapisał : po wyrwaniu piątej nóżki mucha ogłuchła.
Kiedy słyszę naszego trenera, który mówi,że Legia była lepsza mimo,że przegrała to przypomina mi się tamten uczony.
Trener Sa Pinto zapewne słusznie po badaniach uznał,że piłkarze powinni być lepiej przygotowani motorycznie. Tylko,że to o czym mówimy :motoryka ma dwa główne człony : wytrzymałość i szybkość. W procesie treningowym tworzy się dwie zbitki formy fizycznej : wytrzymałość szybkościową , którą nasi zawodnicy posiedli i szybkość wytrzymałościową, której dostąpili np. zawodnicy Pogoni.I w takim meczu jak wczorajszy ta różnica była doskonale widoczna. Oni byli zdolni do przyśpieszenia gry, do dynamicznych wejść w nasze szyki defensywne , do zastosowania arytmii gry. Drugi element różnicujący to poprawna analiza gry rywali, ich mocnych i słabych stron w celu znalezienia odpowiedniego antidotum. Nasi piłkarze są bardzo groźni kiedy da się nam grać w piłkę, znacznie gorzej sobie radzimy w grze bez piłki. Zawodnicy Pogoni grali więc z reguły do przodu, bardzo mało było rozgrywania piłki w strefie obrony, środkowi obrońcy często wchodzili do drugiej linii, szanowali piłkę starając się podawać celnie np. Drygas z Podstawskim mieli po ok.90% celności podań, po stracie piłki próbowali ja natychmiast odebrać stosując ograniczony w czasie i przestrzeni pressing. Nasi zawodnicy przy tak nastawionym przeciwniku całymi fragmentami meczu byli bezradni. Do tego rywale wyrwali nam zęby przednie., Wystarczyło pokryć indywidualnie Carlitosa, brawo dla 18 latka Walukiewicza, wychowanka Legii, ograniczyć swobodę poczynań Szymańskiego, odciąć od podań Nagy i nasza gra ofensywna przestała istnieć. A zawodnicy Pogoni grają w systemie 4-2-3-1 tylko,że bez udziwnień.Główną zaletą tego systemu jest jego elastyczność,ale nie bez znaczenia jest fakt,że w nim jak w mało którym znajduje się miejsce dla zawodników o mikrych umiejętnościach,ale wielkim sercu do gry.Szczególne miejsce w nim mają dwaj defensywni pomocnicy jako wyodrębniona formacja.To jeden z nich wzmacnia obronę przy ataku przeciwnika, to oni asekurują wchodzących do przodu bocznych obrońców, to oni nie pozwalają na skuteczne wejścia skrzydłowych rywali do środka. W Legii ta formacja nie istnieje i tym samym te funkcje jakie winna spełniać wykonywane nie są ,ze szkodą dla efektywności gry.

O tym,że zmiany pozycji bywają dezorganizujące.
Generalnie każdy zawodnik ma swoją pozycję na boisku i ma swoją przestrzeń do zagospodarowania zwaną strefą.Chodzi o to,aby każdy rejon boiska był pilnowany i kontrolowany. Oznacza to,że konkretnie kto gra w danej strefie ma drugorzędne znaczenie. Nie oznacza to jednak,że każdy może grać wszędzie.Każdy widzi różnice pomiędzy np. obrońcą a napastnikiem.Nie tylko dlatego,że jeden i drugi przebywają na ogół w różnych rejonach boiska,ale przede wszystkim dlatego,że grają inaczej i odgrywają różne role.Z kolei zawodnicy drugiego zespołu starają się odpowiednio reagować na wyzwania jakie stawia rywal.Podejmują działania destrukcyjne,a po odzyskaniu piłki konstrukcyjne.Tak czynią drużyny dobrze zorganizowane. Najczęściej więc w każdej fazie gry, w każdym miejscu boiska , szczególnie tam gdzie jest piłka spotykają się ci sami zawodnicy. Tak jak by mecz składał się z indywidualnych pojedynków zawodników dobrze siebie znających.
Coraz rzadziej zdarza się,że zawodnicy wymieniają się na swoich pozycjach.Spełnia ono swe zaskakujące zadziałanie w przypadku krycia indywidualnego, natomiast przy grze strefą ma znaczenie minimalne. Wczoraj w naszym zespole takie zamiany pozycyjne zachodziły. A to Szymański grał na skrzydle i biegał wzdłuż linii, a to Vesovicz przebywał w środku boiska,a to Kucharczyk przechodził na lewą stronę wzmacniając Nagy, a to Martins robił za prawego skrzydłowego. Nie wiemy czy taki był zamysł trenera i jeżeli tak to czemu to miało służyć.Jeżeli temu,aby dezorganizować grę w defensywie Pogoni to nie spełniło to takiego zadania. Powodowało natomiast,że w jednej strefie przebywało dwóch,a często i 3 naszych zawodników.W grze jest jednak zawsze tak,że gdy w jednym miejscu jest graczy więcej to w innym jest ich za mało. We wczorajszym meczu te zmiany pozycji nie sprawiały,że byliśmy groźniejsi w ataku, ani,że byliśmy skuteczniejsi w obronie. Zaryzykuje stwierdzenie, że był to wyłącznie widoczny przejaw naszej bezradności.

O tym,że stanęliśmy w miejscu.
Z przykrością muszę napisać,że nasza drużyna popadła w przeciętność. Mamy dwa rodzaje porównań: w pionie,a więc w stosunku do tego co było oraz w poziomie,a więc wobec otoczenia.Bardziej twórcze i miarodajne jest porównywanie się z innymi, gdyż pozwala na ocenienie czy nasz postęp jest relatywny, czy efektywny. Dla nikogo nie ulega wątpliwości,że Sa Pinto po przyjemniaczku Magierze, mądrali Jozaku i przeciętniaku Klafuriczu stał się swego rodzaju objawieniem. Tylko,że takie porównywanie jest zawodne, gdyż żaden z wymienionych nie miał najmniejszych kwalifikacji,aby trenować jakikolwiek klub w ESie, nie mówiąc o Legii.Oczywiście nie deprecjonuję pracy Sa Pinto, gdyż sporo dokonał i może on jeszcze siebie i Legie rozwinąć.Ale na razie dostrzegam zastój.Pisałem już o tym,że trener przeprowadził rzetelne badania fizyczne zawodników i na tej podstawie poprawia wytrzymałość co w meczach widać. Nasi zawodnicy potrafią grać ekonomicznie,umieją dozować wysiłek , nie obawiają się,że im sił zbraknie, unikają bezsensownej bieganiny. Nie mamy problemów z utrzymaniem odpowiedniej intensywności gry,nasze kłopoty występują gdy chodzi o jej dynamikę. Największym naszym problemem jest optymalne wykorzystanie umiejętności indywidualnych naszych zawodników. Co z tego,że każdy z naszych graczy jest znacznie lepszy od każdego zawodnika rywali skoro tego na boisku nie widać, a zwłaszcza nie widać po wynikach.Popatrzmy na niektórych zawodników Pogoni jak : Podstawski, Majewski, Drygas. Walukiewicz, Buksa czy Dwali. To nie są znane nazwiska,ale wczoraj to oni robili za mistrzów ,a nasze gwiazdy za tło dla nich.Niestety z czołowymi drużynami ESy nie wytrzymujemy porównania w efektywności gry. Remisowaliśmy szczęśliwie,a wczoraj przegraliśmy przekonywująco. Pokazujemy za mało atutów. W takim meczu jak wczoraj powinny decydować indywidualności, ale one nie zaistniały.Wynika to nie z braku zawodników o naprawdę wysokich umiejętnościach,ale o ich słabe wzajemne zgranie i wkomponowanie w drużynę. Mało się znam na muzyce,ale na tyle,aby wiedzieć,że od kompozytora zależy co on z nut czyli z bezładnych dźwięków ułoży, czy będzie to melodia czy kakofonia, a potem przy wykonywaniu utworu dyrygent nadaje dziełu charakter. Nie wszystkie kompozycje, nie wszystkie wykonania są arcydziełami,ale kiedy kompozytor ma nazwisko,a orkiestra jest uznaną marką to nie wypada,aby grali chłam. Nie wypada. Nasza drużyna wczoraj nie grała źle,ale od tych zawodników i mówiąc wprost od całego zespołu mamy pełne prawo oczekiwać więcej. Klasowej drużynie może się zdarzyć,że przegra z niżej notowanymi,ale po walce. Mówiąc wprost nie miałbym pretensji, gdybyśmy przegrali w sytuacji w której wszyscy nasi bili się z determinacją o wygraną. Powiedziałbym : trudno. Tylko,że tej determinacji nie było. Nie było. I to najbardziej boli.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1