A+ A A-
  • Kategoria: Wokół boiska
  • gawin76

Zagłębie Lubin - Legia 0-1: Należyta staranność

W Ekstraklasie zaczęła się runda rewanżowa. Legia zaczęła ją od wyjazdu do Lubina i zainkasowała ważne trzy punkty, pokonując gospodarzy 1:0. Bramkę na wagę zwycięstwa zdobył powracający do gry William Rémy.

 

Rémy pojawił się na środku obrony naszej drużyny, zastępując kontuzjowanego Jędrzejczyka. Trener Sá Pinto zaskoczył wyborem napastnika – w Lubinie od pierwszej minuty zaczął Kulenović. Skład Legii wyglądał następująco: Majecki – Vešović, Rémy, Wieteska, Hloušek - Martins, Cafú – Kucharczyk, Szymański, Nagy – Kulenović. Gospodarze rozpoczęli w składzie: Hładun - Kopacz, Dąbrowski, Guldan, Balić - Pakulski, Matuszczyk, Starzyński, Jagiełło, Bohar – Tuszyński.

W 9. minucie Legia objęła prowadzenie. Po rzucie rożnym uderzył Nagy, Hładun odbił piłkę pod nogi Rémy’ego, który z kilku metrów trafił do bramki. Zagłębie mogło szybko odpowiedzieć, ale Tuszyński nie wepchnął piłki do bramki po rzucie wolnym Starzyńskiego. Zagłębie zostało zmuszone do ataku pozycyjnego. Gospodarze długo utrzymywali się przy piłce, ale nie stwarzali sobie sytuacji strzeleckich. W 26. minucie Szymański otrzymał żółtą kartkę za faul na Guldanie. W 31. minucie Kucharczyk najpierw zepsuł dobrą okazję, trafiając w zawodnika gości przy kontrze, a za chwilę zmusił Hładuna do interwencji po tym jak jego dośrodkowanie poszybowało nieoczekiwanie w stronę bramki. W 33. minucie Kulenović oddał strzał głową po rzucie wolnym, jednak wyraźnie przestrzelił. W tej samej minucie Majecki przytomnym wyjściem z bramki uratował Legię przed zagrożeniem. W 36. minucie doskonałą okazję do wyrównania miał Tuszyński, ale z kilku metrów nie trafił do bramki.

Legia do przerwy prowadziła 1:0. Mecz stał na słabym poziomie, ale wynik był dla nas satysfakcjonujący.

Po przerwie jako pierwsze zaatakowało Zagłębie. Jagiełło oddał strzał sprzed pola karnego i nieznacznie się pomylił. W 56. minucie dobrze spisał się Majecki, który najpierw obronił strzał Bohara, a tuż potem dobitkę Balicia. W 61. minucie Carlitos zastąpił Szymańskiego. Minutę później ładną akcją popisał się Vešović i podał do Kulenovicia. Strzał Chorwata minął bramkę gospodarzy. W 68. minucie Dąbrowski doszedł do strzału głową po rzucie rożnym, jednak nie trafił w bramkę. W 70. minucie Hämäläinen zmienił Kulenovicia. W 73. minucie w pole karne gospodarzy wpadł Carlitos, strzelił z ostrego kąta, ale Hładun obronił ten strzał. Dobitka Hlouška trafiła w poprzeczkę. W 75. Martins sfaulował Balicia i obejrzał żółtą kartkę. W 77. minucie po błędzie Janoszki legioniści mieli dobrą okazję, do strzału doszedł Martins, jednak nie trafił w bramkę. W 80. minucie Carlitos ruszył na bramkę Zagłębia, usiłował podać do Nagya, ale Węgier był zbyt daleko i szansa została zmarnowana. W 81. minucie Philipps zmienił kontuzjowanego Martinsa. W 82. minucie piłka trafiła do bramki gospodarzy po strzale Hämäläinena, niestety wcześniej na spalonym był Carlitos i gol nie został uznany. W 84. minucie po akcji Nagya piłka trafiła do Carlitosa, Hiszpan uderzył, niestety piłka odbiła się od słupka. Nasz zespół w miarę spokojnie obronił jednobramkowe prowadzenie.

Legia nie zagrała w Lubinie wielkiego meczu, ale zrobiła swoje i wygrała w pełni zasłużenie. Do końca roku nasz zespół rozegra jeszcze cztery ligowe mecze. Następny, z Koroną Kielce, odbędzie się w przyszłą sobotę w Warszawie.

Dyskusja (14)
1niedziela, 25, listopada 2018 17:50
kibic50
@Zbyszku wybacz Smile

O tym, że takiej Legii nie chcę oglądać.
O tym, że nie rozumiem wyborów trenera.
O tym, że równie dobrze mogliśmy ten mecz przegrać.
O tym, że nonszalancja wielu piłkarzy doprowadza mnie do łez.
O tym, że gramy jedną z najbrzydszych "piłek" w lidze.
O tym, że z takim potencjałem strzelamy mało bramek.
O tym, że mieliśmy szczęście grać dziś z Zagłębiem.
O tym, że najlepszy na boisku Remy, który nie grał od lipca.
O tym, że Szymański powinien odpocząć.
O tym, że robię sobie przerwę...

Edit:

Z TT
"Najstarszy w podstawowym składzie @LegiaWarszawa Adam Hlousek (1988). Aż pięciu zawodników poniżej 25. roku życia"

Jeśli to było celem dzisiejszego meczu, to przepraszam..
2niedziela, 25, listopada 2018 19:39
corazstarszy
@kibic50
Odpowiem cytatem (niedokładnym) z reklamy Wedla: zatraciłeś dziecięcą umiejętność przeżywania radości. Przecież Legia wygrała.
3niedziela, 25, listopada 2018 20:58
CTP
"O tym, że nie rozumiem wyborów trenera"

A ja je świetnie rozumiem. Zastał w Legii pewien stan osobowy kadry i próbuje rzeźbić tym co ma. A bogactwa urodzaju, to on raczej nie ma. Nasza dzisiejsza linia ofensywna, to Nagy, Szymański, Kucharczyk i Kulenovic. Z tej czwórki jedynie o Nagy'ym można powiedzieć, że przerasta naszą ligę. Reszta grała raczej nie dlatego, że trener tak chciał, tylko dlatego, że musiał, bo sypnęło kontuzjami.
To, co Sa Pinto może w tym momencie zrobić, to, przede wszystkim, nie stracić kontaktu z czołówką i nie dać się tak demolować jak w meczu z Pogonią.
4niedziela, 25, listopada 2018 21:28
dalkub
warto się zastanowić ilu zawodników ze składu meczowego miał w przerwie do dyspozycji Sa Pinto. Na kadry wyjechali Majecki, Vesović, Wieteska, Nagy, Szymański, Kulenović. Dalej Remy to zawodnik co trenuje z drużyną od kilkunastu dni i zagrał pierwszy mecz od dłuższego czasu i pierwszy z Wieteską, Stolarski i Phillips na kadrze. Ciężko się pracuje jak z 16 meczowej nie ma 8 ludzi.
Ja też nie specjalnie widzę kogo miałby wystawić? ja widziałbym jedną roszadę - za Kuchego Vesović za Vesovića Stolarski
Szymański jest pod formą - ano jest ale on nie miał okresu przygotowawczego, potem nie trenował bo miał odejść, a jak był obóz u Sa Pinto to był na kadrze. Czy inni są lepsi? serio wolę aby grał Szymański a nie emeryt którego za chwilę pożegnamy bez żalu.
Mecz słaby, Legia lepsza od przeciwnika, ale wymagam znacznie więcej. Pozytywy to 3 punkty i Remy, i coraz młodszy skład, reszta do zapomnienia.
5niedziela, 25, listopada 2018 21:46
kibic50
@corazstarszy

"Przecież Legia wygrała"

Fakt. Urlop będzie udany Very Happy
6niedziela, 25, listopada 2018 22:35
Moros
Gdyby nie pierwsza połowa z Wisłą czy Śląskiem, a także mecz z Lechem, to taki mecz nie irytowałby mnie tak bardzo. Wtedy zespół pokazał, że potrafi grać z polotem w ataku i jednocześnie skutecznie w obronie. Dzisiaj moim zdaniem zainkasowaliśmy 3 punkty głównie dlatego, że rywal był beznadziejny.Nie podobało mi się, że mając w środku pola takich graczy jak Martins, Cafu, Szymański czy Nagy, nie potrafiliśmy wyjść piłką z własnej połowy i często Wieteska "walił" długą piłkę na walkę, którą Kulenović oczywiście przegrywał. Trochę lepiej to wyglądało pod koniec meczu, zwłaszcza jak wszedł Carlitos, jednak wtedy rywal szedł już mocno do przodu i stąd tyle miejsce pod bramką Hładuna. Wcześniej gdy nieco bardziej uważali na tyły, męczyliśmy totalnie bułę. To był taki sam poziom jak w Białymstoku czy Gliwicach, nie mówić już o Szczecinie. Mam wrażenie, że od drugiej połowy z Wisłą, ten zespół zatrzymał się w rozwoju i gra cały czas to samo. Wyjątkiem był mecz z Górnikiem, ale to się wpisuje w trend, że z rywalami beznadziejnymi potrafimy sobie jeszcze jakoś radzić. Wystarczy jednak, że ktoś jest trochę mocniejszy i zaczynają się schody. Póki co ciesze się z 3 punktów, ale sporo we mnie niepokoju, jeśli chodzi i nadchodzące kolejki.
7poniedziałek, 26, listopada 2018 05:33
Senator
No właśnie, Moros słusznie zauważa, zabrakło polotu. Wcześnie zdobyta bramka miała wpływ na cały mecz. Trzeba zauważyć nie daliśmy poszaleć rywalom. Myślę że z tym polotem przy tak intensywnych treningach będzie problem. Jasne chciałoby się pięknej gry, akcji na jeden kontakt na pełnej szybkości ale trzeba zauważyć, my fizycznie , motorycznie do tego sezonu normalnie przygotowani nie byliśmy. Sa Pinto poprawia te cechy w trakcie sezonu. Co do składu poprę tu Dalkuba.
8poniedziałek, 26, listopada 2018 10:04
Oley
nawet Baszczyński w studio nie mógł się nadziwić, jak jest zestawiona personalnie nasza 11-stka
prawda jest taka, że jest dziura w budżecie
grają zawodnicy, którzy mogą się sprzedać
Kulenovic zrobił hattrick w U-21, to do składu go Smile
Wieteska, Szymański, Nagy, Kulenovic... to są goście na sprzedaż
będą grać Smile
9poniedziałek, 26, listopada 2018 11:20
Zgred
..."nawet Baszczyński w studio nie mógł się nadziwić, jak jest zestawiona personalnie nasza 11-stka"

No tak, ale ten sam Baszczyński także w jasny sposób podkreślał jak Legia ten mecz trzyma pod kontrolą. W sumie po za pierwszym kwadransem drugiej połowy, silniejszym atakom Zagłębia - miał rację.
Ja tu dramatu nie widzę, podbijam słowa - Senatora, do zimowej przerwy raptem cztery mecze i trzeba to dograć... Każde punkty są ważne, a że nie okraszone urodą, liczą się jedynie punkty i miejsce w tabeli czyli po tej kolejce - drugie. Dopiero byłby żal i poczucie szkody kiedy z końcem grania Legia byłaby w formie genialnej...
10poniedziałek, 26, listopada 2018 11:28
świrekwampirek
Podobno nawet na meczu w Lubinie było około 2 tys skautów i menadżerów z Top lig oglądać młodych z Legii, ach ten przebiegły
MioduskiSmile
A może w końcu ktoś zaryzykował i zaczyna odświeżać drużynę Legii. I moje pytanie kto ma grać za tych młodych, Mączyński? Radovic? Wiecznie obrażony i do tego kontuzjowany Pazdan?
W lidze najważniejsze są punkty i zostały zdobyte, po tych wszystkich zawirowaniach włączając obóz kondycyjny podczas rundy jesiennej trzymamy się blisko czołówki i na tym etapie oto chodzi.
Najbrzydsza wygrana zawsze jest lepsza od każdej pięknej porażki.
11poniedziałek, 26, listopada 2018 11:33
Senator
Jeszcze co do wyborów trenera. Chyba nie jest tak że wystawia słabszych? Możemy snuć teorie jak np Oley ale moim zdaniem nie w tym rzecz. Gdyby Rado był lepszy niż Szymański to by grał. Trener osłabia zespół wystawiając gorszych zawodników? No nie Panowie tego żaden trener nie robi.
12poniedziałek, 26, listopada 2018 13:38
Zgred
No nie wiem Senatorze czy kibice Manchesteru United byliby z Tobą zgodni Very Happy Istnieją różne formy sabotowania klubu...
Taka dygresja zupełnie nie związana z R SP, ale istnieją opcje (pewnie kreatywnie inne) w piłce nożnej aby kontraktowe "wymuszać"...przepraszam na nie "wpływać"
Wszyscy wiemy, że rozwody bywają bardzo utajnione w intercyzach Wink

U nas jest inaczej...na liście rezerwowej zawsze istnieją trzy, cztery nazwiska, a system zmian jest bardzo zaadaptowany. Nie idzie ...Pstryk - i pierwszy z "ławki rezerwowej" - typu Żuraw, Durdević, Rumak, Wdowczyk...i o kim ostatnio głośno - Nawałka.
Ruch w interesie jest bo albo intercyzy słabe, albo wcale ich nie ma.
Ten ostatni znając życie spisał parę punktów...zobaczymy jak imć "faken" Wielkopolskę zdobędzie, a że groźny jest już słychać że blady strach na szatnie Lecha padł...z całą pewnością kierowca autokaru ma prze....ne.
13poniedziałek, 26, listopada 2018 18:22
dalkub
Oley

a ja się dziwię zdziwieniu pana Baszczyńskiego - szczerze ja bym wymienił ten skład bez problemu z wyjątkiem Kulenovića. Gdybym wiedział że Carlitos ma jakiś problem, to bym na szpicy postawił Kuchego wpuścił Stolarskiego i Vesovića dał do przodu. Ten skłąd jest przewidywalny jak słonko na Saharze.
14poniedziałek, 26, listopada 2018 20:43
Zbyszek
O tym,że futbol oscyluje pomiędzy zabawą,a zawodem.
Kiedy od wielu lat obserwujemy świat futbolu to z łatwością zauważymy,że jest to rodzaj biznesu rodzinnego, w którym jego uczestnicy odgrywają główne role nie tylko w trakcie spektaklu,ale także i po. Czynną rolę w tym procesie odgrywają organizacje piłkarskie jak FIFA, UEFA i związki krajowe , w tym PZPN. Przede wszystkim najliczniejszej obsadzie, czyli zawodnikom , w różny sposób umożliwia się miękkie lądowanie po zakończeniu karier.Nie zasilają oni co prawda szeregów sędziów, bo tam trzeba się uczyć a i błędy są od razu widoczne,ale ochoczo wstępują w role komentatorów, działaczy i zwłaszcza trenerów.Gdy słyszymy,że ten czy ów prezes się nie zna to wiemy,że słowa te wypowiadają byli piłkarzyki, którzy jak każdy głupiec mają przekonanie,że tylko oni posiedli wiedzę.Podobnie jest z komentatorami, którzy poczynają tworzyć klan ludzi wzajemnie się wspierających i głoszących prawdy nie tyle objawione, ile niewiele mające wspólnego z informowaniem publiki co jest grane.Ale oni są jeszcze jakoś do przeżycia. Znacznie gorzej i szkodliwiej dla naszej piłki jest gdy biorą się oni po ukończeniu kursów niektórych do trenowania drużyn w naszej ESie. Wówczas nie słyszymy,że prezes dokonujący takiego wyboru to samobójca na raty,a trener, który się takiego zadania podejmuje jest jak ślepy koń, który na pytanie czy wygra Wielką Pardubicką odpowiada :" Nie widzę przeszkód".
Przykładem takiego treneropodobnego osobnika był Mariusz Lewandowski. Przedstawiany był jako idol Zagłębia , w którym grał 2,5 roku 20 lat temu.Po zakończeniu kariery zapłacił za ukończenie kursu i uważał siebie za trenera pełną gębą. Jak każdy człek niedouczony, który nie wie co to profesjonalizm myli go uporczywie z zabawą i zmieniał,a to zawodników,a to ustawienia gustując, w tych modnych. W rzeczywistości demolował dorobek swego poprzednika, wprowadzał chaos i zatrzymał rozwój wielu zawodników.
Zresztą Zagłębie Lubin jest ciekawym przykładem doboru trenerów.Okres w historii tego klubu do 2005 roku pominę, gdyż Zagłębie było jednym z największych graczy w okresie korupcji i wyniki były efektem prawa popytu i podaży. Pierwszym trenerem po okresie "Wielkie Smuty" został Czesław Michniewicz, który doprowadził klub do Mistrzostwa i byłby awansował do LM,ale jako jeszcze szczawiowi w zawodzie zachciało mu się zamiast doskonalić ustawienie 4-4-2 zmienił je w ciągu miesiąca na modniejsze 4-2-3-1.Jak to bywa nie ulepszył,ale spieprzył.Po nim trenerem Zagłębia został mocny w gębie,ale w praktyce partacz Ulatowski, który był u Michniewicza asystentem.To był pierwszy sygnał,że w Zagłębiu w zasadzie nie prowadziło się i nie prowadzi żadnej polityki tyczącej doboru trenerów.Szkoleniowców zwalniano nagle ,a wakat obsadzano tym ,który był akurat pod ręką.Z tego nieudanego przejścia z asystenta na trenera nie wyciągnięto żadnych wniosków i taka chałupnicza metoda trwa po dziś dzień.
Po karnej degradacji do I ligi zadanie powrotnego awansu otrzymali byli zawodnicy, głównie GKS Katowice, a więc Fornalik asystent Wyrobka, Jończyk asystent Stawowego, Lesiak, asystent Lenczyka oraz Franek Smuda, jedyny w tym gronie trener.Zadaniu nie sprostali. Zespół do ESy wprowadził Marek Bajor , asystent Smudy. Po nim zatrudniono b. trenera Legii Urbana, który pokazał,że poza Warszawą pokazuje nie tę część ciała co trzeba.Następcą Janka został Hapal, który miał trenerskie papiery, bo z Żiliną zdobył mistrzostwo Słowacji i awans do LM. W Lubinie sobie nie radził i po nim drużynę objął jego asystent Buczek. Ten radził sobie jeszcze gorzej i zespól plasował się na miejscu spadkowym. Zwolniono go i zatrudniono trenera z nazwiskiem Oresta Lenczyka.Pomimo,że Nestor był już wypalony, a jego pomysły przestały działać pozwolono mu dokończyć dzieła spadku jak by działacze byli przekonani,że nie ma nikogo lepszego.Ale tym razem władze klubu wykorzystały czas właściwie i znaleziono pasującego do struktury klubu oraz jego potencjału trenera w osobie Stokowca. Ten wykonał w Zagłębiu kawał porządnej roboty, nie tylko awansował,ale rozwijał zawodników, koordynował pracę szkoleniową całego klubu. Tak naprawdę nie wiemy dlaczego i kto zdecydował,że opuścił Zagłębie. Na jego miejsce zatrudniono dwóch trenerów, wspomnianego Lewandowskiego i jako koordynatora grup młodzieżowych oraz Dyrektora Akademii Holendra Van Daela.Ten ostatni wedle ichniego obyczaju zastąpił Lewandowskiego.
Facet pracował przez wiele lat z grupami młodzieżowymi i zaliczył roczny epizod z Vitesse, który uratował przed degradacją,ale dalej już mu tak dobrze nie szło. Z naszym zespołem Holender bilansu klubu nie zwiększył. A prawdę powiedziawszy po grze Zagłębia nie bardzo było widać,aby im na tym szczególnie zależało.Chyba bardziej obawiał się sromotnej klęski i dlatego Zagłębie zagrało ostrożnie, wręcz strachliwie.Czy grając odważniej mogło osiągnąć korzystniejszy wynik ?. Nie sądzę.Zostawiając więcej przestrzeni naszym graczom mogło tylko przegrać wyżej.W tym kontekście wielu powie,że Holender zastał zgliszcza i dlatego drużynę buduje od tyłu. Jest to prawda,ale połowiczna.Po prostu łatwiej jest mało doświadczonym i jeszcze mniej umiejącym trenerom w krótkim czasie poprawić grę obronną i defensywną.W takiej grze nie trzeba większych koncepcji, wystarczy wybieganie, trzymanie się stref, nie pozwalanie na ogrywanie się, bliskie odległości pomiędzy zawodnikami pozwalające na asekurację i tyle.Natomiast atakowanie to już wyższy szczebel rozwoju. Niestety i nasza drużyna cierpi na tę dolegliwość ,a dodatkowo nie wykorzystujemy naszego ogromnego potencjału w postaci klasowych zawodników.

O tym,że powinno się używać słów adekwatnych do istoty opisywanych zjawisk.
W czasach zamierzchłych w zasadzie o czymś takim jak gra obronna nie było mowy, bo taka gra była nie do pomyślenia. Piłka nożna polegała na tym,że jak która drużyna miała piłkę to po to,aby atakować bramkę przeciwnika.Gdzieś od połowy lat 50-tych prawo obywatelstwa zaczęły zdobywać koncepcje obronne, których zewnętrznym przejawem stało się słowo rygiel, z włoska zwane catenaccio. W ten sposób podzielono drużyny na te grające ładny futbol czyli atakujące i drużyny grające brzydko, a więc broniące się.Mimo,że wyniki często były korzystniejsze dla tych ostatnich to media i kibice wiedzieli swoje. Z czasem gdzieś pod koniec lat 60-tych do futbolu wkroczyło pojęcie futbolu totalnego a wraz z nim określenia : futbol ofensywny i defensywny. Początkowo oznaczały one drużyny preferujące atak lub obronę, gdyż w zasadzie piłka nożna stawała się wymianą obustronnych ciosów i drużyny różnicowało tylko % posiadania piłki. Stąd też powiedzenie,że korzystniej jak się częściej posiada piłkę,bo mniej jej ma rywal.Lecz z czasem te pojęcia przestały opisywać boiskową rzeczywistość i stały się wyłącznie słowami oznaczającymi symbolicznie tych co posiadają piłkę lub nie.Powiadało się więc,że w ofensywie jest drużyna posiadająca piłkę,a w defensywie ta, która jej nie ma.To z kolei miało odwzorowywać zachowania meczowe. Tylko,że futbol dalej się rozwija. Ogromny wzrost motoryki zaskutkował nie tylko zawężeniem i skróceniem pola gry,ale przede wszystkim zwiększeniem dynamiki i intensywności gry. Zawodnicy stali się zdolni do wykonywania coraz bardziej zróżnicowanych zadań.To z kolei powoduje,że dawne pojęcia należy odłożyć do lamusa.Dziś fachowcy na określenie sposobu gry używają określeń : futbol aktywny, reaktywny lub zbalansowany.W dużym uproszczeniu te sformułowania oznaczają drużyny, które realizują własną koncepcję gry (aktywny), albo drużyny,które wyłącznie reagują na to co zrobi przeciwnik, zwłaszcza na jego błędy ( reaktywny) lub też zespoły, które starają się eksponować własne zalety niwelując walory rywali (balans).Jednym z przejawów wskazanych sposobów gry jest ilość zawodników przed lub za piłką.Za jednego z twórców tego podziału uchodzi , "wynalazca" futbolu reaktywnego portugalski trener Mourinho. Widać ,że nasz Portugalczyk chce uchodzić za jego ucznia Smile. Nie wchodząc w dalej idące rozważania trzeba powiedzieć, że przy tym różnicowaniu bzdurne jest mówienie,że ten kto wprawdzie posiada piłkę,ale gra na własnej połowie to tyłu lub do boki jest w ofensywie lub atakuje. Ten sposób rozumienia celu gry oznacza w istocie,że w futbolu liczy się skuteczność. A to jak się gra jest tylko środkiem prowadzącym do celu.

O tym,że spokój w grze przeciwko źle zorganizowanym drużynom jest samoistną wartością.
Pod koniec lipca 2018 roku nasz zespół grał u siebie z Zagłębiem Lubin.Przegraliśmy 1:3 będąc zespołem gorzej zorganizowanym. Wówczas to trener Klafuricz eksperymentował ze zgubnym ustawieniem 3-5-2. W stosunku do tamtego meczu zmieniliśmy ustawienie oraz bramkarza i 5 graczy z pola.Same te zmiany nie spowodowały,że po 4 miesiącach role obu drużyn uległy odwróceniu.Mówiąc obrazowo nasi zawodnicy tym razem wyszli na boisko wiedząc co mają na nim robić , aby przeciwnika pozbawić szans na wygranie.Przy tej okazji nie mogę odmówić sobie wyszydzenia tej idiotycznej gadki o jakimś doskakiwaniu czy tez podskakiwaniu do rywali posiadających piłkę.Ja nie wiem kto tę głupotę wniósł do dyskursu o piłce,ale pismactwo to podskakiwanie na podobieństwo pcheł uważa za samą esencję futbolu i swego rodzaju dogmat.Otóż podskakują ci, którzy nie potrafią grać czyli nie wiedzą co mają robić i gdzie na boisku i stale są zaskakiwani tym,że rywale mają piłkę.Jako taka organizacja gry polega m.innymi na tym,że zawodnicy zależnie od fazy są bliżej lub dalej od przeciwnika. Wczoraj nasi zawodnicy nie musieli doskakiwać ani podskakiwać.Trzymaliśmy się pozycji i stref, przemieszczania się formacjami w sposób uporządkowany zależnie od tego kto posiadał piłkę,a przede wszystkim nasi gracze byli blisko rywali.Taka gra świadczyła o dojrzałości drużyny.Nasz zespół cenił sobie spokój, a nie gustował w szarpanej grze.Z kolei zawodnicy Zagłębia jakoś sobie radzili wyłącznie w fazie wyprowadzania piłki, a potem czyli im bliżej naszej bramki było tylko gorzej.Owszem próbowali zastosować wariant Pogoni, a więc odciąć od piłek Nagya i ograniczyć swobodę poczynań Szymańskiego,ale wykonanie było gorsze niż portowców. Chociaż Szymański nie miał tak kiepskich statystyk jak w Szczecinie to trener i on musza pomyśleć nad rozszerzeniem jego strefy gry, gdyż w tej , w której teraz gra za łatwo jest ograniczany w swych poczynaniach. W Zagłębiu ciężar pozbawiania naszych zawodników kłów spoczywał na pojedynczych zawodnikach i nie widać było ,aby pozostali wiedzieli jak wspomagać partnerów. W takie sytuacji odciążenie Nagya, a zwłaszcza Szymańskiego powinni wziąć na siebie Kucharczyk i Kulenowicz.O ile jeszcze Kucharczyk okresowo się uaktywniał,ale dla jego bardziej efektywnej grze przeszkodą jest jego słaba technika to Kulenovicz grał zbyt statycznie.Dobrze, ze do atakowani rywali włączał się Remy i Martins, gdyż bez tego wsparcia rywale mogliby nabrać ochoty do walki. Właściwie dopiero wejście Carlitosa wniosło jakościową zmianę. To on swoją ruchliwością uwolnił Nagya i nasza drużyna zagrażająca ich bramce odciążała własną obronę.Natomiast tak jak inne drużyny Zagłębie zlekceważyło konieczność opracowania obron przeciwko stałym fragmentom gry wykonywanym przez nasz zespół i za ten niedostatek zapłaciło porażką.

O tym,że czego innego od Legii wymagają komentatorzy,a czego innego kibice.
Nie mam zastrzeżeń do komentatorów wczorajszego meczu. Powiem więcej, jestem pozytywnie zaskoczony wysokim poziomem merytorycznym i kulturą wypowiedzi. Nie można mieć pretensji,że w trakcie meczu, zwłaszcza kiedy Legia ostentacyjnie odżegnywała się od atakowania,a tym samym od podjęcia ryzyka formułowali oczekiwania lepszej gry naszych zawodników.Uważali,że drużyna o takim potencjale nie może imponować wyłącznie dobrą organizacją gry reaktywnej,ale powinna stanowić stałe zagrożenia dla przeciwnika, a więc wytwarzać sytuacje strzeleckie, przewagę w posiadaniu piłki i w przestrzeni boiska.Powiadam,że nie traktuję tych oczekiwań jako ataku czy zjadliwej krytyki wobec Legii. Tyle tylko,że jest to wyraz emocjonalnej reakcji na każde spotkanie ligowe, traktowanie każdego meczu jako jakiegoś szczególnego wydarzenia, jako jednorazowego wyskoku. Tak jak by każdy mecz był tym jedynym i najważniejszym. Podczas kiedy każdy wie,lub może łatwo się dowiedzieć,że takich meczów w sezonie jest 37.O tym jaka była gra, kto posiadał piłkę , kto atakował,a kto się bronił, jak walczono czyli jaki był poziom meczu zapomina się już kilka dni po spotkaniu,a najpóźniej po następnym. W zawodnej pamięci pozostaje wyłącznie wynik jako rzecz trwale zapisana w dorobku zespołu.To wyniki meczów składają się na miejsce w tabeli. I to o to,aby było ono jak najwyższe toczy się gra.

@Kibic50.
Wybaczam Smile. Początek już jest , teraz postaraj się dalej rozwijać Smile. Pozdrawiam.

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1