Logo

Zezem. W kalejdoskopie cz. 72

Motto:
„Żywot grabarza jest wesoły,
Grzebie systemy, wiary, szkoły,
Ubija nad tym ziemię gładko,
Piórem, naganem czy łopatką,
Pełen nadziei, że o wiośnie
Cudny w tym miejscu kwiat wyrośnie.
A wiosny nima. Zawsze grudzień.
Nie rozpraszajmy jednak złudzeń.”

Ten i pozostałe cytaty są fragmentami „Traktatu moralnego” Czesława Miłosza.

Zatrudnienie Aleksandra Vukovicia jako trenera Legii na okres 3 lat w sytuacji w której zespół miał minimalne szanse na obronę tytułu mistrzowskiego wzbudziło w kręgach sportowych silne emocje, na ogół negatywne. Swego rodzaju nagonkę  rozpoczął jeden z b. piłkarzy Legii, jeden z wielu niespełnionych talentów Dariusz Dziekanowski, który najpierw powiedział, a potem napisał, że Legia powinna być jak Harvard i zatrudniać tylko najlepszych wykładowców. Co oznaczało, że Vuković do nich jego zdaniem nie należy i trenerem Legii być nie powinien. I jak to u nas bywa ten kto wcześniej i głośniej krzyknie, temu przyznaje się rację i to on niejako narzuca ton dyskusji. Skupiono się na wadach Serba, komentując złośliwie zwłaszcza jego emocjonalne wypowiedzi. Tylko, że to co rzekł Dareczek jest chwytliwe, ale zupełnie pozbawione sensu. Trzeba tkwić w świecie ułudy, aby porównywać Legię do Harvardu. Ten amerykański uniwersytet słusznie czy nie, ale uchodzi za najlepszą światową uczelnię m. innymi dlatego, że władze stać na zatrudnienie największych sław naukowych. Podobnie jest z największymi czyli najbogatszymi klubami, które są w stanie zatrudnić tych trenerów, którzy uchodzą za najlepszych. Takie szaleńcze i wielkomocarstwowe myślenie może tylko namieszać w głowach mniej zorientowanym kibicom, którzy zaczną domagać się, aby do Legii trafił np. Pep Guardiola. Jak Harvard to Harvard. Lecz w podtekście tkwi jeszcze takie przekonanie, że ten Vuković to on nic nie umie, a w każdym razie za mało jak na Legię. Na takie dictum nie ma żadnej mody, ani metody, gdyż dopiero praktyka potwierdzi lub obali czy ma on wystarczające przygotowanie na Legię czy nie. Jest to takie mądrzenie się udające, że potrafi się jak wróżka przewidzieć przyszłość. Jak się sprawdzi to się powie - a nie mówiłem. A jak nie to się gęby nie otworzy i nie przyzna - myliłem się. Natomiast samo negatywne stawianie sprawy jest typowe. U nas większość woli robić za pesymistów, niż za optymistów. Sam Vuković powiedział, że w Polsce uderzyło go to, że wszyscy na wszystko i na wszystkich narzekają, w tej dziedzinie moglibyśmy być mistrzami świata. Tylko że sama materia już tak łatwa do rozwikłania nie jest, bo nawet część nauki prakseologii traktująca o zarządzaniu ryzykiem, nie daje jednoznacznych recept. Oczywiście łatwiej jest powierzyć wykonanie jakiegoś zadania temu, który ma odpowiednią wiedzę i doświadczenie, ale nie ma jednakowych sytuacji np. kryzysowych i identycznych sposobów nimi zawiadywania. A przy kierowaniu grupą ludzi te czynniki zwiększonego ryzyka są trudniejsze do określenia i do oszacowania. Bowiem w zarządzaniu ludźmi decydującą rolę odgrywa charakter i zdolności decyzyjne, reszta stanowi elementy pomocnicze. W ubiegłym roku wszyscy podziwiali styl w jakim Francja zdobyła mistrzostwo świata. Didier Deschamps jest idealnym przykładem, aby dowieść, że brak doświadczenia, brak konkretnej wiedzy, może być  atutem, a nie wadą. On to w wieku 33 lat od razu po zakończeniu kariery zawodniczej w 2001 roku został trenerem I-ligowego wtedy AS Monaco, z którym po 3 latach doszedł do finału LM. Jego atutem był fakt, że był kapitanem drużyn klubowych i reprezentacji Francji, która zdobyła MŚ w 1998 roku i ME w 2000 roku. Sądzić należy, iż prezes Boniek powierzając funkcję selekcjonera Jerzemu Brzęczkowi, wziął pod uwagę fakt, że i Brzęczek był kapitanem reprezentacji olimpijskiej i dorosłej. Vuković takich splendorów kapitańskich nie doświadczył, ale był kapitanem naszej drużyny i kieleckiej Korony. U nas opaskę przejął po Surmie, a za bardziej właściwego od siebie uznali go tacy zawodnicy jak Mucha, Choto, Rybus, Kiełbowicz, Rzeźniczak, Szala, Wawrzyniak, Grosicki, Roger czy Radović. Ja mam taki stosunek do ludzi, że jak w banku daję im kredyt zaufania i czekam czy go spłacą czy splajtują. Nigdy nie odbieram człowiekowi szansy na spełnienie swoich marzeń. Życzę  więc Legii, aby Vuko nie był grabarzem ale dobrym ogrodnikiem.

”Epoka nasza czyli zgon,
Ogromna Die Likwidation.
Jak długo, rzec nie umiem, potrwa,
O jakich usłyszymy łotrach,
Ceń ją, bo przez nią świat się zmienia
budzący lekkie zastrzeżenia.”

Bez większego echa przeszedł komunikat Komisji Licencyjnej PZPN, że Legia została objęta nadzorem finansowym. Właściciel klubu zbagatelizował ten fakt, uznając, że zrównanie Legii i Wisły jest niedorzeczne. Być może. Faktem jest jednak, że nierównowaga finansowa klubu pogłębia się, a nie zmniejsza. Przed sezonem władze klubu dokonały wewnętrznego audytu stanu kasy i podjęły szereg decyzji, w tym oszczędnościowych. Jednocześnie optymistycznie do kwoty ewentualnych przychodów wpisały dochody z udziału w europejskich pucharach. Tyle tylko, że postanowiono oszczędzać na tych, którzy zarabiali najwięcej, czyli na najlepszych, a kiedy na zmniejszenie płac się nie zgodzili, postanowiono ich opór osłabić, zsyłając na trybuny, co z kolei znacznie osłabiło szanse awansów. Może się podobać lub nie rosnąca wraz z postępem tzw, cywilizacji rola pieniądza, ale narzekanie nic tu nie pomoże, trzeba umieć się dostosować. Ja odnoszę wrażenie, że kierownictwo klubu nadal nie pojmuje prostych zasad obowiązujących w piłce nożnej odnośnie spraw finansowych. W kwestiach budżetowych państwa, w przypadku potrzeby osiągnięcia dodatkowych dochodów na wydatki sprawa jest prosta – sięgamy do kieszeni tych, którzy pieniądze mają. A więc podwyższamy podatki dla najbogatszych czy wprowadzamy dodatkowe opłaty np. do ceny paliwa, gdyż jak kto jeździ samochodem to znaczy, że go na to stać. W piłce nożnej takie stawianie sprawy działa odwrotnie. Najlepsi zarabiają najwięcej zwykle nie na ładne oczy, tylko dlatego, że to od ich gry zależy wynik. Więc jeżeli ma się aspiracje zdobycia tytułów, czy awansów w rozgrywkach europejskich, to najlepszym trzeba płacić. Zaś oszczędzać można na tych słabszych. Ta konstatacja ma swoje szersze odniesienia i tyczy również sprowadzanych z  zagranicy zawodników. Aby to jaśniej wytłumaczyć posłużę się przykładem hydraulika z Polski. Ten fachura jedzie np. do Francji dlatego, że tam nie będzie gorszy od miejscowych i mimo, że zarobi dużo więcej niż w kraju to będzie i tak tańszy. Czy możliwy jest ruch w drugą stronę hydraulika z Francji do Polski? Dobry fachowiec za te pieniądze do nas nie przyjedzie, dotrą tylko partacze, nie fachowcy. Identycznie jest w piłce nożnej. Więc jeżeli ktoś liczy, że z takiej Francji czy Hiszpanii czy Portugalii trafią do nas tuzy to zwyczajnie błądzi.  Dlatego tak ważne jest sprowadzanie, także do Legii, zawodników z Polski, nie gorszych, a tańszych. Aby to było możliwe to ich „produkcja” powinna być znacznie zwiększona. Bez nich poziom naszego futbolu stale się obniża i oby nie nastąpiła epoka symbolicznego zgonu.

”Więc tak się cała rzecz zaczyna,
Potrzebna tobie dyscyplina
Eliminacji. Po teorie
Nie sięgaj grzecznie i pokornie,
Zmieni się zespół zdań najrzadszy,
Gdy zmienisz punkt, z którego patrzysz.”

Bez wielkich fanfar i zadęcia poinformowano o rozpoczęciu prac przy budowie wielofunkcyjnego obiektu z Akademią Piłkarską Legii w Książenicach kolo Grodziska Maz. W kontekście rozwoju Legii i polskiej piłki to generalnie dobra wiadomość. Wielkie nadzieje wiąże z budową Akademii właściciel Legii. I oby się spełniły. Mnie tylko niepokoi taki prosty, a niedoceniany fakt, a mianowicie odpowiedź na pytanie po co taka Akademia jest. Legia miała osiągnięcia w przygotowywaniu młodzieży do poważnej piłki, wypuszczając zawodników tej klasy co: Furman, Wolski, Łukasik, Borysiuk czy Żyro. Lecz było to dobre 10 lat temu. Od tamtej pory mamy do czynienia z pojedynczymi zawodnikami trafiającymi do dużej piłki. I patrząc np. na takiego Szymańskiego to widać, że jest to samorodny talent, który pewno i bez Akademii by zaistniał. A poza nim posucha. Czy nowoczesne mury i dobrze wyposażone obiekty nowej budowli ten stan rzeczy zmienią? Trudno o optymizm. Albowiem kiedy czyta się wypowiedzi szefów Akademii to oni jako podstawowe i właściwe jedyne zadanie stojące przed Akademią widzą szkolenie dzieci i młodzieży. Z kolei kiedy słucha się szefów podobnych instytucji na Zachodzie, np. w Ajaksie, Barcelonie, Anderlechcie, Hannoverze 96 to oni jako priorytet uważają selekcję. Akademie są po to, aby selekcjonować czyli dobierać młodych chłopców do wyczynowego uprawiania piłki nożnej. Szkolenie nie jest celem, ale środkiem. To dzięki wymaganiom szkoleniowym w zakresie  motoryki, koordynacji ruchowej, myślenia i zdobywaniu umiejętności technicznych wydobywa się tych lepszych a z nich najlepszych. Z tych, którzy sobie nie radzą po prostu się rezygnuje. Identyczne zasady obowiązywały w latach 60- tych i 70-tych, kiedy to w naszej piłce grali sami polscy piłkarze wychowani w polskich klubach i byli oni jednymi z najlepszych na świecie. Piłka nożna na szczeblu wyczynu to sport dość brutalny, gdyż wymagający stałej rywalizacji i stałego doskonalenia się. Lecz bez tych elementów nie ma postępu, staje się w miejscu i popada w marazm. Więc ten kto patrzy tylko na szkolenie niech zmieni nastawienie.

„Tymczasem każdy wierzy, pragnie,
Prosi, by wskazać na poradnię.
Krzyczą: jest tak jak prorok twierdzi,
Cytują go expressis verbis,
Odstępców straszą celą ciemną,
Śpiewają prawie pieśń wojenną,
Ogniste ogłaszają wici
sztandarem słów bez definicji.”

Po ostatnim meczu sezonu, po którym wiadomo było, że Legia nie zdobyła tytułu mistrza Polski, trener Vuković wygłosił pełne ekspresji i pasji przemówienie, w którym dał wyraz swemu emocjonalnemu przekonaniu, że gdyby zawodnicy wykazali się pełnym zaangażowaniem to tytuł byłby nasz. Zapowiedział pożegnanie z tymi, którzy temu zadaniu nie sprostali. Po jego wystąpieniu o dziwo nie otrzymał poparcia, ale spotkała go ostra krytyka. Jeżeli chodzi o Legię to mieszanie się byle kogo do narzucania jak ma postępować trener zaczyna być szkodliwe i jest to z gruntu nienormalne. Rozpoczęły ten proceder paniusie uważające, że piłka nożna to sport dla grzecznych panienek z dobrych domów. To one narzuciły taką narrację, że ten Sa Pinto to on był niedobry, bo on nie dawał odcinać emerytom kuponów od zamierzchłej  sławy. Dla nich Legia to nie klub, który ma wygrywać, to miejsce, w którym zarabia się duże pieniądze. I kto tego chce pozbawić z uwagi na wiek, brak formy,koniec kontraktu itp. jest zły. Głos dał również były nasz zawodnik Bednarz, który stanął w obronie rzekomo atakowanych piłkarzy. Jakoś, jak pracował w różnych klubach na stanowiskach, to tamtejszych piłkarzy nie bronił, wręcz odwrotnie i za ten brak elastyczności oraz dogmatyzm w kontaktach z piłkarzami, kibicami i władzami klubu był z nich zwalniany. Broń nas Boże od fałszywych przyjaciół, bo z prawdziwymi wrogami poradzimy sobie sami. A mówiąc wprost to Vuković miał rację. Po meczu z Lechią w trzech kolejnych nasi piłkarze przebiegali mniej niż rywale. Być może się wyeksploatowali w drugiej połowie meczu z Lechią, ale ,o nie znaczy, że nie mogli próbować tego mankamentu nadrabiać wolą walki. Jednocześnie Vuković ma rację w podstawowym aspekcie. Jedni patrzą i nie widzą, on widzi. Gdy powiada, że piłkarz ma zapieprzać, to wie co mówi. Dzisiejsza piłka głównie na tym polega. Obserwując mecze w mocnych ligach,w europejskich pucharach, z łatwością dostrzegamy,że akcje są zmienne i że bierze w nich udział zawsze po kilku zawodników. Dziś nie jest sztuką przebiec kilkanaście razy po 20-30 metrów na pełnej szybkości, dziś w najlepszych zespołach biega się po 45- 55 metrów na pełnym gazie kilkanaście razy w trakcie spotkania. Wszyscy starają się zdobyć przewagę liczebną w tych sektorach boiska, które decydują o wyniku, a więc strefie obrony i ataku. Zawodnicy w obronie grają w dwóch formacjach, z których jedna jest jakieś 25-30 metrów od bramki i jej zawodnicy natychmiast po odzyskaniu piłki biegną  pod pole karne rywali. Z kolei ich partnerzy  ruszają za nimi. Po stracie piłki również sprintem wracają w swoje strefy obronne. Nie ma to nic wspólnego ze znanego z naszych boisk przesuwania się formacji ruchem robaczkowym. Więc zamiast krytykować Vukovicia, wypadałoby zrozumieć, że do takiego grania trzeba wyselekcjonować zawodników zdolnych do długotrwałego, intensywnego wysiłku. Jeżeli Legia chce osiągać sukcesy w kraju i w Europie to innej metody na nie nie ma. Dobrze, że trener to rozumie, gorzej że nie rozumieją tego kibice, którym wmawia się, że bez pracy będą kołacze. Nie będzie.

„Nie jesteś jednak tak bezwolny,
A choćbyś był jak kamień polny,
Lawina bieg od tego zmienia
Po jakich toczy się kamieniach.”.

Wszystko zależy od człowieka. I to by było na tyle.

Template Design © Joomla Templates | GavickPro. All rights reserved.