A+ A A-

Niekochany vs Wierzący

Były: "musi przestawić sobie coś w głowie", "kończyliśmy mecz z trzema zawodnikami z Championship", "nie wiedział o taktyce bo nie był na dwóch treningach". Nowy: "Bardzo wierzę w siebie, w moje przekonania, w sposób, w jaki widzę grę, w mój sztab. Wierzę ponad wszystko w naszych zawodników. Żeby wygrywać mecze, musisz mieć jakość. Polscy zawodnicy ją mają." Czy pierwszego skrzywdzono, a drugi to tylko portugalski bajerant lub naiwniak? Rzecz o gorącej zimie w piłkarskiej reprezentacji Polski.

 

W styczniowy poniedziałkowy poranek twitter uraczył mnie skargami na molestowanie pewnego polityka, selfie aktami pewnej radnej, wyjaśnieniami że to wszystko to jedynie włamy na konto. Gdy przeczytałem nieco później o zwolnieniu z funkcji Jerzego Brzęczka, tylko wzruszyłem ramionami na taką niedorzeczność. Gdy na poważniejszych portalach wiadomość się powtarzała, zacząłem się dziwić, dlaczego się nabierają na takiego oczywistego fejknewsa. Gdy nieco rozbawiony, nieco zirytowany próbowałem bezskutecznie odpalić stronę PZPN-u, coś mnie tknęło... a może, czyżby rzeczywiście!? W końcu musiałem dać wiarę! Mieliście podobnie?

W tamtym momencie zatęskniłem za czarną-eLką, internet rozpalił się do czerwoności, wrzał i kipiał doniesieniami i spekulacjami. Dlaczego właśnie teraz gromowładny Zibi strącił z piedestału własnego protegowanego gdy jeszcze niedawno zapewniał o niezagrożonej pozycji sternika kadry? Kto zostanie następcą? Włoch, Chorwat, Holender, Niemiec, marzono o Allegrim lub Sarrim, tylko na Polaka raczej nie stawiano w giełdzie kandydatów!? Ech, zrobilibyśmy typerka - kto na selekcjonera - a tu nic, "kwarantanna netowa", na szczęście już się kończyła.

Czwartkowa konferencja prezesa PZPN rozwiała wątpliwości. Gdyby ktoś nie wiedział, pro forma: zdymisjonowanego Jerzego Brzęczka na stanowisku trenera reprezentacji Polski zastąpił Paulo Sousa. Zdaje się, że poprzez: kanały sportowe, prawdy futbolu, footracki, stany i cafe kadry, oraz setki innych vlogów i artykułów ta roszada omówiona została już w pełni. Nie chciałbym powielać "prawd objawionych", o Portugalczyku już wiemy dużo: iloma językami włada(5), jaką muzę słucha (jazz), co czyta, jaką ma żonę, o gdyby ktoś nieopatrzny jeszcze nie widział:

O dokonaniach piłkarskich i tych zawodniczych i tych trenerskich to nawet szkoda gadać, bo po ich ciągłym powtarzaniu, zaraz będziemy je znali wszyscy na pamięć, chyba tylko Tomek Hajto się pomyli pytany o Paulo Sousę w netowym quizie!

Poczciwy imć Senator, kiedyś u zarania c-L, nazwał te nasze dyskusje piłkarskie pitoleniem, czyli według słownika bezwartościowym gadaniem bez sensu, bez końca. W takim razie, ponieważ o kadrowej roszadzie trenerskiej mądrych rzeczy powiedziano już wiele, pozwolę sobie popleść trochę głupot, własnych przemyśleń, wrażeń, odczuć, zaznaczam na zasadzie subiektywnych spekulacji i domysłów za których trafność samemu funta kłaków bym nie dał. Tym samym niech się stanie zadość pitolniczej tradycji.

Cieszę się z decyzji Bońka. Przyznaję że dręczyła mnie myśl, że w marcu przegramy dwa mecze i prezes będzie zmuszony do poszukiwań "strażaka". W takiej sytuacji nie dotrwalibyśmy z Brzęczkiem do Euro, atmosfera wokół kadry i jej trenera byłaby grobowo szydercza. Z nowym trenerem też możemy dwukrotnie wtopić, też wówczas sympatycznie by nie było, na Portugalczyka wylano by kubeł zimnej wody, a nasza polska myśl trenerska by dowodziła że roszada okazała się zbędna lub wręcz niekorzystna, ale poszukiwań "strażaka" w nerwowej atmosferze już by nie było. Sousa stanąłby pod ścianą, zakasał rękawy i albo "kupił" piłkarzy - krytyka w nich wymierzona byłaby dużo większa niż pod Brzęczkiem - albo osiągnął rezultat taki sam jak Brzęczek, czyli marazmu. Nie wierzę żeby naszemu "niekochanemu nowemu Górskiemu" udało się natchnąć kadrę do czegoś "ponad stan", przy Paulo Sousie przynajmniej pozostaje jakaś nadzieja i marcowe mecze tego nie zmienią bez względu na ich wyniki.

Konstatację Bońka że relacjom  trenera z drużyną dużo brakowało do zadowalającego stanu uznaję za słuszną. Zespół nie grał przeciwko trenerowi, ale też nie miałby ochoty za niego umierać, ot, wykonywanie swoich obowiązków, ale bez wiary w zdolność do szarży pod Samosierrą. Moim zdaniem Brzęczek nie jest ani lepszym, ani specjalnie gorszym trenerem od Stolarczyka, Magiery, Fornalika, może w przyszłości osiągnie jeszcze klubowy sukces na miarę "Kinga Waldemara". Dlaczego z kadrą mu nie wyszło? W ramach pitolenia mogę napisać że w sporej mierze przez swojego siostrzeńca. W BVB dwaj antagoniści Kuba i Robert nie rywalizowali o prymat w grupie, dlatego ich animozja nie miała wpływu na wspólną grę, a w reprezentacji to Kuba rozdawał karty (i bilety), a Robert bywał wygwizdywany a repra dołowała i zawodziła. Fartem Nawałki była kontuzja Błaszczykowskiego i uczynienie z Lewego centralnej postaci, wokół której koncentrowała się kadra. W 2016 roku Kuba musiał zaakceptować taki układ z korzyścią dla siebie i zespołu, ale po Mundialu w Rosji układ się zmienił. Oficjalnie kapitan pozostał kapitanem ale pieszczochem trenera przestał być takim jak u poprzednika. Wujek Jurek nie mógł zdradzić Kuby na rzecz Roberta. Kadra zaczęła się dezintegrować, grupki miały swoich liderów, którym nie zawsze było po drodze z kapitanem choćby w preferowanej taktyce gry. Na zewnątrz niby wszystko po staremu, jeżeli się nie kochamy to z pewnością szanujemy, ale… jakiś team spirit jawił się pomału jako bajki dla kibiców.

Są trzy osoby, które uważają że relacje pomiędzy selekcjonerem a najlepszym piłkarzem świata 2020 roku są poprawne i nie ma w tym problemu. Są nimi: Jerzy Brzęczek, Robert Lewandowski i Michał Białoński. W przypadku dwóch pierwszych ich deklaracje to jak przekonywanie Donalda Trumpa o sfałszowanych wyborach lub zapewnienia Hilary Clinton o pełnym zaufaniu do swojego męża. Teatrzyk dla gawiedzi. W trzecim przypadku pan redaktor twierdząc, że "Lewy" całkowicie wspierał selekcjonera" Reprezentacja Polski. Robert Lewandowski przyczynił się do zwolnienia Brzęczka? Oto cała prawda - Sport w INTERIA.PL  chyba liczy w przyszłości na ekskluzywny wywiad dla Interii. Bardziej ufam takim stwierdzeniom: "Łukasz Wiśniowski z kanału "FootTruck" ujawnił, że były selekcjoner otrzymał w tym czasie coś w rodzaju ultimatum. Brzęczek miał jak najszybciej naprawić relacje z kapitanem kadry Robertem Lewandowskim. Nie zrobił jednak nic w tym kierunku. Nie spotkał się z kapitanem, by porozmawiać na temat stosunków w kadrze. Boniek pilnował tego tematu i gdy dowiedział się, że żadne kroki nie zostały poczynione, to on był o krok bliżej do decyzji o zwolnieniu selekcjonera."

Muszę się powtarzać, w moim stałym przekonaniu posiadając gwiazdę pokroju RL9 albo się jej pozbywamy rozkładając odpowiedzialność na innych jak zrobili to Szwedzi z Ibrahimovicem, albo ją hołubimy na wzór Fernando Santosa w odniesieniu do CR7. Póki co, wolałbym żeby Paulo Sousa poszedł drogą swojego rodaka, Portugalia źle na tym nie wyszła.

Jeżeli Jerzy Brzęczek chciał "kupić" zjednać sobie reprezentantów, to książką Małgorzaty Domagalik  "W grze" osiągnął efekt przeciwstawny, a jedyne co u nich zyskał to ironiczną ksywkę "Górski". Zdecydowanie przedwczesna publikacja, budząca nieufność podopiecznych wobec własnego szefa.

Nurtuje mnie postać Damiana Salwina. Istnieją wróżki koszące kasę z przepowiadania przyszłości z dyplomem psychologa. Pana Salwina o tak szalbiercze wykorzystywanie nabytej wiedzy bym nie posądzał, ale jego postać jawi się wyjątkowo dziwnie. Złowróżbnie. Zamiast rozlewać oliwę na wzburzone fale, zda się samemu wzbudzał zarzewie konfliktu. Faktem jest że posłużył grupie reprezentantów do otwartego przeciwstawienia się wobec roli do jakiej aspirował i zdanie piłkarzy podzielił Boniek, który wymusił na Brzęczku pozbycie się psychologa wbrew woli trenera. Być może była to pierwsza próba nakłonienia do dymisji, tyle tylko że selekcjoner nie chciał umierać za  terapeutę. W każdym razie czy Adam Nawałka pozwoliłby na usunięcie kogokolwiek ze swojego sztabu wbrew własnemu przekonaniu? "Nie ma trenera, który lubi, gdy prezes grzebie mu w sztabie. Nie ma trenera, który cieszy się, gdy musi zrezygnować z jednego z najbliższych współpracowników. Skoro zdecydował się na Salwina, był przekonany, że to właściwy człowiek na właściwym miejscu. Tak naprawdę niewiele się to różni od próby wpływania na skład drużyny. Selekcjoner po raz pierwszy na własnej skórze przekonał się, że zaufanie do jego osoby ma wyraźne limity. Zgodził się na usunięcie Salwina, ale to był moment, w którym poważnie zastanawiał się nad złożeniem rezygnacji. W przeszłości zapewniał współpracowników, że nie pozwoli im zrobić krzywdy. Teraz czuł się mocno rozczarowany. Bił się z myślami, nie był pewien, co powinien zrobić. Domyślał się, że jeśli teraz ustąpi, potem może być jeszcze trudniej. Konsultował tę decyzję w gronie najbliższych współpracowników, ale ostatecznie dał się przekonać, że z tego powodu nie warto kończyć wspólnej misji w reprezentacji Polski." Jerzy Brzęczek chciał zrezygnować z posady selekcjonera reprezentacji Polski (sport.tvp.pl) Jerzy Brzęczek nie złożył dymisji, ale okazał się miękiszonem, a po świętach i tak został zwolniony.

Tyle w tym momencie mojego pitolenia o byłym selekcjonerze, o nowym będziemy zapewne rozprawiać przez cały 2021 rok. Gwoli przestrogi, w Legii już mieliśmy jednego Portugalczyka który zamiast futbolowym zbawcą okazał się dysfunkcyjnym, megalomańskim, socjopatą. W zeszłym roku w Warszawie dokonana trenerska roszada, za pięć dwunasta, przed najważniejszymi meczami przyniosła opłakane skutki. Futbolowy wyga Zbigniew Boniek zda się podąża śladami futbolowego ignoranta Dariusza Mioduskiego, oby z odmiennymi rezultatami. We mnie jest zatem obawa połączona z wiarą w tego wierzącego w polską jakość, ale jak mawiał pewien portugalski Żyd nazwiskiem Spinoza: "Lęk nie może istnieć bez nadziei, ani nadzieja bez lęku."

Dyskusja (34)
1wtorek, 26, stycznia 2021 11:57
iocosus
Barometr kadry.
Michał Karbownik - muszę to napisać, zjazd, skok w przepaść, jestem przybity i zdruzgotany odejściem Karbo już teraz do Brighton. W Legii Michniewiczowi zdrowy i w formie przydałby się wiosną okrutnie, ale tu CM ma jeszcze pole manewru z środkowymi ofensywnymi pomocnikami, może szukać najlepszego rozwiązania z Kapustką, Gwilą, Luquinhasem, Valencią, o ile nie będzie kontuzji jakoś powinien sobie poradzić. Natomiast dla Michała to odejście już teraz zimą to tragedia! Obym się cholernie mylił! Pozostając w Legii, wiosną by grał, byłyby realne szanse na załapanie się do kadry na Euro - krótko prowadzi piłkę, nie boi się jej posiadania, rozegrania, wie co z nią zrobić - Souzie powinien się spodobać. Gdyby na Euro w jednym meczu zaistniał tak jak Kapustka w 2016, już mógłby jechać na Wyspy z podniesionym czołem pełen nadziei. Co by było później to już inna sprawa. A dziś? Wzięty w promocji, dla Angoli przy okazji zapewne jako inwestycja w przyszłość, będzie kiblował na ławce lub grał w u-23, albo go wypożyczą gdzieś do drugiej ligi hiszpańskiej lub belgijskiej. Sezon już w styczniu stracony, przekreślony. Przeklinam "wielkiego menago" Mariusza Piekarskiego, klnę tych Angoli z Brighton, topią talent i rozwój piłkarski młodego chłopaka! Ależ chciałbym się mylić!
2wtorek, 26, stycznia 2021 13:28
dalkub
kiedy dowiedziałem się o zwolnieniu Brzęczka to najpierw sprawdziłem czy to nie 1 kwietnia, potem mocno odetchnąłem. Od początku miałem wrażenie że to jest funkcja która tego gościa przerośnie, przerośnie jego sztab i nic z tego nie będzie - to była taka sama próba jak z Nawałką, tylko że ten pierwszy miał jakiś pomysł a ten drugi nie miał żadnego. Jakoś nie wierzę że Brzęczek będzie odnosił sukcesy w klubie i zdobywał trofea, sądzę że po pożegnaniu pana Hyballi będzie prowadził Wisłę Kraków tak długo jak tylko Błaszczykowscy będą tam rządzić.
Co do Karbownika - został sprzedany do takiego klubu jakiego chciał, niech sobie teraz radzi, a jak sobie nie poradzi to zmieni otoczenie - ma czas, a jak popracuje z silniejszymi od siebie to zrozumie (miejmy nadzieję) gdzie ma braki i co musi poprawić.
3wtorek, 26, stycznia 2021 15:19
Senator
Dla mnie rezygnacja z Brzęczka to głównie zasługa RL9.
Tak jak pisze Iocosus, jeśli ma się w drużynie najlepszego piłkarza swiata ( fakt nie opinia, potwierdzony nagrodą) trzeba go hołubić, współpracować ect, Brzęczek dobrych relacji z Lewandowskim nie miał. Myślę, że Lewy zwyczajnie nie cenił trenerskiego warsztatu selekcjonera. Wyjścia były dwa, rezygnacja z najlepszego piłkarza swiata lub rezygnacja z trenera. Tu Boniek wybrał dobrze.
Nie wierzę natomiast zupełnie w tego Souse któremu na imię Paulo.
My jesteśmy specyficzna nacja, wschodnie dusze to jeden powód. Drugi to zupełnie nie przekonują mnie trenereskie " osiągnięcia " Portugalczyka, zupełnie.
4środa, 27, stycznia 2021 10:26
Zbyszek
Napisałem zdań kilka o zwolnieniu Brzęczka pod tekstem Iocosusa o reprezentacji w 2021.
Nie powtarzając tam zawartych tez chcę zwrócić uwagę na rolę dziennikarzy nie w samym procesie zwalniania Brzęczka ,ale w naszej piłce. Jest to rola wielce negatywna nie tylko z powodu szukania sensacji i robienia przez nich za szambonurków. Ich poziom wiedzy o piłce, o procesach w niej zachodzących jest na tak żałośnie niskim poziomie, że oni nie edukują do piłki ,ale sprawiają, że różnym prymitywom się wydaje ,że to oni są najmądrzejsi i najwięcej wiedzą jak ma być. Oglądałem konferencję prasową prezesa Bońka i niestety słuchałem żenujących wypowiedzi pismaków, którzy są lansowani jako ci, którzy mają kształtować gusta opinii publicznej. Zbyszek Boniek po kolejnym kwestionowaniu jego decyzji przez kolaboranta z reżimowej szczujni nie wytrzymał i przypomniał im, że to oni nawoływali nie tylko do wyrzucenia, ale wręcz do linczu na Brzęczku . I tylko jeden z obecnych Tomasz Włodarczyk wezwał do za kończenia tego pokazu niekompetencji, cynizmu i debilizmu.
Piszę o tym ,aby pokazać ,że pismactwo jest zaciekłym wrogiem naszej piłki . Nie widzą oni niczego pozytywnego w naszej piłce i wszystko obsrywają na zasadzie : Brzęczek niedobry, wywalić Brzęczka. Brzęczek zwolniony, skandaliczna decyzja.
Nie wolno więc brać pd uwagę opinii tych zboczonych kretynów. Można to robić na kilka sposobów albo np. jak Kazimierz Górski udawać ,że się słucha, ale robić swoje, lub jak taki Deschamps ostentacyjnie ich wyśmiewać i olewać.
Z kliku wypowiedzi Bońka wynikał ogromny żal , do siebie, że przedwcześnie zwolnił Nawałkę. Uświadomił sobie, że pod wpływem bałwanów kwadratowych zamienił siekierkę na kijek.
Prezes Brzęczka musiał zmienić , ale nowy trener to tabula rasa i ogromne ryzyko. Przypomina to trochę grę w ruletkę ,którą wcześniej podjęła przed dwu i pół laty Legia zastępując marniutkiego , niekompetentnego Klafuricza przeambicjonowanym też Portugalczykiem Sa Pinto.
Jesteśmy w sytuacji jaką nakreślił dowódca na polu bitwy " Z przodu atakują nas czołgi , z boków konnica, a z tyłu pogryza nas dobrze uzbrojona piechota. Co robimy? Modlimy się !".
5środa, 27, stycznia 2021 11:01
Zgred Maruda
Miło Was znowu widzieć/czytać

Czy główna zasługa RL9 jak pisze Senator, moim zdaniem ta sytuacja przelała czarę goryczy.
Natomiast w artykule @iocosus przywoływał różne opinie wiodących dziennikarzy sportowych, którzy raczej bardziej się mądrzyli niż komentowali.
Udało mi się znaleźć w necie bardzo rzeczowe postawienie sprawy przez pana Wojciecha Górskiego. Konkretna, rzetelna retrospekcja wydarzeń od początku "kariery selekcjonerskiej" Brzęczka, moim zdaniem z trafną analizą.

https://sport.interia.pl/reprezentacja-polski/news-jerzy-brzeczek-zwolniony-co-doprowadzilo-do-zwolnienia-byleg,nId,5010696

Od siebie dodam, że ludzie/trenerzy którym własne ego zasłania rozum, woda sodowa uderzając do głowy powoduje specyficzny styl pracy. Styl pracy, który prędzej czy później skazany jest na porażkę...

Paulo Sousa jako piłkarz grał w dobrych i bardzo dobrych klubach europejskich, zdobywając trofea. Wokół siebie miał wiele piłkarskich gwiazd z którymi dzielił szatnię, jej hierarchię, wreszcie sportowe życie. Jako trener choć z mniejszymi rangą klubami potrafił ligi wygrywać. Czy swoje doświadczenia przekuje na wyniki/grę naszej kadry - tego nie wiemy, ale wolę kibicować jego próbie sprostania temu zadaniu niż poprzednikowi który w piłce nie osiągnął nic.
6środa, 27, stycznia 2021 16:04
iocosus
Przy Paulo Sousie PZPN powinien zmienić hasło przewodnie z "Łączy nas piłka" na "Razem, zróbmy to"
"paulosousa6official
It is a pleasure and a great challenge when the captain of our team is the best player in the world!
Together, we are always stronger.
Together, we will always go further. Together, we will always be a TEAM.
Let's do it @_rl9!"

Na wspólnej fotce Sousa i Lewy roześmiani od ucha do ucha, początek prawidłowy Sousa jedzie na picu i wie jak to się robi w social mediach. 
Będą wtopy to z tego "razem, zróbmy to" będzie polewka i szydera jak z książki o Brzęczku, wygramy z Bratankami, zremisujemy z Wyspiarzami zaczniemy wszyscy przed Euro skandować "Together, let's do it!!!" 

W czwartek o 13 pierwsza konferencja Paulo Sousy trenera reprezentacji Polski, do obejrzenia na YT. 

Off topic, choć ...
"Pierwsze wrażenie robi się tylko raz. Eksperci nie mogą się zgodzić, czy to 5 sekund czy nawet 15, pewne jest jedno – dzieje się to szybko. I do pierwszego wejrzenia i do opinii, jaką sobie wyrabiamy na temat nowo poznanego człowieka bardzo chętnie się przywiązujemy. Jak to działa?
Otóż ma to wiele wspólnego z gadzim mózgiem. Gadzi mózg zwany też mózgiem pierwotnym to bardzo stara część mózgu, występująca u wszystkich istot, które mają choć nieco bardziej rozwinięty od minimalnego system nerwowy. Wykształciła się już jakieś 50 mln lat temu. Gadzi mózg reguluje podstawowe funkcje życiowe, jak oddychanie, pracę serca czy metabolizm, ale odpowiada też za instynkt przetrwania.
Co pozwala gatunkom przeżyć w dżungli życia? Między innymi umiejętność rozpoznawania – czy mamy do czynienia z wrogiem, czy przyjacielem. Czy coś, co stanęło na naszej drodze pragnie nas skonsumować czy może chce się zaprzyjaźnić. Gadzi mózg odpowiada za decyzję – czy to wróg czy przyjaciel. Bo jeśli wróg – wysyła sygnał – uciekaj. Jeśli przyjaciel, mówi – ok, możemy pogadać.
Bert Decker, amerykański specjalista od wystąpień publicznych mówi: Zaufanie rodzi się w mózgu pierwotnym. Zaufanie jest oparte na emocjach. Nie ma nic wspólnego z intelektem. Bierze się z niuansów zachowania, a nie z faktów i logiki. Nie wynika z analizy lecz odczuwania i postrzegania."
źródło:  Jak zrobić dobre pierwsze wrażenie i dlaczego jest to tak ważne? Złote zasady. | Akademia Retoryki
7środa, 27, stycznia 2021 17:00
Zgred Maruda
@iocosus

Przecież tu nawet nie chodzi o pic...
Koleś zrobił to, co wymaga etykieta i estyma. Nie wiem czy kierował się "gadzim mózgiem" , ale z całą pewnością przekazał znaczenie. Idę razem z tobą, wierzę ci, łapiemy to razem.
To ( trochę eksperymentując) jakby Heynen kiedy miast podejść w pierwszej rozmowie do Leona czy Kurka, podszedł do np: Szalpuka ( nic do Szalpuka nie mając)...

Moim skromnym zdaniem on pewnego rodzaju wiedzę nazwę ją psychologoczno/socjalną doskonale zna. I dobrze, ma swoje życiowe triumfy więc przed szereg nie wybiegnie...
Swoją drogą - wielki kunszt trzeba mieć aby scalać! A to znowu - jego (też) wielka szansa!
Reasumując pozyskanie osobowością 20 kolesi biegających za piłką w jednym celu, jest ogromnym wezwaniem, może mimo kasy właśnie dla niego osobiście.
Portugalia raczej nie stosowała presingu niskiego czy średniego...raczej zawsze grała piłą w piłę, a już z całą pewnością nie na remisy...a Paulo Sousa jest wychowankiem takiego postrzegania piłki nożnej.

ps:
Bert Decker w swojej opinii dokładnie opisał pewnego pana z rudymi włosami...W punkt!
Oczywiście nie mam na myśli prezesa PZPN.
8środa, 27, stycznia 2021 18:49
iocosus
"Juergen Klopp jedzie na picu i robieniu atmosfery." - to są słowa Zbigniewa Bońka o niemieckim trenerze zacytowane przez Małgorzatę Domagalik w książce o Jerzym Brzeczku "W grze". Wywołały małą medialną burzę. Dziennikarz Michał Borkowski tak je spuentował: "Juergen Klopp jedzie na picu i robieniu atmosfery. Nie to, co jego ekscelencja Jerzy Brzęczek. Kwestia czasu i świat się dowie, kto jest hochsztaplerem, a kto wielkim trenerem". Na Zibiego spadła lawina krytyki za te słowa, osobiście uważam że trzeba je przewartościować. Jeżeli "jechanie na picu" charakteryzuje Jurgena Kloppa to biorąc pod uwagę to co osiągnął jest to pozytywne zjawisko czy negatywne? Czy na Kloppie jako trenerze należy się wzorować i brać to co najlepsze u niego, czy też nie? Jeżeli przykłada ogromną rolę do robienia atmosfery w prowadzonych przez siebie drużynach, mental odgrywa u niego szczególną rolę, to nawet jeżeli Zibi nazwie to "jechaniem na picu" to czy jest to pozytywne i przynosi efekty, czy też nie?

Brzęczek uważał się za "niekochanego", chciał z repry uczynić "oblężoną twierdzę", Paulo Sousa swoją kadencję otwiera słowami na social mediach czyli zwraca się do nas wszystkich: "razem" zróbmy to, z RL9 razem będziemy silniejsi, razem zawsze będziemy teamem. Paulo Sousa odnosi się w pierwszych słowach do tego co uważamy że zawiodło u Brzęczka. 

Jeżeli w połowie będzie jechał na picu tak jak Jurgen Klopp, jeżeli uda mu się stworzyć atmosferę w kadrze, zadba o dobry mental, zrozumienie to Zgredzie uważasz że nawiązanie do Kloppa jest dla niego negatywne czy pozytywne?

Pierwsze wrażenie jest cholernie ważne, a właśnie w tej chwili się dokonuje, Lewy już swoje zdanie o Sousie ma, diabli wiedzą jakie, ale przekaz w fotce poszedł pozytywny i to jest ważne, nawet jeżeli nazwiemy to picem. Jest istotne żeby na dzień dobry Paulo Sousa zrobił przede wszystkim na piłkarzach, ale i na mediach i na nas kibicach dobre wrażenie. Ten "pic" zostanie zweryfikowany wynikami, ale może pomóc w ich osiągnięciu. Kloppowi pomagał. 

Dlatego z uwagą obejrzę jutrzejszą konferencję, będę szukał odpowiedzi czy Paulo Sousa ma coś z Kloppa. Czy dobrze "jedzie na picu". W social mediach rozpoczął poprawnie. 
9środa, 27, stycznia 2021 20:37
Zgred Maruda
@iocosusie

"Juergen Klopp jedzie na picu i robieniu atmosfery." - to są słowa Zbigniewa Bońka o niemieckim trenerze zacytowane przez Małgorzatę Domagalik w książce o Jerzym Brzeczku "W grze".

No tak, zwarzywszy na ważność ocen pani Małgorzaty mógłbyś się zastanawiać nad precyzją znajomości tematu w realnych punktach odniesienia (?) Iocosusie - co jest z Tobą nie tak (wybacz) aby determinować te słowa do jakiejkolwiek dyskusji...No wybacz - ale tu polemika jest zbędna swoim istnieniem zbędności...
Książki piszą ludzie i dobrze. Są warte czytania i (!) zastanowienia i są napisane...( niech to starczy) - jeszcze brakuje powieści typu "Harleqiuin" - no młody nie jesteś, ale (?) żeby aż tak...
Stary ? Odpowiedź sobie na pytanie co Klopp zrobił w Liverpoolu - mając tyle "GWIAZD" w zespole...Szedł bajerem? Jaka tu książka potrzebowała lektury pani uznanej za znajomą? Czy tam jej pojedyncze słowa, zdania? IOCOSUSIE ochłoń - prośba ogromna!

Wybacz pytanie, ale nawiązanie do Kloppa i o jego tzw "picu" - to nie jest wyznacznikiem pełnej skali odpowiedzi. Przepraszam! Tzw. "pic" wygrywa cele, a brak tzw. "picu"...skąd mam wiedzieć?
Tylko zastanowiłbym się nad nadużywaniem słowa "pic"...taka sugestia delikatna.
Ponieważ w tym małym słowie mogą być także ukryte umiejętności.
10środa, 27, stycznia 2021 22:03
iocosus
Zgredzie bardzo lubię i cenię Kloppa jako trenera, starałem się wytłumaczyć dlaczego się posłużyłem i nawiązałem do cytatu z Bońka pisząc o Sousie, być może uczyniłem to nieumiejętnie, w każdym razie z pewnością dla Ciebie w sposób niezadowalający, niezrozumiały. Trudno, starałem się. Dobrej nocy życzę.  
11czwartek, 28, stycznia 2021 00:00
Zgred Maruda
@iocosusie

W takim razie to dowód, że zwyczajnie się starzeje...poczytałem raz jeszcze, to moja nieumiejętność rozumienia cytatów...kiedyś łapałem nawet te ukryte znaczeniem - wybacz iocosusie.
To chyba ja muszę przeprosić. Też się starałem...
12czwartek, 28, stycznia 2021 01:30
a-c10
@ Iocosus:

Pozwolę sobie zacząć tam, gdzie skończyłeś swój tekst, czyli przy nadziei. Nie, wbrew pozoromWink) nie jestem w ciąży, po prostu mam nadzieję, że wybaczysz mi pewną złośliwostkę. Otóż po lekturze Twojego tekstu odnoszę nieodparte wrażenie, że podczas przedłużającej się nieznośnie przerwy w funkcjonowaniu Czarna eLka przedzierzgnęła się z portalu piłkarskiego w arenę dysput teologicznych. Wiara? Serio…? A nie za gruba to armata? No ale dobra, skoro chcesz…

Usłyszałem kiedyś od znajomego księdza wziętą z życia anegdotkę. Swego czasu pełnił ów kapłan swą posługę w jednej z parafii nie gdzie indziej, jak w naszej nadobnej stolicy. Podczas wizyty duszpasterskiej zdarzyło mu się wówczas odwiedzić pewne mieszane etnicznie małżeństwo. Ona Polka, on Włoch z północy. Pogadali sobie sympatycznie, wymienili uwagi nt. tego, że katolicyzm wyraźnie lepiej trzyma się w Polsce, niż w Lombardii i gdy zaczynało się robić już naprawdę milusio, Italiano rzucił coś w stylu „fajnie, fajnie. Kościoły w szwach pękają, wszyscy wierzący, aż serce rośnie. Szkoda tylko, że już dwa rowery mi z klatki ukradli!”.

Deklarować można wszystko. Ba, czasem jest to nawet mile widziane. Bo i czego innego spodziewałbyś się, Iocosusie, po inauguracyjnej wypowiedzi naszego nowego selekcjonera? „Ja jestem przeciętnym trenerem. Wy macie przeciętnych piłkarzy. Razem stworzymy przeciętny zespół, który najprawdopodobniej osiągać będzie przeciętne wyniki. Komu to pasuje, tego zapraszam na mecze. Reszta wypierdalać.”? No ta-ak. Gdyby Sr. Sousa rzucił czymś takim, z automatu zaskarbiłby sobie mój szacunek. Oho – pomyślałbym – zajebiście! Kij z tym Brzęczkiem, wreszcie mamy konkreciarza, któremu milsze gorzkie prawdy, niźli słodkie kłamstewka i który zamiast brodzić w oparach absurdu woli wiedzieć na jakiej ziemi stawia stopy. Przy czym i tak z ocenami poczekałbym na pierwszy mecz. A najlepiej kilka meczów.

Bo owszem, pierwsze wrażenie jest istotne. I w rzeczy samej nierzadko się doń przywiązujemy. Sęk w tym, że raczej wtedy, gdy z daną osobą nie mamy bliżej do czynienia. Poznana w knajpie zjawiskowa piękność o niebanalnym intelekcie szybko straci swój urok, jeśli po zacieśnieniu relacji okaże się, że jest znacznie bardziej zarozumiała, niż inteligentna, wiecznie o wszystko się czepia, a w łóżku przypomina coś pomiędzy śniętym karpiem, a zwitkiem folii bąbelkowej. Żeby nie wyjść na strasznego seksistę: zarówno panie, jak i kochający innym stylem panowie mają dokładnie to samo z powiatowymi adonisami, z których po trzech dniach wychodzi maminsynek, miotacz brudnych skarpet, albo nie daj Boże damski bokser.

Wracając nieco bliżej boiska: swego czasu inny importowany zbawca – co prawda rodem z Chorwacji, nie Portugalii, ale też ładnie – zawitał na Łazienkowską. Gdyby jego wiarę w siebie dało się jeść, problem głodu na świecie zostałby raz na zawsze rozwiązany. A gdyby chociaż przekładała się ta wiara na realne boiskowe przewagi, Legia z automatu stałaby się murowanym faworytem Champions League. Niestety, w obu przypadkach tryb przypuszczający nie przerodził się, niestety, w aspekt dokonany, stąd też przygoda Romeo Jozaka z Waszym klubem trwała krótko i jakoś nie sądzę, aby ktokolwiek z Was wspominał ją z rozrzewnieniem.

Generalnie, Iocosusie, podśmiewam się troszeczkę z tej „teologii”, bowiem strasznie dużo w Twoich rozważaniach kwestii niewymiernych. Nieuchwytnych. Rzekłbym nawet: ezoterycznychWink) Wiara, nadzieja (a gdzie miłość, ja się pytam!?Wink), psychologia, porywanie do boju, (ekhem, ekhem…) atmosfera, nawet ten nieszczęsny pic. A – że tak sobie pozwolę poruszyć pewną niezręczną kwestię – co z futbolem? Meczów piłkarskich nie wygrywa się atmosferą, picem, ani nawet psychologią. Co zaś się tyczy wiary, opieranie nadziei na zwycięstwo wyłącznie, bądź choćby głównie na niej z automatu przypomina mi tego boksera z Million Dollar Baby, jak mu tam było? No, tego, co to walczył samym sercem.

Klopp jedzie na picu? Boniek naprawdę tak twierdzi? Cóż, świadczy to tylko o Bońku. Klopp niewątpliwie ma farmazon. Do tego jednak jest kapitalnym liderem i świetnym taktykiem. A przede wszystkim – bo tu jest klucz do sukcesów każdego trenera – prowadzi rewelacyjną grupę piłkarzy. Co świetnie widać właśnie teraz, gdy akurat w tej rewelacyjności nastąpiła nieplanowana pauza. Zabrakło Van Dijka, supertercet ofensywny jakby nieco się zaciął i nagle Liverpool nie wygląda już na niepowstrzymywalną machinę do wygrywania.

Bo jak nas uczył Górski (ten oryginalny, śp. Kazimierz), żeby wygrać mecz, trzeba strzelić więcej bramek, niż przeciwnik. I tyle. Już, koniec. Żadna filozofia. Rozszczepianie od środka umysłu rywala za pomocą siły własnej woli naprawdę nie jest konieczne. Motywacyjne przemowy spod Somosierry rodem takoż nie. Dlatego powtórzę coś, co już wielokrotnie pisałem: dopóki nie dorobimy się kilkudziesięciu piłkarzy, którzy na solidnym europejskim poziomie będą umieli doprowadzać do tego, że piłka częściej załopocze w siatce przeciwnika, niż w naszej, dopóty dyskusja o selekcjonerze pozostanie zasadniczo bezprzedmiotowa. Bo czy ów selekcjoner będzie zwał się Brzęczek, Sousa, czy – w cholerę – Mourinho, pozostanie nam liczyć na fart. Będzie fart – będzie dobrze. Nie będzie? No cóż…

* * *

I jeszcze słówko na temat pozostałych Waszych rozważań: Brzęczek poleciał przez konflikt z Lewandowskim? Serio? A ten konflikt to ktoś widział? Tylko nie mówcie mi, proszę, że chodzi o niesławne osiem sekund milczenia. No kuźwa, przecież to (nikogo nie urażając) dywagacje na poziomie głębokiej podstawówy. Julka dłużej spojrzała na Kubę, więc na pewno się w nim zabujała. Tak? Skąd wiesz? A może po prostu próbuje sobie przypomnieć, czy to aby nie jemu pożyczyła ten zeszyt z matmy, co to jakoś dziwnie długo nie może do niej wrócić?

A może jednak bądźmy poważniejsi, co? Zarówno trener, jak i zawodnik utrzymują, że do niczego wielkiego nie doszło. Dlaczego im nie wierzyć? Bo dziennikarze twierdzą swoje? Osz w mordę… Poziom polskiego dziennikarstwa sportowego (i nie tylko, ale o takim przecież rozmawiamy) widać na każdym kroku. Ot, chociażby w słoworzygu tego żałosnego redaktorzyny, który zalinkował Zgred. Gość ma w dupie boisko. Odnosi się do niego zdawkowo, przypierdalając się do jakichś niejasnych sytuacji. Większość jego wywodu oparta jest o dziennikarstwo a la Monika Olejnik – „a przecież Brzęczek powiedział!”.

To teraz krótki quiz. Podstawowym zadaniem trenera-selekcjonera reprezentacji Polski w piłce nożnej mężczyzn jest:

a) wyselekcjonowanie tejże reprezentacji, przygotowanie i prowadzenie jej tak, aby osiągała jak najlepsze wyniki sportowe;

b) wygrywanie konkursów krasomówczych i zapędzanie w kozi róg uniwersyteckich profesorów logiki.

Dziękuję, tak myślałem. Nagród za prawidłowe odpowiedzi nie przewidziano. No chyba, żeby uznać za takową możliwość popatrzenia sobie raz jeszcze na następujący „kwiatek”: Apeluję o rozsądne ocenianie naszego potencjału – powiedział Brzęczek i trudno odebrać te słowa inaczej, niż tylko jako wyraz braku wiary w zespół

Jeśli rzeczywiście panu trudno, to ma pan, panie redaktorze, zjebany odbiornik. Scusi, taka prawda. Brzęczek wyraził się po polsku. Zaapelował o rozsądek w ocenie potencjału. Potencjału, którego nie mamy na to, by przed starciem z taką Austrią (albo kim innym z europejskiej klasy średniej) czuć się wyraźnym faworytem. Nie wspominając o tym, że przed meczami z kimś lepszym, niż klasa średnia, nasz potencjał nie uprawnia nas do niczego innego, jak tylko żarliwe modły (o, a ja znów o teologiiWink).

Czy selekcjoner Brzęczek ów potencjał powiększał? Nie. Czy powiększa go selekcjoner Sousa? Się zobaczy, aczkolwiek na pewno nie na tyle, by robić z tego wielkie halo. Dlatego apel J.B. wciąż proponowałbym brać sobie do serca.

A skoro już przy potencjale jesteśmy, to – tak już zupełnie na koniec – Sz. Kol. Zbyszek stwierdził w innym wątku, że z takim zaufaniem społecznym Boniek mógł i powinien był zrobić znacznie więcej dla naszej piłki. Pozwolę sobie w tym miejscu rozwinąć myśl, o której też już gdzie indziej napomknąłem. Otóż prezesi obu klubów, którym kibicujemy, regularnie zbierają jobzle. Fakt, od czasu do czasu zasłużone. W końcu obaj ludzie, to i czasem się mylą, momentami nawet koszmarnie. Niemniej, gdy już odejdą ze swych stanowisk, pozostawią po sobie choćby centra treningowe, czyli podstawę funkcjonowania prawdziwie profesjonalnego klubu piłkarskiego i swoistą polisę ubezpieczeniową na przyszłość.

Co zostanie po Bońku? Gwiazdki na komercyjnych akademiach, patologie w niższych ligach i polska myśl szkoleniowa, której absolutnie żaden przedstawiciel nie nadaje się do poprowadzenia własnej reprezentacji. Normalnie prezes tysiąclecia, pies by go…
13czwartek, 28, stycznia 2021 09:03
dalkub
AC dzisiaj polemicznie z tobą choć w wielu miejscach z pewnością się zgodzimy. Trochę skracając twoją wypowiedź brzmi ona tak - piłkarze polscy jacy są każdy widzi i lepszych nie ma więc nie ma się co spodziewać lepszej gry i golenia innych z poziomu Austrii i niżej, a o lepszych nie ma co marzyć. Oczywiście sporo racji tu jest jednak jak to zawsze w życiu bywa pojawia się słowo "ale". Bo jeżeli twoja teza jest w 100% trafna, to można dojść do wniosku że osoba trenera jest gówno warta, jakich masz zawodników tak grał będziesz - celowo trochę przeginam.
to co napisałeś w swoim punkcie w tzw. quzie - taka jest rola selekcjonera, ale można ją zrobić lepiej albo gorzej - selekcja, przygotowanie w tym przygotowanie mentalne, dobranie taktyki, ustawienie zawodników zgodnie z ich predyspozycjami, wykorzystanie ich najlepszych cech ale też pokazanie że pilot leci i trzyma ster i jak będzie turbulencja lub burza to będzie działał, bo wie jak, albo przynajmniej ćwiczył to na symulatorze.
Brzęczek poległ nie na selekcji, a na całej reszcie. Brzęczek nie potrafił spowodować że zawodnicy zagrają w reprezentacji na poziomie klubu, nie udało mu się znaleźć zawodnika na wzór Mączyńskiego, który w kadrze gra 2 klasy lepiej niż w klubie, nie udało mu się wygrać meczu z drużyną znacznie lepszą od prowadzonej vide Niemcy czy Portugalia za Benhakkera, nie udało mu się natchnąć jakiegokolwiek zawodnika, aby w jakimś meczu zagrał mecz życia - vide Bronowicki z Portugalią. Do tego zawodnicy widzieli że facet jest jaki jest i w porównaniu z tym co mają w klubie chyba trochę nie do końca ok - dla mnie jest znamienne że specjalnie żaden kadrowicz po nim nie płacze.
Czy Sousa zmieni te rzeczy i czy ja w to wierzę? Podobnie jak ty ja te ezoteryczno- teologiczne sprawy traktuję z pobłażaniem - dla mnie wybór trenera na stanowisko to jest minimalizowanie ryzyka niepowodzenia, albo maksymalizowanie - wybór Brzęczka ryzyko po Nawałce powiększał, wybór Sousy moim zdaniem je zmniejsza. Nie chcę przez to powiedzieć że to mega trener itd. chcę przez to powiedzieć, że ma on z pewnością dużo większą wiedzę doświadczenie niż nasz niedoszły pan prawie Kazimierz vel Jerzy. To jest trochę tak jak z trenerem w Legii - po Vukoviću, Czesiek ryzyko minimalizuje, ale czy wystarczająco? nie wiem mam pewne obawy i obym się mylił.
Moim zdaniem głównym zadaniem nowego trenera będą dwie sprawy - po pierwsze wyciągnąć "klubowego" maksa z zawodników którzy przyjeżdżają na kadrę, po drugie tak ich poustawiać i taką obmyślić taktykę, aby była ona skuteczna i zwycięska - oczywiście nie zawsze, ale w większości przypadków.
Konkludując - dobry trener z pewnością pomoże, nie zagra za zawodników i ich nie nauczy, ale niech z nich wyciągnie maksa, niech znajdzie swojego Mączyńskiego czy Bronowickiego czy jak on sie tam nazywa, niech ta gra cieszy i niech da się to oglądać - myślę że na to nas stać.
14czwartek, 28, stycznia 2021 12:39
iocosus
@ Albiceleste
Zacznijmy od rzeczy najważniejszej czyli przedzierzgnięcia się c-L z portalu piłkarskiego w arenę dysput teologicznych. Przejrzałeś mnie, chcę przekabacić szanownych kolegów na Buddyzm, zacząłem od Gawina z Senatorem. Wink Przy tym, posłużę się cytatem: "przed meczami z kimś lepszym, niż klasa średnia, nasz potencjał nie uprawnia nas do niczego innego, jak tylko żarliwe modły" - pełna zgoda i dlatego aspekt duchowy uważam za tak bardzo istotny, skoro umiejętności braknie tylko wiara pozostanie, by szarżować pod Somosierrą, czyli spróbować zawalczyć z Hiszpanią, a nie czekać tylko na najmniejszy wymiar kary. Bez tego, bez wiary, bez morale, będzie tak jak z Holandią i Włochami pod dowództwem "nowego Górskiego". Ba i możemy zawalczyć natchnieni, uwzniośleni i dostać od Hiszpanów 0:4 lub 0:6 trudno, wielce prawdopodobne, ale chcę żebyśmy na mecze wychodzili nastawieni mentalnie tak jak w 2016 roku na Euro, żebyśmy do Szwedów podeszli jak do Rumunów w wyjazdowym meczu w Bukareszcie, a skoro mamy przegrać to tak jak z Niemcami w Frankfurcie. Nie oczekuję wprowadzenia religijnego kultu Lewego lub Sousy, ba to bym uznał za wręcz szkodliwe i wielce niepożądane, ale chcę trenera któremu repra zawierzy i chcę kadry zintegrowanej na celu, w której każdy zna swoje miejsce w szyku i je respektuje. Na dziesięć meczów z Angolami, z siedem przegramy, dwa zremisujemy i jeden wygramy, bo oni mają kadrę tyleż uzdolnioną co w miarę młodą i bywa nieobliczalną. Chcę trenera który będzie zaklinał że to jest właśnie ten jeden z dziesięciu meczów, ma na to sposób i trzeba go zrealizować, a ci których wybierze do gry, nie stwierdzą, "co on pieprzy, ale go pojebało" tylko mu zaufają. Utraciłem wiarę w Brzęczka, że jest zdolny to uczynić. Dobra dość teologii. Om mani padme hum.

Albiceleste w czym masz absolutną słuszność i z czym w stu procentach się zgadzam." ...z ocenami poczekałbym na pierwszy mecz. A najlepiej kilka meczów." Amen. Wink Możemy tu się przekomarzać, spierać, czy z Brzęczkiem, czy bez niego, czy lepiej z Sousą a on wyselekcjonuje, dobierze taktykę i natchnie kadrę do gry, że nam buty pospadają, to wszystko przestanie być istotne przy wynikach meczów. Pierwsze wrażenie Sousa może zrobić siakie, owakie, niech będzie że najlepsze, ale jeżeli przegra pierwszy mecz z Węgrami to o pozytywnym wejściu do kadry będzie mógł zapomnieć, a klimat wokół repry zrobi się z dnia na dzień brzęczkopodobny. Ale właśnie dlatego do tych meczów możemy popitolić kibicowsko i ja się zastrzegłem że te moje przekonania, wrażenia, są oparte o domysły i spekulacje, a zatem wieść spór o nie "na śmierć i życie" nie ma sensu. Rzeczywistość i mecze będą zasługiwały na realne oceny i wyciąganie wniosków, ale póki ich nie ma można popitolić nieco o wierze, nadziei, miłości o tym ostatnim, skoro się dopominasz po 22, żeby było pikantnie, . Wink

W czym jeszcze się zgadzamy: "dopóki nie dorobimy się kilkudziesięciu piłkarzy, którzy na solidnym europejskim poziomie będą umieli doprowadzać do tego, że piłka częściej załopocze w siatce przeciwnika, niż w naszej, dopóty dyskusja o selekcjonerze pozostanie zasadniczo bezprzedmiotowa. Bo czy ów selekcjoner będzie zwał się Brzęczek, Sousa, czy – w cholerę – Mourinho, pozostanie nam liczyć na fart. Będzie fart – będzie dobrze. Nie będzie? No cóż…" - absolutnie tak, po stokroć od roszady na stołku selekcjonera, wolałbym wymianę Pasieki z Majewskim na duet włoski, holenderski, portugalski, francuski tylko takie me marzenia to jest dopiero bajdurzenie i zaklęcia oderwane od rzeczywistości. Nasza pms potrzebuje reformy, zmiany tylko że jej apologeci dowodzą że to zbędne bo wszystko jest ok, jak być powinno, prelegenci z zagranicy z wykładami przyjeżdżają, żeby licencje zdobyć staże też trzeba zaliczyć, zatem problemu nie ma. Skoro jest tak dobrze, to czemu jest tak źle? Ale to odrębna sprawa, wracając do farta. Nie sztuką mieć szczęście, sztuką jest je wykorzystać! My potrzebujemy farta, ale i tych którzy z niego skorzystają, a czy choćby taki Damian Salwin swój fart wykorzystał? 

Muszę przerwać ... ale niewątpliwie cdn do tej pory raczej się jedynie zgadzałem!  Wink
15czwartek, 28, stycznia 2021 14:51
Senator
Panowie szlachta a jak Wam się podoba spotkanie nowego trenera z Lewandowskim w drodze do Polski ? Mi się zupełnie nie podoba i szczerze nie rozumiem takiego tete-a-tete. Sousa już w przebiegach skazuje się na konsultowanie wszystkich decyzji z Lewym. Dla mnie cholernie słabe.
@a-c10
Choćby po tym fakcie widać jaką rolę pełni w kadrze Lewandowski. Tu nie potrzeba dziennikarzy aby stwierdzić stanowczo - RL9 zwolnił Brzęczka. Jestem tego pewny w 99,99%
16czwartek, 28, stycznia 2021 15:22
CTP
@Senator
Wyobraź sobie, ze zostajesz selekcjonerem i chcesz jak najwięcej dowiedzieć się o swojej przyszłej pracy, ale czegoś konkretnego. Do kogo w pierwszej kolejności uderzasz?
Ja też najpierw pogadałbym z jej dotychczasowym kapitanem. Alternatywą byłby właśnie zwolniony trener ale AFAIK Brzęczek raczej nie deklarował chęci spotkania z Portugalczykiem.
Ja w tym nie widzę nic zdrożnego, zwłaszcza, że ta kadra bez Lewego niewiele znaczy.
17czwartek, 28, stycznia 2021 15:33
Senator
@CTP
Można tak to tłumaczyć, ok . Tylko dla mnie kolejność nie ta. Przyjeżdżam do kraju którego reprezentację będę prowadził. Przedstawiam się, konferencje etc. Rozmawiam z prezesem związku
itp a np. w drodze powrotnej zahaczam o Lewego Jeśli już potrzebuję
konsultacji. Nie upieram się przy mojej ocenie, choć mi osobiście to się nie podoba.
18czwartek, 28, stycznia 2021 16:58
iocosus
Dysputy teologiczne na konferencji nowego selekcjonera! 
"Zacznę od słów papieża Jana Pawła II, bo dla mnie te słowa są naprawdę istotne, zresztą dla wszystkich z nas w tych czasach. Modlę się z wami, aby nigdy się nie poddawać, nigdy nie tracić nadziei i nigdy nie wątpić. Nie lękajcie się. Polska to kraj pełny wiary, w którym rodzina jest zawsze na pierwszym miejscu, jest najważniejsza. Budujmy kadrę razem - z wiarą, nadzieją, z przeświadczeniem, że zwyciężymy. Stwórzmy ogromną narodową drużynę" – w ten sposób z polską kadrą przywitał się selekcjoner Paulo Sousa." (onet.pl)

Kaznodzieja Paulo Sousa nam się objawił. Zasłużył na miano pitolnika teologiczno-futbolowego. Wink Piłkarzy będzie musiał "kupować" inną gadką, ale z pewnością zdaje sobie z tego sprawę, pytanie czy będzie w tym skuteczny. Czy w takim razie spotkanie z Lewym było przedwczesne? Może chronologii można się czepnąć, ale jeżeli komunikacja między piłkarzami a trenerem była zarzutem wobec Brzęczka, jeżeli spekulowano o kiepskich relacjach między selekcjonerem a kapitanem kadry, to zdaje się że Sousa chce uwypuklić własne odmienne podejście, spotkał się z RL9 zapowiedział rozmowy z innymi, zadeklarował że chce mieć kilku liderów, a nie jednego. Wszystko w teorii i deklaracjach, pięknie, ładnie, ale zobaczymy jak to później w praniu wyjdzie, w szatni, a następnie na boisku. 

cdn chyba późno 
19czwartek, 28, stycznia 2021 20:24
dalkub
a co miał powiedzieć? miał odpowiedzieć na pytania przygłupów typu Borek jakim systemem będzie grał albo tego z Polsatu co zrobi z Zielińskim? gadał ogólniki i farmazony i to fakt tylko czy spodziewaliście czegoś innego?
Spotkanie z Lewym - mam mieszane odczucia, z jednej strony mówimy o gościu który został najlepszym piłkarzem świata z drugiej jest to sport drużynowy - pożyjemy zobaczymy.
20piątek, 29, stycznia 2021 03:35
a-c10
@ Dalkub:

osoba trenera jest gówno warta

No nie, ale…

jakich masz zawodników tak grał będziesz

W sumie tak. Zobacz, nawet taki narcyz, jak Leo Beenhakker, utrzymywał iż trener to maks. 20% wartości zespołu. Wynikałoby z tego, że stosunek wpływu jakości graczy do wpływu jakości szkoleniowca na ogólną jakość drużyny obraca się gdzieś w okolicach 4:1. Cokolwiek by o różnych wypowiedziach holenderskiego dziadunia nie uważać, akurat tutaj, moim zdaniem, mniej/więcej trafił.

Załóżmy zatem, że istnieje jakiś tam Współczynnik Jakości Drużyny, który dla ekipy złożonej z bardzo dobrych piłkarzy wynosił będzie sto. Wybitny szkoleniowiec podniesie go do stu dwudziestu, może nawet stu dwudziestu kilku. Z kolei kompletna niedojda obniży go do osiemdziesięciu (paru), a w skrajnym przypadku nawet ciut mocniej. Ergo w zależności od trenera bardzo dobry zespół może stać się świetny, albo po prostu dobry. Albo pozostać bardzo dobry, jeśli kołcz okaże się leseferystą i zwyczajnie nie będzie się wpierdalać.

Idźmy teraz na drugi biegun i spójrzmy na zespół słaby, taki z WJD w okolicach dwudziestki. Trenerski mag podciągnie ich do dwudziestu paru, ciamajda opuści do kilkunastu. Żadna różnica. I tak, i siak będą dostawać w czapkę.

Oczywiście, WJD reprezentacji Polski nie wynosi ani 100, ani 20. Nawet zawyżany przez Lewandowskiego oscyluje pewnie koło sześćdziesięciu kilku. Ot, średniawka. I jasne, trener z bardzo wysokiej półki mógłby nam podnieść ten współczynnik do siedemdziesięciu paru, może nawet osiemdziesięciu. Tyle że, niestety, w przewidywalnej przyszłości żaden trener z bardzo wysokiej półki naszej kadry nie poprowadzi. W najlepszym wypadku możemy liczyć na solidnego rzemiechę. Czyli zamiast, dajmy na to, sześćdziesięciu trzech będziemy mieć siedemdziesiąt jeden. Jak by na to nie patrzeć, nadal średniawka.

Ja sobie, rzecz jasna, doskonale zdaję sprawę, że nakreśliłem to wszystko bardzo grubym ołówkiem, a rzeczywistość bywa mocniej zniuansowana. Niemniej, moim zdaniem, jako schemat trzyma się to kupy. Dobry trener może bardzo dużo dać zespołowi. Szkopuł w tym, by zespół był w stanie to wziąć. Dlatego będę się upierał, że w naszym światku piłkarskim relacja trener-zawodnicy stoi na głowie. Zadbajmy o to, by mieć dobrych piłkarzy. Wtedy nawet taki Brzęczek za bardzo im nie zaszkodzi.

No bo i w rzeczy samej, co on takiego złego uczynił? Że nie zrobił za wiele dobrego, to się w pełni zgadzam, chodzi mi o ewidentne błędy. Piszesz, że nie przyciągnął zawodników do siebie, nie scalił ich w grupę. Tu się zgadzam. I nie chodzi nawet o jakieś mityczne porywanie do boju, czy płomienne przemowy motywacyjne. Ot, po prostu: człowiek chętniej przychodzi do pracy i jakby więcej z siebie w niej daje, gdy zwyczajnie lubi i ceni swojego szefa. Tutaj rzeczywiście Brzęczek umoczył. Boleśnie brakowało mu z jednej strony charyzmy, z drugiej jakiegoś luzu i dystansu do samego siebie. A z takim przełożonym pracować niełatwo, zwłaszcza na dłuższą metę.

Co się jednak tyczy pozostałych poruszanych przez Ciebie kwestii, moim zdaniem w dużej mierze pozostawały one poza jego kontrolą. Owszem, J.B. nie miał takiego meczu-legendy. Ale czy to jego wina? Z całym szacunkiem dla Nawałki, jaki był jego wpływ na to, że ograliśmy Niemców? Bo jak na moje raczej niewielki. Gdyby w tamtym spotkaniu wpadło wszystko, co powinno, przegralibyśmy tak gdzieś 2:5. Albo to wyszukiwanie swoich „żołnierzy”. Kurczę, to nie jest Football Manager, w którego uniwersum na pewno znajduje się iluś tam szerzej nieznanych graczy o bardzo wysokim Potential Ability, wystarczy ich „tylko” namierzyć. Może w świecie realnym w chwili obecnej takich piłkarzy zwyczajnie nie ma?

@ Iocosus:

Pozostając w klimacie teologicznym: zupełnie serio uważam, że powinniśmy rzadziej błagać Siły Nadprzyrodzone (jakkolwiek byśmy się do nich nie zwracali) o kolejne podarki, częściej natomiast dziękować im za to, co już otrzymaliśmy. I robić z tego czegoś użytek. Jesteśmy trzydziestoośmiomilionowym, wcale nie takim znów biednym narodem, rzekomo zakochanym w futbolu. Reprezentanci innych dyscyplin osiągają oszałamiające sukcesy, z mistrzostwami świata i olimpijskimi włącznie, o czym nasze drużyny piłkarskie nawet nie marzą. I co? Ano nic. Kopana dalej na pierwszym miejscu. Ergo potencjał ludzki jest. Dodatkowo przykład Roberta Lewandowskiego pokazuje, że polski piłkarz wcale nie jest genetycznie niezdolny do gry na najwyższym poziomie.

Biorąc to do kupy, za cholerę nie rozumiem dlaczegóż to niby nie mielibyśmy dążyć do stanu, w którym reprezentacja Polski pokona reprezentację Anglii nie raz, a trzy-cztery razy na dziesięć prób, plus kilka kolejnych zremisuje. Angielski (włoski, niemiecki, hiszpański, holenderski, etc.) piłkarz pije wodę i oddycha powietrzem. Czyli dokładnie tak samo, jak piłkarz polski. Mamy z kim pracować, zacznijmy to robić.

Najlepiej od uświadomienia sobie, że od dawien dawna swym zachowaniem realizujemy klasyczną definicję głupoty. Robimy wciąż to samo i oczekujemy odmiennych efektów. Ilu mieliśmy selekcjonerów w XXI wieku, Iocosusie? Dziewięciu? A mimo to wyniki naszej kadry nieodmiennie mieszczą się we w sumie dość wąskich widełkach od braku awansu na mistrzostwa po fartownie osiągnięty ćwierćfinał Euro. Również nieodmiennie lekiem na całe zło pozostaje wymiana trenera. A potem po staremu trzeba się modlić o cud.

No i jasne, nie jest tak znowu absolutnie wykluczone, że kiedyś doczekamy się na Godota. A raczej na swoją wersję Rehhagela. Cholera wie, może nawet będzie to Sousa, szczerze życzę tego zarówno jemu samemu, jak i nam wszystkim. Ale jakoś wątpię. A przede wszystkim jestem już potwornie znużony tymi opowieściami o mentalu, o podejściu, o tym, że następny mecz będzie właśnie tym jednym, jedynym. Pierdolę. Jestem piłkarskim ateistą. Nie chcę się zmuszać do wiary. Chcę swoim schowanym za szkiełkiem okiem widzieć, że realnie mamy szanse z kimś poważnym wygrać. Nie dlatego, że oni są młodzi i niedoświadczeni. Dlatego, że my jesteśmy dobrzy.

Wywalenie Majewskiego i Pasieki to mrzonki? No to wyciągajmy korek z wanny i gaśmy światło. A może chociaż spróbujmy zacząć domagać się ich wywalenia, zamiast po staremu całe zuooo tego świata widzieć w selekcjonerze.

@ Senator:

A ja jestem pewien, że Brzęczka zwolnił nie Lewandowski, a Boniek. Dlaczego? Bo mógł. Tak po prostu. Taki miał kaprys.

Zauważ, proszę, że w ciągu równiutkich dwóch miesięcy, jakie minęły od domowego meczu z Holandią do jego dymisji, Brzęczek nie zrobił nic złego. W żaden sposób nie stał się gorszym trenerem. Nie zepsuł też (bardziej) relacji ze swym kapitanem, ani zgoła z nikim dla sprawy istotnym. Jak również nie dopuścił się żadnego wykroczenia dyscyplinarnego, które powinno skutkować rozwiązaniem kontraktu.

Swoją drogą, wywalenie typa z roboty w taki sposób to koszmarne draństwo. Owszem, o trenerze Brzęczku można mieć takie, albo inne zdanie. Wciąż jednak przecież pozostaje człowiek imieniem Jerzy, któremu należałoby okazać elementarny szacunek. Po zapewnieniach swego pryncypała gość mógł się spodziewać, iż mimo zmasowanej krytyki poprowadzi kadrę co najmniej do zakończenia pierwszego trójmeczu eliminacji MŚ’22. A tu brzdęk. I jeszcze te żałosne pierdolety o nie zwalnianiu w święta. Kurwa, mecz z Holandią odbył się na miesiąc z hakiem przed Wigilią. Napisałbym, że potworna żenada, ale to przecież Boniek, czego innego się po nim spodziewać?

I wiesz co? Ja bym nawet to draństwo zrozumiał. Pod jednym, prostym warunkiem: na horyzoncie pojawiłby się kandydat, który dawałby realnie umocowaną nadzieję na to, że poradzi sobie z kadrą znacząco lepiej, niż Brzękol. Wtedy jasne, w miłości jak na wojnie – wszystkie chwyty dozwolone. A przecież wszyscy naszą kadrę kochamy, nie? Szkopuł w tym, że nawet jeśli z jakichś sobie znanych przyczyn Boniek uznał, iż Sousa w rzeczy samej jest takim kandydatem, to Portugalczyk był do wzięcia jedenastego sierpnia. Wtedy należało dokonywać roszady. Miałby chłop osiem spotkań na przygotowanie się do meczów eliminacji Mundialu no i, rzecz jasna, do Euro.

Wygląda więc na to, że Boniek nie tylko zwolnił Brzęczka, bo akurat lewą nogą podniósł się z wyra. On tego osiemnastego stycznia nawet nie miał gotowego następcy, a kolejne trzy dni najwyraźniej upłynęły na gorączkowych poszukiwaniach. No mówię, prezes tysiąclecia, jak w mordę strzelił.
21piątek, 29, stycznia 2021 09:57
dalkub
AC

Malutkie tak i wielkie ogromne NIE

Malutkie tak bo jednak dostrzegasz że trener cokolwiek może dać ale też może odebrać.

Wielkie NIE bo sprowadzasz piłkę nożną, sport, coś nieprzewidywalnego do cyferek czy procentów - idąc dalej nie ma sensu grać, bo przecież wiadomo że Real lepszy od Osasuny a Legia od Podbeskidzia.
Tak istnieje różnica pomiędzy drużynami i piłkarzami są lepsi i gorsi, to prawda że na 99% nie zdobędziemy ME w dającej się przewidzieć przyszłości (1% bo ja pamiętam Greków w Portugalii) - apropos według twojego podejścia im stary Otto nie był potrzebny, bo teoretycznie nie mieli prawa dojść tam gdzie doszli - ani nie wygramy Ligi Narodów, oczywiście nowy nawet najlepszy trener nie zrobi z Glika Van Dijka a z Zielińskiego Messiego i wcale nie o to chodzi. Chodzi o to by nawet przegrywając pokazywać coś ciekawego, o to by wykorzystać do maksimum potencjał piłkarzy, by oni zagrali lepiej niż w klubie, a czasami wznieśli sie na jakieś wyżyny jak Bronowicki z Portugalią. Brzęczek był tym trenerem który powodował że ten standardowy nasz poziom obniżał a chodzi o takiego co do naszego średniactwa dołoży małą cegiełkę, podobnie jak to robił Nawałka przez większość swojej przygody z kadrą.
22piątek, 29, stycznia 2021 11:31
CTP
Ja tylko chciałbym dodać do tej polemiki, że niemal od zarania dziejów nasza reprezentacja gra pod dyktando polskiej myśli szkoleniowej, z jednym malutkim wyjątkiem, jakim był Beenhakker. Zauważam, ze smutkiem, że te wszystkie Smudy, Fornaliki i Nawałki wmówiły nam, że wyżej dupy nie podskoczymy i my w to uwierzyliśmy. A może to jest wierutna bzdura? Może najwyższa pora się o tym przekonać.
23piątek, 29, stycznia 2021 15:23
dziaam
@aclbiceleste10

Czy ty to wciąż ty?
24piątek, 29, stycznia 2021 19:57
iocosus
Albiceleste "globalnie" to my się zgadzamy i to co w tej chwili podnosisz samemu pisałem w 2019 roku choćby w tekście "Bezużyteczne monologi" i w komentarzach pod nim. Przypomnę że wówczas w sporach o reprę i Brzęczka prezentowaliśmy wspólne stanowisko. Przytoczę Twoje słowa: "z wymową tekstu ogółem, a z peesem w szczególności mocno się solidaryzuję".  Jestem konsekwentny z żadnego własnego zdania tam zamieszczonego się nie wycofuję. Niestety pozostaje nam tylko "pitolnie" bez końca tego samego: 
"Nasza kadra w starciu z europejskim średniakiem, za jakiego należy uznawać reprezentację Austrii, aktualnie, nie jest faworytem! Tak Lewy dowodził jeszcze przed meczem, a argumentami wspierał  Mateusz Borek w "Misji futbol", a że obaj się nie mylili, dowiodła rzeczywistość i bezpośredni przebieg konfrontacji. Austriacy na naszej połowie grali z nami w dziadka i nie byliśmy w stanie się temu przeciwstawić. Żal było patrzeć na wiedeńskiego walczyka z gracją operującego piłeczką i naszego "poloneza" polegającego na cierpliwym przesuwaniu formacji z nadzieją, że rywal w końcu futbolówkę zgubi. Zgubi, bo na odbiór widoki były marne. Przeciwnikom zabrakło tylko wykończenia, dokładnego ostatniego podania i skutecznego strzału, a wynik mógłby być podobny do tego z młodzieżówką Hiszpanii na niedawnym europejskim Under 21 czempionacie. (...)  Gdy za faworyta nie uchodzimy, pozostaje nam zaryglowanie własnego przedpola i kontrataki, czytaj postawienie autobusu na szesnastce, paniczna wybijanka po autach lub "wyrachowana" i "przemyślana" laga do przodu z nadzieją że napastnik na desancie coś z tym zrobi, w ostateczności trafi się jakiś stały fragment gry. Nadzieja że w składnej akcji dojdziemy do pozycji strzałowej jawi się jako znikoma i incydentalna." - czy tego opisu nie można odnieść do zeszłorocznych meczów z Holandią i Włochami, a nawet z Ukrainą fartem pokonaną? Tylko Mati Borek zmienił zdanie, bo wówczas za faworyta z Austrią nas nie uważał, a teraz Węgrów już mamy ograć z palcem w d...!? 
"Za toporną grę Biało-czerwonych nie obarczam główną winą Brzęczka" - to były wówczas moje słowa, twierdziłem że Michniewicz jako potencjalny następca grałby równie defensywnie co Pan Jerzy. Oby Sousa do repry na zasadzie "nowej miotły" nie zaliczył takiego wejścia, jak Michniewicz do Legii. Obawiam się tego.
"Nie oszukujmy się nie mamy "dream teamu", futbolowym hegemonem nie jesteśmy, z europejskimi średniakami za bitego faworyta uchodzić nie powinniśmy,  to nie trener kadry jest problemem, a nasz niewydolny system szkolenia. (...) Nieważne czy z Brzęczkiem czy z Michniewiczem czy z innym trenerem z PMS-u, jeżeli polski trener skonstatuje że jedyną drogą do sukcesu jest "gra na zero z tyłu" bo do innych założeń taktycznych brak mu wykonawców na odpowiednim poziomie to mamy problem nie z pojedyńczym trenerem a z całą naszą polską myślą szkoleniową! I nie czubek piramidy decyduje że są złe fundamenty grożące zawaleniem, jeżeli u podstawy będą błędne założenia, a będziemy wpatrzeni tylko w górę, a w momencie gdy zaczyna się chybotać postawimy tylko na wymianę iglicy ustawionej na szczycie takiej budowli to … obudzimy się z ręką w nocniku (...) Dlatego skoro stan naszej pierwszej reprezentacji się zachybotał, to uważam, że lepiej by było "gniew ludu"- nasze kibicowskie rozczarowanie i zawód przenosić na architektów którzy tworzą fundamenty naszej piramidy piłkarskiej. "- aktualne wczoraj, aktualne i dziś.
Albiceleste a teraz nieco przewrotna moja refleksja z tamtej dyskusji: "Dla mnie istotniejsze jest po wielokroć jak zmienić pms niż nazwisko trenera reprezentacji. Wymienimy Brzęczka na kogoś innego, przyjmijmy że będzie miał trochę szczęścia jak Nawałka, dogada się z Lewym i spółką, rutyniarze dadzą radę, a młodzi odpalą, trener będzie miał pomysł i to wszystko poukłada i być może nawet będzie dało się to oglądać i wynik ekipy Nawałki z Euro 2016 uda się powtórzyć. Ale jak nie zmienimy szkolenia to wcześniej czy później obudzimy się z ręką w nocniku, będziemy notorycznie grać taki toporny, archaiczny futbol jak z Austrią bo naszych piłkarzy na nic innego nie będzie stać i wtedy nawet Jurgen Klopp do spółki z Mourinho jako trenerski duet Biało-czerwonych nie pomoże." - Jeżeli Paulo Sousie się uda, odniesie sukces, to czy Pasieka z Majewskim nie będą wypinali piersi po ordery? 

Przepraszam za cytowanie siebie samego, ale chciałem wykazać i potwierdzić, że zdania nie zmieniam, że w tych poglądach jestem konsekwentny. Dlaczego zatem skoro wówczas byłem za pozostawieniem Brzęczka, teraz cieszę się, że odszedł? Zacytuję siebie ostatni raz: "Brzęczka w imię zasad bym zostawił ... Natomiast gdyby nadal miał pielęgnować defensywne założenia z meczu z Austrią, to bym go wywalił czyli nie przedłużył kontraktu nawet po komplecie zwycięstw w październiku i listopadzie. Nie chcę takiego rodzaju trenera" - pisałem to we wrześniu 2019 roku. Czy w 2020 w meczach kadry z Holandią i Włochami coś się zmieniło w porównaniu do spotkania z Austrią w Warszawie? Gramy równie zachowawczo, apatycznie i jesteśmy podobnie bezradni. Ten marazm trwał, zatem skoro warunkowałem pozostanie Brzęczka w tej chwili nie pozostaje mi nic innego jak zaakceptować jego odejście.

ps
Dziś chciałbym dookreślić że pejoratywnie używam skrótu PMS w odniesieniu do leśnych dziadków trenerów, którzy uważają że w Polsce jesteśmy zdeterminowani tylko i wyłącznie do gry z kontry. To anachronizm, w którym jeżeli będziemy tkwić, na to będą nastawione systemy szkoleniowe, to piłkarski świat nam będzie coraz szybciej uciekał. 
25piątek, 29, stycznia 2021 22:20
Krzysztof Jastrzębski
@iocosus oboma rękoma się podpisuję Wink

Ps. Takie małe wyznanie: lata 90, kilku chłopaków, którzy mieli technikę użytkową na wysokim poziomie, gdyż piłka im towarzyszyła całymi dniami, zostali skreśleni w juniorach klubu ówczesnej 3 ligi. Wiesz dlaczego? Bo na ten moment brakowało nam centymetrów..Very Happy
26sobota, 30, stycznia 2021 02:21
a-c10
@ Dalkub:

Eeej, no!Smile Napisałem przecież expressis verbis, że te cyferki to tylko grubą kreską pociągnięty zarys. Tak, mam świadomość, że piękno (zwłaszcza tego) sportu polega m.in. na tym, że nawet Real przerżnie czasem nie tylko z Osasuną, lecz nawet z jakimś bliżej nieznanym trzecioligowcem. Niestety, w paskudnie przewrotny sposób to piękno jest także przekleństwem. Pisałem już o tym wielokrotnie, także tutaj: futbol jest sportem niskowynikowym. Jedno genialne/fatalne machnięcie butem, w innych dyscyplinach zasadniczo nieistotne, tu może zadecydować o wyniku. Z jednej strony daje nam to piękne historie o gigantobójstwach. Z drugiej wiedzie na manowce. Skoro bowiem „cuda” zdarzają się w futbolu częściej, niźli gdzie indziej, w niepokojący sposób zaczynamy na nie liczyć. I skupiamy się na kwestiach marginalnych (atmosfera, mental, motywacja, dorzuć sobie co chcesz) zapominając przy tym, że „częściej, niż gdzie indziej” nie oznacza „co drugi mecz”. W ogromnej większości spotkań wciąż decyduje jakość piłkarzy.

A co za tym idzie, możemy – jak już wspominałem – czekać na cud. Na swojego Króla Otto. Na to, że któregoś razu jakiś nieprawdopodobnie szczęśliwy splot okoliczności (wysoka forma wielu zawodników, trafnie dobrana taktyka, umiejętne wykorzystanie aktualnie obowiązujących przepisów plus sporo zwykłego farta) przyniesie nam sukces. Ale możemy też zrozumieć, że mamy potencjał na więcej, niż bycie międzynarodowym odpowiednikiem ekip z Pampeluny i Bielska-Białej (niczego w/w nie ujmując). Albo nawet reprezentacją Grecji, która po wielkim sukcesie na ME’4 błyskawicznie wróciła do przeciętności. Możemy dążyć do stanu, w którym to nasze porażki, a nie zwycięstwa, traktowane będą w kategorii sensacji. No, przynajmniej niespodzianki. Ale żeby w ogóle zacząć podążać w tym kierunku, wypadałoby najpierw porzucić myślenie o piłce nożnej jako e-sporcie, a trenerze jako gamerze, który złapie pada w ręce i będzie sterował zawodnikami.

Tak, trener może dużo dać. Ale musi mieć kto wziąć. I tak, trener może, niestety, dużo zabrać. Ale musi być z czego zabierać.

@ CTP:

Pożyjemy, zobaczymy. Z jednej strony, zatrudnienie zagranicznego selekcjonera uważam za przekręt w majestacie przepisów, a przede wszystkim przyznanie się do klęski. Z drugiej, nic naprzeciw Sousie nie mam. Wręcz przeciwnie, trzymam kciuki za jego powodzenie, bo przecież oznaczałoby ono sukcesy reprezentacji, której kibicuję.

Tyle tylko, że jakoś nie za bardzo dostrzegam racjonalne argumenty za wiarą w to powodzenie.

@ Dziaam:

Ja to ja. Kopę lat…!Smile
27sobota, 30, stycznia 2021 02:47
a-c10
@ Iocosus:

Ale to nie jest tak, że ja nie akceptuję odejścia Brzęczka. Owszem, jak już wspominałem, sposób zwolnienia go ze stanowiska uważam za skandaliczny. Niemniej, sam fakt ani mnie ziębi, ani grzeje. Był Brzęczek, jest Sousa. I co? Nic. Nadal pozostajemy w uniwersum legend, mitów i zaklęć. Nadal sami się oszukujemy. Nadal liczymy na fuksa.

istotniejsze jest po wielokroć jak zmienić pms niż nazwisko trenera reprezentacji

Bingo. I tego się trzymajmy. I o tym mówmy. Nie, nie uważam, aby mój, czy Twój głos w odosobnieniu mógł coś zmienić. Aż takim megalomanem nie jestemWink Wciąż jednak pamiętam, że ocean składa się z kropli. A na lekceważeniu internetowego pitolenia to już niejeden Mubarak się przejechał.
28sobota, 30, stycznia 2021 10:44
xxx
Z dużą satysfakcją przeczytałem komentarze ac-10 i iocosusa, bo są przejawem trzeźwego myślenia, które jest coraz rzadsze. Co prawda iocosus wplótł sporo mistycyzmu o nadziei i wierze tak charakterystycznego dla naszego (polskiego) myślenia.
Jest taka teoria, która podkreśla zabójczy na dłuższą metę, wpływ epoki romantyzmu w poezji i literaturze, która w połączeniu z burzliwymi czasami naszej historii i długą niewolą, ukształtowały w nas skłonność do myślenia mitycznego, do wiecznej tęsknoty za czymś wyimaginowanym a tak naprawdę nie istniejącym. Pozytywizm, który na zachodzie nastąpił po romantyzmie, wsparty rewolucją przemysłową u nas praktycznie nie został zauważony, bo emocjonalnie był jak "ciepła woda w kranie". Co prawda pożyteczny i dający mnóstwo korzyści społecznie i gospodarczo, ale emocjonalnie mało dla nas atrakcyjny.
Nasze umysły zostały ukształtowane na myśleniu mitycznym i rozedrganych emocjach.
Obraz kosynierów walczących z rosyjskimi żołnierzami, uzbrojonymi w karabiny i działa, tkwi gdzieś głęboko w naszych umysłach. I nie ważne, że tamten zryw skończył się dla nas dramatycznie jak wiele innych, nikt nie zwraca uwagi na kiepską organizację, kiepskie uzbrojenie, wpadamy w ekstazę poświęcenia i odwagi.
Piszę o tym dlatego, że jestem przekonany, że pewne doświadczenia zbiorowe kształtują model działania w całym społeczeństwie. Do dzisiaj traktujemy lekceważąco zapobiegliwość, rzetelność, konsekwencję w działaniu, czekamy na kolejny cud, żyjemy kolejną ułudą o nowym przywództwie, które ma nas zaprowadzić do zwycięstw, mimo nie zawiązanych butów i opadających spodni, że użyję takiej metafory. Ten mechanizm działa we wszystkich dziedzinach naszego życia. Marzymy o innowacyjnej gospodarce, ale nie dajemy pieniędzy na naukę, brak rozsądnego zarządzania służbą zdrowia, kompensujemy sobie w głowach wyimaginowanym heroizmem i rzekomo szczególnymi uzdolnieniami lekarzy, chcemy wierzyć że polscy piloci polecą na drzwiach od stodoły, pewnie tak, ale niedaleko a lądowanie będzie twarde.
Nie inaczej, bo inaczej nie może być jest w piłce. Mamy totalny rozgardiasz i niemoc w szkoleniu ale maskujemy to tym, że kilku!!! naszych zawodników odgrywa większą lub mniejszą rolę w mocniejszych ligach, to w nas uruchamia pokłady marzeń i oczekiwań, tych z romantycznego nurtu. Brakuje nam tylko "Kościuszki" żeby poprowadził tych kosynierów, ale "Kościuszko" jest wynikiem zbiegu okoliczności a nie czymś powtarzalnym, za to umacnia nasz mit i za nic nie chcemy się od niego odkleić, co powoduje zamknięte koło.
Tak się rozpisałem o naszym narodowym sposobie myślenia, który jest wypadkową i nie znaczy, że wszyscy w Polsce myślą w ten sposób, bo jestem przekonany, że dopóki się nie uporamy z naszym mitycznym myśleniem, wiele się nie zmieni.
Ryszard Kapuściński - Lapidaria
Gdańsk 1980r
"Starganie losu polskiego: co kilka lat nowy etap, nowa scena, nowy układ. Żadnej ciągłości. To, co przychodzi, nie wynika z tego, co było. Co było wczoraj, dziś jest zwalczane, albo straciło znaczenie, albo sie nie liczy. Nic się nie sumuje, niczego nie można zgromadzić, niczego uformować. Wszystko zaczynaj od początku, od pierwszej cegły, od pierwszej bruzdy. Co zbudowałeś-będzie porzucone, co wzeszło-uschnie. Dlatego budują bez przekonania, na niby. Tylko irracjonalne jest trwałe-mity, legendy, złudzenia, tylko to jest osadzone."
Tak więc panowie zanim zaczniecie rozprawiać o mitycznym potencjale naszych zawodników, pamietajcie o naszych narodowych ciągotach w sposobie myślenia i działania.
Już gdzieś czytałem, że "mamy potencjał na medal ME", to chyba Kosecki rzucił taką tezę.
W naszym kraju, żaden trener nas nie usatysfakcjonuje. My nie potrafimy na sprawy spojrzeć racjonalnie i bez egzaltacji.
29niedziela, 31, stycznia 2021 01:14
Zgred Maruda
@a-c10
Dwa słowa, wybacz...Przecież Ty "wielki sukces Nawałki" sprzedawałeś tu na forum jak niemalże MŚ. A , że zapytam - jakim premium szedł w karierze trener Nawałka? Czy nie oby z wszelkimi załącznikami tego PMS -u? Skoro był "aż tak wielki" - czyżby szedł inną drogą?
Jazdą autokaru - z całą pewnością.
Co z Was Panowie czyni mędrców... pierdolenie o regułach? o znajomości systemu?
Od zarania dziejów ta sama śpiewka...i co? Ciągła klątwa Piechniczka trwa -
https://www.youtube.com/watch?v=UC43gbZlG2Y
Pitolenie nawet w największej formie nic nie zmieni...pozostaje patrzeć na zmiany.
Przecież stoję/ wszyscy stoimy w Waszym szeregu, wszyscy to widzimy/czytamy i ...za przeproszeniem - "próchniejemy". Ile jeszcze razy można dochodzić do...tego PMS-owego wniosku, tam wniosku, do wiedzy, że nas zwyczajnie ta polska myśl szkoleniowa "upodla".

Tu trzeba pomysłu jak ruszyć tą gangrenę z pod pewnego kominka, który się "okopał" w tak wspaniałej sportowo miejscowości i drwi z nas..."Mości panowie! Rzeką się nieprzyjaciel zastawił i drwi z nas! - Komu Bóg! komu wiara! komu ojczyzna miła! za mną!"
Jeno Czarneckiego Brak!
Czytam co wyżej...odniesienia do egzaltacji martyrologii, potrzeby cierpienia w imię wszystkiego i wszystkich i jak bardzo znaczące są ważne układy, układziki kiedy pierdoli się system, ale ! już w imię innych zasad!
Panowie tu dywagujecie o zmianach, które nastąpić powinny...
A widzą Panowie w życiu codziennym, taką właśnie chęć zmian? Tak pytam tylko z ciekawości...bo ani przekazu, ani nawet kszty tematu znaleźć nie można nigdzie. Wielki prezes odejdzie, nowy przyjdzie prawie tak wielki...I to będą konkretne zmiany - na wizytówkach!

Coś Wam powiem Chłopaki!
Patrzyłem jak zmienia się siatkarska liga w tym kraju. Jak w zmianach poszły bardzo duże pieniądze, sponsoring, otwartość. Jak mądrzy ludzie zaczęli kreować temat, który należało trzymać w rękach. Oczywiście - że jest ogromna różnica! Jest!
Ale schemat ...jest jeżeli nie podobny, to chociaż zbliżony.
I aby mi ktoś nie parsknął śmiechem - kontrakty idą miedzy 350 - 500 tyś Euro za sezon!

Przyjmijcie moje życzenia aby Wasz/Nasz nowy prezes PZPN był lepszy od poprzednika Wink
30niedziela, 31, stycznia 2021 11:13
dalkub
uwielbiam tą waszą niekonsekwencję panowie - narzekacie na PMS, ale jednocześnie trener z zagranicy nie jest potrzebny, bo przecież i tak nic nie zrobi bo słabi zawodnicy. Choć ci zawodnicy grają w tych zagranicznych ligach i większość daje radę, to dlaczego w Polsce muszą pracować z PMS?
Jest oczywistością i nikt tego nie kwestionuje że naszym podstawowym problemem jest zbyt mała liczba klasowych zawodników gotowych do gry na oczekiwanym przez nas poziomie. Zaraz usłyszę że jest tak bo PMS, klątwa Piechniczka, kominek i tak dalej - i napiszę Wam jedno - BZDURA. Czy sądzicie że Michniewicz, Probież, Stokowiec albo Papszun, mają mniejszą wiedzę nić 95% trenerów z Włoch, Hiszpanii czy Francji? - ano nie, oni dostają do pracy słabszych zawodników niż ci w rzeczonych krajach i pewnych zaniedbań które są w wieku 6-18 lat już nie naprawią, nawet gdyby bardzo chcieli. Problem leży gdzie indziej - problem podstawowy kto prowadzi zajęcia z dziećmi od 6 do 13 lat czyli wtedy gdzie kształtuje się wiele cech technicznych oraz fizycznych - w Polsce jest standardem że takie zajęcia prowadzą trenerzy posiadający licencję C, którą się zdobywa po 8 dniach kursu - 4 weekendy za 900 pln - od tego momentu można prowadzić zespoły dzieciaków, nie potrzeba żadnego nadzoru - ma się dokument i już. Nie chcę powiedzieć że ten kurs jest słaby, chcę powiedzieć że po czymś takim ludziom brakuje wszystkiego i wiedzy i doświadczenia. W krajach zachodnich wygląda to zupełnie inaczej bo w średnich i dobrych akademiach pracują ludzie z PRO którzy takich młodziaków, świeżaków nadzorują, minimalizują ich błędy, uczą, podpowiadają, coachują. Do tego są potrzebne pieniądze na to by ci co to PRO zrobią chcieli pracować z młodzieżą, a nie lecieć do 3,2 czy innej ligi bo muszą zarobić na chlebek. I powiem tak ten PMS da radę, bo gdyby w Holandii czy Hiszpanii zajęcia z dzieciakami prowadzili goście z C tuż po kursie to graliby tak jak my.
31niedziela, 31, stycznia 2021 12:28
Zgred Maruda
@dalkub

Pozwoliłem sobie wtrącić wers o klątwie Piechniczka ponieważ facet kilkadziesiąt lat temu okazał się niestety wyrocznią...Oczywiście zdaję sobie sprawę z ogromu różnic tamtej piłki w stosunku do obecnej, tamtych uwarunkowań czy zadań jakie piłka reprezentacyjna wtedy miała i którym sprostała.
Miejscowość Wisła i przysłowiowy kominek będzie dla mnie "symbolem" tego wszystkiego co nastąpiło później i...w zasadzie trwa do dnia dzisiejszego, oczywiście w innym klimacie i kolorycie, ale jednak. Cała prawda!

Kraj w którym zabiera się fundusze na zdrowie, sport czy kulturę popada w marazm bylejactwa. Skoczkowie narciarscy, siatkarze czy tenis w osobie Igi Świątek niestety tego nie uciągną...
"Bo tutaj jest jak jest" - śpiewał niedawny muzyk, teraz podobno (były) polityk...
i trudno się z tym nie zgodzić.
32niedziela, 31, stycznia 2021 14:50
xxx
Najpierw jest- "uwielbiam tą waszą niekonsekwencję panowie"
A zaraz potem
" Nie chcę powiedzieć że ten kurs jest słaby, chcę powiedzieć że po czymś takim ludziom brakuje wszystkiego i wiedzy i doświadczenia. "
Czyli kursy są dobre, tylko po ich ukończeniu brakuje wszystkiego. Zaprzeczenie w jednym zdaniu.

Jeśli ja narzekam na PMS, to właśnie mam na myśli wczesne szkolenie, bo co potem może rozwinąć trener w dorosłej piłce z zawodnikami z podstawowymi brakami. Jedyne co mu zostaje, to ograniczanie ryzyka porażki. Szczególnie że w Polsce nie zwalnia się trenerów za brak rozwijania zawodników, brak ambitnej taktyki, tylko właśnie za porażki. I to dlatego nasi trenerzy są tacy wystraszeni i ustawiają mur w obronie, bo się boją przegrać a to nastawienie nie prowadzi do rozwoju ani trenerów, ani zawodników.
33poniedziałek, 01, lutego 2021 23:19
a-c10
@ Zgred:

Przecież Ty "wielki sukces Nawałki" sprzedawałeś tu na forum jak niemalże MŚ.

Eee... jak by Ci to powiedzieć... nie? Ja tylko prostowałem Twoje banialuki o tym, jakoby Nawałka był zuy i gupi, bo nie zdobył złota ME.

@ Dalkub:

Jest oczywistością i nikt tego nie kwestionuje że naszym podstawowym problemem jest zbyt mała liczba klasowych zawodników gotowych do gry na oczekiwanym przez nas poziomie.

I tu się mylisz. Jest to fakt powszechnie kwestionowany. Ja zresztą od samego początku tej dyskusji (i kilku wcześniejszych) o tym trąbię, że od dobrych już nastu lat słychać w naszym środowisku tę samą śpiewkę: piłkarzy mamy zajebistych, dać im dobrego trenera i medale nasze.

Czy sądzicie że Michniewicz, Probież, Stokowiec albo Papszun, mają mniejszą wiedzę nić 95% trenerów z Włoch, Hiszpanii czy Francji?

Hmmm... Złożona kwestia. Gdyby nie mieli, to któryś z nich (niekoniecznie czterech w/w, po prostu jakiś polski trener) przebiłby się w poważniejszej piłce, nie? Może niekoniecznie od razu w Realu, czy inszym Manchesterze, niechby nawet w Granadzie/Brighton/Freiburgu/Benevento/etc. A tu nic.

Przy czym nie jestem pewien, czy to aby na pewno jest kwestia wiedzy. Bardziej chyba umiejętności/doświadczenia. Polski trener pracuje w takich, nie innych warunkach. Wychodzić z kryzysu raczej nie umie, bo nigdy tego nie robił. W końcu praktycznie jedynym pomysłem polskich prezesów na zażegnanie kryzysu jest wymiana szkoleniowca. Z obciążeniami treningowymi i ich rozkładem też radzi sobie przypuszczalnie słabo. No bo gdyby przypadkiem dokręcił śrubę, zawodnicy polecą z mordą do prezesa i/albo mediów. A wtedy wiadomo co.

Zaznaczam przy tym, że to kwestie marginalne, bo...

oni dostają do pracy słabszych zawodników

... no właśnie. Z całą Twoją wypowiedzią od powyższego zdania włącznie zgadzam się w 100%. I dlatego też jestem święcie przekonany, że żonglerka selekcjonerami skazuje nas na liczenie na cud. Jeśli chcemy trwałych, wymiernych i jako-tako przewidywalnych efektów, zajmijmy się dołem piramidy, nie jej czubkiem.
34wtorek, 02, lutego 2021 07:37
Zgred Maruda
@a-c10

Eeee...aż takim optymistą nie byłem. Byłem natomiast za tym, że gdyby kolega "facken" był prawdziwy "facken" nie grałby głównie na remisy z czego ten znaczący z Portugalią...marnując ewidentny potencjał tamtej kadry. Pamiętam nawet, że zgodziliśmy się co do tego, że następna Walia była zdecydowanie w naszym zasięgu.

Też pozdrawiamWink

Twoja opinia

Nazwa uzytkownika:
Znaczniki HTML są dozwolone. Komentarze gości zostaną opublikowane po zatwierdzeniu. Treść komentarza:
yvComment v.2.01.1