Logo

Zezem. Widok spoza rozbitego lustra

Na stare lata nachodzą człeka takie refleksje, że ciało się starzeje, ale świadomość ni cholery, ona jeno dojrzewa. Zresztą starość staje się coraz bardziej względna. Poeta Asnyk w wieku 35 lat napisał wierszyk zaczynający się od słów: „Gdybym był młodszy…”, a  zakończony strofą: ”Ale już jestem za stary…”.

 

Portret Asnyka z owego okresu ukazuje dziada z krzaczastymi brwiami, płową brodą i obwisłymi wąsiskami. Obecnie tak naprawdę nie rozstrzygnęliśmy czy przedłużenie życia oznacza przedłużenie młodości, czy też może starości. Tym samym uznajemy za dobre, że stary ramol zamiast żyć np. 80 lat będzie żył lat 90 i tym samym będzie robił w majtki o 10 lat dłużej.

W sporcie, a osobliwie w piłce nożnej to zjawisko coraz dłuższego żywota w ogóle, poza nielicznymi wyjątkami, nie przekłada się na postrzeganie zawodnika. Futbol opanował wręcz kult promowania coraz to młodszych piłkarzy. W tym tempie to już w pieluchach  szukać się będzie przyszłych gwiazdorów. Pamiętam, że w moich czasach czekało się, aż się skończy 13 lat, aby móc trenować w klubie. Dziś szkolenie zaczyna się w wieku 6 lat i jakoś tak się składa, że wybitnych grajków jakby mniej niż onegdaj, a nie więcej. Zwłaszcza w Polsce ten wynalazek chyba się nie sprawdza, bo w tamtych czasach nasza piłka klubowa i reprezentacyjna liczyła się w świecie i Europie, a dziś nie za bardzo. Przyczyn tego stanu rzeczy szuka się w złym szkoleniu, przy czym ja nie wiem czy można dobrze wyszkolić dzieciaka, który nie ma świadomości, że jest szkolony i któremu zamiast zabawy funduje się katorgę. Drugim biegunem są młodzieńcy po trzydziestce, spisani na straty jako zgrzybiali staruszkowie. Nieliczne wyjątki tylko potwierdzają tę regułę. Mimo to nadal fundamentem naszej reprezentacji są: Szczęsny lat 33, Glik lat 35, Krychowiak lat 33 i Lewandowski lat 34.

W naszej ukochanej Legii dokonuje się mariażu starych z jeszcze starszymi. Pozornie średnia wieku jest niewysoka, ale ci co są młodsi raczej do wybrańców losu nie należą. Młodych jest w Legii całe mnóstwo, że wymieńmy, oprócz bramkarzy: Grudziński (22 lata), Mustafayev (19 lat), Nawrocki (21 lat), Celhaka (22 lata), Kisiel (19 lat), Muci (21 lat), Noiszewski (23 lata), Skibicki (21 lat), Skwierczyński (19 lat), Kamiński (18 lat), Pierzak (19 lat), Strzałek (18 lat), Rosołek (21 lat), Okusani (18 lat). A powinni być Ariel Mosór (19 lat) oraz Szymon Włodarczyk (19 lat). Dwaj ostatni zawodnicy to symptom choroby celowego wyrzucania graczy do innych klubów. I Mosór, i Włodarczyk mieli w umowach zapisane, że zostaną one automatycznie przedłużone jak rozegrają odpowiednią ilość minut w I zespole, a ponieważ ich nie rozegrali to mieli prawo odejść. Mało tego, Legia nie gwarantowała im, że po ewentualnym pozostaniu w  klubie będą grali. Dopuszczono do tego, że trenerzy, odpowiednio Michniewicz i Vuković obiektywnie zadziałali na szkodę klubu. Ten syndrom odstawiania młodzieży jest całkowicie sprzeczny z żywotnym interesem Legii. Ja nie chcę wracać do tzw. dawnych czasów, ale wypada wspomnieć, że tamte wielki sukcesy, w tym w Europie, dokonane zostały wyłącznie przez polskich zawodników wychowanych w polskich klubach. Obecnie musimy uświadomić sobi, że Legii nie stać na kupowanie nawet średniej klasy zawodników. Ten fakt powinien preferować młodych graczy. Tylko jak młodzi zawodnicy mogą udowodnić swoją przydatność jak nie grają? Miotamy się gdzieś pomiędzy „młodymi”, a „starymi”, nie patrząc na długofalowe potrzeby klubu, ale na doraźne wyniki, które i tak są takie jakie są. Wpadamy w spiralę niemożności. Tracimy czas, który w piłce jest często nie do odrobienia.

W natłoku zdarzeń, a osobliwie w tym zaczadzeniu pandemią, wojną i ich skutkami zatracamy nie tylko jasność widzenia, ale i optymizm. Popadliśmy w czarnowidztwo. Opuścił nas humor nie tylko dobry, ale jakikolwiek, że o śmiechu nie wspomnę. Nasze umysły i emocje ogarnęła przesadna powaga i strach. Mimo że żyjemy w nowoczesnych i ciekawych czasach nie dostrzegamy rzeczy, który sprawiają nam radość. Ulubiony filozof Probierza Schopenhauer śmiał się serdecznie na widok stycznej koła, czyli wyraźnego kąta utworzonego przez dwie linie, które się nie przecinają. Przyczyną śmiechu Cicerona była brzydota, Hobbes tłumaczył śmiech uczuciem triumfu zrodzonego z poczucia wyższości. Kartezjusza radowały ujawnione błędy, Kant uważał śmiech za efekt obrócenia w nicość oczekiwania na cud, dla Hegla śmiech był oznaką inteligencji. Śmiech jest więc uczuciem  tak subiektywnym, że najwięcej znaczy w nim osobisty temperament. W tym sensie śmiech jest przejawem naszej wolności i naszej sympatii dla niej. W sytuacji Legii jesienią 2021 powodów do śmiechu  brakowało. Gdyby jednak słuchać jeszcze narracji kreowanej przez media to wypadało tylko palnąć sobie w łeb. A wystarczyło, aby tylko uznano, że jesteśmy uratowani, a już humor się poprawił, a uśmiech na wargach zagościł. Być może ta nieśmiałość w okazywaniu radości wynika z faktu, że stajemy się coraz starsi i od wieku dziecięcego, kiedy śmialiśmy się nader często, coraz bardziej się oddalamy. A może to dzieci mają rację, że radość jest czymś naturalnym, a ceremonialność czymś sztucznym. A może my zbyt wiele oczekujemy i kiedy nasze przesadne oczekiwania się nie spełniają traktujemy to jako nieszczęście. Zresztą my to jeszcze małe piwo, ale trudno pojąć ten brak radości w zespole Legii. Przecież oni powinni się radować chociażby tym, że robią w życiu to co lubią i jeszcze biorą za to pieniądze i to niemałe. Ten smutek i ta nadęta powaga zawodnikom nie pomaga, ale przeszkadza. Ja nie twierdzę, że nie trzeba mieć powodów do okazywania radości, ale też trzeba te okazje sobie stwarzać. Co prawda pierwsze spotkania jesienne do zbyt udanych w naszym wykonaniu nie należą, ale to nie powód, aby prezentować żałobny nastrój. Bez pozytywnego myślenia o przyszłości ona lepsza nie będzie.

W ostatnim czasie nasz klub, a wraz nim i my kibice, stał się wygodnym celem ataku medialnego i nie bardzo byliśmy w stanie odróżnić czy jest to przejaw troski czy odwrotnie – wrogości. Biorąc pod uwagę broń jakiej używano, nie wydaje się, aby walka był uczciwa, a pobudki niepodejrzane. Owszem Legia nie osiągnęła wyników na miarę siły klubu, ale przecież zaistniała w Europie. W takiej sytuacji klub słusznie nie polemizował, nie prostował kłamstw, nie demaskował nikczemności. Nie tylko dlatego, że nie miał sil, że nie miał argumentów, ale dlatego, że nie miał sojuszników. Mnie zawsze zadziwia, gdzie podziali się byli działacze, trenerzy, piłkarze, kibice  Legii? Dlaczego nie słychać ich głosu w obronie klubu? Ich często słychać jak gardłują w obozie wroga i jak typowi neofici usiłują być „świętsi od papieża” i jeszcze mocniej przyłożyć, jeszcze bardziej ośmieszyć, jeszcze silnej poniżyć. Wielu z nas było wkurzonych, ale nie okazywało tych odczuć. Może tak zaprzestać kupowania piśmideł i nabijać „klikalnością” portali internetowych. Niech chamstwo utopi się we własnym szambie. Bowiem w istocie te ataki to młócka frazesów, puszczanie bąków, marnowanie energii na jałowość argumentów. Często ten hałas medialny, to wojownicze i wrogie pohukiwania wynikają z infantylizmu, głupoty i ślepoty. Legia jest bowiem zjawiskiem, swego rodzaju fenomenem, czymś wielkim i kiedy się pochyla to byle miernota chce na nią skoczyć i dzięki temu zaistnieć. Wielkim zarzutem wobec Legii był nasz rzekomy dyletantyzm, a mnie się wydaje, że nasza piłka z tego legijnego „dyletantyzmu” odnosi więcej korzyści niż z całej fury tzw. fachowców. Jeżeli dyletantyzm polega na najwyższym od lat budżecie, hurtowym zdobywaniu tytułów, awansach do rozgrywek europejskich, niepodległości ducha, niezależności, niekłanianiu się mediom i nieuleganiu pseudoautorytetom to powinno się prosić pana Boga, aby takich „dyletantów” było jak najwięcej. To Legia jest solą i papierkiem lakmusowym całej naszej piłki po II wojnie światowej. Niestety żyjemy w Polsce, gdzie niepodzielne rządy sprawują zawiść, zazdrość, roszczeniowość i małość. To mnogość różnych kurdupli i ich karłowatego myślenia, a nie Legia, uniemożliwiają rozwój i wzrost znaczenia naszej piłce. W mocno nagłośnionym wywiadzie jeden z holenderskich menagów tworzy takie mądrości jak to, że w Polsce kluby dostają niezasadnie pieniądze od samorządów i że to pozwala na przepłacanie zawodników. Otóż słabością naszej piłki jest brak pieniędzy, a nie ich nadmiar, a jeszcze większą brak wiodącej siły, będącej awangardą rozwoju. Taką wiodącą siłą powinna stać się Legia. Pan de Zeeuw podaje jako przykład Holandię, lecz sam sobie zaprzecza, deprecjonując konieczność posiadania lidera, który nadaje tempo. Tak jak w Holandii są 3 wiodące kluby, tak i u nas powinno tak być. Bo to one powinny skupować najlepszych krajowych graczy, odnosić sukcesy w Europie i zarobionymi pieniędzmi zasilać uboższe kluby, tak aby szkoliły talenty. W Polsce takich możliwości nie ma i nawet Legii i Lecha nie stać na kupno co bardziej zdolnych młodych polskich piłkarzy. Potem dziwimy się, że nawet w ubogich krajach jak Naddniestrze (Sheriff Tyraspol), Azerbejdżan (Qarabag) wyrastają silne kluby. Podobnie bzdurny jest zarzut wspomagania klubów przez samorządy, chyba ,że za dobrą monetę uznamy, że ta pomoc jest za mała. W wielu miejscach w Europie państwo i samorządy finansują szkolenie młodzieży, inwestują też w promocję. U nas takie możliwości dopiero przebijają się do praktyki, a kwoty z tych tytułów są nieznaczne.

Nie można jednak zrzucać winy na przyczyny nazwijmy to zewnętrzne, bo jest tylko żałosna próba usprawiedliwienia własnej nieudolności. Nie ulega żadnych wątpliwości, że w Legii ścierają się dwa nurty, jeden biznesowy i drugi czysto sportowy. W okresie od 2012 do 2016 dominował ten sportowy dominował, od kiedy prezesem jest Dariusz Mioduski można nabrać podejrzeń, że prymat ma myślenie korporacyjne i liczydło. Nie można mieć pretensji do Mioduskiego o to, że nie wydaje wielu milionów na wzmocnienie składu Legii, bo on takich pieniędzy nie ma, a zdolności kredytowe się skurczyły, nie mówiąc o wzroście oprocentowania. Na ten krąg ograniczeń nakłada się brak zainteresowania zakupem naszych zawodników przez bogate kluby.

Musimy pogodzić się z tym, że po latach tłustych nadchodzą lata chudsze, ale jak w przypowieści biblijnej o krowach tłustych i chudych, władze Legii muszą na nie nie tylko się przygotować, ale je wykorzystać. Pamiętam te czasy sprzed 56 lat kiedy Legię zaczął trenować Vejvoda i przez pierwsze dwa lata poprawy gry i wyników nie było, ale jako kibice ten fakt akceptowaliśmy, bo widzieliśmy, że następuje wymiana zawodników nic już nie wnoszących na młodszych o dużym potencjale. Dziś sam byłbym skłonny do analogicznej postawy, gdybym widział podobne działanie. Natomiast trudno pogodzić się z faktem, że wyniki są gorsze, a równocześnie odmładzania składu nie ma. Namawiam, aby być jak Kazio Górski, czyli nie przejmować się mediami, słuchać, pozornie potakiwać, ale robić swoje. Wyrwać się z zaklętego kręgu powielania starych błędów. I to by było na tyle.

Template Design © Joomla Templates | GavickPro. All rights reserved.