A+ A A-
  • Monrooe
Nerwowo tak jednym słowem można popisać wczorajszy wieczór. Nerwowo było na trybunach - nerwowo było na boisku. Trzeba jednak przyznać, że zarówno kibice, jak i zawodnicy zrobili "swoje" i dziś na spokojnie możemy sobie pisać o tym, czy nam się podobało, czy też nie bardzo. Faktu bardzo dla nas ważnego awansu nie zmieni już nic. Dlatego też pozwolę sobie napisać, że to co widziałem z trybun nie do końca przypomina mi obraz zespołu, jaki chciałbym na co dzień oglądać. Stawka meczu bardzo negatywnie odbiła się na dyspozycji zawodników, pierwsze minuty to wręcz popłoch w naszych szykach obronnych. Co gorsza popłoch, który sami sobie zgotowaliśmy, własną nieporadnością i obawami. Najpierw Hlousek pozwolił futbolówce odbijać się od murawy, aż ta spadła pod nogi skrzydłowego gości, a potem Lewczuk w niewytłumaczalny sposób "zapomniał" jak się wyprowadza piłkę spod własnego pola karnego. Wyglądało to tak jakbyśmy bali się siebie i sędziego, "uciekając" od piłki i unikając siłowych starć z rywalami. Co gorsza kilka sytuacji z przodu, które udało nam się wykreować tylko potwierdziło problemy z formą zarówno Nikolicia, jak i naszego nowego "belgijsko-francuskiego" nabytku. Steeven Langil wyglądał na zupełnie zagubionego gościa, dla którego futbol to zupełnie nieznana dziedzina sportu. Na szczęście druga połowa to już zgoła inny obraz. Co prawda przeciwnik nadal próbował ataków na bramkę Malarza, ale okazało się, że bez naszej "pomocy" nie jest to takie łatwe. A my po raz kolejny mogliśmy się przekonać jak daleko od optymalnej formy jest Nemanja Nikolić. Przy lepszej dyspozycji naszego atakującego skończylibyśmy ten mecz, a co za tym idzie niepotrzebną nerwówkę dużo przed ostatnim gwizdkiem. Szkoda, bo druga połowa meczu to powrót to wizji zespołu doświadczonego, który nie pozwala rywalom na zbyt wiele i sam doskonale zdaje sobie sprawę z własnych możliwości. Skończyło się na remisie, wyniku, który ucieszył nie tylko zawodników, ale włodarzy stołecznego klubu. Założenia na ten rok zostały wykonane w 100%. Nie zmienia to faktu, że Trencin okazał się bardzo ciekawym rywalem. Kilku zawodników zdecydowanie mogłoby dodać kolorytu rodzimej Ekstraklasie. Niestety prawda jest taka, że żadnego zespołu znad Wisły nie stać na zawodników mistrza Słowacji. Prawo pierwokupu należy do zespołów z Eredievisie, a ci którzy "nie przystają" do wymogów ligi holenderskiej i tak kosztują zbyt wiele.