- a-c10
@ Zbyszek:
Pozwolę sobie od końca. Zaskakujesz mnie. I to, przyznam szczerze, dość nieprzyjemnie. Ja mam bardzo złe zdanie o piłkarzach? O, doprawdy? To dla mnie nowość. Do tej pory myślałem, że nie mam żadnego. Ot, grupa zawodowa jak każda inna. W sensie ogólnoludzkim ani lepsza, ani gorsza od krawców, bankierów, prawników, czy taksówkarzy. I jak każda inna, operująca w określonych realiach. W tym konkretnym przypadku realia są takie, że płace świetne, ale i kariera krótka. Kilkanaście lat zaledwie, trza się szybko nachapać, bo potem Bóg raczy wiedzieć co i jak będzie. W tym celu niezgorzej byłoby podpisywać coraz to wyższe kontrakty, niewykluczone że w coraz to lepszych i bogatszych klubach.
Biorąc to wszystko pod uwagę nie sposób zaprzeczyć, że kariera Niko przebiega wręcz modelowo. Poprzez Barcs, Kaposvolgye i Kaposvar dotarł do Videotonu, jednego z czołowych klubów na Węgrzech, z którym na krajowym podwórku wygrał niemal wszystko, co tylko się dało, tak zespołowo, jak i indywidualnie. Pokazał się też w LE, no i trafił do reprezentacji. Po pięciu latach w (swoją drogą przeuroczym) Szekesfehervar stało się jasne, że najwyższa już pora na przeprowadzkę do lepszej ligi i lepszego klubu. Przypuszczalnie Nemanja marzył o czymś więcej. Ostatecznie jednak Ekstraklasa i Legia to niewątpliwie lepsze piłkarsko miejsce, niż - z całym szacunkiem - Nemzeti Bajnoksag I i Videoton.
Żeby jasność była - wciąż rozmawiamy w kategoriach profesjonalnych, prawda? Nemanja Nikolić nie jest wychowankiem Legii. Nie sądzę również, aby dorastał wpatrzony w rozpięty nad łóżkiem plakat z Wojciechem Kowalczykiem, czy Kennethem Zeigbo. Przyjechał na Łazienkowską do pracy. Wy mu płaciliście, on dla Was grał. I to grał na tyle świetnie, że już po roku pojawiła się kolejna okazja na konkretny awans zawodowy. Fakty są jakie są. Nawet słabeusz Premier League to wciąż kilka półek wyżej od mocarza Ekstraklasy, choćby nawet opromienionego awansem do LM. Przede wszystkim pod względem finansowym, ale nie tylko. Przeprowadziwszy się do Hull Nikolić nie zagrałby może na Santiago Bernabeu, Westfalenstadionie, czy Estadio Jose Alvalade, wybrałby się natomiast do Manchesteru (dwukrotnie), Liverpoolu (również) i Londynu (tam nawet więcej razy). Też fajne piłkarsko lokalizacje. Warto wspomnieć także o tym, że i Legia absolutnie nie byłaby stratna. Wręcz odwrotnie. Za zawodnika ściągniętego bez odstępnego zgarnęlibyście ponad cztery miliony euro. Wcale przyjemna sumka i to już po jednym sezonie.
Cóż, nie wyszło. Bywa. Takie rzeczy się na rynku pracy zdarzają, w różnych profesjach. Sam nigdy nie będąc zawodowym piłkarzem co najmniej dwakroć już-już witałem się z gąską, aż tu nagle na ostatniej prostej bęc i po sprawie. Raz zmieniła się koncepcja, kiedy indziej w ostatniej chwili znaleziono lepszego kandydata ode mnie. Powtarzam: bywa. W przypadku Nikolicia - o czym mówiono/pisano nie w żadnym tam maglu, a w zarówno polskich, jak i angielskich mediach - rozbiło się o zmiany organizacyjne w Hull City F.C.
Nie udało się dopiąć przeprowadzki do Tigers, do końca okna pozostawał ledwie tydzień, trudno więc było wprowadzić w życie jakiś transferowy plan B i ostatecznie Nemanja pozostał w Warszawie. I nie żeby bąki tam zbijał. Od początku września do rozstania z Legią rozegrał dla Was osiemnaście spotkań, w których zdobył dwanaście goli. Bilans nie w kij dmuchał, nieprawdaż? Dokładnie tak samo musiało pomyśleć szefostwo Chicago Fire, umyśliło sobie bowiem, że zrobi z Niko jednego ze swych designated players i rzuciło na stół trzy bańki w eurowalucie. Legia dała zgodę na transfer, a Nikolić z niej skorzystał.
Przecież nie musiał. Nie no, ja absolutnie nie zamierzam wieszać na nim psów za to, że chciał. MLS to jednak ciut więcej, niż Ekstraklasa, kasa się jak najbardziej zgadza. Pograć w jednej ekipie ze Schweinsteigerem nie lada gratka, a i Stany ładne, pozwiedzać można. Powtarzam jednak: nie musiał. Gdyby faktycznie mu na Legii zależało (dlaczego by miało? Nie wiem, to Twój pomysł), to by został. Zwłaszcza znając podejście Alexa Prijovicia do zawodu mógł śmiało przypuszczać, że ów za długo miejsca przy Ł3 nie zagrzeje i miejsce w ataku na nowo się zwolni. Mimo to zdecydował się wyjechać. I za sam ów fakt naprawdę trudno go winić. Zawodowiec i tyle, idzie tam, gdzie mu więcej zapłacą. Niemniej całe to późniejsze, scusi, pieprzenie o braku szacunku ze strony Magiery uważam za co najmniej niestosowne.
Bo widzisz, Zbyszku, ja to sobie wziąłem i policzyłem. Nie żaden tam woluntaryzm, tylko matematyka i prosty rozsądek. Od objęcia sterów pierwszego zespołu Legii przez Magierę do transferu Nikolicia do Chicago Wasza ekipa rozegrała piętnaście spotkań. Tylko w jednym z nich Nemanja w ogóle nie pojawił się na boisku, w jedenastu (11/15!) wychodził w pierwszym składzie. To jest "brak szacunku"? To jest "chamskie wywalanie z klubu"...?!? Chciałbym przypomnieć, iż w omawianym okresie Legia pod wodzą Magiery zdołała podnieść się z kolan w LM i nawet zająć trzecie miejsce w grupie (w co po debiutanckich bęckach od BVB nie wierzył chyba nawet Kibic50), a także całkiem udanie pozbierać się w Ekstraklasie. Przypominam, że Jacek Magiera obejmował Legię, gdy ta zajmowała czternaste miejsce w lidze. Na koniec roku kalendarzowego była już trzecia.
I to właśnie jest podstawowe zadanie trenera. Dbałość o zespół. Zestawianie go tak, aby osiągał jak najlepsze wyniki. Nie troska o to, by Jaśnie Pan Gwiazdor czuł się wystarczająco zadowolony z życia.
(cdn)
This is a comment on "Pozostanie trzech muszkieterów!"

