A+ A A-
  • Zbyszek
Sport musi zwyciężyć, choćby bandy łobuzów nie wiem jak się starały,aby było odwrotnie. Dlatego o incydencie na samym końcu komentarza. O tym,że smoka trudno pokonać ,ale starać się trzeba. Te słowa z pierwszej polskiej encyklopedii ks. Benedykta Chmielowskiego p.t. "Nowe Ateny" przypomniał w niedawno wydanej autobiografii Jerzy Stuhr.Nie wiemy na pewno czy ks. Chmielowski wierzył w smoki,ale chyba tak ,gdyż są one obecne we wszystkich legendach każdego ludu . U jednych są uosobieniem dobroci,a u innych , jak w kulturze judeo-chrześcijańskiej pełnią rolę straszydeł,albo co najmniej zagrożeń dla pozytywnych wartości.W tym sensie smok staje się uosobieniem stanu w którym trzeba próbować z tym co nas usiłuje zniszczyć podjąć walkę. A więc zmierzyć się z wyzwaniami losu,nawet jeżeli sami jesteśmy tego sprawcami. W ostatnim roku w Legii tych zagrożeń było co najmniej kilka i każde z nich mogło nas zwieść na manowce.Najpierw Pan Mioduski, który wygrał walkę o klub i tak był w niej zauroczony,że był nie przewidział co zmieni jak już tym jedynym właścicielem zostanie.Zmian dokonał co niemiara,ale na peryferiach, bo w najważniejszym pionie sportowym pozostawił tych samych nieudolnych i niedouczonych.Zapłacił za to zaniechanie brakiem awansu w Pucharach europejskich,ale nadal tkwił w przekonaniu,że Legii potrzebny trener na lata, a nie na sukcesy.W końcu różowe okulary opadły,ale tylko po to, aby nową miłością zapałać, też na lata, do Romea, choć pewno wolałby do Julci.A ten Romeo od pierwszego wejrzenia pokazał się jako cwany frant , pragmatyczny, który chciał z jak najmniejszymi stratami doczłapać do przystanku przerwa zimowa,aby pokazać na co go stać.Niestety jak to często bywa pokazał tylną i do tego gołą tę część ciała. W którą to część zirytowany do granic możliwości właściciel wreszcie go kopnął. Zachodziła obawa czy aby ociupinkę nie za późno,ale od czego wrogowie.Nie zawiedli. A nowy, prawie stary treneiro podszedł do sprawy ze znawstwem i w żadne wygibasy boiskowe się nie bawił , jednocześnie zachęcając do zabawy zacnych grojków. A ci tak się zabawiali z przeciwnikami,że ci nie wiedzieli co się dzieje i dawali ciała aż miło było patrzeć. Powiada się,że szczęście sprzyja lepszym. Ono bardziej sprzyja tym co chcą . Po prostu chcą , bo im bardzo zależy.A tym farciarzem nad farciarze, tym, który te smoki przebrzydłe pokonał jest Dariusz Mioduski, sztuk raz. Gratulacje. O tym,że aby coś osiągnąć to trzeba akceptować cel. Był w naszej piłce taki trener nieuczony, na naukach prakseologicznych się nie znający, który wymyślił,że tego co się robi, nie robi się tylko po to,aby robić,ale po to aby coś zrobić.Praca ma tylko wtedy sens kiedy jest celowa.Ten mądrala nazywał się Kazimierz Górski.Chodziło mu nie o puste frazesy, o wielkie słowa czy czcze deklaracje,ale o uświadomienie sobie do czego zdążamy.W takim sprzężeniu, wiem i mogę,wierzę,że chcę i wierzę,że podołam.Często wystarczy zdjąć to odium przymusu,aby był widoczny efekt. Ale często bywa i tak,że chce się coś dobrego zrobić dla innego , bo jemu bardzo na tym zależy.Nie mówimy tu o motywacji, bo to swego rodzaju sztuka,ale o zwykłym wspólnym działaniu, bez wystawiania piersi na ordery, bez dzielenia na lepszych i gorszych, swoich i obcych, pasujących do koncepcji i nie pasujących.Jest to silnie zakorzenione w tradycji ludowej jako porzekadło o jeździe na tym samym wózku. Lecz, aby było ono możliwe do zrealizowania i aby ludzie się do niego przekonali to koniecznym jest zerwanie z manią wielkości i z okazywaniem wyższości. Innymi słowy konieczna jest pokora i uniżenie i porządność i przyzwoitość i uczciwość i prawość i sprawiedliwość. Innymi słowy potrzebny był Klafuricz. Gratulacje. O tym,że choinka przyniosła nam wspaniały prezent. Mowa oczywiście o ustawieniu 1-4-3-2-1 zwanym "choinką" jakim we wczorajszym meczu nasza drużyna zagrała.Trener Klafuricz o czym pisałem w komentarzach pomeczowych nie był przywiązany do żadnego ustawienia taktycznego nie z tego powodu,że niedouczony,ale dlatego,że musiał wystawiać do gry zawodników najmniej zmęczonych czyli będących w jakiej takiej formie fizycznej. W tej sytuacji ustawienie było wtórne wobec tego kogo miał do dyspozycji. Wypada zgodnie z prawdą zauważyć,że poziom wytrenowania i wybiegania naszej drużyny na przestrzeni rundy nie wzrósł wyraziście,za to wydolność rywali wybitnie zmalała. W ten oto sposób w rundzie finałowej nasze przebiegi nie odbiegały znacząco od rywali ,a wczoraj nawet były lepsze od Lechitów, co pozwoliło nareszcie pokazać różnice w kunszcie piłkarskim.Pewnikiem nie dominowaliśmy nad rywalami,ale panowaliśmy nad wydarzeniami i kontrolowaliśmy przebieg gry.Wczorajsze ustawienie mimo,że nieco anachroniczne ma wszakże stale aktualny wymiar w postaci elastyczności i wszechstronności. Daje ono co prawda przewagę grze destrukcyjnej, bowiem może niej brać udział aż 7 zawodników,ale nie jest pozbawione akcentów ofensywnych. Czterej obrońcy wsparci trzema graczami drugiej linii mogą grać niskim pressingiem, zachowując bliskie odległości pomiędzy formacjami i wzajemnie się asekurując co całkowicie paraliżuje poczynania ofensywne rywali na poziomie zagrażającym utratą bramki. Tak jak to było wczoraj. Lech miał przewagę w posiadaniu piłki, wymieniał znacznie więcej podań,ale był mnie groźny niż mucha napadająca na słonia. Równocześnie takie choinkowe ustawienie daje przestrzeń w bocznych sektorach boiska do włączania się bocznych obrońców do poczynań ofensywnych, pozwala też na wchodzenie w wolne rejony linii ataku zawodników II linii. Ale jest ono szczególnie wygodne dla dwóch ofensywnych graczy, którzy mają dużo pustej przestrzeni i o ile są dobrzy technicznie to potrafią się przy piłce utrzymać z dala od własnej bramki , jak też wykorzystać innych zawodników do wykończenia celnych podań. Zawodnicy muszą być jednak cały czas skoncentrowani , zdeterminowani i waleczni w dążeniu do celu. Ich spokojna , bezbłędna gra w miarę upływu czasu odbiera wszelką nadzieję rywalom, którzy modlą się o jak najszybsze zakończenie ich męczarni. Brawo piłkarze. Gratulacje. O tym,że dobrze wykonano pracę analityczną. Z dużą przyjemnością obserwowałem sposób poruszania się naszych zawodników po boisku. Nasza drużyna nie była w stanie grać na dużej intensywności ,ale w tym tak jak i w kilku ostatnich spotkaniach gra zespołu była bardzo ekonomiczna. Potrafiliśmy zmusić przeciwnika do spowolnienia akcji, ale też byliśmy w stanie zdecydowanie grę przyśpieszyć. Lecz co najważniejsze popełnialiśmy bardzo mało błędów,będąc bardzo skutecznymi w wykańczaniu akcji. Widać było,że nasi zawodnicy linii ataku wiedzieli,że największą słabością drużyny Lecha jest bardzo słaba , niepewna gra obu środkowych obrońców.Obaj są chłopami na schwał, wysokimi, silnymi,ale niezdecydowanymi, o niskiej koordynacji ruchowej i "wolnych nogach". Kiedy znajdowali się pod presją popełniali kardynalne błędy i w moim przekonaniu dalsze dla nas bramki były tylko kwestią czasu. Niby łatwe,ale trzeba to zauważyć, zawodnicy muszą uwierzyć,że tak jest i że da się to wykorzystać. Gratulacje dla pozostałych członków sztabu szkoleniowego. O tym,że tchórzostwo wszystkich władz doprowadziło do kompromitacji. Z rosnącym rozbawieniem obserwowałem od kilku tygodni jak wszystkie instancje sportowe i nie tylko wielce troszczyły ,aby podczas ostatniego meczu sezonu 2017/2018 w Poznaniu był spokój.Jak bano się,żeby nie zadrażniać szanownych poznańskich kiboli. A to Ekstraklasa SA nie chciała ich oczu kłuć widokiem medali zawieszanych na szyjach Legionistów,a to PZPN z jednej strony łajał,ale z drugiej aprobował,a to Policja wiedziała,ale nie wierzyła, a to wojewoda groził paluszkiem i prosił,aby łobuzy dobrze się bawiły. No i łobuzy bawiły się bardzo świetnie. A wszystko to dlatego,że mamy taki klimat,że władza pokazuje siłę i arogancję wobec tych co nie potrafią się bronić czyli niepełnosprawnych i ich matek ,a ustępuje przed bandziorami i chuliganami. Silna władz postępuje dokładnie odwrotnie. A przypomina to jako żywo zakończenie bajki biskupa Ignacego Krasickiego :"Gdy więc wszystkie sposoby ratunku upadły / wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły". I to jest jedna prawda,ale jest i ta druga. Wczoraj w wywiadzie prezes Mioduski zarzucił pismakom,że ten dramat jest również pokłosiem pogardy okazywanej przez nich wobec rodzimej piłki nożnej co oznacza,że każdy kurdupel i łobuz może sobie po niej skakać i ją mieć za nic.Dodać koniecznie trzeba,że wydarzenia poznańskie są również efektem bezprzykładnej kampanii nienawiści rozpętanej w mediach przeciwko Legii. Przestańmy się oskarżać o to,że nie zdobyliśmy wcześniej więcej punktów i że Legia jest niejako sama sobie winna,że doszło do sytuacji w której ostatnia kolejka decydowała.To inni okazali się szkodnikami, nie my.Nie wolno mylić ofiary ze sprawcą. Wielu upatruje zbawienia w postaci wprowadzenia rygorystycznych przepisów.Dziś obowiązujące nie są wcale łaskawe,ale nie są prawie wcale stosowane. Z powodu splątania interesów i tchórzostwa.Żadne przepisy nie zmienią tchórza w człowieka odważnego.Bo tylko ludzie odważni nie okażą przed łobuzami strachu,ani słabości lecz na agresję odpowiedzą siłą racji. Wzywam do natychmiastowego zerwania z polityką kapitulacji wobec bandy łobuzów wspieranych przez prominentnych działaczy klubowych.
This is a comment on "Lech - Legia 0-2: Legia mistrz!"