A+ A A-
  • Zbyszek
O tym,że Piast się huśta. Piast Gliwice w bieżącym roku świętuje 10-lecie awansu do Ekstraklasy. Szybko spadł,ale od 2012 roku już nie daje się zdegradować. W tych latach był 2 razy wysoko, bo na 2 i 4 miejscu oraz nisko, na 10 i 12,a w ostatnim sezonie ledwo uratował ligowy byt .W bieżącej rundzie zajmował 4 miejsce z dorobkiem 8 wygranych, 5 remisów i do wczorajszego meczu 4 porażki.Pomimo,że ubiegłoroczny sezon był dla klubu fatalny to trener Fornalik zachował stanowisko. Za to zwolniono dyrektora sportowego , znanego nam, Jacka Bednarza, który sprowadził z Legii Jodłowca i Czerwińskiego czyli tych , którzy uratowali Piasta. Trener Fornalik , nawet jak nie ma osiągnięć, to ma znakomitą prasę, właściwie był krytykowany tylko jako trener-selekcjoner.. Podobnie jak wielu ludzi pracy mało go w mediach, nie jest jego żywiołem szum i zgiełk. Tak naprawdę jest długodystansowcem.Jego przykład zaświadcza,że warto zaufać prawdziwym trenerom, których dobry warsztat wcześniej czy później się ujawni.Atutami Piast są trener i stabilna kadra. Przed sezonem do Piasta przyszło tylko 2 zawodników : Felix i Parzyszek,a ze starego składu odszedł tylko Żivec. Zawodnikami na których opiera się gra Piasta są : Tomasz Jodłowiec, Jakub Czerwiński, Joel Valencia i Patryk Dziczek. Najlepiej nam znanym z nich jest Jodłowiec, w Legii od początku 2013 roku. Urodził się on przed 33 laty we wsi Przyborowo, znanej jako siedziba "Janosika" z 3 tomowej powieści Jalu Kurka pod takim tytułem.Grał m.innymi w Dyskoboli, Polonii i Śląsku . Do Legii trafił z Polonii via Śląsk, a było to tak. Właściciel Polonii Józef Wojciechowski w maju 2012 roku wycofał się z klubu sprzedając m.innymi do Legii za nieduże pieniądze Brzyskiego i Dwaliszwilego, natomiast Jodłowca oddał do Ślaska zachowując jego kartę zawodnicza oraz pełnomocnictwo do jego reprezentowania.Śląsk natomiast zawarł z Jodłowcem umowę do końca 2012 roku z opcja automatycznego przedłużenia na 2013 rok. Tylko,że Wojciechowski był Jodłowcowi winien pieniądze za 2 miesiące z Polonii 180 tys.zł oraz dopłaty do wynagrodzeń w Śląsku,łącznie ok. 500 tys.zł.Na początku 2013 roku do akcji wkroczył Bogusław Leśnodorski.Przekonał Wojciechowskiego,że na Jodłowcu nie zarobi,a może stracić i że Jodłowiec rozwiąże z nim kontrakt zrzekając się należnych mu pieniędzy.Jodłowiec stał się wolnym zawodnikiem, który natychmiast podpisał kontrakt z Legią za co dostał trochę większe pieniądze niż mu się należały od Wojciechowskiego oraz roczne wynagrodzenie 300 tys. Euro.Nim Śląsk się zorientował było po zabawie.Oczywiście protestowali w Zarządzie ESy,w PZPN ,ale niczego nie wskórali,bo do Wojciechowskiego należały prawa do Jodłowca.A sam Jodłowiec to zawodnik pod względem fizycznym kompletny. Wysoki na 190 cm,ale bardzo sprawny, dobrze przygotowany atletycznie, w bieganiu niezmordowany, wygrywa pojedynki jeden na jednego z każdym i wszędzie,ma niezwykle celne podanie,świetnie gra głową, odbiór piłki na światowym poziomie, swoją grą i postawą wprowadza spokój w zespole. Oczywiście musi być odpowiednio przygotowany wytrzymałościowo,ale on ciężkiej pracy się nie boi.W Legii grał za kadencji Urbana jako środkowy obrońca,ale jego następca Berg przestawił go na defensywnego pomocnika i na tej pozycji grał za następnych trenerów Czerczesowa, Hasiego , Magiery i Jozaka. Trener Czerczesow dostrzegł w Jodłowcu dużą jakość,uważał,że jest najbardziej wartościowym graczem drużyny wartym 15 mln Euro i powierzał mu sporo zadań ofensywnych. Ale Jodłowiec albo nie miał propozycji,albo jak przed laty na ofertę z Napoli się nie zgodził i został w kraju.Po przyjściu do Legii VOO Jodłowiec więcej nie grał niż grał, gdyż Magiera do pomocy Belgowi wolał wystawiać Kopczyńskiego. Podobnie Jozak nie za bardzo widział go w składzie.To zadecydowało,że w szerokiej kadrze na Mundial 2018 się nie znalazł,pomimo,że przed i podczas Euro 2016 był jej podstawowym zawodnikiem. To Jozak był tym, który wypchnął Jodłowca z Legii, bo mu nie pasował do koncepcji, jakiej nie ujawnił.Zawodnika wypożyczono do Piasta. Trener Fornalik nie od razu przekonał się do Jodłowca, a kiedy to nastało to jeszcze bardziej niż Czerczesow docenił klasę zawodnika , który w Piaście pełni zapomnianą rolę libero, z która najlepiej radził sobie Franz Beckenbauer. Jodłowiec gra tam gdzie jest najbardziej potrzebny, wzmacnia obroną,aby po chwili być pod bramką rywali. Odbiera, przechwytuje, rozdziela piłki, reguluje tempo,a jak trzeba to i strzela.Widocznie w Piaście odzyskał spokój i koncentrację.Gdyż Jodłowiec tak dobry fizycznie był w różnych okresach mocno niestabilny psychicznie do czego mocno przyczynił się jego pociąg do hazardu.Jodłowiec bowiem to zawodnik myślący i jak główkuje co robić najlepiej na boisku z piłką lub bez niej jest świetny,ale kiedy rozpamiętuje , że gdyby postawił na czarne a nie na czerwone, na piątkę,a nie na siódemkę i by wygrał to zapomina po co jest na boisku i nic mu nie wychodzi. Koniec jego wypożyczenia to 31.12.2018,ale Piast chciałby go zatrzymać. Drugim filarem Piasta trzymającym w ryzach obronę jest Jakub Czerwiński. Przyszedł do Legii z Pogoni,ale się nie zadomowił.Co prawda prawie stale miał jakieś urazy,ale jak wchodził już na boisku to poziomu gry wymaganego w Legii nie prezentował.Może potrzebował więcej czasu, może nie obdarzono go zaufaniem może za mało było pomocy kolegów.W Piaście pokazuje,że uznawany przed kilku laty za jeden z większych talentów młodzieżowych nie utracił tamtych walorów. Jest szybki, zdecydowany, twardy i dobrze kieruje grą obrońców.Napastnicy unikają starć z nim. Kolejnym z zawodników mających duży wpływ na grę Piasta jest Joel Valencia. Ekwadorczyk z hiszpańskim paszportem gra jako uniwersalny ofensywny pomocnik. Jego atutami są wyśmienite wyszkolenie techniczne, umiejętność utrzymywania się przy piłce, wygrywanie pojedynków jeden na jednego oraz celne i zaskakujące podania.Słabiej radzi sobie z agresywnie grającymi rywalami, bo warunki fizyczne ma skromne. Ostatnim, którego w Piaście wyróżniam jest Patryk Dziczek, podstawowy zawodnik również naszej młodzieżówki.Gra mało efektownie, za to bardzo efektywnie.Mnie zaskakuje tym,że nie wstydzi się mówić ,że czyta dużo książek i że jedną z ulubionych lektur jest "Obsesja doskonałości.Zostań legendą sportu." Dawida Piątkowskiego. Dziczek swój zawód piłkarza traktuje bardzo poważnie i w odróżnieniu od wielu kolegów nie poprzestaje tylko na obowiązkowych treningach. We wczorajszym meczu z nami nie zagrali ukarani za kartki Valencia i Dziczek,a Jodłowiec zszedł z kontuzją po 8 minutach. Po meczu, co rzadko czynię nim napiszę komentarz , przeczytałem wypowiedz Fornalika, który oskarżył sędziego Stefańskiego,że wykartkował 4 jego podstawowych graczy przed meczem z Legią oraz,że jako sędzia VAR nie zasygnalizował konieczności podyktowania rzutu karnego przeciw Legii. Przyznam,że nie bardzo go rozumiem . Czyżby na poważnie uważał,że mógł wczoraj wygrać z Legią.Chyba, gdyby Legia była w Klafuriczowej formie. Piast ma za dużo luk w zespole,aby walczyć z Legią na równi. Nadto trener ustawił drużynę 5-4-1,a więc co najwyżej chciałby remisu lub jak najniższej porażki. Oczywiście Legia nie włożyła w spotkanie zbyt wielkiego wysiłku,ale też nie musiała. Wyciąganie z tego wniosku po meczu,że mogło być lepiej jest mitomaństwem, bo mogło być dla Piasta tylko gorzej. Natomiast kartkowicze wrócą i to na mecze z rywalami będącymi w zasięgu Piasta. Bo Legia to nadal za wysokie progi na hanysowe nogi. O tym,że Sa Pinto wyznaje filozofię Łobanowskiego. Przy czym ja nie wiem,czy sam Sa Pinto wie,że jest epigonem tego ukraińskiego twórcy teorii pressingu i innych nowatorskich rozwiązań. Łobanowski na każdą trudność miał jedno rozwiązanie, ; więcej treningu. Jego zdaniem w piłce nie chodziło o dobrą zabawę,ale o rezultat.W futbolu należało grać racjonalnie. Dla niego o wiele lepszym rezultatem było 1:0 niż np. 5:4. To Łobanowski był twórcą nowoczesnych zasad gry . Pisał on :"Gdy mówimy o ewolucji taktycznej to na myśl przychodzi nam opracowanie nowych sposobów utrudniających przeciwnikowi dostosowanie się do naszego stylu gry.Jeśli mu się to uda i w konsekwencji opracuje on plan przeciwdziałania wówczas należy znaleźć nową strategię.Na tym polega dialektyka gry. Należy atakować w taki sposób i za pomocą takich zagrań, aby zmusić przeciwnika do popełnienia błędu.Innymi słowy należy przeciwnikowi narzucić warunki na jakich ma grać.Jednym z najważniejszych sposobów pozwalających osiągnąć ten cel , jest dostosowanie rozmiaru pola, na którym toczy się gra. " I dalej :" Należy sprawić, by obszar gry był możliwie duży, gdy przy piłce są zawodnicy własnej drużyny i możliwie mały, gdy przy piłce znajdują się zawodnicy drużyny przeciwnej". Jeszcze bliższe myśleniu Sa Pinto są takie zapisy Łobanowskiego :" Niektórzy uważają,że celem piłki nożnej jest wyłącznie atakowanie bramki rywali. Bliższe prawdy jest jednak stwierdzenie,że gdy posiadamy piłkę , atakujemy, a gdy przy piłce znajduje się przeciwnik wówczas gramy w defensywie.Na tym opiera się całą futbolowa strategia: jak, kiedy i gdzie atakować i bronić". Jeszcze Sa Pinto nie wywiesza przed meczem na tablicy w szatni listy wymagań jakie stawia zawodnikom, jeszcze po meczu nie wywiesza wykazu zagrań i zachowań każdego zawodnika wraz z ich docelowym modelem co służyło rzetelnej ocenie wkładu graczy w wynik.Jeszcze nie. Ale w naśladownictwie dojdzie i do tego Smile. Tylko musi pamiętać,że Łobanowksiemu zarzucano przenaukowienie piłki i zbytni pragmatyzm. O tym,że nasi młodzi zawodnicy nie zawodzą. Nie jestem w stanie rzetelnie ocenić czy wstawianie do składu wyjściowego Legii takich zawodników jak Majecki , Szymański, Nagy czy Kulenovicz jest efektem ich "lepszości" nad "konkurentami" na odpowiednich pozycjach czy celowym zabiegiem marketingowym ,który w sytuacji finansowej Legii byłby zabiegiem całkiem zrozumiałym. Właściwe bowiem rozpoznanie intencji ma poważne konsekwencje przyszłościowe. Albo bowiem pokazujemy skarby rodowe,aby je jak najdrożej sprzedać,albo budujemy na młodzieży fundament pod nową Legię. Jak by nie było to młodzi nie zawodzą. Bramkarz Majecki co prawda nie jest narażony na kanonady ze strony rywali, bo obrońcy znają swój fach,ale jest tam gdzie trzeba co świadczy o jego dużym talencie, w większości chwyta piłki co świadczy o bardzo dobrym wyszkoleniu , broni niespodziewane uderzenia co świadczy o dużej koncentracji i stara się kierować poczynaniami obrońców nie tylko przy stałych fragmentach gry co świadczy o dojrzałości i pewności siebie. Największym walorem Szymańskiego jest jego wręcz doskonałe panowanie nad piłką. Do tego jest szalenie pracowity i ma naturalną szybkość i wytrzymałość co jest rzadkim połączeniem. Do tego jest to inteligentny i dobrze ułożony młody człowiek.Jest bardzo dobry i jeszcze ma ogromne niewykorzystane rezerwy. Podobnie dobrze z piłką i rywalami radzi sobie Nagy. Ten potrafi uśpić pilnującego go przeciwnika, natychmiast przyśpieszyć, wyjść na pozycję, podać celnie,albo strzelić. Szalenie trudny do kontrolowania na boisku. Wreszcie Kulenovicz. Ten potrzebuje zaufania trenera i rytmu meczowego. Początkowo mało przekonujący, taki boiskowy stojak,ale z każdym meczem jest bardziej ruchliwy , waleczny i co ważne nie szuka na boisku łatwizny i walki ze środkowymi obrońcami nie unika. Ma dobre warunki fizyczne, jest szybki, brakuje mu wytrzymałości.Kiedy więc pismactwo wychwala Stokowca,Runjaicza,czy Brosza,że stawiają na młodych my nie zapominajmy o Sa Pinto. Różnica jest taka,ze tamci nie mają innych lepszych i muszą,a nasz nie musi ,ale chce. O tym,że gra drużyny Legii jest przewidywalna. W sposób niedostrzegalny stało się to,że już przed meczem każdy kibic Legii nie tylko jest wstanie przewidzieć w jakim składzie drużyna wybiegnie na boisko,ale też jak zagra. Nie chodzi tu tylko o ustawienie taktyczne, gdyż gramy od dłuższego czasu 4-5-1,ale to jakie zadania zawodnicy mają realizować. W oczy rzuca się,że trener Sa Pinto nie różnicuje taktyki zależnie od przeciwnika. Nasz zespół gra stale to samo i tak samo. Kto by to nie był zaczynamy ze sporym animuszem a jego celem jest jak najszybsze zdobycie bramki. Tu można zauważyć zwiększającą się liczbę schematów mających do tego celu zdobyć prowadzenie., Kiedy ten cel zostanie osiągnięty drużyna cofa się na własną połowę, przechodzi na kontrolę środkowego rejonu boiska i utrudnianie gry przeciwnikom poprzez skrócenie pola gry oraz wzajemną asekurację.Też trzeba pochwalić,że repertuar środków obronnych naszych zawodników ulega powiększeniu. Oczywiście można być zadowolonym,że drużyna nasza złapała stabilizację prawie w każdym jej aspekcie. O ile organizacja gry nie budzi w tym aspekcie zastrzeżeń to operowanie stale tym samym składem w sytuacji w której posiada się bardzo szeroką i mocną kadrę może być zaczynem konfliktów w przyszłości.Samo mówienie o kochaniu każdego zawodnika bez dania możliwości mu grania to chyba ciutek za mało. Oczywiście,że taki stan jest o wiele korzystniejszy niż poprzednie, gdzie rządziły chaos i bałagan . Bowiem w piłce szalenie ważne jest trzymanie równego, w miarę możliwości wysokiego poziomu, tak przez drużynę jak i poszczególnych zawodników. .Poważne kluby zachodnie obserwują zawodników w dłuższym przedziale czasu właśnie po to,aby stwierdzić czy dany zawodnik to jętka jednodniówka czy też trzyma się poziomu.Podobnie jest z drużyną, nie szczyty i upadki,ale stabilne wyniki dają szansę na sukcesy. Stabilizacja to wartość dodana.Tylko,że obserwując grę naszej drużyny nie wiemy czy jest ona w stanie wznieść się ponad dotychczas prezentowany poziom gry. Czy jest w stanie wyżej podskoczyć i doskoczyć chociaż w pojedynczym meczu do ewentualnych mocnych rywali w eliminacjach LM. Tak jak to uczyniła drużyna nasza w meczach z Celtikiem w 2014 roku. O tym,że pozwalamy naszym rywalom na za dużo. Z faktami się nie dyskutuje tylko się je przyjmuje do wiadomości. Wygraliśmy pewnie kolejny mecz nie tracąc bramki. Mnie jednak ,wybaczcie ,nieco razi ten minimalizm. Nie chodzi o sam wynik,ale o grę, a konkretnie o to,że moim zdaniem nasi zawodnicy nie pokazują nawet połowy tych umiejętności jakie posiadają. Można potraktować nasze wycofywanie się jako celową próbę wciągnięcia przeciwnika na własną połowę. Tylko,że cel tego zabiegu nie jest dla mnie jasny. No dobrze, tylko po co?. Przecież taki Piast przyjechał do Warszawy mocno osłabiony ,aby co najwyżej zremisować. To,że trener Fornalik i zawodnicy gości po meczu mają poczucie niedosytu wynika z tego,że nasza drużyna pozwalała im się rozzuchwalić. Bowiem w piłce nożnej jest tak,że w meczu uczestniczą dwie drużyny i obie nie mogą równocześnie bronić się i atakować. Jak jedna jest w obronie to druga w ataku, chyba,że jest to końcówka meczu Polaków z Japończykami Smile. Jak my nie chcieliśmy na nich napadać to oni niejako czuli się przymuszeni. W ten oto przedziwny sposób taki przebieg meczu sprowokowany przez naszą taktykę stanowił usprawiedliwienie dla naszej drużyny. Musimy się bronić, bo oni nas atakują.Gdybyśmy to my łaskawie zechcieli ponapadać to oni by musieli się bronić. A obrona wymaga większych nakładów sił, głównie wybiegania. Co prawda to przedostatni mecz i nie ma co sił zostawiać na przerwę zimową,ale ekonomika wysiłku cierpi. Można i tak, tylko po co ta agresja i te żółte kartki ?.
This is a comment on "Legia - Piast 2-0: Bez historii"