A+ A A-
  • Zbyszek
O tym,że w Arce Gdynia postępują racjonalnie. Arka Gdynia od wygranego meczu z Wisłą 4:1 w dniu 26.11.2018 roku do dziś zdobyła tylko 2 punkty,w tym bilans wiosenny to 0.Pomimo to we władzach klubu nie widać paniki,a są nawet zapewnienia,że trener pozostaje.Na ile warte to najbliższy czas pokaże,ale ośmieszeliby sie oni, tak jak klika innych klubów, które zwalniały trenerów po porażce z Legią.Bo jednak porażkę z Legią można sobie zapisać jako tę spodziewaną, mimo,że Legia gra słabo,a apetyty na jej pokonanie są ogromne.. Przede wszystkim władze Arki prowadzą racjonalną politykę finansową. Jest to jeden z niewielu naszych klubów piłkarskich, który notuje corocznie paromilionowy zysk. Przychody Arki rosną corocznie, rosną także wpływy ze sprzedaży biletów ( 6 miejsce w ESie),przychody z dnia meczowego to 16% budżetu klubu ( 4 wynik), posiadają najniższy koszt zdobycia 1 punktu. Jednocześnie jest to klub z jednym z najniższych budżetów w lidze.Takie w sumie racjonalne postępowanie powoduje jednak ,że pozyskiwanie zawodników podwyższających poziom gry staje się trudne.Trzeba za nich na ogół zapłacić i chcą oni zarabiać więcej niż zarabiali. W ostatnim okienku transferowym chcieli pozyskać rosłych : defensywnego pomocnika i napastnika,ale uznali,że kominów płacowych robić nie będą.Kiedy jeszcze od meczu z Wisłą nie grał Kolew to sytuacja kadrowa,zwłaszcza w ataku optymizmem nie napawała. Jednocześnie chyba, aby uspokoić nastroje kibiców trener przygotowania fizycznego Radzymiński podał,że diagnostyka z odbiorników GPS,pulsometrów,badań krwi oraz składu ciała,a nawet ogólnodostępne dane z systemu TRACAB pokazują,że gracze Arki są dobrze motorycznie przygotowani do sezonu. W 4 meczach , przed Legią , pod względem przebiegu byli na 3 miejscu,za Zagłębiem Lubin i Cracovią,przebiegli najwięcej km w tempie szybkim od 20 do 25 km/godz, a sprintach powyżej 25 km/godz , są na 8 miejscu. Dane statystyczne są po ich stronie. Tylko,że to przypomina takie usprawiedliwianie się ucznia, który po raz kolejny nie zdał sprawdzianu wiedzowego :"Przecież się uczyłem". Również trener Smółka przedstawia siebie jako człowieka zajętego pracą i analizowaniem przyczyn słabych wyników od rana do wieczora. Nie jest to nowum, gdyż takiego pamiętają go i w Stali Mielec. Mnie przypomina Andrzeja Strejlau, który zawsze był w klubie i doskonale wiedział kto i jaki błąd popełnił i dlaczego jego zespół przegrał. Powiada się o takich,że wszystko wiedzą ,poza tym jak wygrywać.Dla mnie trener Smółka ma innego poprzednika w myśleniu o przyszłości,a mianowicie Macieja Skorżę. Ten po Wiśle, gdzie nie trafił ,to miał wręcz obsesję nauczenia zawodników gry atakiem pozycyjnym i miał ogromny żal,że prezesi zwalniali go po wielu porażkach. A przecież był tak blisko, tuż , tuż, jeszcze parę meczów i jak mówił : zatrybi,a wtedy, klękajcie, przede mną narody.Podobnie Smółka powiada,że dąży do tego,aby Arka grała futbol ofensywny, oparty o utrzymanie się przy piłce i kreowanie gry.A więc futbol ładny i przyjemny, podobający się publice. Pisałem, w zeszłotygodniowym komentarzu,że taką piłkę oferuje się w Anglii,ale pisałem też,że u nas inaczej postrzegana jest rola piłki nożnej. Można powiedzieć,ze Arka, zwłaszcza w meczach z Lechem i Legią pokazała dobrą otwartą grę,ale kibice mają ją gdzieś, kibice chcą,aby ich zespół wygrywał, byle jak, aby wygrywał. Skąd my to znamy ?.Tylko,że przy takim podejściu po co oglądać mecze i oceniać grę, wystarczy podać wynik. Z drugiej strony trener Smółka ma trafne obserwacje naszego życia medialnego. Powiada on,że pismactwo nie widzi w piłce niczego pozytywnego i tylko czyha na jakąś słabość i wówczas daje popis swemu niezadowoleniu nie przebierając w słowach. Tak jak by tym kogo się często poniża nie był człowiek tylko jakaś nieczuła rzecz. Ale te hieny nie trafiają w pustkę, tylko w gusta odbiorców, gdyż w naszym kraju nie czyta się książek, najlepiej sprzedają się najgłupsze gazety, najwięcej ludzi ogląda idiotyczne programy i seriale i najwięcej internautów wchodzi na najbardziej kretyńskie portale. Można mieć nadzieję,że z kryzysu w jaki popadł zespół Arki i jej trener uda im się wyjść na prostą, bo szkoda by było rozumnego projektu. Aczkolwiek porządek kierowania się rozumem nie jest jedynym.Jest bowiem porządek racjonalności i porządek porażek i zwycięstw.Jego diagnoza i dostosowane do niej ambicje wydają się racjonalne.Tylko,że racjonalność nie gwarantuje sukcesu, i co więcej, nie gwarantuje trafności decyzji.Racjonalny gracz może pomylić się w rachunku sił i to czynili i Strejlau i Skorża i czyni Smółka.Racjonalność wreszcie nie chroni przed nadmiernym ryzykiem,a ono rzadko dobrze się kończy. O tym,że trener Sa Pinto zmienił ton,ale nie zmienił metody. Kiedy tak przeanalizujemy wypowiedzi naszego trenera o tym jak to Legia musi wygrać mecz z kolejnym przeciwnikiem i skonfrontujemy je z wypowiedziami niektórych trenerów rywali to wyłoni się obraz mocno zagmatwany. Wymienię tu tylko wypowiedzi trenera Probierza, Nawałki i prezesa Arki Pertkiewicza. Nasz trener jest pełen przekonania,że jego drużyna jest w stanie każdego pokonać, bo ciężko pracuje, bo zawodnicy się rozwijają,bo po prostu są lepsi. Z kolei Probierz przed meczem z nami uważał Legię za jeden ze słabszych zespołów i w zasadzie doliczał sobie punkty, podobnie Nawałka przed meczem z Arką powiedział,że ten mecz będzie zdecydowanie trudniejszy niż z Legią,a podczas pomeczowej konferencji jak Sa Pinto bredził,że powinniśmy wygrać o mało nie parsknął śmiechem.Przed wczorajszym meczem trener Smółka zachowywał powściągliwość,ale był pełen optymizmu, natomiast prezes Pertkiewicz zapewniał,że Legia to dobry , czytaj do ogrania, rywal na przełamanie. W zasadzie o Legii jako o postrachu ligi i tym zespole na którego trzeba się specjalnie sprężać mówi się dziś prawie we wszystkich klubach w czasie przeszłym. Ten odwrotny trend sprawiają nie tyle wyniki, ile koszmarnie bojaźliwa gra naszej drużyny. Nawet wczoraj wygraliśmy,ale po II połowie zostawiliśmy wrażenie zespołu walczącego wszystkimi sposobami o przetrwanie , stosującego jakieś obrony Częstochowy i to przed kim, przed drużyną, która od 9 kolejek nie wygrała meczu. Podstawową przyczyną tego stanu jest fakt,że Legia nie jest drużyną w dzisiejszym rozumieniu tego słowa.Dziś nie ma w zasadzie podziału na miejsca dla zawodników czyli ich pozycjonowanie, dziś istotę gry stanowi zagospodarowanie,a właściwie zawłaszczenie przestrzeni boiska.I w tym dziele wszyscy zawodnicy muszą brać udział. Tak pod własną bramką, w środku pola jak i pod bramką wrogów. Aby to spełnić muszą być na boisku w miejscach gdzie jest piłka oraz współdziałać ze sobą.Otóż nasz zespół nieźle radzi sobie w środku pola gry, gorzej w obronie i najgorzej w ataku. W obronie jeszcze i to nie zawsze ratuje nas przewaga liczebna, gdyż każdy zawodnik ma obowiązek wracania pod własne pole karne. Tylko,że wzmaga to i tak nielichy chaos jaki w tej formacji panuje i nie ma zawodnika, który by nad tym panował, który by obroną kierował. W ataku ilość naszych zawodników jest zbyt mała i operują oni z reguły poza polem karnym ,aby wygenerować jakieś akcje nie do powstrzymania. W zasadzie w ataku żerujemy na tym,że obrońcy w większości klubów popełniają juniorskie błędy z których korzystamy. Stad najwięcej zdobyliśmy bramek po stałych fragmentach gry.Tutaj nie znęcał bym się nad zawodnikami, gdyż oni raptownie nie oduczyli się grać,ale taktyka i organizacja gry oraz nastawienie do rywala ustalane przed trenera przesądzają o takim a nie innym obrazie naszej gry. Lecz kluczowe wydają się być dwie kwestie,a mianowicie niespełnianie swej roli przez defensywnych pomocników oraz brak lidera drużyny.Trener Smółka za kiepskie wyniki obwinia swoich defensywnych pomocników i jego argumentacja jest właściwa.Tylko,że oni chyba tych zadań nie są w stanie wypełnić,natomiast w Legii samo ich usytuowanie jest szkodliwe. Bowiem pozycje defensywnych pomocników jako oddzielnej formacji powstały głównie po to,aby zamykać pole gry czyli strefy przeznaczone na cele obronne. Z chwilą odejścia Jodłowca, Kopczyńskiego i Mączyńskiego nie ma w Legii żadnego defensywnego pomocnika spełniającego te podstawowe zadania.Z chwilą odzyskania piłki defensywni pomocnicy muszą wspomagać i asekurować idących do przodu bokami zawodników oraz być gotowymi na utrzymanie się przy piłce jako przejście do ataku pozycyjnego lub rzucenia szybkiej piłki do przodu na szybki atak.Zarówno Cafu jak i Martins nie spełniają tych ról , które nazywamy pomocniczymi. Trener wyznaczył im role podstawowe . tym samym zamienił sens ról. To tak jak by reżyser w sztuce o Hamlecie za główną rolę uznał rolę halabardnika. Efekty widoczne są na boisku. Gdyż główną rolę powinien spełniać lider drużyny, którym kiedyś był rozgrywający,a dziś powinien być ofensywny pomocnik w systemie 4-2-3-1. Lecz chyba nad grą naszego zespołu ciąży najbardziej przytłaczająca osobowość Sa Pinto. Te jego szaleńcze zachowania tłamszą indywidualność zawodników, tak jak by chcieli,aby tylko trener był zadowolony,a nie aby robili to co uważają na boisku za najlepsze dla zespołu. Być może Sa Pinto zauważył,że staje się zbytnim ciężarem i jego wypowiedzi przed i pomeczowe są bardziej pochlebne dla zawodników. W każdym razie sytuacja w Legii przypomina tę za Mourimnho w MU - dobrzy zawodnicy, dobrze przygotowani, a gra marna i wyniki kiepskie. O tym,że trener Sa Pinto postępuje niestandardowo. Przyzwyczailiśmy się do powiedzenia,że zwycięskiego składu się nie zmienia. A trener Sa Pinto postępuje odwrotnie. Po porażkach składy nie zmieniał,a wczoraj po wygranej z Miedzią wymienił 4 zawodników. Mało tego zmienił ustawienie z 4-2-3-1 na 4-4-2.Powiada on,że o składzie na konkretny mecz decydują treningi,ostatni mecz oraz wymogi stawiane przez konkretnego rywala.Oczywiście ma do tego prawo,ale czy nie za bardzo miesza w składzie obrony ?.Za zaskoczenie można było uznać też brak Medeirosa. Zresztą trener Smółka jak by się z nim umówił, też zmienił ustawienie na 4-4-2. Komentatorzy powiadali,że Sa Pinto wziął pod uwagę stan boiska i konieczność wystawienia zawodników silnych fizycznie. Być może taka byłą motywacja,a może po prostu trener na niektórych zawodników, zwłaszcza swoich rodaków przestał patrzeć przez różowe okulary. Tylko,że z kolei na tak błotnistym terenie lepiej radzą sobie zawodnicy dobrzy technicznie i doświadczeni, bo samą siłą to można uprawiać błotny wrestling.Przy czym można się zastanawiać jak to się dzieje,że nasz trener narzeka na nasze boisko i to Arki ,a drużyna gra tak samo na tych złych i na tych niby dobrych. Więc może stan boiska jest tylko kiepskim usprawiedliwieniem dla kiepskiej gry. O tym,że do naszej gry pasowało jak ulał powiedzenie,że nic nam się nie kleiło. Jeszcze w I połowie nasza drużyna grała jako tako,a wyróżniał się jako jedyny grą godną Legii Kucharczyk. Nie wolno nie doceniać ambicji i zaangażowania piłkarzy Arki , którzy walczą o ligowy byt w każdym meczu,ale różnica w indywidualnych umiejętnościach powinna być po stronie Legii.Nie na papierze,ale na boisku. Nic takiego nie miało miejsca. Mecz w I połowie był całkowicie wyrównany z niewielka przewagą piłkarzy Arki w posiadaniu piłki i w ilości podań.Natomiast w II połowie przewaga piłkarzy Arki w każdym parametrze statystycznym była przygniatająca.Ba widać to było na boisku po rozpaczliwym wybijaniu piłki na oślep spod naszej bramki, które trafiały zawsze do graczy przeciwnika. O wyniku zadecydowały indywidualności w postaci Carlitosa i Kulenovicza. Lecz, gdyby ktoś zapytał czy Legia zasłużyła na zwycięstwo odpowiedź może być tylko negatywna. I co najgorsze nie widać nie tylko poprawy w grze,ale i symptomów poprawy,. Bo gdzie?. Zespół jest dobrze przygotowany motorycznie, bodaj najwięcej nasi zawodnicy przebiegają sprintów, dobór personalny, poza nielicznymi wyjątkami nie budzi zastrzeżeń, nasi piłkarze są właściwie zaangażowani, może tylko taktyka defensywna nie jest tym co tygrysy lubią najbardziej,ale Sa Pinto raczej jej nie zmieni.Czyżbyśmy więc byli skazani na marazm,albo co nie daj Boże, na uwiąd starczy ?.