A+ A A-
  • Zbyszek
O tym,że złej baletnicy przeszkadza byle rąbek u spódnicy. Od zdobycia Tytułu Mistrza w 2015 roku Lech czyli władze i kibice są w stanie stałego niespełnienia, tak jak by w następnych latach tytuły im się po prostu należały Smile.Więc cierpią bidule katusze wielkie ,że ich nie zdobywają i szukają winnych. W 2016 roku to był bezapelacyjnie zły trener, w 2017 to,że doszło 10 nowych piłkarzy,w 2018 roku brak ambicji u trenera i zawodników. Zwłaszcza w ubiegłym roku ich frustracja była tak wielka,że kibolstwo postanowiło samo rozegrać mecz na stadionie z siłami porządkowymi,w czego efekcie zwolniono trenera , który szybciutko wygrywa drugi raz z rzędu w Chorwacji,a wyrzucony najlepszy stoper ligi jest tam podporą Dynama Zagrzeb. Zamiast obcego zatrudniono swojego , choć też z nazwiska nietypowego ,ale którego szykowano do fuchy przez 5 lat i który miał Lechickie DNA. Ja w ogóle nie przyswajam tego szukania w łańcuchu DNA jakiegoś powinowactwa oraz poszukiwania trenera na lata. Chyba do lata Smile. Wolałbym ,aby również w Legii znaleziono trenera od sukcesów, a nie od ich obiecywania. Filmik o tym jak darzono Djurdjevicza pełnym zaufaniem i że go niezależnie od wyników przez 3 lata nie zwolnią robi furorę w sieci.A Lechowi po Ivanie trafił się sam Nawałka.Nadprezes po tej nominacji przekonywał,że za jakość trzeba płacić. Chwalono Adasia ,że przejął zespół w dołku,a potrafił uspokoić sytuację i wyprowadził na prostą. Miało nie być rewolucji taktycznej i personalnej, za to skupienie się na zaangażowaniu zawodników i dyscyplinie wykonawczej. Do czego miał piłkarzy przysposobić świetnym przygotowaniem fizycznym osławiony Remigiusz Rzepka.W Poznaniu postanowiono skończyć z tymczasowością , ciągłymi zmianami i planami awaryjnymi. Nawałka miał u boku doświadczonych graczy wprowadzać młodzież. Obiecywano Nawałce,że wiosna ma być okresem przejściowym i stanowić sprawdzian dla kadr zespołu. Nawałka z jednej strony był wypalony i odszedł od praktyki trenerskiej w klubie,a z drugiej na stare lata jako ten wyleniały lew uwierzył,że jeszcze się odmłodzi. I z tą wiarą zwierzył się nadprezesowi ,że właściwie to poza kilkoma zawodnikami z resztą należy się pożegnać,a w szczególności zacząć od tego ,aby z 10 zawodników którym kontrakty kończą się w czerwcu tego roku zostawić tylko Gytkjaera. Zastrzegł,aby o takiej decyzji nie informować przed końcem rozgrywek zawodników. Nadprezes jak to usłyszał,aby pewnie uspokoić krewkich kiboli ,że władza trzyma rękę na pulsie i że władza czuwa Smile, natychmiast ogłosił czas rewolucji. Nawałka jak to usłyszał,zeźlił się nie na żarty, nie tylko dlatego,że wzięto jego pomysł za własny,ale,że nie dotrzymano danego mu słowa i pożegnał łgarzy ozięble.A opowiadanie o rewolucji to bzdura totalna. Klub po prostu nie przedłuża umów z takim zawodnikami jak : Burićz l.32, Pytnocky l.35, Vujadinovicz l. 33, Trałka l.35 oraz młodszymi de Marco, Goutasem, Janickim, Gajosem i Wasielewskim. To ich nadprezes rzuca na żer kibolskiej watasze i wierzy,że nie zechcą spacerować po stadionie w trakcie meczu i że nie będą domagać się uzdrowienia sytuacji poprzez jego odwołanie. Natychmiast więc po rozstaniu się z Nawałką ogłosił ,że po głębokiej analizie ( on i analiza - paradne Smile ) władze klubu doszły do wniosku,że średnia wieku w drużynie jest zbyt wysoka i potrzebne jest odmłodzenie. A jako nadtrener oznajmił,że w meczach będzie grało zawsze kilku młodych czekających na swe szanse. Piotr Rutkowski, bo to o nim mowa pewno oczekiwał,że ofert trenerów do objęcia schedy po Nawałce będzie miał co niemiara. A tu jak wieść gminna niesie nie ma chętnych . Ale na co uczeni doradcy?. Oni wymyślili,że trzeba pismactwu podrzucać dość znane nazwiska jako tych chętnych,że niby jak oni chcą to reszta hołoty niech też się zgłasza.A do Lecha to trener z jakim takim dorobkiem po takim Nawałce może przyjść tylko dla pieniędzy, bo również wie,że będzie tam tylko podwykonawcą pomysłów Rutkowskiego. Bowiem trenerzy , nawet ci szanujący swą niezależność i samodzielność gotowi są na nadzór, ale merytoryczny, lecz nie funkcjonalny. A w Lechu stało się tak,że jeden rządzi, podejmuje wszystkie decyzje,a odpowiedzialność ponoszą wszyscy tylko nie on.Można powiedzieć,że jego filozofia życiowa, podobnie jak wielu innych, polega na tym,że wydaje im się,że mogą robić wszystko. A ich tragedia życiowa polega na tym,że robią. O tym,że synergia ma przyszłość. Termin synergia oznacza rzecz w sumie prostą w definicji, a mianowicie,że jest to wspólne działanie poprzez kooperację ( współpracę ) i synchronizację . Synergia oznacza,że efekt zorganizowanej pracy zespołowej jest wyższy niż suma efektów działań indywidualnych.Jako przykład nie do końca trafny podaje się,że np. jedna osoba nie jest w stanie przesunąć ciężkiego przedmiotu,ale już kilka to uczyni.Celem synergii jest osiąganie celów przy optymalnych nakładach oraz stały rozwój całości poprzez postępy czynione przez uczestników.W historii futbolu pierwszym, który traktował zespołowość jako wartość nadrzędną był Helenio Herrera. Od jego słynnej tezy "Grasz dla siebie grasz dla przeciwnika. Grasz dla zespołu, grasz dla siebie " patrzy się nie tyle na umiejętności indywidualne , ile jaki wkład dany zawodnik wnosi do drużyny, na ile dla niej jest przydatny. Wielu trenerów zmieniało pozycje graczom,aby ich walory lepiej zagrały np. Vejvoda zrobił z napastnika Deyny rozgrywającego, ze skrzydłowego Stachurskiego obrońcę, Smuda z pomocnika Bednarza obrońcę. Czerczesow zmienił tylko miejsce Lewczuka z lewej na prawą stronę przy Pazdanie , aby ten grał jak z nut. Powiada się,że dla rozwoju zwłaszcza młody zawodnik musi grać,ale u nas tyczy to zwłaszcza Wieteski, który delikatności w grze może oduczyć się tylko na drodze praktykowania twardości. Z kolei taki Szymański dla dalszego rozwoju musi mieć od kogo się będzie uczyć i chyba nie ma , bo stanął w miejscu. Mało tego moim zdaniem nie tylko dla Szymańskiego system 4-2-3-1 nie jest tym, który daje im pole dla popisu.Jeszcze inni nasi zawodnicy ,aby być bardziej przydatni muszą zdecydowanie poprawić parametry fizyczne jak Medeiros, Cafu i Nagy. Nie ma jednak możliwości rozwoju indywidualnego, bez dania zawodnikowi sporej dozy swobody poczynań na boisku. Tylko,że ich celem nie mogą być li tylko popisy indywidualne,ale szkodzenie rywalowi.A z tym jak by gorzej Smile. O tym,że wojnę zaczynają wojska pierwszego wyboru,a kończą ją rezerwy. To wojskowe nazewnictwo samo się nasuwa patrząc na mecze dogrywkowe,w tym wczorajszy. Chodzi o to,że ten kto ma lepsze rezerwy ma przynajmniej teoretycznie większe szanse wygrać długotrwałe boje. Patrząc na składy kadrowe Legii i Lecha to wydawałoby się,że my pod tym względem powinniśmy prezentować się korzystniej. Nic bardziej błędnego. Zmiany wymuszone kartkami, kontuzjami i innymi przyczynami wyraźnie bardziej naruszyły zdolności bojowe naszego zespołu, niż rywala. Porównanie wojskowe ma jeszcze i ten walor,że pozwala na stwierdzenie,że w obu drużynach mamy do czynienia z najemną armią zaciężną, która już wymaga rezygnacji z ich usług. W Lechu , niezależnie od autorstwa widać skłonność do dokonania ostrych cięć. U nas nadal przeważa sentymentalizm. W czasach tzw, dawniejszych nie było z odejściami z klubu np. z uwagi na wiek czy z kończeniem karier większych problemów. Dziś jest inaczej. I nie chodzi tu wcale o to ,że długość życia ulega wydłużeniu i czas pełnej aktywności fizycznej również. Tu chodzi o pieniądze. Kiedyś różnica w zarobkach poza piłką była,ale nie tak przepastna jak dziś. Dotyczy to w szczególnie takich klubów jak Legia płacących naprawdę duże pieniądze. Taki piłkarz, który zarabia np. milion rocznie poważnie zastanawia się jak tu żyć za np. 3 tys zł miesięcznie. Jak tu żyć ?. I ja nie pytam co mają powiedzieć ci, którzy za te pieniądze żyją i to z rodzinami. Więc panowie piłkarzyki trzymają się szmalu rękami i nogami i czym tylko mogą. I można to po ludzku zrozumieć. Tylko w zawodowej piłce nie można tego akceptować.Ktoś powinien po męsku przerwać te występy parodystów na linie.Pora zejść na ziemię. O tym,że jesteśmy skazani na atak pozycyjny. Wczoraj kilkukrotnie Kazio Węgrzyn wyraził marzenie,ażeby Legia zagrała kontratakiem i się chłopina nie doczekał, mimo,że Lech zostawiał mnóstwo pustego miejsca na swojej połowie. Tylko można zadać pytanie,a kto miał to robić?. Podstawą kontrataku i szybkiego ataku jest posiadanie na boisku rozgrywającego lub innego zawodnika posiadającego umiejętność dokładnego podania piłki na dalszą odległość. My takiego wczoraj nie mieliśmy. Wzorcowo robił to Mila w Śląsku Wrocław, dzięki czemu ten klub zdobył Tytuł w 2012 roku. Moim zdaniem jedynym zawodnikiem ,który od biedy mógłby taką rolę pełnić jest Martins. Próbowany wielokrotnie Szymański nie czuje gry na tej pozycji, nie ma cech przywódczych i za wolno myśli, Cafu jest za wolny i za bardzo gra do tyłu, Radovicz nie umie kopnąć piłki dalej niż na 10 metrów. Wczoraj Vukovicz wypróbował przed przerwą Medeirosa,ale ten w praktyce odmówił poddania się eksperymentowi i gdzieś się zawieruszył. Po przerwie identycznie zachował się Szymański i wolał ganiać rywali po własnej połowie niż podaniami wyganiać kolegów do ataku. Do grania szybkim atakiem potrzebni są też dwaj skrzydłowi, szybcy, przebojowi i dobrzy technicznie, mający przegląd pola i celne długie podanie. Może Kucharczyk jest szybki, może i przebojowy,ale technika to rzecz, której nie posiada, zaś z kolei Nagy ma technikę i nic więcej. Tym samym nasza drużyna skazana jest na grę atakiem pozycyjnym i ewentualne zdobywanie bramek ze stałych fragmentów.Lecz atak pozycyjny wymaga oprócz świetnego przygotowania fizycznego predyspozycji do gry kombinacyjnej. Ze świecą u nas takich by szukać.Więc pozostaje tylko liczyć na szczęście,albo modlić się. Wczoraj nasi nawet na modły byli wyjątkowo oporni Smile. O tym,że gdyby ten wczorajszy mecz był pojedynkiem bokserskim to sędzia musiałby zdyskwalifikować obu zawodników za unikanie walki. W piłce nożnej sędzia nie ma takich możliwości. A szkoda Smile. O ile jakoś byłem w stanie zrozumieć piłkarzy Lecha, bo grają o nic.Bo te pierdoły o honorze, o godnym żegnaniu się z klubem można pomiędzy bajki włożyć.Albo gra się o coś i zostawia się zdrowie na boisku,albo odwala się pańszczyznę.Bowiem bawią się grą w piłkę amatorzy i może juniorzy,a dorośli traktują grę jako wykonywanie zawodu. Natomiast dziwiła postawa naszych zawodników. Wyglądali jak by po pierwsze nie chcieli przegrać, jak by ich zadawalał jeden punkt. Można by wręcz podejrzewać,że oszczędzali się na Lechię.A może liczyli,że mecz sam się wygra,albo,że Lech sam go przegra.Ale liczyć to trzeba umieć,a nasi się przeliczyli.Za minimalizm zapłaciliśmy . Chociaż moim zdaniem cena była zbyt wysoka. O tym,że nie wystarczy zrzucić kajdany. Jacek Kaczmarski w pieśni "Mury" dał wyraz takiemu syndromowi,że wystarczy wyrwać kraty,a mury runą i zapłatą będzie wolność, która sama stanowi lek na całe zło.Tak też myśleli po 1989 roku ci, którzy wywalczyli wolność,że zapomnieli o porządnym urządzeniu naszego państwa. Obecnie w Legii i mediach powiada się,że nasi zawodnicy zostali uwolnieni od nadmiaru zadań i uzyskali prawo do popełnienia błędów. Wczoraj taki Remy z tego prawa w pełni skorzystał , nie zaatakował Marchwińskiego i zanotowaliśmy zerowy dorobek punktowy.Mnie natomiast zastanawia co nasi zawodnicy robią na treningach i na odprawach taktycznych. Wczoraj Kucharczyk jeden raz zagrał piłkę po przekątnej z prawego skrzydła poprzez pole karne Lecha i ponieważ lot piłki był dobrze widoczny ruszył do niej Nagy i o mały paznokieć bramki nie zdobył.I to jest doskonały przykład na niedomogi taktyczne naszej gry. Po pierwsze takich zagrać powinno być tyle ile razy Kucharczyk jest z piłką w tym miejscu boiska. Za czasów Berga, który wymagał,aby skrzydłowi grający na "odwróconą nogę" wchodzili w pole karne, ich miejsce zajmowali boczni obrońcy . Ci obrońcy musieli zagrywać piłki równolegle do linii końcowej ,a tam czyhali środkowy napastnik i drugi skrzydłowy. Broź może zaświadczyć, ile czasu musiał poświęcić na treningu,aby nauczyć się tak zagrywać piłkę. Dzięki takim zagraniom rozbiliśmy Celtik. Tylko,że to była jedna z metod ataku i takich zagrań nasi obrońcy mieli po kilkanaście w meczu. A wczoraj zagranie Kucharczyka wyglądało na jednorazówkę. Po wtóre, nasi pozostali zawodnicy atakujący a więc Carlitos i Medeiros w ogóle nie wzięli udziału w akcji. Gdyby takie zagrania Kucharczyka było wytrenowane to każdy z atakujących by wiedział co ma robić.Czyli Kucharczyk z piłką tu, to ja muszę zająć takie a takie miejsce na boisku. Podobnie z innymi nawet niezłymi próbami zagrań w ataku. Jeden gra a reszta nie rozumie co i nie ma pojęcia jak się zachować.Można powiedzieć,że za Sa Pinto byliśmy źle zorganizowani,a teraz w ogóle nie jesteśmy.