A+ A A-
  • Zbyszek
O tym,że Gdańsk to mocno historyczne miasto. W 1967 roku zdając na Wydział Prawa UW trzeba się było na pisemnym popisać znajomością historii Gdańska. Nie przewidywano wówczas,że za 3 lata i potem za 13 życie dopisze jej dalszy ciąg. Pierwsza wzmianka o Gdańsku pochodzi z "Żywota św. Wojciecha" opisująca wizytę biskupa w tym grodzie w 997 roku. Powszechnie przyjmuje się tę datę za jego początek.Gdańsk jako położony u ujściu Wisły do Bałtyku przez wieki był łakomym kąskiem dla władców Polski, Zakonu Krzyżackiego, Brandenburgii, Prus i Niemiec. W latach 1807-1814 oraz 1920-1939 był Wolnym Miastem.Po II wojnie światowej przypadł Polsce.Właściwie aż do II rozbioru Polski do 1793 roku o Gdańsk toczyły się stałe walki.Najpierw pomiędzy książętami pomorskim i brandenburczykami,a potem z Krzyżakami.Po zajęciu miasta przez Krzyżaków w 1346 roku król Kazimierz III Wielki zrzekł się miasta na ich rzecz.Pod ich rządami w Gdańsku wybuchały 4 krwawo stłumione powstania. Na krótko po bitwie pod Grunwaldem Gdańsk wrócił do Królestwa po buncie biedoty miejskiej. Dopiero po wojnie 13-letniej w 1466 roku na dłużej stał się Miastem Królestwa Polskiego.Miasto stało się jednak wielonarodowe i wielowyznaniowe co powodowało walki pomiędzy tymi grupami. Np. w 1525 roku luteranie wymordowali magistrat i musiało interweniować wojsko króla Zygmunta .Aby zapobiec tumultom król Stefan Batory w 1577 roku wprowadził równe przywileje dla wszystkich nacji oraz tolerancję religijną. Z Gdańskiem związane są ważne wydarzenia historyczne jak zakończenie potopu szwedzkiego pokojem w Oliwie w 1660 roku czy zapoczątkowanie II wojny światowej atakiem na Westerplatte. W PRL Gdańsk stał się miejscem buntu robotników przeciwko władzy w 1970 roku , krwawo stłumionemu oraz miejscem strajku w sierpniu 1980 roku wskutek którego powstał Niezależny Związek Zawodowy "Solidarność" co doprowadziło do końca narzuconego Polsce ustroju . W tym historycznym procesie udział swój miał klub Lechia Gdańsk, który w czasach , w których "Solidarność " była zdelegalizowana publicznie w 1983 roku o niej przypomniał. A ten niewątpliwie chwalebny fakt wiąże się z epizodem mocno wstydliwym,a mianowicie na początku lat 80 głównym sponsorem Lechii został Nikodem Skotarczak ps" Nikoś" założyciel grupy gangsterskiej zajmującej się m.innymi sprowadzaniem kradzionych samochodów z Austrii i Niemiec do Polski i dalej na Wschód.Podejrzewa się ,że sukcesy Lechii tamtego okresu mają nie tylko czysto sportowe podłoże. Lechia szybko awansowała z III do II ligi i w 1983 roku zdobyła Puchar Polski oraz Superpuchar po wygranej z Lechem.W europejskim PZP wylosowała Juventus Turyn i 28 .09.1983 roku podejmowała go w Gdańsku . Na spotkanie to przybył Lech Wałęsa z gronem współzałożycieli "Solidarności " i stało się ono wielką manifestacją poparcia dla przeciwników władz PRL.Potem Lechia awansowała jeszcze do I ligi,a sam Skotarczak wyjechał do RFN, gdzie z większym rozmachem kontynuował swój przestępczy proceder. Po koniec lat 80-tych został aresztowany i skazany na 21 miesięcy więzienia. Osadzony w najlepiej strzeżonym więzieniu w berlińskim Moabicie po 3 miesiącach uwolnił się wychodząc po zamianie ubrań z bratem. Po kilku tygodniach brat zgłosił władzom więzienia,że on to nie on i dostał prawie milion marek odszkodowania. A "Nikoś" nielegalnie przedostał się do Polski. Dwa razy zatrzymywany dwa razy uciekał z konwoju policyjnego, Wreszcie sam oddał się w ręce wymiaru sprawiedliwości, jak wielu podejrzewa po to,aby móc normalnie żyć i prowadzić legalne interesy czyli korzystać ze zgromadzonego majątku. Dostał wyrok 2 lata, ale po roku wyszedł na warunkowe przedterminowe zwolnienie. Po 5 latach korzystania z wolności został zastrzelony .Powstały o nim dwa filmy i napisano 3 książki oraz zagrał epizod w filmie "Sztos". Nie byłem na stadionie w Gdańsku i nie wiem czy ma tam w klubowym muzeum swoją gablotę. Smile. O tym,że w Legii przestaje się uprawiać chałupnictwo. W piłce nożnej następowały nie tylko ewolucje taktyczne,ale w znacznym stopniu zmieniało się podejście do przygotowania fizycznego zawodników. Jako pierwsi Hiszpanie wprowadzili obowiązek zatrudnienia fizjologa- trenera przygotowania fizycznego. Potem doszli do sztabów fachowcy od kształtowania poszczególnych elementów składających się na formę fizyczną,ale również oddzielni trenerzy od rozwoju indywidualnego. We wcześniejszych okresach trenerzy starszej generacji , porządnie wykształceni wiedzieli jak przygotowywać i jak wprowadzać nowych, młodych graczy i po przerwach spowodowanych kontuzjami. Trzeba jednak przyznać,że w naszej piłce było im przez lata łatwiej , gdyż mieli bardzo szerokie kadry zawodników o wysokich umiejętnościach , którzy udanie zastępowali np. kontuzjowanych . Ta metodologia zaniknęła z naszej piłki,gdzieś z początkiem lat 90-tych, wraz z ustaniem dopływu nowych, dobrych graczy oraz wejściem do zawodu trenera, nieuków. A było to pokłosiem korupcji, gdzie rządził nie dobry trener i zawodnik,a szmalec. Ten woluntaryzm spowodował przedwczesne zakończenie karier przez wielu zdolnych zawodników, którzy za szybko wracali do gry jako rzekomo niezbędni. W Legii do starych, sprawdzonych wzorców powrócił na początku XXI wieku Dragomir Okuka.On to wprowadził obowiązkowy okres czasu jaki musiał upłynąć na przygotowanie gracza po kontuzji do powrotu na boisko. Po nim dopiero tę metodologię stosował Berg, a zwłaszcza jego asystent Sokołowski. Z ich odejściem o takiej potrzebie zapomniano tak jak by to było zbędne. Otóż kiedy sprowadza się zawodników z różnych powodów niegotowych fizycznie do gry, gdy zawodnicy doznają poważniejszych urazów lub też chce się sprawdzić młodego to taki trener od przygotowania indywidualnego jest niezbędny. W ostatnim czasie mieliśmy w Legii do czynienia z takimi przypadkami w osobach np. Remyego, Cafu, Martinsa, Rochy, Agry, Radovicza i Medeirosa. I ich przygotowanie fizyczne nadal pozostawia wiele do życzenia.Podobnie powinno być z ludźmi po kontuzjach.Taki zawodnik musi po przerwie mieć odpowiedni czas najpierw na dojście do pełnej sprawności,a potem do formy. Więc mnie ucieszyło,że sztab Legii wzmocniono młodym ,ale dobrze wyedukowanym facetem ,który ma się zająć rozwiązywaniem tych problemów. Lepiej późno niż wcale. Chociaż tytuł w jednej z gazet "Oszust w sztabie Legii " sugeruje co innego Smile. O tym,że słowa nic nie kosztują. Niestety również niewiele znaczą.Czasami wydaje się jak by mówiący sam siebie przekonywał,że to co mówi się samo spełni. Przed meczem Lechii z Legią z uwagą wysłuchałem obu trenerów. Nie żebym post factum im dokuczał, bo być może oni wierzyli w to co mówią,ale chyba nie bardzo wiedzieli o czym mówią. Vukovicz powiedział,że najważniejsze będą mentalność i koncentracja.Pewno był przekonany,że nasi zawodnicy bardziej doświadczeni i bardziej ograni w meczach o stawkę od początku skutecznie pokażą kto rządzi na boisku. Tylko,że jak by nie patrzeć to wypadałoby zastanowić się co zrobi przeciwnik. Łatwo można było przyjąć argumentację prezesa Mandziary,że Lechia może,a Legia musi,a więc Lechia zagra spokojnie i będzie czekała co też zrobi Legia,aby odpowiednio reagować.Ale znając trenera Stpkowca można było dojść do przekonania,że on takiemu rozwojowi wypadków będzie chciał dopomóc i jego drużyna od początku zaatakuje,aby ustawić mecz i mieć go pod swoją kontrolą. I tak też się stało. Zawodnicy Lechii ruszyli do przodu i zdobyli duża przewagę. I można się zapytać, a gdzie była nasza koncentracja, gdzie walka o to kto kogo zmusi do przyjęcia jego warunków gry?. Zawisła w pustosłowiu. Z kolei Stokowiec miał swój plan taktyczny taki akurat jak wygrać z Legią. Po pierwsze ustawił swój zespół 4-1-4-1,aby zapewnić równowagę pomiędzy poczynaniami ofensywnymi i defensywnymi, po drugie,aby posiadać przewagę w środkowych rejonach boiska, stąd ustawienie defensywnego pomocnika Kubickiego dalej od własnej strefy obrony, po trzecie ruchliwością bocznych obrońców i skrzydłowych angażować naszych graczy bardziej w defensywę niż ofensywę,ale równocześnie zamknąć boczne sektory boiska przed naszymi atakami. I ten plan prawie mu się udał. Zawiodło nie wykonanie, tylko zwyczajny brak sił fizycznych na jego realizację przez 90 minut. Już po 40 minutach kluczowy zawodnik w defensywie Łukasik oddychał rękami i zgasł całkowicie po kwadransie II polowy.A bez niego w pełni sił cała gra obronna Lechii legła w gruzach. Można się wyśmiewać z tego,że nasza piłka jest fizyczna,ale to przygotowanie motoryczne dokonane przez Sa Pinto i jego sztab wygrało wczoraj mecz. O tym,że mecz ma dwie polowy. To oczywiście truizm. Choć rzadko się zdarza, by w jednym meczu podzielonym 15 minutową przerwą odbyły się całkiem różne dwa mecze. Tak jak by grały w obu połówkach zupełnie różne zespoły i zupełnie różni zawodnicy. Nasza drużyna w I połowie miała za mało argumentów i okresami była zupełnie bezradna. Od początku meczu nasi zawodnicy nastawili się na walkę o kontrolę poczynań rywali na boisku . Widać było próby do zamknięcia przeciwnika na jego połowie,lecz były one całkowicie nieudane, gdyż notowaliśmy bardzo dużo strat piłek po niecelnych podaniach. To ten brak precyzji napędzał ataki Lechii.Do tego za mało naszych zawodników brało udział w akacjach ofensywnych, które dodatkowo prowadzone były wolno, przejrzyście i przewidywalnie. Nie było u nas ani wygranych dryblingów,ani gry kombinacyjnej. Do tego Carlitos usiłował swoim zwyczajem ukryć się z boku,aby przechodzić do środka pola karnego,lecz został dokładnie pokryty i jego przydatność był zerowa.Nasza gra przypominała bicie głową w mur i z każdą minutą widać było u naszych zawodników coraz większe zniechęcenie. Takim rażącym przykładem bezradności było wykonanie rzutu wolnego w 36 minucie do nikogo z kolegów, aby tylko kopnąć piłkę i jej się pozbyć.Nasi zawodnicy wyglądali jak by cieszyli się,że przegrywają tylko 0:1.Ja w przerwie cały się gotowałem,żebym mógł to bym ich chyba pobił. Smile. Nadzieja wstąpiła kiedy zobaczyłem,że nasi wyszli w przerwie na rozgrzewkę i widziałem ich wojownicze miny. A trener rywali edukował swoich graczy w szatni , zamiast powiedzieć im,żeby grali tak dalej. No i zaczęliśmy II połowę nadal bez polotu,ale szybciej i z większą determinacją.Zewnętrznym przejawem innego podejścia naszego zespołu do gry był fakt,że w I połowie generalnie nasi zawodnicy zagrywali piłkę, a właściwie pozbywali się jej z dala od rywali czym umożliwiali im powrót za piłką, to w II połowie nasi podchodzili z piłką blisko pod przeciwnika i dopiero kiedy byli atakowani tę piłkę zagrywali i rywale zostawali za piłką. W ten sposób łatwiej wchodziliśmy w rejon obrony przeciwnika. A oni pod naporem naszych, skoncentrowanych ataków coraz bardziej tracili siły i byli coraz bardziej przymuleni. Przed meczem Stokowiec z przekąsem wypowiadał się o tzw. sile mentalnej mówiąc,że ona jest ,albo jej nie ma ,ale to nie ona decyduje,ale plan gry i odpowiedni wykonawcy. Tylko,że taki mecz jak wczorajszy udowadnia ,że samymi dobrymi chęciami nie da się wygrać z równorzędnym przeciwnikiem, trzeba mieć na to zwyczajnie zdrowie. O tym,że nie dajmy się zwodzić na manowce. Zwycięstwo Legii chce się zbrzydzić sprowadzeniem do dyskutowania o rzekomych kontrowersyjnych decyzjach sędziego, zamiast o tym co spowodowało naszą piłkarską wyższość nad trudnym rywalem. Ponieważ bardzo rzadko krytykowałem decyzje sędziów,a po VARze nie czynię tego prawie wcale to napiszę tylko,że dla mnie sędzia z zadania wywiązał się bardzo dobrze. Dodam tylko,że trzeba być wyjątkowo ślepym durniem,aby kwestionować budowę człowieka,a w szczególności fakt,że posiada on, na ogół ręce. Dla celów gry w piłkę chyba nikt nie wpadnie na pomysł,aby zawodnikom obcinać ręce i aby ten sport uprawiały bezrękie kadłubki. Więc jeżeli zawodnik upada np. na twarz i broni się przed tym opierając się na rękach i piłka w jedną z nich trafia to trzeba być bezmózgim idiotą,aby twierdzić,że zagrał on piłkę ręką. Z przykrością stwierdzam,że zawiodłem się na Stokowcu, który w rzekomych błędach sędziego szuka usprawiedliwienia dla swojej klęski. Bo to on przegrał, bo to on wybrał plan taktyczny niewykonalny dla jego zawodników. Najpierw należy odpowiednio przygotować motorycznie zawodników ,aby mieli siły na jego zrealizowanie. Inaczej dostaje się dupę. I bardzo dobrze. Niech wygra lepszy, pod warunkiem ,że jest to Legia Warszawa. Smile.
This is a comment on "Lechia - Legia 1-3: Milowy krok"