A+ A A-
  • a-c10
Pozwolę sobie zacząć od uwagi natury ogólnej. Otóż jeszcze naście lat temu futbol budził zazdrość kibiców wielu innych dyscyplin. Nie tylko przez swą globalną popularność, bo ta nie wszystkich obchodzi. Bardziej przez stałość i nienaruszalność reguł. Podczas gdy w takiej koszykówce, czy hokeju przy przepisach majstrowano w zasadzie non stop, w piłce nożnej zmiany zachodziły baaardzo rzadko i zazwyczaj poprzedzone bywały głębokim namysłem. Budziło to, rzecz jasna, wściekłość najprzeróżniejszych robespierdków, którzy wyrzekali na skostniały IFAB i najchetniej przeprowadzaliby kompletną rewolucję co drugi tydzień. Niestety, ostatnimi czasy robespierdki dopięły swego. Jedną z rzeczy, które mnie najbardziej w kopanej irytują, jest moment, gdy legendarny pan Sławek przybiera swą (tm) minę odpustowego kuglarza, co to właśnie wyciągnął zbaraniałemu dzieciakowi monetę zza ucha i z uśmieszkiem liska-chitruska oznajmia "a bo widzicie, panowie, najnowszy biuletyn UEFA, paragraf 5, punkt 28, podpunkt 949..." Nie wiem, może dla wielbicieli popularnych ongiś seriali sądowych taki stan rzeczy jest jak miód na serce. Dla mnie raczej jak sól na ranę, bo prostą drogą prowadzi do kompletnego pierdolnika. A gdy jeszcze dorzucić do tego rodzimą radosną twórczość pana Przesmyckiego... Zwróćcie uwagę, że Artur Jędrzejczyk chwilę po tym, gdy wykopnął piłkę poza boisko, sam nie wiedział, czy jest sens protestować. Tyle przynajmniej wyrażała jego mina. Dwie godziny później zawodowy piłkarz Haraslin klepał coś o tym, że każda ręka w polu karnym to karny. Ja oczywiście nie winię ani jednego, ani drugiego. Winię robespierdków i innych poprawiaczy dobrego. Bo przecież w gruncie rzeczy sprawy mają się prosto. Nielegalny nie jest osławiony kontakt piłki z ręką - a już na pewno nie sam fakt posiadania rąk - tylko zagranie piłki ręką. Czy Jędrzejczyk zagrał piłkę ręką? No bez jaj. Ręka służyła Jędzy wyłącznie do podtrzymywania ciała podczas wślizgu. Zupełnie naturalna sprawa. Każdy, kto kiedykolwiek próbował wykonać wślizg, przyzna chyba, że bez takiej podpórki robi się bardzo niebezpiecznie. Traci się kontrolę nad ciałem i można poważnie uszkodzić przeciwnika. Albo siebie samego, np. z całym impetem uderzając w słupek. Nawiasem mówiąc - tu szeroki uśmiech w stronę kol. Anonimowego LegionistySmile - ręce zazwyczaj przydają się do podpierania ciała, gdy człowiek nie znajduje się w pozycji wertykalnej. Odgwizdywanie kontaktu piłki z ręką w takiej sytuacji stanowi karanie piłkarza za to, że ośmielił się posiadać kończyny górne. Zawsze. Bez względu na to, jaką koszulkę dany futbolista akurat przywdziewa. Kończąc ten wątek, o żadnej kontrowersji, jak na moje, nie może być mowy. Wręcz przeciwnie, należy się cieszyć, że choć raz na pińcet przypadków ten cały kurVAR na coś się przydaje. No i przede wszystkim pogratulować sędziemu Stefańskiemu naprawdę udanych zawodów. Co się tyczy samego meczu, nie zamierzam niczego ujmować Waszym chłopakom i serdecznie proszę, aby nikt tego w ten sposób nie odbierał. Zagrali świetnie, momentami mnie, neutralnemu oglądaczowi, ręce same się do oklasków składały. Niemniej, gdybym był kibicem Biało-Zielonych, potwornie bym się wściekł. Nie na sędziego, o czym wyżej. Na swoich piłkarzy, a przede wszystkim na trenera. Sorry, ale w meczu, który musisz (! - o tym jeszcze zaraz) wygrać, granie na czas od osiemnastej minuty, bo się prowadzi 1:0, to czyste samobójstwo. Jednego gola można stracić zawsze, nawet czystym przypadkiem. Co zresztą w pełnej krasie znalazło potwierdzenie w realiach. Wierząc, że tego unikniesz przez 70-80 minut, kręcisz sznur na własną szyję. W kwestii "Wy musicie, oni tylko mogą" - rany, jak mnie to, scusi, wkurwia...! Ilu z obecnych piłkarzy Lechii może się pochwalić tytułem mistrza kraju (tego, czy innego)? Raczej niewielu, prawda? A patrząc szerzej: ile razy BKS Lechia Gdańsk była Mistrzem Polski? Hę? Co proszę...? Ano właśnie. T e r a z jest ten moment. Następne może będą, a może nie (przy czym jak miałbym się zakładać, stawiałbym na to drugie). Oczywiście, Lechia jeszcze tego tytułu nie przegrała. To w końcu Ekstraklasa, niemożliwe jest tu tylko określenie niemożliwego. Ale jeśli przegra, śmiało będzie mogła pluć sobie w brodę. Na koniec: przekonywał mnie niegdyś kol. Zbyszek, że futbol nie jest wojną umysłów. Cóż, może i nie jest. Ale stuosiemdziesięciostopniowy obrót wektora mentalnego po przerwie widać było gołym okiem.
This is a comment on "Lechia - Legia 1-3: Milowy krok"