A+ A A-
  • Zbyszek
O tym,że jesteśmy jak dzieci, które lubią bajki. Wielu uważa,ze baśnie to prawdziwe streszczenie losu człowieczego.Opowieść o Jasiu , zabójcy podłych olbrzymów, streszcza pierwszy z trzech wielkich paradoksów, jakimi żyją ludzie. To paradoks odwagi głoszący ;" Musisz rzucić wyzwanie temu czego się boisz. Jeśli nie czujesz strachu, nie możesz być dzielny". Opowieść o Kopciuszku to drugi paradoks , pokory, mówiący :" Tego co najlepsze szukaj w człowieku , który nie zna własnych zalet.Kto się poniża, będzie wywyższony". Zaś opowieść o Pięknej i Bestii to trzeci paradoks głoszący :" Najpierw musisz coś pokochać,a potem dopiero sprawdzić, czy było warte miłości". Pewnikiem w dzisiejszym świecie , w tym także sportu, przesłania wynikające z bajek są aktualne, gdyż z nich uświadamiamy sobie,że każde drzwi stoją otworem przed odwagą i nadzieją,że świat stanowi jedną całość i że żadna praca nie idzie na darmo.Niektórzy uważają,że w bajkach zawarte jest zło.Nic bardziej mylnego. Zło istnieje na tym świecie i to nie baśnie je tworzą. Bajki tylko ukazują,że to zło można pokonać i że nie trzeba na to zbyt wielu zabiegów, wystarczą odwaga i dobre chęci. Być może kryje się za tym tęsknota do prostych rozwiązań, do szukania ,często na siłę, czegoś pozytywnego, ożywczego i optymistycznego.Tyle tylko,że w sumie bajeczne przesłanie polegające na pokonaniu zła zostaje rozszerzone o takie marzenia jak pokonanie dużego przez małego, silniejszego przez słabego czy bogatego przez ubogiego.Tym tęsknotom dawany jest wyraz w mediach i często to wokół nich ogniskuje się opis sportowych wydarzeń. To chyba stąd bierze swe źródło takie tworzenie jednodniowych bohaterów z piłkarzy i trenerów. Najczęściej jednak polega to na tym,że takiego delikwenta winduje się na piedestał,a następnie z niego go się szybciutko strąca.Przykładów,aż nadto i nie trzeba sięgać zbyt daleko do historii. U nas Magiera, Klafuricz i teraz Vukovicz,w Lechu Djurjevicz i Nawałka, w Arce Smółka, w Jadze Mamrot,w Górniku Brosz. Dla wielu takim bohaterem był Stokowiec i gdyby Lechia wygrała z Legią to byłby uznany za giganta.a tak spadł do roli tego , który nie dorósł, nie sprostał, w decydującym momencie zawiódł. Trener naszego wczorajszego przeciwnika doświadczył tego rozdwojenia jaźni wielokrotnie. Został wybrany dwukrotnie w 2009 i 2012 trenerem roku przez tygodnik "Piłka nożna" za osiągnięcia z Ruchem Chorzów,ale ma też nieudane epizody z Polonią Bytom, Górnikiem Zabrze Odrą Wodzisław, Polonią , Widzewem czy Ruchem, który w 2017 roku zostawił na miejscu spadkowym.Wszyscy kibice pamiętają jaką ilość pomyj na niego wylano. kiedy był nieudanym trenerem reprezentacji. W Piaście do którego trafił jesienią 2017 roku też nie miał łatwo. Media już dwukrotnie go z Gliwic zwalniały. Obecnie znowu jest na topie.Mnie to Probierzowanie, Mamrotowanie,Bijelicowanie Stokowcowanie czy Fornalikowanie przypomina starą i stałą historię w boksie o " wielkiej nadziei białych" na pokonanie w królewskiej wadze zwycięskich murzynów. To jest takie wynaturzone marzenie o tym,żeby ktoś wreszcie tej Legii dopieprzył,żeby tego dużego, silnego i bogatego zdeptał,żeby małe, słabe i biedne zwyciężyło.Stąd chyba bierze się to antylegijne zacietrzewienie i ukazywanie nadmiernych walorów naszych rywali.Tylko,że to jest może zgodne z ideologią komunizmu ,aby zabrać bogatemu i podzielić pomiędzy biednych ,ale całkowicie sprzeczne z samą istotą sportu głoszącą,żeby wygrał lepszy. Kolejną zasadą sportu jest hierarchia i zgadzam się z wieloma komentatorami,że nasza liga jest bardzo słaba, gdyż zachwiane są w niej proporcje i hierarchia. Nie jest dobre dla jakości marki i produktu kiedy marne i kiepskie wygrywa. Wreszcie takie nadmierne chwalenie i tworzenie jednodniowych gierojów, a następnie ich ochocze obalanie i obrzucanie błotem nie świadczy dobrze o dojrzałości emocjonalnej samych piszących. Oznacza także,że wartości i słowa ulegają dewaluacji. Nikt nie staje się tak dobry ,ani tak zły jak jest opisywany Smile. O tym,że z pustego i Salomon nie naleje. Nasz wczorajszy rywal jest chwalony za cały proces transferowy z klubu i przede wszystkim do klubu jako bardzo udatny, sensowny , skuteczny i ogólnie wzmacniający.Nie trzeba wielkiego znawcy,aby te sądy łatwo zweryfikować i wiedzieć,że w ostatniej przerwie zimowej nikt do klubu sprowadzony nie został.Oczywiście można sięgnąć te dwa lata wstecz do czasu jak Fornalik został trenerem i stwierdzić,że w tym czasie do klubu sprowadzono : Jakuba Czerwińskiego z Legii za 1,2 mln zł, Toma Hateleya ze Śląska za darmo, Tomasza Jodłowca z Legii na wypożyczenie,Jorge Felixa z Lleida Esportiu za 100 tys zł,Piotra Parzyszka PEC Zwolle za 1, 3 mln zł,Patryka Sokołowskiego z Wigier za darmo i Mikkela Kirkeskova z FC Aalesunds za ok. 500 tys.zł. oraz Konstanego Vassiljewa z Jagi za darmo. Można oczywiście zachwycać się ,że większość z wymienionych świadczy o sile gry Piasta, tylko,że każdy ze sprowadzonych był uznany w swoim klubie za zbędnego. Dopiero w Piaście stali się niezbędni. I na tym przykładzie widać jak na dłoni mądrość zawartą w starym przysłowiu :" Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma". Bo ta polityka zakupowa Piasta nie wynika z jakiejś przesadnej mądrości, przenikliwości , wiedzy czy przebiegłości,ale z biedy graniczącej z nędzą. Przychody Piasta plasują ten klub na 14 miejscu w ESie. Ale ponieważ klub prowadzi odpowiedzialna politykę finansową to generuje stały w okolicach 2 mln zł dochód, to i o szaleństwie transferowym mowy być nie może. I tu widać zasadniczą różnicę w podejściu do pieniędzy pomiędzy bogatymi ,a biednymi.Ubogi liczy ile ma, bierze długopis , kartkę i jeszcze raz liczy ile i na no co może wydać.Skreśla zbędne lub zbyt drogie pozycje , bo wie,że musi mu wystarczyć na egzystencję , bo tylko tyle posiada i mu o dziwo starcza,a nawet co nieco zostaje.Bogaty wydaje wedle potrzeb , wydaje i wydaje i ile by nie miał to zawsze mu będzie za mało. Ktoś z takich bogaczy zapytał " Jak żyć?".Można na to zjawisko spojrzeć jeszcze szerzej. " Żółta kamizelka" we Francji zarabiająca 1400 Euro powiada " Jak żyć?", w Polsce zarabiający minimalną płacę ok.560 Euro też pyta " Jak żyć ?" i oto samo pytanie zadaje zarabiający niecałe 100 Euro Ukrainiec.Odpowiedź jest dość jasna , NORMALNIE. Ażeby głębiej problem spenetrować można zapoznać się z badaniami zadowolenia z jakości swego życia mieszkańców różnych krajów oraz w jakich barwach widzą swoją przyszłość.Otóż najmniej zadowoleni w Europie są najbogatsi, Luksemburczycy, Szwajcarzy, potem idą Angole, Francuzi, Belgowie i Holendrzy. U nas jeszcze nie ma tego poziomu zamożności, więc większość naszego społeczeństwa ocenia swój byt pozytywnie. Ale dochody rosną więc i my zaczniemy być nieszczęśliwi.Na koniec pytanie samo się stawia " Czy w tym Piaście są bardziej zadowoleni ze swoich osiągnięć czy w naszej, kochanej Legii ?" .Proszę nie zmuszać mnie do odpowiedzi, bo cisną mi się na usta wyrazy Smile. O tym,że Piast zasłużył na wysoką ocenę. Trener Fornalik nie kombinuje, nie wymyśla kwadratowych jaj. Jest racjonalny w tym co robi, bo wie co może grać z tymi zawodnikami których ma,a czego nie . W odróżnieniu od różnych tumanów, którzy chcą zaimponować wymyślnymi systemami jacy to są nowocześni i modni wie,że oprócz dobrego przygotowania motorycznego najważniejsza jest organizacja gry. I na tych dwóch podstawowych kwestiach skupia swe trenerskie wysiłki. Jako zawodnik i większość lat jako szkoleniowiec spędził w systemie 4-4-2 i to jest podstawowy wariant gry Piasta. Incydentalnie gra ustawieniem 4-1-4-1 oraz 4-2-3-1. Wariant organizacji gry Piasta taki jak we wczorajszym meczu zakładał,to to że system 4-4-2 będzie wykonywany w sposób klasyczny. A więc 4 obrońców ustawionych schodkowo,w tym środkowi w pionie z jednym kierującym obroną i trzymającym jej głębię. Boczni obrońcy wchodzący do ataku, ale za bocznymi skrzydłowymi i utrzymujący pomiędzy nimi odległości uniemożliwiające wejście pomiędzy nich zawodników rywali.W środku pola operujący dwaj defensywni pomocnicy spełniający rolę buforów wzmacniających obronę oraz asekurujących napastników i po stracie piłki opóźniających akcje rywali. W ataku jeden dogrywający ( Valencia ) i drugi kończący. My natomiast zagraliśmy ustawieniem 4-2-3-1 z tym,że główne role w ofensywie przypisane mieli dwaj boczni obrońcy Vesovicz oraz Rocha , zaś boczni pomocnicy Kucharczyk i Szymański mieli schodzić do środka,aby oddawać strzały z dalszych odległości oraz spychać większość graczy rywali do obrony. W ten sposób najwięcej kilometrów w Piaście przebiegł Valencia, a w Legii Vesovicz i Rocha.Oparcie gry ofensywnej na obrońcach jest ewenementem , który wczoraj się zupełnie nie sprawdził. Tak nie da się grać z zespołem dobrze zorganizowanym, zgranym ułożonym planowo i sensownie. W grze Piasta widać długofalowy proces szkoleniowy, który przynosi efekty. A przy tym Fornalik jest zrównoważony, kulturalny, rozumny, uprzejmy i spokojny. W dzisiejszej naszej piłce taki osobnik to ewenement. O tym,że Vukovicz dobrał graczy , którzy tworzą drużynę. Wiele razy o doborze zawodników do kadry zespołu mówił m.innymi Fornalik. Nie chodzi w tej polityce o to,aby byli to tzw. najlepsi,ale tacy, którzy chcą grać ze sobą ,a więc pasują charakterami,ale przede wszystkich pasują do siebie cechami piłkarskim,a więc mają kompatybilną charakterystykę gry.I ja u Vukovicza dostrzegam ,że stara się realizować ten punkt widzenia. Przede wszystkim Vukovicz przywrócił balans w zespole. Teoretycy i praktycy futbolu są zgodni,że w drużynie , nieważne czy nastawionej defensywnie czy ofensywnie, funkcje wynikające z istoty gry musza być rozdzielone proporcjonalnie. Znaczy to,że w dzisiejszym futbolu każdy z graczy w różnych proporcjach na boisku ma do wykonania zadania destrukcyjne, konstrukcyjne i egzekucyjne . I musi je wykonywać w określonej strefie boiska np.napastnik ma przykładowo 70 % egzekucji, 20 % konstrukcji i 10 % destrukcji i jeżeli nie gra w pobliżu bramki rywali,a gdzieś się zawierusza w środku to jego udział egzekucyjny jest minimalny,a więc jego przydatność od gry jest niewielka.Jednocześnie jeżeli złoży się w całość poszczególne proporcje to powinny one wynosić po równo. Dla taktyki i organizacji oznacza to,że gra powinna być zbalansowana w ten sposób,aby cel gry mógł być skutecznie realizowany. I tu widać było nieuctwo trenera Sa Pinto, który ustawiał drużynę na grę defensywną,a nie przydawał środków na takie zorganizowanie zespołu.Bowiem na grę defensywną w systemie 4-2-3-1 powinno być dwóch typowo defensywnych pomocników,a w Legii nie było za jego czasów żadnego. Vukovicz przywrócił defensywnego pomocnika w osobie Antolicza i tylko tym posunięciem zbalansował grę.Gdyby miał do dyspozycji takiego Jodłowca to jakość naszej gry byłaby wyższa. Drugim posunięciem jakiego dokonał to było przesunięcie Szymańskiego ze środka na skrzydło. Na tej pozycji jego przydatność jest duża wyższa.Wreszcie Vukovicz stara się przywrócić w drużynie hierarchię co widać na przykładzie Hamalainena oraz bramkarza Cierzniaka. Młodzi powinni grać jeżeli są co najmniej tak dobrzy jak starsi. Gra w drużynie nie może być samoistną premią za młodość. Lecz pozytywne zmiany jakich dokonał Vukovicz nie są jeszcze utrwalone w organizacji gry, współdziałaniu i zgraniu zawodników.Wczoraj widoczna była różnica w ilości czasu jaki każda drużyna gra w określony sposób . Nasza pod tym względem wypadłą gorzej, bo obiektywnie musiała. O tym,że bez prawdziwych środkowych obrońców gra się trudno. Wczoraj to nie był pierwszy mecz Legii w którym przegrywamy lub nie możemy wygrać wskutek błędów czynionych przez zawodników grających na środku obrony. Mnie był szalenie trudno pojąc kto w Legii zgodził się,aby z zespołu odeszli Pazdan, Czerwiński i Dąbrowski. Ja nie mówię,że to byliby zbawcy naszej drużyny,ale kiedy patrzę na grę Remyego , Astiza czy Wieteski oraz w mniejszym stopniu Jędrzejczyka to mi się nóż w kieszeni otwiera. Rozumiem,że Artur gra na tej pozycji niejako z konieczności,ale i być może z ospałości. Znane są w Legii takie przekwalifikowania akurat z prawego obrońcy na stopera jak Jacka Zielińskiego czy Lewczuka. Tracili oni na szybkości i zwrotności i z tych powodów przeszli na pozycję, która tej intensywności gry nie wymaga. Tylko,że boczna obrona i środek to dwie zupełnie różne pozycje i zgoła inne wymagania co do samych zachowań taktycznych.Boczny obrońca musi w pierwszej kolejności nie dopuszczać do dokładnych zagrań rywala przez przeszkadzanie mu , blokowanie i nie pozwalanie na ogranie się. Środkowy obrońca musi mieć nawyk instynktownego atakowania przeciwnika, który znajduje się w jego strefie gry, zwłaszcza kiedy jest z piłką w świetle bramki. I ci przekwalifikowani boczni obrońcy takich pierwotnych nawyków nie mają. Pierwsze co robią w sytuacji zagrożenia to blokują. Tak w kontrowersyjnej sytuacji z Lechią zachował się Jędrzejczyk i wczoraj na szczęście bez negatywnych efektów , dwukrotnie. A i tak jest na środku naszej obrony najlepszy. Zaś Remy gra fatalnie. Jest niesolidny,wolny, źle kryje, żle się ustawia. Z tych powodów w Montpellier grzał ławę,albo lądował na trybunach. Sam powiada,że lepiej się czuje jako defensywny pomocnik,ale na tej pozycji za dużo trzeba biegać czego nie lubi. Wczoraj zawalił jednak bramkę przez wadliwe ustawienie się do krycia ,pomimo,że miał na to dużo czasu. A w ogóle to jest jakiś rodzaj kompromitacji,że w naszym polu karnym jest 3 naszych zawodników, jeden rywali i on strzela bramkę Z kolei Wieteska musi grać, bo jest na boisku zbyt delikatny i musi dzięki grze nabrać zdecydowania i agresywności. Bez tych cech na tej pozycji daleko nie zajedzie. W ogóle w Legii to co się nazywa szkieletem,albo precyzyjniej kręgosłupem drużyny na najwyższym poziomie nie jest. W systemie 4-2-3-1 ten fundament tworzą wysokiej klasy: bramkarz, środkowy obrońca, jeden defensywny pomocnik, ofensywny pomocnik i napastnik. To on nich zależy jakość gry i jej wyniki. O tym,że zabrakło naszym zawodnikom intensywności gry. Nie bardzo wiadomo co się wczoraj stało,ale wyróżniającą cechą naszego zespołu do tej pory było bardzo dobre przygotowanie szybkościowo wytrzymałościowe. To co z tym trener Sa Pinto robił to inna rzecz. W każdym razie o ile nasi rywale w I połowach dotrzymywali nam kroku to wraz z upływem czasu gaśli w oczach. Nasi zawodnicy nie byli dobrze przygotowani szybkościowo i na początku optyczna przewaga była po stronie rywali,ale później wytrzymałość była dominantą. Wczoraj gracze Piasta pod względem fizycznym nie byli gorsi.I nie wiem czy to oni są tak dobre przygotowani czy u nas forma zaczyna spadać. I to naszych zawodników zaskoczyło, bo chyba byli przekonani,że pierwszą połowę to trzeba jakoś przeżyć, bo gra zacznie się w II połowie i nasza wyższość wynikająca z osłabienia fizycznego rywala przeważy szalę na naszą stronę. Kiedy to nie następowało poczęła wkradać się nerwowość i wyszły braki w zorganizowaniu gry, braku lidera oraz wyuczonych schematów. Od strony takiej wolicjonalnej nie można mieć do naszych zastrzeżeń, ba, nawet grali często bardzo ryzykownie. Ale z boku ta gra wyglądała tak,że pchaliśmy się do przodu, jednocześnie odsłanialiśmy się, wreszcie po iluś tam podaniach traciliśmy piłkę, cofaliśmy się i wszystko musieliśmy rozpoczynać od początku. Brakowało w naszej grze intensywności pozwalającej na bardzo szybkie przemieszczanie się 4-5 zawodników z własnej polowy w rejon ich obrony.Z tak grającą drużyną jak wczoraj Piast bez wytrącenia ich od uporządkowanej obrony pozycyjno- strefowej wygrać się nie da. Chyba na dzień dzisiejszy umiejętności trenerskie Vukoivicza nie są wystarczające,aby wskazać naszym zawodnikom jak mają grać,aby z takim przeciwnikiem sobie poradzić. Sam entuzjazm to za mało.