A+ A A-
  • Zbyszek
O tym,że historia naszego państwa jest zagmatwana. Szczecin jest jedną z najstarszych miejscowości w dzisiejszej Polsce , gdyż archeolodzy szacują wiek pierwszej osady na Wzgórzu Zamkowym na 1850 lat. Zaś pierwsze wzmianki z okresu kultury Łużyckiej sięgają 700 roku n.e..Prawdopodobnie w IX wieku jeden z książąt słowiańskich zbudował tam gród obronny otoczony fosą. W 967 roku Mieszko I przyłączył Szczecin wraz z Pomorzem do swojego księstwa.Lecz to połączenie trwało do 1005 roku, kiedy to możnowładcy Szczecińscy uzyskali po buncie samodzielność . Ponownie w 1121 roku Bolesław Krzywousty przyjął hołd lenny od księcia Warcisława I z rodu Gryfitów. Od 1181 roku miasto wraz Pomorzem Zachodnim weszło w skład Świętego Cesarstwa Rzymskiego. W 1713 roku Szczecin trafia pod panowanie Prus.Pierwsze połączenie kolejowe z Berlinem powstaje już w 1843 roku.W lutym i marcu 1945 roku o Szczecin toczyły się walki , w których brały udział jednostki wojska polskiego.Na mocy układów Jałtańskich o zachodniej granicy Polski miał decydować Związek Radziecki i początkowo zamierzał Szczecin włączyć do swojej strefy okupacyjnej. Ostatecznie dopiero 5 lipca 1945 roku nastąpiło przekazanie miasta Polsce. Ludność niemiecką w liczbie ok.200 tys.osób w ciągu 3 lat przesiedlono do stref okupacyjnych zarządzanych przez aliantów. Niestety do tej pory władze państwa polskiego zrobiły bardzo niewiele dla rzeczywistego połączenia Szczecina z resztą terytorium.Tyczy się to nie tylko Szczecina.Kiedy spojrzy się na pokrycie Polski siecią kolejową, tym nośnikiem cywilizacji, siecią dróg i połączeń wodnych to jak na dłoni widać podział Polski pod tymi względami,na te które były pod rządami poszczególnych zaborców. Np. na terenach b. zaboru pruskiego sieć kolejowa jest 4 razy gęstsza niż tam ,gdzie władali carowie. Tak i Szczecin ma doskonałe połączenia z miastami b. zaboru pruskiego ,będącymi w granicach naszego państwa oraz miastami niemieckimi jak Berlin, Hamburg, Brema czy Kolonia. A do Warszawy nie ma żadnego bezpośredniego połączenia kolejowego,ani drogowego.Dobrze,że teraz do Szczecina jeździ z Warszawy bodaj 8 pociągów dziennie, bo za czasów PRL było ich 2.Nadal pociąg jedzie ok.8 godzin. Rozwijane są za to połączenia komunikacyjne z Niemcami. Niedawno otwarto 2 połączenia wodne Szczecina z Berlinem oraz kilka połączeń lotniczych. Eufemistycznie powiada się o Pomorzu, Dolnym Śląsku, części Górnego Śląska oraz o Warmii i Mazurach ,że to są Ziemie Odzyskane , zapominając,że jest to tylko rekompensata za zabór przez Związek Sowiecki terenów rdzennie polskich na Wschodzie.Niemniej wypadałoby zacząć łączyć je naprawdę z Macierzą. Ale to nie znaczy,że należy być zanadto gościnnym i nie wygrać z taką Pogonią. Smile. O tym,że w Pogoni w rundzie dogrywkowej rządzi minimalizm. Już nie chodzi o same wyniki, że do tej rundy Pogoń wchodzi,ale w niej z reguły przegrywa. Chodzi o to,że grają oni o nic i tym samym niewiele grają. Bardziej tę cześć rozgrywek traktują jako spełnienie niechcianego obowiązku,a więc sami chcą mieć chociaż trochę zabawy.A zabawa polega na tym,że grają na luzie, do przodu, chcą zdobywać jak najwięcej bramek, głowy nie zaprzątając sobie jakimiś taktykami czy obronami. Zresztą w całym 2019 roku obrona to nie był ich najmocniejsza strona, gdyż stracili do meczu z nami 29 bramek w tym w rundzie dogrywkowej 12.W takich meczach jak 3:2 z Zagłębiem Lubin, 3:4 z Lechią i 2:4 z Jagiellonią dostarczyli sporo emocji publice.Baczni obserwatorzy zwracali uwagę na fakt,że newralgicznym punktem, który można obarczać odpowiedzialnością za te porażki był środek obrony, w którym dysponowali tylko 3 zawodnikami,w tym Fojutem, który często zachowywał się tak jak by był graczem rywali. Lecz to słabe usprawiedliwienie, gdyż we współczesnej piłce w grze defensywnej w swoich strefach muszą brać udział wszyscy zawodnicy z pola. W Pogoni jak większość się zapędziła pod bramkę rywali to zapędzić ich do powrotu było trudno.Nie inaczej grali z nami. Na luzie i do przodu. Tylko,że przede wszystkim w I połowie nie bardzo można było odróżnić kto tu się bawi, kto stoi, kto gra o Mistrza, a kto chce,żeby to jak najszybciej się skończyło.Smile. O tym,że koncentracja nie jest naszą najmocniejszą stroną. Przed meczem trener Vukovicz opowiadał jak wiele zależy od siły mentalnej i że to będzie nasza silna strona. Ja na to powiem,ze ja nie chcę żadnej siły mentalnej, ja chcę tylko,albo aż,żeby nie było słabości,lekceważenia, bylejakości. Ja w ogóle w ślad za prawie wszystkimi poważnymi trenerami powtarzam,że piłka nożna to gra szybkościowo- siłowa,a nie umysłowa.Gdyby polegała na walce na siłę woli to zamiast fizjologów należałoby zatrudnić psychologów, najlepiej po dwóch dla każdego zawodnika. Może by nie zwariowali od tego nadmiaru motywacji Smile. A na poważnie, to nauka psychologii nie znajduje dowodów na to,że pozytywne nastawienie sprawia ,że oprócz lepszego samopoczucia, efektywność działania wzrasta, natomiast potwierdza,że negatywne nastawienie psychiczne często ma skutki destrukcyjne. Szukanie jakiejś siły mentalnej świadczy niestety o bezradności, skoro nie mamy atutów w postaci umiejętności , motoryki, taktyki , organizacji gry to może gdzieś tam w główce drzemią jakieś tajemne siły ,który nam dadzą wygrać. Niestety i tym razem zaklinanie rzeczywistości żadnego skutku nie przyniosło. Oczywiście można rozważać czy naszym zawodnikom naprawdę się chciało wygrać i czy wykazali w tym kierunku dostateczną determinację i zaangażowanie. Daleki jestem od podejrzewania,że im się nie chciało,a bliski jestem stwierdzenia,że chcieli,ale nie mogli. O tym,że zawodnicy muszą wiedzieć co mają robić na boisku. Sążniste elaboraty wskazują na to jak ważnym czynnikiem określającym taktykę i organizację gry własnej stanowi znajomość przeciwnika, jego słabych i mocnych stron.Z grubsza chodzi o to,aby słabości wykorzystać,a przed mocą się uchronić. Lecz tak naprawdę to chodzi o coś innego. Mianowicie idzie o to,aby zawodnicy wiedzieli czego się po rywalach spodziewać,żeby tamci ich niczym nie zaskoczyli. Z tej znajomości rywali i ich gry oraz z przekonania o dobrym , własnym przygotowaniu motorycznym wyrasta pewność siebie zawodnika.Lecz sama wiedza to za mało. Zawodnik musi być w stanie zadania nałożone przez trenera wykonać , zarówno poprzez umiejętności , jak i formę fizyczną. Często młodzi ,niedoświadczeni,a przy tym ambitni i zapalczywi trenerzy stawiają przed swoimi zawodnikami zadania dla nich niewykonalne. Po meczu z Piastem kozłem ofiarnym obwinianym za porażkę stał się Kucharczyk. Tylko,że przed nim i Szymańskim trener postawił zadania wchodzenia do środka, nękania bramkarza rywali strzałami z dystansu oraz gry w ataku pozycyjnym. Obaj z tak postawionych zadań się nie wywiązali. Kucharczyk , który parę razy oddał strzał ma takie ubóstwo techniczne,,że do gry kombinacyjnej się nie nadaje, a z kolei Szymański pierwszą rzeczą jaką robi kiedy piłka kierowana jest do niego to chce ją opanować po to,aby natychmiast wejść w drybling.Strzały z dalszej odległości oddaje tylko z rzutów wolnych. Podobnie wczoraj można mieć pretensje do Medeirosa,że nie biegał po skrzydełku jak rączy jeleń. Tylko powstaje pytanie czy on był do takiego ganiania przygotowany fizycznie. W poważnym klubie trener wystawia do gry zawodnika gotowego do podołania wymogom motorycznym. A sprawdza to podczas treningów nie unikając wyników różnych badań. To trening stanowi podstawowe sito selekcyjne. Jeżeli trener wystawił zawodnika niegotowego fizycznie do gry to może mieć pretensje do siebie, a my do niego, a nie do zawodnika. Innymi słowy trener Vukovicz dopiero się uczy,ale zaczął te nauki jak by nie patrzeć od falstartu. O tym,że zagraliśmy wczoraj zupełnie bez wyrazu. Patrząc na grę naszych zawodników we wczorajszym meczu nie chciało się wierzyć,że są oni tak bezradni w grze przeciwko mocno średniej klasy rywalom. Nie było w naszej drużynie żadnej gwiazdy, ba żadnego wyróżniającego się poziomem zawodnika . Nie mieliśmy też tego co można by nazwać specialite de la maison,a więc takiego zagrania po którym przeciwnik byłby bezradny. Nasi rywale pchali się do przodu jeden przez drugiego i dotychczasowi ich przeciwnicy tacy jak Lechia czy Jaga byli w stanie to wykorzystać .Bowiem przeciwdziałanie tak zabawowo grającym rywalom jest proste. Po odzyskaniu piłki 3-4 zawodników zasuwa na pełnej szybkości pod ich pole karne nie dając się wracającym rywalom wyprzedzić, albo 2-3 graczy krótkimi podaniami po trójkącie na pełnej szybkości posuwa się do przodu, lub też 1-2 zawodników jest " na desancie" na połowie przeciwnika i do nich kierowana jest piłka,aby rozprowadzali dalej atak. Tylko,że za każdym razem po odbiorze,piłka musi natychmiast być kierowana do przodu czyli w kierunku bramki wrogów. A u nas wczoraj , po odzyskaniu piłki najpierw do tyłu, potem do boku, potem znowu do tyłu.Żeby zawodnicy Pogoni wracali poprzez czołganie to i tak przy takim rozgrywaniu piłki przez nas zdążyliby wrócić pod swoje pole karne.Zdarzały się i nam zagrania piłki do przodu, tylko,że piłka sama bez zawodników nie zagra,a naszych było w tamtych rejonach boiska jak na lekarstwo,a jak już byli to stali jak słupy soli. Tym samym para szła w gwizdek. I właściwie żal było oglądać zniechęcenie naszych graczy. Ale i widać było to co obserwowaliśmy i wówczas kiedy trenerem był Sa Pinto, strach przed popełnieniem błędu, obawę przed wzięciem na siebie odpowiedzialności. Po meczu z Piastem w komentarzu miałem wątpliwości czy to rywale byli tak mocni motorycznie czy nasi zawodnicy osłabli i po wczorajszym meczu raczej się one rozwiały. Nasze apogeum formy przypadło na mecz z Lechią,a właściwie na jego II połowę , którą nasza drużyna zagrała na niewyobrażalnej w naszej lidze intensywności. Od tego meczu, obym się mylił, zaczął się zjazd w dół. Wczoraj jedynym naszym graczem , który dobrze prezentował się fizycznie był Nagy, który z Lechią nie grał.W meczu z Piastem nasi zawodnicy przebiegli o niecałe 2 km mniej,a za to wczoraj zespół przebiegł niewiele ponad 110 km i o 5, 5 km mniej od zawodników Pogoni.A to już stanowiło różnicę.To ja się ponownie zapytam : to kto wczoraj był tym, który chciał wygrać i kto na boisku,był tym faworytem do Tytułu.?. Oczywiście można powiedzieć,że nie zawsze się wygrywa. Tylko,że to żadne pocieszenie, raczej taki uśmiech przez łzy.