A+ A A-
  • Zbyszek
O tym,że w naszej piłce jest jeszcze wiele popłuczyn po PRL. Klub,aby należycie funkcjonował musi być niezależny od nacisków tych, którzy chcą rządzić i nie chcą ponosić żadnej odpowiedzialności. Oczywiście wewnątrz musi być kompetentnie zarządzany i być właściwie urządzony.Niestety w naszej piłce jest najczęściej dokładnie na odwrót. Tak było w czasach słusznie minionych, taki jednak jest dzień dzisiejszy. Prezesów rzucano na odcinek sportowy , wówczas, gdy się gdzie indziej nie sprawdzili. Jak w filmie "Poszukiwany- poszukiwana" był zawód : dyrektor. Taki osobnik nigdy nie był pewny swej posady i bojąc się ją utracić myślał uszami , nie robiąc tego co słuszne i potrzebne,ale to co się może tzw. decydentom podobać. Im bardziej ich słuchał tym oni bardzie rośli w siłę. Nasza piłka tak mniej więcej do 1974 roku była całkiem normalna i rozwijała się na podziw szybko i dobrze. Aż po pamiętnych Mistrzostwach Świata w RFN ktoś stwierdził,że nasi milusińscy przynosząc tyle chwały ludowej ojczyźnie zarabiają za mało i trzeba to zmienić na wyżej. Do tego czasu piłkarze byli na etatach w zakładach pracy, wojsku i milicji i zarabiali tyle ile górnik, hutnik, sierżant itp. oraz musieli chodzić po pensje do tych "miejsc pracy". Zmiana formalnie polegała na tym,ze kluby stały się wydziałami firm i otrzymywały środki wedle tzw. preliminarza co powodowało,że w zakładach oprócz wyliczonego wynagrodzenia mogli otrzymywać premie, nagrody i inne dodatkowe środki.Tyle tylko,że ich wielkość była uzależniona ogólnie mówiąc od zgody załóg . A te chętnie te dodatkowe pieniądze dawały jak były sukcesy, ich zadowalające. W krótkim czasie taka sytuacja doprowadziła do tego,że,aby zadowolić lud pracy zaczęto sukcesy osiągać metodami nie tylko sportowymi,ale pozasportowymi czyli kupowaniem meczów. Nieźle ten mechanizm opisuje film :"Piłkarski poker".Z korupcją jakoś sobie poradzono od 1.07.2003 roku wprowadzając do Kodeksu Karnego przestępstwo korupcji sportowej, aczkolwiek nasz wczorajszy rywal Zagłębie Lubin jeszcze wiosną 2004 roku kupiło 9 meczów. Lecz z tym przekonaniem ludu pracującego miast i wsi,że to on utrzymuje kopaczy i że to on decyduje poradzić sobie w naszej piłce do dnia dzisiejszego nie jesteśmy w stanie. Dziś to zjawisko nazywamy kibolstwem. Oni są w prostej linii potomkami tych, którzy decydowali ile dać na utrzymanie klubów i piłkarzy ,a ile nie dać.Jak sukcesy ich rajcują to nieba by przychylili,a jak nie to chyba by zabili. To oni chcą decydować kto jest właścicielem, kto prezesem, kto trenerem i kto gra w składzie,a kto nie. Ktoś powie,że szukając źródeł takich postaw wybiegam za daleko w przeszłość. Otóż nie. Tylko w Polsce korupcja miała tak niebotyczną skalę i tylko u nas kibolstwo ma przekonanie,że decyduje o tym co się w klubie dzieje i rzeczywiście decyduje. Ich nie interesuje jakieś tam fair play czyli wygrana w uczciwej sportowej walce, ich zadowala sama wygrana . Oni w istocie nie są żadnymi kibicami,ale zdemoralizowanymi , skorumpowanymi gnojami. I od humorów takich oto osobników władze klubowe uzależniają swoje newralgiczne decyzje. Chociaż nie zawsze. Jak Piast objął Fornalik to tamtejsze kibolstwo 2 razy chciało go zwalniać szantażując nawet bojkotem. Ale prezydent Gliwic nie ugiął się i oto dziś Klub ten świętuje Tytuł. A wraz z nim i kibolstwo. Bo jego łaska na pstrym koni jeździ.W ubiegłym roku władze Lecha mało się zesrały ze strachu przed tamtejszym kibolstwem, kiedy to jego zdaniem nie zdobycie tytułu było hańbą. I oto po roku to samo lechickie kibolstwo traktuje jako dobra monetę to,ze Lech w ogóle znalazł się w grupie mistrzowskiej. Tak wczoraj po meczu pan Dariusz Mioduski za uleganie przez tyle czasu kibolstwu dostał sowitą zapłatę. Bo kibolstwu choćby dupę miodem smarować to nigdy się nie dogodzi, więc należy je olewać i robić swoje.Ja jego nie oceniam negatywnie, bo ono takie jest i taką ma naturę , jak każdy tłum . Rządzą nim emocje negatywne,a na czele staje ten kto krzyknie pierwszy i najgłośniej, na ogół przeciw władzy. A w Legii ma ono swoje za uszami. Bowiem ono uważa,że wspiera czyli dopinguje swoich piłkarzy. Otóż,ani nie wspiera,ani nie dopinguje. Ja nie wiem ile Legia straciła punktów u siebie nie mając wsparcia w kibicach w chwilach słabości,ale sądzę,że na Tytuł by wystarczyło. Część kibiców na doping uważa tworzenie atmosfery,a to przecież nie to samo. Atmosfera w postaci śpiewów jest taka sama dla Legii i dla jej rywali i nic nie odróżnia stosunku do naszych zawodników. O tym przed laty mówił Kazimierz Deyna ceniąc tych kibiców którzy :".. znają się na piłce nożnej, potrafią właściwie ocenić przebieg gry i role zawodników. Ja oczywiście strzelałem bramki,ale moje główne zadanie polegało na konstruowaniu akcji. Ode mnie zaczynała się gra, gdy wywalczyłem piłkę lub zdobyli ją koledzy, do mnie podawali,abym ja coś wymyślił. Musiałem szybko ocenić sytuację, ustawienie kolegów i przeciwników i kopnąć piłkę tam , gdzie mogła powstać najbardziej korzystna dla nas sytuacja.Dopiero potem zaczynały się dryblingi, strzały,a więc to wszystko co tak bardzo podoba się widowni.W tabelach notuje się nazwiska strzelców bramek,nie zwracając uwago na tego kto wypracował pozycje, podał piłkę.Oklaski kibiców też nie są rozłożone równomiernie.Cenię więc takich kibiców, którzy potrafią "czytać grę", widzą to co w niej istotne.Prawidłowość odbioru widowiska piłkarskiego zależy od stopnia znajomości zasad gry. Zaś sam doping pomaga. Gra w klimacie życzliwości, przy okrzykach zachęty i aprobaty jest łatwiejsza.Istnieje powiedzenie,ze na własnym stadionie nawet boisko gra.Coś w tym jest. Co? Chyba lepsza niż gdzie indziej mobilizacja psychiczna. Zależy to od indywidualnej mobilizacji psychicznej,ale żadnemu nie jest obojętne czy gra u siebie czy na wyjeździe.Czy słyszymy okrzyki z trybun?.Nie wszystkie.Jednak jeżeli trybuny coś skandują to trudno tego nie słyszeć. Jaki doping cenię najbardziej ?.Fachowy, to znaczy odpowiedni do sytuacji na boisku. Wrzawa od początku meczu do końca, jednostajny, monotonny ryk lub śpiew nie pomagają. Doping musi być jak powiew wiatru , raz słabszy, raz mocniejszy, dynamiczny i wytrwały". Bo kibice po to są na stadionach. nie po to,żeby uzurpować sobie prawo do rządzenia bez ponoszenia odpowiedzialności. O tym,że opis futbolu można wyrazić w języku matematyki. Nie chodzi tylko o to,że wynik meczu oznacza punkty, albo ich brak. Każdy zawodnik z pola ma do spełnienia na boisku 3 zadania,: destrukcję, konstrukcję i egzekucję. Oczywiście każdy grający na konkretnej pozycji ma te zadania rozłożone w różnej proporcji. Przy grze nakierowanej bardziej na ofensywę suma zadań destrukcyjnych drużyny przewyższa pozostałe, zaś przy nastawieniu ofensywnym z kolei suma zadań konstrukcyjnych i egzekucyjnych jest większa od destrukcyjnych. Tylko przy grze zbalansowanej poszczególne sumy są generalnie zbliżone. Tylko,że określone nastawienie musi być realizowane w ściśle określonych strefach boiska i tak gra ofensywna zakłada,ze gra toczyć się będzie przede wszystkim na połowie rywali. Przy takim podejściu to,że np. prawy obrońca znajduje się w okolicach połowy boiska nie oznacza,ze przestaje być on obrońcą i że w większym stopniu musi wykonywać zadania destrukcyjne. Bowiem zadania swoje zawodnicy mogą wykonywać tylko w przydzielonych im strefach boiska i tak np. środkowy napastnik z natury rzeczy zadania egzekucyjne może spełniać w polu karnym przeciwnika,jeżeli go tam nie ma to znaczy,że tego zadania nie wypełnia należycie i cała konstrukcja gry kuleje. Najważniejsze przy tym jest,aby zawodnicy byli przygotowani pod względem umiejętności oraz fizycznie do wykonania nałożonych zadań. Jak obserwujemy grę innych drużyn w europejskich pucharach, w tzw. liczących się ligach to z łatwością zauważamy,że zawodnicy nie mają żadnych problemów z przygotowaniem fizycznym czy z grą na określonej pozycji,w określonym ustawieniu taktycznym. Można wręcz powiedzieć,że to dla nich jest szkoła podstawowa , której wiedzę opanowali. Różnica pomiędzy drużynami rysuje się dopiero w fazie wykonawstwa. Jedni zadania o których powyżej napisałem wykonują lepiej,a inni gorzej. W naszej ekstralidze nadal jesteśmy na etapie nauki elementarza. Powiada się,że nasza liga jest fizyczna. I jest i nie jest. Głównym mankamentem w tej dziedzinie jest słabe przygotowanie atletyczne i niemożność przebiegnięcia na pełnej szybkości kilkudziesięciu metrów, kilkanaście razy w czasie meczu. Jeżeli zaś idzie o organizację gry to większość naszych drużyn nie czyni tego nawet na elementarnym poziomie. Te dziedziny na stosunkowo wysokim poziomie opanowali piłkarze Piasta i to nimi wygrali Mistrzostwo. Natomiast nasza drużyna miała problemy z podstawowymi elementami składającymi się na piłkarskie rzemiosło. Usiłowaliśmy te podstawowe mankamenty fizyczno -taktyczne niwelować wysokim umiejętnościami indywidualnymi,ale we współczesnej piłce nie da się nagle przeskoczyć od przedszkola do Uniwersytetu. Przy ciągłych zmianach trenerów i związanych z nimi koncepcji szkoleniowych wypracowanie podstaw motorycznych i taktycznych do ukształtowania własnego stylu gry jest niemożliwe. W ostatnich latach korzystaliśmy na tym,że rywale podobnie lekceważąco podchodzili do pryncypiów w metodyce szkolenia ,ale tym razem drużyna Piasta nie popełniła tych błędów i nas zwyczajnie zasłużenie ograła. Tę różnicę w organizacji gry i rozumieniu jakie i dlaczego zadania mają być wykonywane przez zawodników na boisku najpełniej widać było w meczu z nimi w Warszawie.Mieliśmy lepszych piłkarzy,a jako drużyna byliśmy gorsi.Przegrać w sporcie trzeba umieć i uznać wyższość rywala również. O tym,że prezes Mioduski w ostatnim czasie ośmiesza Legię. W ostatnim tygodniu prezes zabrał głos kilka razy publicznie, z tego co najmniej dwa rzazy zupełnie niepotrzebnie, Chodzi o list otwarty do szefa LaLiga oraz do ,nie wiadomo kogo,żeby Lech wygrał z Piastem. Przyznam się,że nie jestem w stanie zrozumieć jak dorosły, wykształcony człowiek może wpaść na pomysły kuriozalne,które powodują,że sam się odsłania , naraża na ciosy a klub, który reprezentuje na śmieszność. Czy to tak trudno pojąć,że ten z LaLiga i ci z Lecha to nie są durnie i nie pozwolą z siebie robić chłopaczków do bicia . tylko dadzą odpowiedź tak,że w pięty pójdzie.Szefowi LaLiga Mioduski zarzucił,że dąży on do majoryzacji rozgrywek europejskich, głównie LM przez największe kluby Europy co jego zdaniem jest niesprawiedliwe i nie służy piłce nożnej. W utrzymanej w bardzo uprzejmym,ale ironicznym tonie odpowiedzi szef LaLiga pisze w tłumaczeniu z polskiego na nasze,że nie jest winą największych klubów,że Legia nie wykorzystuje swojego potencjału, gdyż powinna być Polskim odpowiednikiem Realu i Barcelony. Dalej pisze,że Legia chce walczyć o pieniądze,a nie o splendor, a to nie to samo. W piłce nożnej pieniądze leżą na boisku,a to oznacza,ze najpierw trzeba dobrze grać a dopiero na tym dobrze zarabiać. Nie odwrotnie. Powiada,że bałamutne jest przekonanie o koniecznych preferencjach dla słabszych klubów rozgrywkowe i finansowe, bo to ci najlepsi nabijają kasę i świadczą o rozgrywkach i zainteresowaniu nimi. Tym samym podział środków finansowych jest niesprawiedliwy dla najlepszych, bowiem to one generują większość zysków , głównie z praw telewizyjnych. Jednocześnie deklaruje poparcie dla odrębnej drogi do LM dla klubów ze słabszych lig. Natomiast przedstawiciele Lecha odpowiedzieli,że oni jadą do Gliwic wygrać i ze ich nie interesuje kto będzie Mistrzem czy Piast czy Legia. I czynią to wbrew woli swoich kibiców, którzy po obraźliwym apelu Mioduskiego w zdecydowanej większości opowiedzieli się wręcz za puszczeniem meczu Piastowi. Tutaj również nie rozumiem jak można zakładać,że ten marny Lech jest w stanie wygrać w Gliwicach i swój honor składać w ręce odwiecznego wroga. Przecież w tym Poznaniu to oni ze śmiechu i dzikiej satysfakcji z krzeseł pospadali.Czy to tak trudno przewidzieć skutki swego niemilczenia.?. O tym,że nasi zawodnicy chcieli wygrać,ale indywidualnie, a nie jako zespół. Dla mnie wczorajszy wieczór był przykry,lecz dla mnie to bardziej normalne, niż nienormalne. Od tych 56 lat ,od kiedy świadomie jestem kibicem Legii zdobyła ona 12, w porywach 13 tytułów,a więc więcej ich nie zdobywała niż zdobywała. W moim przekonaniu od 2 lat zdobywaliśmy Tytuł niezasłużenie, dzięki wielkiemu fartowi i absurdalnym błędom naszych rywali, Jagi i Lecha. W tym sezonie szczęście się od nas odwróciło. I całkiem słusznie, gdyż przez cały sezon 2018/19 Legia był zlepkiem większych i mniejszych indywidualności,ale jako całość nie stanowiła drużyny. Ja nie wiem czy gdybyśmy w 2017 roku nie zdobyli Mistrzostwa to byłby to jakiś wstrząs zmuszający do koniecznych zmian czy nadal tkwilibyśmy w fałszywym przeświadczeniu,że nasza drużyna jest wielka. Przede wszystkim nie mieliśmy żadnej kompleksowej koncepcji budowy zespołu. Ja nie wiem czy przy tych zawodnikach o tak różnej i niekompatybilnej charakterystyce jakikolwiek trener zdołałby stworzyć taką drużyną jak jedna mocno zaciśnięta pięść. Każdy nawet najlepszy trener musi mieć czas,aby najpierw dobrać skład personalny, a potem stworzyć z niego zespół. Więc spróbujmy ocenić naszych zawodników: - Majecki. Dał mu szansę Sa Pinto i był to bardzo trafny ruch. Zwolennicy Malarza usiłowali Majeckiego dyskredytować,że nie ma doświadczenia. Malarz miał doświadczenie i zerową skuteczność. Cierzniak niewiele lepszy od Malarza. Pierwszy bramkarz bardzo dobry , reszta do niczego. Potrzebny zmiennik. Z naszej ligi nadaje się tylko Plach. Obrona była nasza najsłabszą formacją. Pisałem o tym na początku rozgrywek,że to jest sabotaż,że odsuwany jest Jędrzejczyk i Pazdan. Nie wiem kto wpadł na takie idiotyczne pomysły,aby powstałą dziurę budżetowa usiłować łatać obniżaniem pensji najlepiej zarabiającym. Przecież najlepiej zarabiający to najlepsi zawodnicy, którzy tworzą podstawy zespołu i świadczą o jego jakości. Przecież można się było pozbyć kilku i tak zbędnych. a tak odszedł najlepszy środkowy obrońca Pazdan ,a na jego miejsce trener wyznaczył prawego obrońcę Jędrzejczyka. Nie wiem czy był to konieczny zabieg czy było to szukanie miejsca dla Vesovicza i ewentualnie Stolarskiego.Podobne perypetie były udziałem Hlouszka, którego też nie graniem chciano zmusić do podpisania niższego kontraktu. W efekcie tych poczynań nasza obrona grająca pewnie w podstawowym układzie Jędrzejczyk- prawy, Pazdan -środek i Hlouszek- lewy została całkowicie rozbita. O ile jeszcze Rocha na lewej obronie jakoś sobie radził, aczkolwiek szybkości nie ma za grosz i rywale często go wyprzedzali to po prawej była tragedia. Vesovicz nieźle sobie poczynał w ofensywie, chociaż jego podania były do nikogo, za to w defensywie w grze kombinacyjnej rywali nie istniał a i dawał się ogrywać.Natomiast Stolarski to nieporozumienie. Facet nie przyswoił sobie abecadła i nawet nie umie poprawnie się ustawiać. Owszem biega, jest agresywny,ale piłkarsko to miernota. W środku najlepszy Jędrzejczyk ,ale ma braki w podejmowaniu szybkich decyzji i atakowaniu rywali, gdyż ma nawyki bocznego obrońcy, który najpierw blokuje. Remy,wolny, mało biegający i co najgorsze unikający odpowiedzialności za swoją strefę. Zaś Wieteska gra zbyt delikatnie. O tej naszej słabości w obronie widzieli wszyscy rywale, jak i nasi zawodnicy. Nikt więc nie bał się nas atakować , bowiem zawsze mógł liczyć na jakiś prezent. Ale nie to było najgorsze,a mianowicie większość naszych zawodników musiała wspomagać słabą formację obronną co zdecydowanie ograniczało siłę naszych poczynań ofensywnych. Dobitnie widać to był we wczorajszym meczu z Zagłębiem. Niby po prawej stronie mieliśmy dwóch zawodników o proweniencji obronnej Vesovicza i Stolarskiego,a akcje po których padły bramki i kilka innych, groźnych przeprowadzane były przez rywali po tej stronie. Z naszej ligi jako wzmocnienie można byłoby uznać zatrudnienie na lewej Mladenovicza lub Kirkesova, na środku Helika lub Malca i po prawej Alana Czerwińskiego. Jeżeli idzie o tzw, defensywnych pomocników to tych typowych skutecznie rozpędził Sa Pinto,aby stworzyć miejsce i brak konkurencji dla Martinsa i Cafu. I tu należy dobrze rozumieć Vukovicza, który powiada,ze nie wie dlaczego byli Legioniści grają w innych klubach ,że należy wymienić Łukasika, Furmana, Jodłowca czy Borysiuka. Z tych , którzy grali u nas najlepszy był Martins. U Cafu widać wielkie umiejętności, ale i wielkie zaniedbania w przygotowaniu fizycznym. Z kolie Antolicz jest pracowity,ale całkowicie nieproduktywny, gdyż traci piłki,niecelnie podaje, a jak strzela to mocno niecelnie. Na skrzydłach mieliśmy zawodników,albo dobrych technicznie jak Szymański i Nagy,ale słabych fizycznie,albo silnego,ale surowego Kucharczyka. W żadnym układzie nasi skrzydłowi nie przesądzali o losach meczu, bowiem grali za mało dynamicznie i strzelili stanowczo za mało bramek. Można pomarzyć,że gra naszej drużyny wyglądałaby znacznie korzystniej, gdybyśmy mieli Novikovasa i Bartłomieja Pawłowskiego. Największym mankamentem był jednak brak klasowego ofensywnego pomocnika. Cytowałem wyżej Kazia Deynę.Na tej pozycji zawodnik musi być liderem, przywódcą i kreatorem gry. Ani Szymański, ani Hamalainen, ani Radovicz takimi zawodnikami nie byli. Można tylko żałować,ze w odpowiednim czasie nie skorzystaliśmy z Wolskiego oraz nie zatrudniliśmy Starzyńskiego.W ataku był tylko Carlitos., Biorąc pod uwagę nasze zaangażowanie w dziurawą obronę i brak taktyki ofensywnej nie zawiódł.ale chyba bardziej przydatny i groźniejszy od niego będzie Niezgoda. Zarzucano Vukoviczowi,że zbyt często zmieniał skład wyjściowy. Być może statystycznie krytycy mieli rację,ale od nie zmieniania słabego zestawu personalnego nie stanie się on i wynik lepszy. W moim przekonaniu słabością naszej drużyny był faktyczny brak wartościowych zmienników. Mieliśmy nazwiska,a nie zawodników gotowych do gry i walki o najwyższe cele. To się musiało zemścić. I na zakończenie dowcip , może nie najwyższych lotów,ale jakoś mi pasuje do tego pogrzebu :" Jeden z redaktorów zapytał Tośka Trzaskowskiego jak by Mistrzowska drużyna drużyna sprzed 50 lat sobie poradziła z dzisiejszą. Tosiek odparł :,byłoby 3:0 dla nas. Redaktor z niedowierzaniem : niemożliwe, aż tyle?. Na to Tosiek:"Tylko tyle,bo niech pan popatrzy redaktorze, każdy z nas ma już sporo ponad 70 lat,a pan Lucjan nawet 85". I to by było na tyle.