A+ A A-
  • Zbyszek
Zanim zdań kilka o wczorajszym meczu najpierw taka refleksja natury ogólnej. Gdy tak się spojrzy na otoczenie medialne naszej piłki nożnej to człeka ogarnia z jednej strony trwoga ,a z drugiej pusty śmiech. No bo weźmy takie inne sporty jak choćby siatkówka, piłka ręczna czy koszykówka,że o dyscyplinach bardziej wyrafinowanych nie wspomnę. I o nich perorują dziennikarze, byli zawodnicy i trenerzy. Tylko jak : porządnie, fachowo ,z ładem i składem. Przed spotkaniami nie odbierają szans na wygraną,ale też nie uznają,że nasi muszą zawsze i wszystko wygrać. Po porażce są w stanie uznać wyższość rywali, wskazać mankamenty u nas i nie żądają wyrzucenia trenera , zawodników i wszystkiego coś się rusza. A w piłce nożnej pismactwo, byli gracze, byli trenerzy żądają tylko wygranych, tak jak by nasza reprezentacja grała sama, jak by rywali nie było. Jaki by nie był wynik to zawsze szukają dziury w całym, nic im się nie podoba, tak jak by tylko oni mogli zbawić naszą piłkę nożną w sposób najprostszy wywalając trenera i wszystkich zawodników. Nie dlatego,że przegrali lub nie wygrali,ale dlatego,że ich nie zaspokoili.Z braku chętnych,radzę onanizm. I chodzą w aureoli znawców, chyba od malkontenctwa. I się tego nie wstydzą. W innych dyscyplinach, gdyby ktoś wygadywał takie idiotyzmy to by samo środowisko go wyśmiało i wyeliminowało z grona fachowców,a w piłce im kto głupszy tym lepszy. Kuriozum świadczące o upadku elementarnej wiedzy o piłce. Gdy tylko dotarłem do pracy to już kibice obsobaczyli i trenera i piłkarzy,że tak źle to reprezentacja dawno nie grała. Otóż trzeba przez chwilę zastanowić się czy ten Brzęczek , wraz ze sztabem to jacyś idioci, którym nie zależy. A może oni mają całkiem racjonalne przemyślenia. Wszyscy powinni wiedzieć,że nasza drużyna w ataku istnieje tylko wówczas kiedy tacy zawodnicy jak Lewandowski, Grosicki, Zieliński i czwarty do brydża mają przestrzeń przed sobą do grania. W Lublanie rywale nam ją zabrali, ale my im też.Było jak w wierszyku :" Złapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma".Bez dwóch potężnych błędów byłoby 0:0. Wczoraj w Warszawie Brzęczek postanowił pomóc losowi i postawił na niską obronę,aby przeciwnika wciągnąć na własną połowę i zyskać otwarte pole do gry. I Austriacy weszli w tę gierkę. Przy czym nie sądzę,aby zamysłem trenera była,aż tak niska obrona, gdyż wychodzenie z niej do szybkich ataków było mocno utrudnione z uwagi na dużą odległość od bramki rywali. Trener liczył i się nie przeliczył,że obrona w stałym składzie, która nie straciła bramki w eliminacjach i tym razem zachowa czyste konto. Jednocześnie liczył,że nam uda się coś strzelić. Całą więc historia meczu sprowadza się do jednego zdania : nie straciliśmy i nie zdobyliśmy bramki. Pozostaje pytanie, bez odpowiedzi : korzystne to czy nie.? Bo na pytanie czy się podobało czy nie odpowiedź znamy z góry. Choćby naszym kibicom dupę miodem smarować to i tak im się nie dogodzi. Więc szkoda fatygi czyli ubiegania się o jedno choćby pozytywne zdanie po meczu naszej reprezentacji. Kilku kibiców zadawało mi po moich wyjaśnieniach pytanie : panie, ale te dziady brzydko grają. A ja na to : grają tak jak umieją , widocznie piękniej nie potrafią. A ja się nie podoba to radzę się przerzucić na gimnastykę artystyczną, koniecznie w wykonaniu kobiet. Tam wrażeń estetycznych nie zabraknie.Smile.
This is a comment on "Wrzesień na jedynkę"