A+ A A-
  • a-c10
@ Zgred: Dlaczego się naśmiewam? Bo lubięVery Happy Tak naprawdę, co innego mi zostało? Mam się pochlastać? Schlać na smutno? Ciskać kurwami pod nosem jak kol. Jastrzębski? To przecież niezdrowe. Piszesz, że hołduję zasadzie "Polacy, nic się nie stało!". Trochę tak, trochę nie. Tak, bo przecież widzę, że... nic się nie stało. Nie wczoraj. Nie w piątek. I generalnie, przyznam Ci szczerze, już dawno temu nabawiłem się takiej kadrowej znieczulicy. Znaczy owszem, gdy trwa mecz, to się emocjonuję. Czasem fikam z radości, czasem klnę jak szewc i rwę kłaki z głowy, jak popadnie. Ale gdy mecz się kończy: cyt, iskierka zgasła. Idę zajarać, Dżodżo, chodź na spacer! O powodach takiego stanu szerzej jeszcze za chwilę. Choć... jednym z nich jest na pewno to, o czym sam piszesz. Od ładnych kilkunastu lat nie ma przesadnego znaczenia, czy kadrę prowadzi akurat pan Jurek, pan Adaś, pan Michaś, pan Slaven, czy pan Jose. Pan Ziutek też by się nadał. Albo jakiś pan Teoś, znany głównie z tego, że parę sezonów wstecz prawie awansował do okręgówki z Błękitem Cyców. W zasadzie wiesz co? Selekcjonerski tandem Zgred/a-c10 również byłby wporzo. No co? Ty opowiadałbyś na odprawach dyrdymały o tym, jak to bywałeś reprezentantem klasy i ośki. Ja trochę bym z Ciebie rechotał. Atmosfera byłaby jak ta lala. Powołania? Rozsyłają się same. No serio, pomijając typów z głębokiej ławki, o których przecież nie ma sensu drzeć kotów, ta nastka do grania jest w miarę oczywista, nie? Rzuć okiem na listę Dalkuba? Masz zastrzeżenia? Nie, ja też nie, bierzemy. Taktyka? Jakaś prosta. Wiadomo, to już nie lata 70./80., gdy wszyscy kadrowicze grali w Polsce, można ich było zebrać na długie tygodnie i tłuc automatyzmy. Dziś przed meczem masz ledwie parę jednostek, za cholerę nie wprowadzisz nic wyszukanego. To co, 4-2-3-1? O w mordę, ale Piątek w formie! OK, 4-4-2? Eee... szlag, ale nie mamy skrzydeł. To może coś z czterema środkowymi pomocnikami? O patrz, a przypadkiem nie coś takiego właśnie bęcwał Jurek chciał grać w tej durnej lidze pasztetowej...? Personalia? Fabian, czy Szczena? Nie wiem, rzuć monetą. Bereś vs. Kędzi? Jw. Po lewej chyba faktycznie Rybkę reaktywujemy. Co, znów się połamał? Osz kurwa... Wolisz w środku Jędzę od Pazdka? Nie będę za to umierał. Co prawda, choć nie jestem fanem Legii, to jednak czasem jej mecze oglądam i widzę, że Arturowi także zdarzają się koszmarne obcinki, ale tak naprawdę jeden pies. Itepę. Itedę. I wiesz co? Może by się nam przyfarciło. Trafilibyśmy - znaczy nasi, ekhem, podopieczni - z formą. Awansowalibyśmy na Euro. Tam - bo czemu nie? - zabrnęlibyśmy do ćwierćfinału. W mediach szał. Zaczęto by pisać o rewelacyjnym tandemie genialnego motywatora i zgryźliwego lenia-perfekcjonisty. Pojawiłyby się przymiarki do naprawdę silnych klubów. Jasne, w samych tych klubach nikt by o tym nie słyszał, ale co tam. Pewnie, gdzieś w otchłani internetu jakiś mędrek zrzędziłby, że nie finał, ale kij mu w plecy. Generalnie euforia. A potem forma by prysła. I już na Mundialu, na który zresztą wczołgalibyśmy się psim swędem, byłyby trzy mecze "o". I dymisja. I ci sami, co ledwie chwilę temu wynosili nas pod niebiosa, wpierdoliliby nas do rynsztoka. Oczywiście, istnieje spora szansa na to, że od początku tej formy by nie było, w związku z czym "potem" nastąpiłoby "przedtem". Ale sam widzisz, co za różnica? A wracając do "nic się nie stało" - trochę nie. Bo się stało. Tylko nie wczoraj, nie w piątek i nie w 2012. Znacznie wcześniej przegapiony został moment, gdy świat zaczął nam uciekać. W związku z czym nieważne: Smuda, Nawałka, Zgred - każdy kolejny selekcjoner reprezentacji Polski dostaje pod swoje skrzydła bardzo ograniczony materiał. Możemy zaklinać tę rzeczywistość, ale ona w końcu spod tych zaklęć wylezie i kopnie nas w dupę. Kurczę, oglądam sobie czasem tę Twoją ukochaną siatkówkę. Z rzadka, bo z rzadka, czasu nie ma, no i kompletnie laickim okiem. Wciąż jednak jedna rzecz mi się w to laickie oko rzuca. Czasem nasi reprezentanci/reprezentantki wygrywają, czasem przegrywają. Ostatnio niby bardziej to pierwsze i super, brawo, ale przecież i po tyłku zdarza się zebrać. Jednak nawet jeśli, to wykonanie podstawowych elementów technicznych nie odbiega od zwycięzców. Zagrywka, przyjęcie, rozegranie, atak - możemy uznać czyjąś wyższość, ale nie da się stwierdzić, że w w/w dzieli nas jakaś przepaść. Nie wiem, mam rację? Jeśli tak, to teraz zerknij sobie jak standardowy polski futbolista przyjmuje piłkę. @ Dalkub: Czytasz/słuchasz trenerów...!? Ej, no weź, człowieku, masz żonę, dzieci, masz dla kogo żyć i być zdrowym psychicznie, opanujże sięVery Happy
This is a comment on "Wrzesień na jedynkę"