A+ A A-
  • Zbyszek
O tym,że kuchcić trzeba umieć. Kiedy tak powierzchownie zanalizować zawód trenera to przypomina on wielce szanowny zawód kucharza. Szanowne restauracje ,a i popularne jadłodajnie zatrudniają jako szefów kuchni i kucharzy tych, którzy potrafią przygotowywać potrawy, które zaspokoją nie tylko głód,ale i wyrafinowanych smakoszy. Nikt z właścicieli tych przybytków nie wpadł by na pomysł,aby pracował u nich taki delikwent, który by dopiero na językach i żołądkach klientów ćwiczył swe kucharskie niedoskonałości . A gotowanie dla spożywających potrawy wydaje się takie łatwe, jeszcze chyba prostsze niż trenowanie dla kibiców.. I tu występuje główna różnica pomiędzy restauratorem w właścicielami naszych klubów. Tamten wie,że aby dobrze pichcić potrawy trzeba być fachowcem,a naszym wydaje się ,że każdy zadaniu szkoleniowca podoła.Chcę uwypuklić na czym zasadza się ta fachowość kucharza. Teoretycznie ma on do dyspozycji książkę kucharską,tak jak trener kurs np. UEFA PRO.Tylko,że tym potrawom wedle książki trzeba nadać właściwy im i akceptowalny smak. Ale nikt mu nie zabrania,aby na bazie wiedzy o smakach wymyślał swoiste potrawy,ale aby to czynić musi być uznanym specjalistą w swoim zawodzie, takim , który gwarantuje swoim nazwiskiem,że to co zrobił będzie zjadliwe. Więc zaczynać musi od tego co sprawdzone i na ten przykład wedle przepisu na takie pierogi ruskie czyli polskie potrzeba na farsz sera, cebulę i ziemniaki. Ale jaki ser, to trzeba wiedzieć, jaką cebulę i jakie ziemniaki również,a jest ich kilka rodzajów. A to wszystko w odpowiedniej proporcji. Do tego sól i pieprz do smaku także we właściwych ilościach Oprócz farszu trzeba umieć zrobić ciasto pierogowe oraz okrasę. Te pierogi są dość trudne do przygotowania i przez to potrzebują wielu prób,aby zadowolić smakoszy,ale kto powiedział,że bycie kucharzem jest łatwe. Trener piłkarski ma do czynienia nie tylko z oporną materią ludzką,ale i z różnymi zagadnieniami fizycznymi i techniczno-taktycznymi. Teoretycznie powinno więc wymagać się od niego,aby był świetnie przygotowany do zawodu, przede wszystkim,aby wiedział nie tylko co,ale i jak. Przy czym każdy kucharz wie,że kiedy mu przygotowano produkty np. na zupę pomidorową to krupniku za cholerę z nich nie ugotuje. A to oznacza,że jest skazany na pomidorową. I tu jest kolejna różnica pomiędzy nim,a wielu trenerami. Tym ostatnim wydaje się,że są demiurgami i ich drużyny mogą zagrać wszystko, niezależnie od tego jakim materiałem dysponują.. Mieliśmy więc takich "asów" jak Klafuricz, Djurdjevicz czy Nowak w Miedzi, którzy nie mając jakiej takiej klasy 3 środkowych obrońców grali systemem 3-4-3. Najczęstszą jednak przypadłością naszych trenerów jest bądź stawianie na grę ofensywną jak obecnie w ŁKS, lub na grę szybkim atakiem bez odpowiedniej ilości obrońców o wysokich umiejętnościach. Gra taka oparta o system kilku szybkich podań kończonych strzałem jest narażona na równie szybkie kontrataki w warunkach niedużej liczby broniących. W takich okolicznościach o wyniku wbrew pozorom nie decydują napastnicy,ale obrońcy. Aby bowiem wygrać mecz to oczywiście trzeba strzelić o bramkę więcej od rywali,ale równie prawdziwe jest twierdzenie,że trzeba stracić o bramkę mniej od przeciwnika.Są również trenerzy, którzy nie tak jak kucharze nie zadają sobie trudu,aby realnie ocenić z jakim materiałem i do czego przydatnym mają do czynienia. Słyszeli o tzw. futbolu totalnym czy modnej apozycyjności i wydaje im się,że każdy zawodnik jest w stanie zagrać wszystko. Otóż zarówno futbol tzw. totalny wymyślony przez trenera Ajaxu Rumuna Stefana Kovacsa , jak i apozycyjność Guardioli nie są żadnym wytrychem otwierającym każde drzwi. Wręcz odwrotnie, wymagają one wyrafinowanych kluczy . Futbol totalny to w istocie to co dziś zwiemy zasadą,że wszyscy zawodnicy biorą udział w obronie i w ataku. On to przyniósł w piłce rewolucje w postaci zmiany metod treningowych w kształtowaniu cech motorycznych.Ajax przez pewien czas bił wszystkich znacznie wyższą wytrzymałością, siłą i szybkością zawodników. Za nim tą drogą podążyli inni i dziś zawodnicy stali się również biegaczami. Natomiast apozycyjność zakłada,że przy wymianie pozycji np. pomiędzy skrzydłowym a bocznym obrońcą każdy z z nich ma wykonywać w określonej strefie boiska funkcje jakie wynikają z gry na danej pozycji w tym miejscu w jakim się znalazł. Inaczej mówiąc apozycyjność nie anuluje gry na pozycjach, wręcz przeciwnie,ale powiada ,że na skróconym polu nie należy za wszelką cenę odbudowywać ustawienia wyjściowego.Należy grać to co trzeba tam , gdzie się aktualnie jest na boisku, biorąc pod uwagę kto ma piłkę, w jakim miejscu są rywale i koledzy. Lecz to wymaga zawodników o wysokich walorach techniczno -taktycznych,a kiedy ich nie ma to należy upraszczać a nie komplikować organizacji gry. Ale i tego jest za mało, bowiem ci zawodnicy muszą tworzyć zespół. A tym wiązadłem jest to co nazywamy kompatybilnością. Ma ona w piłce dwojakie znaczenie, jedno oznaczające subiektywną zdolność do współdziałania pomiędzy graczami,a z drugiej obiektywne umiejętności poszczególnych zawodników wzajemnie uzupełniające się. Tak jak przed z górą 16 laty współpracował Vukovicz ze Svitlicą. U nas trener ma do dyspozycji zawodników, których kompatybilność jest wątpliwa, chce grać systemem 4-2-3- 1 bez ofensywnego pomocnika i stawia na silną defensywę nie mając wysokiej klasy środkowych obrońców. Efekty widzimy. O tym,że oślepłem. Zazdroszczę zatwardziałym kibicom siatkówki nie tylko gry, wyników i sukcesów drużyn narodowych i klubowych ,ale i otoczki medialnej oraz dojrzałości i kultury osobistej ludzi na jej rzecz pracujących.Gdyż kiedy słyszę co mówi trener Vukovicz to nabieram przekonania,że oślepłem. Taki trener Heynen potrafi po wygranym meczu z Niemcami powiedzieć,że zawodnicy zagrali słabo,ale że drużyna się wybroniła. Co znaczyło,że zawodnicy zagrali poniżej swoich możliwości,ale na Niemców to wystarczyło, lecz nie wiadomo czy starczy na Słoweńców.Po meczu ze Słoweńcami odważnie przyznał,że graliśmy gorzej,a po brązie z Francuzami wyraził radość z dużego sukcesu.Znani ze smrodzenia w piłce nożnej pisamcy swoim chamskim zwyczajem zaczęli szukać winnych w siatkówce i wskazali na jednego,ale w jego obronie w sposób bardzo zdecydowany stanął nasz najlepszy zawodnik Leon.Napiszę wprost, takie podejście do mnie jako kibica wyraża szacunek wobec mnie, wobec mojej inteligencji, rozumienia sportu, wiedzy,że nie zawsze musimy wygrywać i wreszcie przyznania się,że drużyna zagrała gorzej - co jestem wstanie zrozumieć i zaaprobować ..Natomiast nasza drużyna ligowa po przerwie na reprezentację grę kiepską przeplata z bardzo złą,a w meczu PP po kwadransie połowa drużyny nadawała się do wymiany. A mnie chce się wmówić,że gramy bardzo dobrze, że nawet jak przegrywamy to jesteśmy lepsi i powinniśmy wygrać. To z kolei jest brak szacunku do mnie. Więc jak ja mam szanować trenera , który mnie nie szanuje, chyba, że on widzi,a ja jestem ślepy. O tym,że konsekwencja w grze jest wartością. Nie napiszę,że zęby na piłce nożnej zjadłem, bo złośliwcy powiedzą,że mi wyszły ze starości Smile.Niemniej nauczyłem się przez te kilkadziesiąt lat cenić te drużyny, które potrafią wypracować swój styl i grać nim konsekwentnie w spotkaniach, niezależnie od wyniku. Oznacza to również w miarę stabilny skład, zmiany w trakcie meczu jeden za jednego, pozycja za pozycję oraz trwałą organizację gry. My nie przegraliśmy wczoraj z Lechią, bo nasi zawodnicy byli biorąc pod uwagę indywidualnie umiejętności gorsi,ale dlatego,że on grali konsekwentnie tak jak zazwyczaj, a nam tego zabrakło. Jedno co kultywujemy to wykonywanie stałych fragmentów gry ,co nam się chwali. Tyle naszego. Natomiast zawodnicy Lechii konsekwentnie rozpoczynali swoje akcje od tyłu, potem dalej atakowali skrzydłami zagrywając piłki na środek pola karnego na środkowego napastnika z zamykającym skrzydło bocznym pomocnikiem. Naprzemiennie, głównie na stałe elementy gry w nasze pole karne wchodzili ich środkowi obrońcy. Korzystali z tego,że ani nasz napastnik, ani ofensywny pomocnik ( w odróżnieniu od wyrzuconego Kulenovicza) za nimi nie wracali. Nie grali niczego odkrywczego,ani nowatorskiego. To wszystko jest dobrze znane i rozpoznane. Chodziło tylko o różnicę w wykonaniu. O tym,że wczorajszy mecz miał walory estetyczne. Dla mecz piłkarski w wymiarze bez mała idealnym powinien być swego rodzaju widowiskiem. Ale nie taką sztuczną widowiskowością w rodzaju wystrzeliwania sztucznych ogni nad składowiskiem odpadów. Są tacy, których rajcują tzw. mecze walki w których trup ściele się gęsto.Ja jednak bardziej delektuję się walkami na pięści zwanymi boksem, więc wojny boiskowe mnie mierżą i nudzą.Jakoś tak preferuję futbol techniczny w wykonaniu południowców i pracę na boisku Angoli owszem doceniam,ale jakoś nie przekonuje mnie, do tego stopnia,abym się ich futbolem zauroczył. Kiedy nie ma mego ulubionego futbolu, a u nas go się nie uświadczy czyli kiedy nie ma pokarmu dla serca i duszy to zwracam wzrok w kierunku wrażeń optycznych czyli estetycznych.A one polegają na tym,że gra jest czytelna, prowadzona na prawie całym boisku. I wczorajszy mecz mi takich pozytywnych wrażeń estetycznych dostarczył. Mecz był czytelny, gra uporządkowana ,. Dokładnie widać było początek każdej akcji, kontrakcję przeciwnika , myśl przyświecająca grze, wykorzystywanie technicznych umiejętności. Mało było tego co zabija naszą piłkę w wydaniu ligowym ,a mianowicie bezmyślnego biegania, które prześmiewczo nazywane jest grą fizyczną ,a które preferują ci którym piłka przeszkadza. Wczoraj jednak przynajmniej starano się,aby mecz przypominał stracie tych, którzy wiedzą do czego piłka służy. O tym,że kilku naszych zawodników grając przeciwko silniejszym rywalom zawodzi. Mamy za sobą kilka spotkań z rywalami na naszą miarę czyli z Rangersami, Jagą, Cracovią i Lechią i chyba w nich można było dostrzec ,że kilku naszych zawodników z nimi sobie radziło,ale bardzo kiepsko. Dla mnie o klasie zawodników i drużyny nie świadczy gra przeciwko słabym rywalom,ale przeciwko mocnym.I to w tych meczach należy pokazywać swoje przewagi. Zacznijmy przegląd od obrońców. W środku obrony słabym punktem jest Wieteska. Jest on bardzo dobrze wyszkolony, zwrotny, myślący, dobrze gra głową.Lecz te walory niwelowane są brakiem zdecydowania i nikłej agresji w kontakcie z rywalem.Wczoraj przy bramce nie krył przeciwnika,ani od piłki, ani od bramki i nie zawalczył o pozycję i nie przepchnął Nalepy. Inaczej mówiąc ich środkowy obrońca okazał się silniejszy od naszego.Tenże Wieteska w meczu PP ostanie 12 minut zagrał jako defensywny pomocnik, tak jak w Górniku Zabrze i spisywał się wyśmienicie. Kolejny to Stolarski. Ja nie wiem czy trener wymaga od niego,aby nie bronił tylko niby atakował . W efekcie nie robi dobrze,ani jednego, ani drugiego. Widać,że fizycznie jest mocny, dobrze biega, jest silny, tylko,że gra chaotycznie, zapędza się bez potrzeby na połowę rywali , szuka miejsca do oddania strzałów,ale nie wraca w porę pod własną bramkę.Owszem często zastępuje go Nagy, lub Martins,ale to odbywa się kosztem jakości gry. Bowiem Stolarski nie jest tak groźny w ataku na skrzydle jak Nagy,a Węgier nie jest obrońcą. To po co ta zamiana? Żeby było śmieszniej czy gorzej.?.Sam Stolarski wygrywa sporo pojedynków jeden na jednego,ale w grze przeciwko kombinacjom rywali jest bezradny. Ma nad czym pracować. W drugiej linii szczególnie zawodzi w takich meczach jak z Rangersami, Jagą I Lechią Gwilia. Jego pracowitość nie przydaje się na nic. Jest w ofensywnych poczynaniach naszego zespołu całkowicie bezproduktywny. Ma problem z utrzymaniem się przy piłce i grze do przodu oraz wyborem kierunku ataku i zawodnika atakującego. Dla mnie jego optymalna pozycja to defensywny pomocnik. W przypadku Wieteski i Gwili to muszę napisać,że dobry, doświadczony i myślący trener jakim jest Brosz w Górniku poznał ich walory i słabości i obaj grali w większości jako defensywni pomocnicy. Vukovicz w niby mocniejszej Legii wystawia ich na innych pozycjach. Moim zdaniem ze szkodą dla gry naszego zespołu. Jeżeli Vukoviczowi wydaje się,ze jest lepszym trenerem niż Brosz to jest w błędzie. W drugiej linii coraz gorzej gra Martins. Nie dlatego,że zatracił umiejętności,ale z uwagi na słabiutką konstrukcję fizyczną.Jest przez rywali poniewierany, a dzieje się to po części dlatego,że po przejęciu, odbiorze piłki przetrzymuje ją na stojąco i pozwala na to,aby został z bliska zaatakowany. Jego kontuzjowany kolega Cafu ma ogromne walory czysto piłkarskie, jego sposób poruszania się po boisku jest bliski ideału,ale jego wadą wręcz dyskwalifikującą jest brak aktywności,takie boiskowe lenistwo powodujące,ze na całe minuty unika gry.Na skrzydle z kolei Nagy nie czyni postępów.Schodzi on co prawda przed środkowe rejony pola karnego,ale nie po to,aby brać udział w grze kombinacyjnej,ale po to,aby egoistycznie szukać dla siebie pozycji do strzału. A powinien on wspierać podaniami Niezgodę oraz rozbijać obronę rywali wraz z Luquinhasem. Do tego Nagy chce strzelać z dystansu,ale to co robi przypomina łatwe podanie do bramkarza. Wreszcie Niezgoda. . W zasadzie trudno mówić,że on gra. On swoją rolę pojmuje wyłącznie jako dokładanie nogi lub głowy do zagrań partnerów w polu karnym rywali. W jego przypadku,albo trener ustawi tak organizacyjnie zawodników atakujących,aby grali wyłącznie na Niezgodę nie tylko kierując do niego piłki,ale i odciągając od niego obrońców,albo wystawianie go przeciwko dobrym obrońcom traci sens. Chodzi o to,aby trener zamiast żyć w nierealnym świecie, w którym gramy świetnie zaczął wyciągać wnioski z niepowodzeń i przestał tkwić w nieskutecznej i nie sprawdzającej się koncepcji gry.
This is a comment on "Legia - Lechia 1-2: Obrońcy w ataku"