A+ A A-
  • Zbyszek
O tym,że czuje się sztuczne oddychanie. Przed kolejnym meczem Legii z Lechem media znowu rozpoczęły napinkę pod takim hasełkiem,że to derby Polski. Ja natomiast czekałem na ten mecz jak na każdy inny. Nie dociera do mnie,a może jestem taki odporny,że mecze Legii i Lechem są gatunkowo inne od innych.Pewnikiem z punktu widzenia kibica z Poznania rzecz wygląda inaczej,a mianowicie mecz z drużyną z Warszawy jest dla nich najważniejszy. Wynika to z kompleksów prowincjuszy, którzy chcą srać wyżej niż dupy mają. Bowiem kiedy oddzielimy te sztuczne emocje narzucone przez kiboli Lecha i zauroczone nimi pismactwo Wielkopolskie to łatwo dostrzeżemy,że sportowo to ten Lech nigdy mocarzem nie był. Bowiem prężenie muskułów w naszym grajdołku może uchodzić za przejaw siły,ale ona tak naprawdę liczy się na zewnątrz,w Europie. A na europejskiej arenie to drużynami, które coś osiągnęły są tylko Legia, Górnik, Widzew i Wisła. I to mecze z tymi zespołąmi można uznać za klasyki. Kibice pamiętają heroiczne boje w europejskich pucharach każdej z tych drużyn, podczas ,,gdy Lech nigdy w tej pamięci z dobrej strony nie zaistniał. A jeszcze dzisiaj jest to podwójnie śmieszne, gdyż Lech był na 5 miejscu w tabeli,a Legia wysoko,ale gdyby tabelę odwrócić do góry nogami. Mnie takie stawianie sprawy przypomina utwór Stanisława Barańczaka "Sztuczne oddychanie"z 1977 roku. W mediach propaganda sukcesu w całej krasie,jest dobrze,a będzie jeszcze lepiej, lecz kiedy chcemy coś kupić w sklepie, to albo nie ma, albo stać trzeba w gigantycznych kolejkach. Rzeczywistość rozjechała się z propagandą. Oczywiście jest to spojrzenie starego racjonalisty , który rozumie ,że ci którzy myślą emocjami mogą inaczej rzecz całą czuć. Tylko,że i oni chyba czują,że te ich oczekiwanie na starcie gigantów jest mocno chybione,że oni mają cieniutką nadzieję,że jeszcze wierzą, lecz w gruncie rzeczy wiedzą,że ich nadzieje są płonne,że ich oczekiwania nie zostaną zaspokojone. Że poza nimi nikogo jakiś tam meczyk nie interesuje. I to jest już problem szerszy, a mianowicie dziś coraz trudniej przebić się z jakimś wydarzeniem sportowym czy kulturalnym do szerokiej opinii publicznej, wzbudzić jej zainteresowanie , nie mówiąc o zachwycie.Musi to być wydarzenie spektakularne i nośne. Kiedyś piłka nożna w naszym kraju była centrum, dziś to margines. Niedługo wymrą ci co pamiętają centrum , pozostanie margines i będzie się zgodnie ze swoją marginalną naturą dalej marginalizował . O tyle to bez znaczenia,że choćby nie wiadomo jak był zmarginalizowany , albo odwrotnie choćby się marginalizować przestał to i tak nasza piłka klubowa bez sukcesów na arenie europejskiej nie wróci na dawne pozycje. Tym samym nie pozwólmy ,aby kilku cwaniaków robiło z nas frajerów , nie właźmy dodatkowo i bezrefleksyjnie w te rzekome derby polski. Jego ciężar o ile jest wyczuwalny to minimalnie. Przydawanie mu rangi na którą nie zasługuje tylko dodatkowo ośmiesza ten cały nasz amatorski cyrk.Trochę to przypomina szukanie czegoś co kiedyś było cenne. Tylko,że ci co szukają nie bardzo wiedzą czego szukają ,ani jak to wygląda. Więc nawet gdyby przypadkowo znaleźli to nie wiedzieliby czy i co znaleźli i czy z jeszcze większym neofickim zapałem nie szukaliby dalej i głębiej. O tym,że nikt nie jest prorokiem we własnym grajdole. Tzw. oprawa wczorajszego meczu skierowana była przeciwko właścicielowi klubu co mi nasuwa najgorsze skojarzenia . Czym innym jest bowiem krytyka właściciela i prezesa klubu czyniona np. na tej stronie czyli niejako w rodzinie,a czym innym wynoszenie brudów na zewnątrz. Te cymbały niczym nie różnią się od tej bandy kretynów z Polonii ( a może to są ci sami ludzie tylko przeflancowani z K6 na Ł3), którzy uważali,że ich klub jest pękiem świata i każdy zechce go posiadać ,a JW może spieprzać, bo nie ma sukcesów. JW odszedł,nikt tego klubu nie chciał, dziś jest bliżej likwidacji niż jakichkolwiek osiągnięć. Jak rozumiem tę bandę głąbów to dla nich końcowe miejsce w III lidze jest lepsze od np. 5 miejsca w ESie. Takie rozumowanie mi absolutnie nie pasuje i z tymi nawiedzonymi debilkami mi jest nie po drodze. Przy czym pan Mioduski jest w jakiejś części sam sobie winien. Dziś w dobie powszechnego odejścia od używania rozumu i myślenia uszami, a więc tym co się zasłyszy np. w reżimowej TV ,trzeba zastanowić się czy i w jakiej sytuacji w ogóle dać głos, a jak już to trzeba wiedzieć co się chce przekazać i zrobić to w sposób zrozumiały dla odbiorców. A pan Mioduski nie mówi normalnym, zrozumiałym językiem tylko ględzi i posługuje się słowami , które nie znaczą. Np. Nie powie ,że chce coś zrobić,ale,że ma projekt, nie powie,że chciałby, aby drużyna lepiej grała,ale, aby weszła na wyższy poziom. Ale wypowiedzią, która rozeźliła kibiców była ta mówiąca,że Vukovicz może spać spokojnie, bo on, rozumie, w która stronę zmierza Legia. Rozbierzmy więc tę wypowiedź na czynniki pierwsze tak jak ją odbierze zwykły słuchacz. Mianowicie trener nie jest od tego,żeby spokojnie spał tylko żeby zapieprzał od świtu do nocy, aby poprawiać, naprawiać , ulepszać, bo jest co. Niechlujstwo językowe polegało na tym,że prezes powinien rzec,że trener może pracować, nie spać, spokojnie. Następnie prezes zasugerował,że Legia idzie w dobrą stronę. I to sformułowanie radykalnie rozmija się nie tylko z ocenami kibiców,ale i chyba z rzeczywistością.Przy czym znowu prezes nie wyjaśnił co rozumie przez pojęcie strony. Jak powszechnie wiadomo są 4 strony świata i stojąc można pójść w prawo, na lewo, w przód,albo w tył. Natomiast nasz kierunek określa tabela i można przesuwać się na niej tylko do góry, albo do dołu. My, pod światłym kierunkiem prezesa wybraliśmy kierunek do dołu. I ten kierunek jest nie do zaakceptowania dla kibiców i trudno im się dziwić,Aczkolwiek sam sposób wyrażania uczuć do prezesa budzi zastrzeżenia. O tym,że lepiej się witać jak żegnać. Jest to bardzo stare,ale zawsze aktualne powiedzenie oznaczające w istocie to najprostsze odczucie,że lepiej być radosnym niż smutnym. Powitanie np. nowego dnia jest symbolem radości,a pożegnanie smutku. Więc we wczorajszej skromnej uroczystości radości nie było.Aczkolwiek paradoksalnie wczorajsi bohaterowie byli raczej zadowoleni,albowiem marzyli o tym,aby odejść z owacjami niż po cichu,a pomimo ich napomnień na to się nie zanosiło. Niemniej dla mnie to takie robienie dobrej miny do złej gry. Absolutnie nie mam najmniejszego zamiaru przy takiej uroczystości wyciągać prawdziwych lub co gorsza wydumanych zarzutów wobec Radovicza czy Kucharczyka, chodzi mi tylko o to,że odczuwam żal . Nie tylko dlatego,że coś się kończy i już nie wróci,ale i z tego powodu,że będzie ich brak. Bowiem byli to nie tylko dobrzy piłkarze,ale i ciekawe osobowości poza boiskiem. Obaj mieli to co nazywamy charakterem i swoje zdanie. Lecz i żal można ukoić tym,że ich następcy będą nie gorsi,a chciałoby się żeby byli lepsi.. O ile Novikovas i Wszołek są w stanie zastąpić udanie Kucharczyka to miejsce po Radoviczu stoi i płacze puste. I powiedzmy sobie szczerze niełatwo będzie brak jego kreatywności uzupełnić. Podczas narady prezesów klubów Mioduski narzekał na brak pieniędzy w naszej piłce spowodowany m.innymi wadliwym nastawieniem systemu podatkowego wobec piłki nożnej. Spotkało się to z wyszydzaniem w mediach na zasadzie : a po co im pieniądze,jak poziom piłki niski jest?. Ano po to,aby jego poziom podnieść. Ergo,aby można było zakupić gracza choćby Radoviczopodobnego. O tym,że decyzje personalne trenera bywają niezrozumiałe. Trener w piłce jest jak zarządzający każdą grupą ludzi. O ile o relacje interpersonalne Vukovicza z resztą sztabu i zawodnikami można być spokojnym ,gdyż jest to w gruncie rzeczy porządny, uczciwy i otwarty człowiek O tyle do tego co nazywa się gospodarowaniem zasobami ludzkimi już dziś można mieć wątpliwości.Powszechnie wiadomo,że w systemie 4-2-3-1 kapitalne i zasadnicze znaczenie ma kręgosłup drużyny ,w tym ofensywny pomocnik. Oczywiście tej roli można się nauczyć,a właściwie przyuczyć do niej,gdyż ,aby była pełniona na wysokim poziomie potrzebne jest posiadanie predyspozycji osobistych o charakterze przywódczym. Do tej pory na tej pozycji grywał Gwilia i wydawało się,że jego kontuzja stwarza okazję do dania możliwości zagrania na niej Karbownikowi, który tak udatnie się z gry na tej pozycji wywiązał w meczu PP. Trener postawił na Luquinhasa. Przy czym Brazylijczyk na tej pozycji nie grywał i nie posiada kończącego podania, jest tylko dobry technicznie w tzw. małej gierce i bardzo pracowity. Natomiast Karbownik grał na niej w II drużynie i w kolejnych reprezentacjach juniorów. Jako obrońca jest zbyt wątły, gra na lewej a to prawej obronie,i sobie radzi, bo to wielce utalentowany gracz. Tylko,że jego możliwości nie są wykorzystywane. Rolą trenera nie jest szukanie pozycji dla "zasłużonych" i pracowitych zawodników,ale dokonywanie wyboru. Nie zazdroszczę mu tej roli, gdyż na 3 miejsca 1 ofensywnego pomocnika i 2 skrzydłowych ma do wyboru: Novikovasa, Wszołka, Gwilię, Luguinhasa, Nagya. Vesovicza, Karbownika, Praszelika i Kostorza. Natomiast dziwi ostrożność w wypowiedziach trenera po występie Rosołka. tak jak by obawiał się zarzutu,że go do tej pory nie widział na boisku. Z nim jest podobnie jak z Karbownikiem ,a mianowicie grał bardzo udanie jako napastnik w II drużynie i gra w reprezentacjach juniorskich,a w I zespole został zakwalifikowany do skrzydłowych. Kiedy wreszcie dostał szansę to pokazał duży talent. Takich zawodników jak Karbownik i Rosołęk nie można kisić na ławce rezerwowych. Trener musi wybierać,a ja wolę ,żebyśmy nawet przegrywali z młodszymi, którzy będą naszą przyszłością, niż ze zgredami, którzy są przeszłością. A kiedy młodość daje wygraną, to radość tym większa. O tym,że dla Lecha w Warszawie bez zmian. Piłkarze Lecha powoli chyba przyzwyczajają się ,że jak przyjeżdżają do Warszawy to dostają w kuper. We wczorajszym meczu zagrali poprawnie, ba nawet nieźle taktycznie, robili to co należało,aby naszym utrudnić grę. Nie będę opisywał gry, gdyż uczynił to świetnie Gawin a uzupełnili inni koledzy. Nie udało się Lechitom nawet zremisować. Nie dlatego,że nasi pokazali wyższe umiejętności techniczne, taktyczne czy przewagę w organizacji gry. Przyczyny były dwie : bardzo dobre przygotowanie motoryczne, zwłaszcza szybkościowo-wytrzymałościowe pozwalające na grę na dość dużej intensywności oraz ambicja.To taka cecha człowieka która polega na stawianiu sobie trudnych wyzwań i dążeniu do ich realizacji. To ona często decyduje o tym kto w meczu dwóch wyrównanych rywali wygra. Inaczej mówiąc wygrywa najczęściej ten, kto bardziej chce i bardziej stara się wygrać. Trener Lecha po meczu żartował ,a może tylko się usprawiedliwiał,że przegrali, bo popełnili dwa głupawe błędy. Popełnili ich znacznie więcej, nie dlatego,że byli nieuważni,ale dlatego,że nareszcie aktywna gra naszych zawodników ich to ich popełnienia zmusiła. To,że wykorzystaliśmy tylko dwa to żadna ich zasługa, raczej nasza wada. Z którą musimy żyć, oby jak wczoraj zwycięzcy.