A+ A A-
  • Zbyszek
O tym,że Wisła tonie. Na przykładzie Krakowskiej Wisły widać jak zmienna jest pespektywa i kryteria ocen. Zależy bowiem jak postrzegany jest klub piłkarski. Czy klub jest po to,aby grać w piłkę na odpowiednim poziomie rozgrywek, szkolić i wychowywać młodzieź, mieć pełne trybuny fanów czy może on jest po to,aby walczyć z przestępczością lub walczyć o zrównoważony budżet. W ubiegłym roku na Wisłę spadłą fala hejtu,że na trybunach jej stadionu zasiadali bandyci,że ponoć wręcz nią rządzili i tu wskazywano na niejakiego "Miśka". Takie rozumowanie byłoby żałośnie śmieszne, gdyby nie skłonność naszych rodaków do brania wszelkich plotek i pomówień za prawdę. Otóż każdy kto wie cokolwiek o realiach panujących w środowiskach przestępczych wie,że panuje tam hierarchia i że ci co są w strukurze wysoko jak ognia unikają jawności, oni działają w ukryciu, Więc "Misiek" nie był żadnym przywódcą tylko zwykłym popychadłem.Lecz samo obwinianie klubu o to,że nie walczy z bandytami było kuriozalne. Klub piłkarski nie jest od zwalczania przestępczości. Od tego jest Policja. To jej nieudolność pozwalała na bezkarne działanie bandytów i handlarzy narkotyków. Po rozprawieniu się z poprzednikami nowe włądze rozpoczęły rzecz znaną w polityce,a opisaną w "Folwarku zwierzęcym" czyli ich dobijanie jako metodę na ukazanie,że sami zasługuja na względy jako ci uczciwsi i ogólnie lepsi. Do końca nie znamy sytuacji finansowej Wisły,gdyż nikt się tym nie zajmuje.Poprzednia ekipa wykończona, zadanie wykonane , więc nowej nie będzie się rzucać kłód pod nogi. Tylko od czasu do czasu wypływają kwiatki w rodzaju,że zaległości w wypłatach rosna,że nie tylko nie spłaca się zaległych zobowiązań,ale i bieżących. I nie może być inaczej , gdyż od czasów Cupiałą Wisłą nie miałą i nie ma wpływów na poziomie wydatków.. Więc musi, bo taka jest logika cyfr, generować straty, których nie ma z czego pokryć.Wpadłą w pułąpkę zadłużenia. Mógłby ja uratować jakiś majętny kupiec,ale takiego na horyzoncie nie widać. I to jest ta strona która zajmuje media, ale one zawracają nam tyłki mało istotnymi sprawami odwracając uwagę od poważnego problemu jakim jest wymiar sportowy takiego klubu jak Wisła. Ona tonie sportowo. W ostatnich 10 latach tylko 2 razy byłą na 9, bezpiecznym miejscu w tabeli, w pozostałych była w górnej jej częsci. Dziś, oprócz Korony jest głównym kandydatem do spadku.I nic dziwnego skoro w ostatnich 2 latach z Wisły odeszli tacy zawodnicy jak : Brlek, Carlitos,Cuesta, Cywka,Arsenicz, Bartkowski, Imaz, Hallovicz, Kort, Kosztal, Ondraszek, Mączyński, Uryga, Zachara, Poietrzak i Kolar. Z bardziej przydatnych przybyli zaś tylko Błąszczykowski, Burliga, Klemenz,Mitrovicz , Janicki i Niepsuj. Wisłą deklaruje,że jej budżet to 30 mln złotych. Być może , tylko,że kluby z budżetami 2 razy niższymi jak Raków iŁKS mają lepsze składy,a klub o nieco niższym czyli Piast był Mistrzem. Skupianie uwagi na rzekomej walce nowych władz Wisły o jakieś pryncypia zaciemnia obraz. W Wiśle dzieje się źle a widoki na poprawę są ciemne. Przy czym mnie przy tych rozważaniach o bandziorach naszła taka refleksja związana z rzekomą "sztamą " pomiędzy kibicami Legii i Wisły pod koniec lat 70-tych. Tłem miałą być wspólna wrogość do kibiców Polonii. Chodziłęm w tamtym czasie na mecze Legii na wiodącą trybunę czyli "krytą " i nic takiego nie miało miejsca. Chyba,że była to "spóła"pomiedzy kryminalistami obu klubów , tymi, którzy brali udział w "ustawkach" w których ludzie tracili zdrowie i niekiedy życie. W owych czasach tzw. "żyleta" znaczyła tyle co brud za paznokciem. Taka "zgoda" pomiedzy Wisłą i Legią w tamtym czasie byłą niemożliwa z przyczyny zasadniczej,a mianowicie Wisłą była znienawidzonym powszechnie klubem milicyjnym, a Milicja miała u kibiców Legii jak najgorszą opinię. Podobnie po iluś tam latach jakiś mędrek-wypierdek powie,że po meczu z Lechem w 2019 roku kibice Legii żądali.aby jeden z ich zawodników publicznie ubliżał Polonii czyli klubowi który go wychował. To tak jak by chcieć,a ktoś ubliżał wlasnej matce. Już dziś odpowiadam,że nie kibice Legii tego żądali ,tylko jeden kryminalista. Kibice Legii z takim zbydlęceniem nie mieli nic wpólnego. O tym,że wczorajsza gra Wisły to rodzaj seppuku. Większość klubów ESy wie jak grać z Legią. Generalnie chodzi o to,że nasz zespół jest silnie groźny jak zostawia się mu dużo przestrzeni do gry. Rzadko który klub wychodzi obronna ręką z prowadzonej z nami otwartej gry. Wisła w zasadzie od ubiegłego sezonu gra taki radosnawy futbol ofensywny o charakterze otwartym. W ubiegłym roku Wisłą zdobyłą najwięcj bramek w ESie, a jej najlepszym strzelcem był Kolar, którego juz nie ma,a najlepszym asystentem Boguski, który przekroczył już 35 lat. Wisła chyba upojona taką wizją gry, w której to rywale muszą się bronić zaczęłą przekraczać granice rozsądnego ryzyka. Aby bowiem grać ofensywnie i skutecznie to trzeba mieć mówiąc kolokwialnie, dobrych obrońców.A Wisłą ma nazwiska. Na środku obrony stoi wielce zasłużony ,ale już 39 letni Wasilewski. Zawodnik doświadczony, ale już wolny i mało zwrotny. Obok niego niechciany w kilku klubach, wolny, prymitywny Janicki. Na obok z jednej strony odrzut z lepszego klubu Burliga,a z drugiej Sadlok, który po paroletnim leczeniu kontuzji zapomniał, że kiedyś grał na dobrym poziomie. Powiedzieć,że obrona Wisły nie stanowiłą monolitu to nic nie powiedzieć. To był durszlak. Ale chyba i coś tam wewnątrz pękło, gdyż nasi zawodnicy zdobywali bramki właściwie nieatakowani, przychodziło to z przedziwną.łatwością. Oczywiście można rzec,że otwarta gra rywala to woda na nasz młyn,ale oni zachowywali się tak jak by chcieli naszym pomóc jak najwyżej przegrać.Typowe seppuku. O tym,że w piłce lubię to za czym nie przepadam w boksie. W boksie nie trawię walk wk tórych jeden z bokserów wyraźnie góruje, zwłąszcza siło i maskruje swojego przeciwnika. Wzbudza to we mnie niesmak i mam pretensje do menedżerów o niewłaściwy dobór rywali. Takie gale podczas których nie ma wyrónanych pojedynków nie wzbudzają emocji, lecz uśmiech politowania.Lecz w piłce nożnej, której sola i ozdobą są bramki nie widzę niczego zdrożnego , kiedy jest ich dużo.Można oczywiście pomarudzić,że nie kopie się leżącego i zę w starym powiedzeniu o mamusi, która strofuje Jasia,żęby nie kopał Grzesia ,, bo sie zmęczy jest ziarnko racji. Ale generalnie to w piłce jest tak,że jak dają to się bierze. A dla nas przyjemnośc podwójna,że Legia nie jest tym bitym, tylko tym bijacyum O tym,że skład Legii coraz bardziej się krystalizuje. Po kilku pierwszych meczach sezonu wydawało się,że skłą naszej drużyny w jej wymiarze podstawowym jest już ustalony. Na szczęście zwłaszcza kontuzje ,ale i słąbe wyniki wymusiły zmiany. Nie chcę tu pisać o moich przemyśleniach, którymi dzieliłem się na tych łamach tylko cieszę się,że zmiany w składzie zaszły. Jeden z mich kolegów w pracy miał mi za złę,że uważałęm,że Gwilia kaleczy grę na pozycji ofensywnego pomocnika, bowiem nie ma do niej predyspozji. Po meczach z Lechem i Wisłą sam zobaczył jak jest różnica pomiedzy Gwilią a Luquinhasem. Ale po kolei. Na prawą obronę wrócił "król " Jędrzejczyk. Na środku obrony grał ledwie poprawnie,natomiast na prawej to klasa sama w sobie. Wie co ma robić w każdej sytuacji, jest pewny siebie, swoich wyborów i swoich interwencji. Ci, którzy grali czyli Stolarski i Vesovicz nawet, gdyby z ich dwóch zrobć jednego to i tak Artur byłby od nich lepszy. Na lewej obronie Karbownik wygryzł Rochę. Jest podobnie do niego skuteczny w obronie, choć chyba nieco lepszy w grze przeciwko kombinacjom rywali,ale przewyższa go umiejętnościami gry w ofensywie. Szybciej icelniej podaje do kolegów, potrafi ograć rywal jeden na jednego. Odkryciem jest Luquinhas jako ofensywny pomocnik, świetny technicznie, szybki, zwinny, potrafiąćy zagrać krótką piłkę , jak i rozprowadzić atak dalszym podaniem. A przy tym znakomicie współpracujący z innymi zaodnikami biorącymi udział w atakowaniu pola karnego rywali.Jako napastnik wczoraj bardzo dobrze zaprezentował się Kante, zastępująć Kulenovicza i Niezgodę.Przy czym z jego pochwałąmi należy zaczekać na bardziej wymagających w obronie rywali.Kante był w Wiśle Płock i u nas takim typem zawodnika , który musi mieć miejsce do gry i kiepsko sobie radzi z rywalami ciasno go kryjącymi.Ale może i pod względem gry w "tłoku" poczynił postępy. Role skrzydłowych nareszcie dobrze wypełniają Novikovas i Wszołek.Chyba Nagy będzie grał ogony, podobnie jak Vesovicz. I wreszcie Antolicz. Zastąpił Cafu i jest od niego gorszym zawodnikiem,ale dla drużyny bardziej przydatnym. Antolicz bowiem powoduje,że Legia wreszcie złapałą balans. Nasza drużyna musi grać pewnie w defensywie i konstruktywnie w ataku. Grając na dwóch tzw. defensywnych pomocników o wyraźnych inklinacjach do gry bardziej ofensywnej zatracaliśmy tę niezbędną dla zbornośći obu poczynań równowagę. Inaczej mówiąc trochę tak jak w modelu matematycznym drużyna dzieli się mna dwie równomocne połowy po 5 zawodników.Kiedy na jednej funkcji jest więcej graczy to model nie funkcjonuje jak należy. U nas nareszcie ta zasada działa. I tak jak najdłużej trzymać.
This is a comment on "Legia - Wisła Kraków 7-0: Nokaut"