A+ A A-
  • Zbyszek
Michniewicz zaczyna pokazywać jaka jest różnica pomiędzy trenerem,a niedouczonym praktykantem. Każda bowiem działalność musi być po coś,a więc musi być celowa,ale , aby była celowa to musi być planowa ,ale , aby cel był zrealizowany to trzeba wiedzieć jak to zrobić . Gdyż dobry jest nie ten nauczyciel, który zna matematykę,ale ten, który potrafi jej nauczyć innych,zaś najgorszy jest ten , który udaje,że ją zna i nie uczy,ale oducza. Michniewicz jak na razie prowadzi Legię wręcz podręcznikowo. Na początku podjął kilka błędnych decyzji personalnych i taktycznych, lecz chyba wynikało to z braku rozeznania w aktualnych możliwościach i formie zawodników. Kiedy już miał trochę więcej czasu dokonał oceny formy fizycznej oraz przydatności zawodników do gry w konkretnym systemie i na konkretnych pozycjach. W tym procesie niezbędne były badania medyczne, ale też filmy nagrane dronami i kamerami podczas treningów i meczów. Każdy nowocześnie pracujący trener w swej pracy wykorzystuje zdobycze techniki. Mamy bowiem do czynienia z dwoma niejako stanami wiedzy, tej bazującej na gołych liczbach i tej praktycznej. Można żonglować liczbami tak jak to czyni wielu dziennikarzy, którzy porównują dane ilościowe z meczów takie jak przykładowo : kto ile przebiegł kilometrów, na jakiej szybkości,ile wykonał sprintów, ile miał podań, ile celnych, ile dryblingów itd, itp.. I często wychodzi im,że zespół który miał przewagę w tych parametrach przegrał i nie wiedzą dlaczego. U zawodników chodzi o to samo co w pracy trenera, a mianowicie o celowość biegania , o skuteczność podawania piłki, jej rozgrywania, rozwiązywania sytuacji boiskowych czyli o efektywność gry . Współczesny trener nie może ufać swojej intuicji,ale musi ocenę przydatności zawodnika do gry stale weryfikować . Nie chodzi o to,aby gracz bezmyślnie biegał jak oszalały po całym boisku i robił tylko wiatr, ale o to,aby wiedział gdzie się ustawić, aby odebrać piłkę lub ją przechwycić, jak i gdzie zagrać piłkę,aby akcja była groźna , kiedy i gdzie wyjść do podania , na pozycję itd.. Na tym polega rzetelna selekcja do I drużyny. Kiedy trener już wybierze tych najbardziej przydatnych do gry w systemie wynikającym z siły gry zawodników, ich klasy itd, to wówczas ma do wyboru dwa warianty dalszej pracy. Albo wprowadzać do selekcji element konkurencji i zależnie od aktualnej formy wymieniać część zawodników,albo wprowadzić stabilizację personalną . Pierwszy wariant ma swoich zwolenników, którzy mówią,że każdy z zawodników kadry powinien czuć się potrzebny,a ci pierwotnie wybrani muszą czuć na plecach oddech zmienników co każdemu jest potrzebne. Drugi natomiast preferowany przez większośc klasowych trenerów preferuje doskonalenie zgrania,współdziałania, zrozumienia , wypracowanie schematów i wreszcie automatyzmu. Te elementy skutecznej gry mogą być wypracowane tak naprawdę tylko w tyglu walki boiskowej i konkurencja personalna ich nie zastąpi. Michniewicz wybrał stabilizację kadrową i systemową , która ma jego zdaniem zapewnić korzystne wyniki. Na razie się sprawdza. Media oszalały na punkcie hagiografii Lecha . Jest to tyleż bezkrytyczne ile też podszyte niechęcią do Legii. "Patrzcie oto cwaniaki ,Warszawiaki jak wam Lech gra na nosie". Osobliwie podkreśla się jak to w tym Lechu wspaniale pracuje się z młodzieżą i za jakie duże pieniądze oni są sprzedawani. Nikt przytomny na umyśle nie zaneguje,że w tym Lechu to oni młodzież mają jak na nasze osiągi dorodną . Lecz wartość polskich graczy na rynku jest wprost uzależniona od wyników reprezentacji i tylko w małym stopniu od wyników klubu. Zobaczymy zresztą jak ich "gwiazdory" poradzą sobie w mocniejszym otoczeniu , bo na ten przykład taki rzekomo wielki talent jak Gumny w słabym Augsburgu wylądował na trybunach. Nie jest moim celem deprecjonowanie osiągnięć Lecha,ale sprowadzenie ich do właściwego wymiaru i rozmiaru. Pamiętamy jeszcze jak to w latach 2011-2013 to Legia obrodziła talentami i w kadrze I zespołu byli tacy młodzi zawodnicy jak : Mateusz Cichocki, Daniel Łukasik,Michał Kopczyński,Dominik Furman,Marcel Gąsior, Bartłomiej Kalinkowski, Kamil Kurowski, Przemysław Mizgała, Aleksander Jagiełło,Bartosz Żurek, Łukasz Moneta, Jakub Kosecki, Michał Żyro,Patryk Mikita, Michał Efir,Rafał Wolski, Maciej Rybus, Ariel Borysiuk, Maciej Górski. Z wieloma z nich w składzie Legia dwukrotnie awansowała do LE , jeden raz wychodząc z grupy. A teraz nastała flauta i nasza II drużyna jest bliżej IV ligi niż a drugiej,a w CLJ wczoraj dostaliśmy łupnia od Śląska 1:5. Niczego nie sugeruję, tylko doradzam zachowanie umiaru , nie tylko w jedzeniu i piciu. Gdyby nie nadanie rozgłosu wynaturzeniom Vukovicza to olał bym jego brednie ciepłym moczem , tak jak na to zasługują,ale w tej konfiguracji nie mogę udawać,że głosu nie oddał. Ja nie wiem czy ten całkowity brak samokrytycyzmu Serbów nie jest ich cechą narodową. Z przerażeniem czytałem te wynaturzone wynurzenia Radovicza i Vukovicza o tym jakimi to oni byli ofiarami wojny domowej w b. Jugosławii na początku lat 90-tych. A to przecież Serbowie rozpoczęli tamtą wojnę, to oni dokonywali zbrodni wojennych o charakterze ludobójczym, których symbolem stała się Srebrenica. Vukovicz wykazał tę samą cechę widzenia źdzbła słomy w oku bliźniego i niedostrzegania belki u siebie. Mówiąc wprost przewrócił się on na nieuctwie, na tym,że nie potrafił poruszać się we współczesnym futbolu. A ten od kilkunastu lat zasadza się na taktyce i organizacji gry . Kiedy bowiem spojrzymy retrospektywnie na rozwój futbolu to zauważymy bez trudu,że mniej więcej do końca lat 70-tych był on oparty na technice i indywidualnościach. Od początku lat 80-tych nastąpił burzliwy postęp w dziedzinie przygotowania fizycznego ( przyczyną była poprawa zdrowotności ) co zaowocowało wzmocnieniem cech motorycznych , wybiegania, wytrzymałości ,siły, szybkości.Lecz już pod koniec lat 90-tych piłkarze osiągnęli apogeum wydolności organizmów i dalszy rozwój oparty o cechy motoryczne nie mógł się dokonywać. Wówczas wkroczyła taktyka i odpowiadająca jej organizacja gry wzmocniona poprawą cech mentalnych. U nas te trendy zachodziły z opóźnieniem,ale kiedy doszły to wielu trenerów odnoszących wcześniej sukcesy nie było w stanie sprostać nowemu i się wywróciło,że wymienimy tylko Smudę. W Legii tych wyzwań nie udźwignęli ci, pseudotrenerzy, którzy byli nimi tylko z nazwy jak Magiera, Jozak. Klafuricz no i Vukovicz. A o znaczeniu tego zagadnienia najlepiej zaświadcza przykład Rakowa trenowanego przez Marka Papszuna. Raków ma zawodników,którzy w większości klubów byliby w głębokich rezerwach, o ile by w ogóle byli. Siłą Rakowa nie są umiejętności graczy,ale organizacja gry, która ulega stałej poprawie. Odwrotnie niż w Legii w której postępował proces dezorganizacji i chaosu skutkujący brakiem wyników na miarę umiejętności zawodników. a czego niekwestionowanym autorem był trener. Vukovicz czuje się pokrzywdzony przez wszystkich , a osobliwie przez Mioduskiego. A tak naprawdę to on powinien Mioduskiego po rękach całować, i pieśni pochwalne o nim wyśpiewywać, że go w tak wielkim klubie jak Legia zatrudnił. Bowiem nikt,żaden normalny właściciel,żaden normalny prezes w żadnym profesjonalnym klubie nie zatrudniłby kogoś kto niczego nie dokonał i nic nie umie. Tym samym okazał się nie tylko niewdzięcznikiem,ale i gówniarzem bez klasy, zwykłym palantem. Chyba w swej głupocie nie zrozumiał,że udzielając takiego wywiadu skończył się jako trener , bo nikt kogoś kto nie zna swego miejsca w szyku nie zatrudni. Mnie go nie szkoda. Wczorajszy mecz był ciekawy z punktu widzenia analizy nowych metod prowadzenia akcji zaczepnych przez nasz zespół. Widać wyraźnie że Michniewicz chce grę ofensywną oprzeć o akcje oskrzydlające i różnorodność ich kończenia. Udział w nich biorą zarówno skrzydłowi, jak i boczni obrońcy wspierani przez Karbownika, którego zadaniem jest inicjowanie ataków , jak i ich przyśpieszanie. Z łatwością można było dostrzec,że te akcje polegały na dośrodkowaniach, pójściu z piłką do linii końcowej i zagraniu w środkowe rejony pola karnego , lub wzdłuż linii końcowej boiska,zwężeniu pola i podejściu do linii bocznej pola karnego,rozegraniu piłki w trójkącie,wychodzeniu na wolne pole czy wymianie prostopadłych podań . Ta różnorodność metod jeszcze nie przynosi w pełni porządanych efektów, głównie z uwagi na zbyt małą szybkość i precyzję ich przeprowadzania. Ale sama ich ilość i skala powoduje,że przeciwnik musi swe siły koncentrować na przeciwdziałaniu atakom,a nie na własnych akcjach. Śląsk również swą grę ofensywną opiera na akcjach skrzydłami,ale repertuar środków ma niewielki , bo w zasadzie jest to podejście środkowych pomocników do środka boiska i rozrzucenie piłki do jednego lub drugiego skrzydłowego. Natomiast wczoraj przewyższali nas zgraniem co polegało na tym,że zależnie od obranego wariantu gry ofensywnej lub defensywnej każdy zawodnik wiedział jakie miejsce ma zająć i co robić na boisku. Życie piłkarskie po raz enty daje nam do zrozumienia,że w przypadku nowych zawodników nie wolno zbyt wcześnie wyciągać wniosków,ani zbyt pozytywnych, ani negatywnych, zwłaszcza wobec takich, którzy sroce spod ogona nie wypadli.Mowa tym razem o Juranoviczu. Wczoraj udowodnił,że ma papiery na granie na wysokim poziomie.Dobry w obronie ,a po skrzydełku biegał jak nakręcony motorek. Imponował techniką ( kilka bajecznych przyjęć),był aktywny, o dużej dynamice, a przy tym pomysłowy. Tworzy wyśmienitą parę z Wszołkiem.No i co ważne strzelił piękną bramkę. Oby tak dalej.Przy czym warto skonstatować,że każdy nowy zawodnik wymaga adaptacji w czasie. Tyle,że ta adaptacja u zawodników o wyższych umiejętnościach i inteligentniejszych przebiega szybciej. Spokój, opanowanie, konsekwencja, kontrola = zwycięstwo.