A+ A A-
  • corazstarszy
To duży wyczyn - nie grać za dobrze, mieć dużo słabych ogniw, nieźle grających rywali i wygrać, odwracając wynik z 0-1 na 2-1. Zwycięstwa cieszą, gra momentami martwi. Kolejny raz Legia przesypia 1. połowę. Artur Jędrzejczyk powinien był popracować na żółtą kartkę i wyczyścić się przed 2021. W piątek mamy mecz, teoretycznie, o bardzo niskiej skali trudności, więc kiedy jak nie teraz? Jak Paweł Wszołek jest pod formą, Luquinhas na skrzydle i Valencia na dziesiątce, to tracimy wiele atutów. A i gra duetu Martins - Slisz nie za bardzo mnie przekonywała: nie że wszystko źle, ale za mało tego, ile potrzeba. Slisz po chorobie - pod formą, ale Portugalczyk już chyba nie stanie się z powrotem tak wyrazisty jak bywał w 2018. No i Filip Mladenović classic: kiwanie się na własnej połowie, zakończone stratą. Mówię o 49 minucie. I w sytuacji takich niedostatków - wygrać: to robi wrażenie. Liga ok, ale w pucharach to bach bach bach Qarabach. Obaj nasi eliminacyjni pogromcy zakończyli rozgrywki w fazie grupowej LE na ostatnich miejscach. Qarabach jeszcze ma jeden mecz do rozegrania (kwarantanna). Dorobek: 1 remis, 4 przegrane. A byli 3 poziomy nad Legią w bezpośrednim meczu. My z pewnością zasługujemy na udział co najwyżej w lidze pasztetowej. W drugiej połowie lat 2000 były takie rozgrywki Puchar Ekstraklasy i ludzie to ignorowali. Ja chyba ten puchar konferencji (czy jak się nazywa to coś, w czym mamy występować) też będę ignorował: niepoważne granie, niestety na nasz poziom. Spodobała mi się gra słów Jacka Lasowskiego po golu na 1-1: Czech uratował Czecha.(że niby Tomas Pekhart Czesława Michniewicza). Jak nie ma poważnego grania, to zosaje radość z kalamburów.