A+ A A-
  • Zbyszek
O tym, że transfery to zabawa dla gawiedzi. W książce Simona Kupera i Stefana Szymańskiego pt "Futbonomia" zawarta jest wiedza wynikająca ze statystyk czyli badania na przestrzeni dziesiątków lat korelacji pomiędzy wynikami drużyn w wielu ligach , a wieloma czynnikami m.innymi transferami. Przybliżę same konkluzje , bowiem cały materiał liczy 48 stron. Autorzy stwierdzają, że wydatki transferowe netto ( czyli pomniejszone o wpływy z transferów) tłumaczyły zmiany ich pozycji w tabeli zaledwie w 16%. Innymi słowy sam fakt bycia "klubem" , który kupuje nie oznaczał, że miał lepsze wyniki niż "kluby, które sprzedają". Czynnikiem decydującym o sukcesach okazały się natomiast wydatki na wynagrodzenia , gdyż wysokość tej kwoty aż w 92% przekładała się na zmiany pozycji w lidze. Oznacza to przyznanie ,że wysokie płace pomagają drużynie bardziej niż spektakularne transfery. Nie należy tego związku rozumieć w ten sposób, że jak się np. podwoi wysokość gaży to zawodnicy będą grać 2 razy lepiej , bo wysokie płace nie skutkują lepszymi wynikami, ale to one przyciągają do klubu lepszych graczy. Autorzy pokusili się o wyszczególnienie 12 zasad rynku transferowego . 1.Nowy trener marnuje pieniądze na transfery. Większość trenerów, którzy przychodzą do klubów zaznaczają swoją obecność zmianami w kadrze . Pozbywają się wielu dotychczas często podstawowych zawodników pod różnymi pretekstami, za na ogół ,mniejsze pieniądze od ich wartości co ogólnie określa się jako niepasowanie do koncepcji , a za nich domagają się nowych graczy. Nie myślą oni o przyszłości klubu ,ale o tym, aby - że i tak za długo nie popracują - mieć sukces doraźny, który podniesie ich wartość na rynku. Najlepsze wyniki osiągali ci, którzy ewolucyjnie zmieniali oblicze zespołów myśląc długofalowo jak SAF czy Arsene Wenger. 2. Trzeba wykorzystywać mądrość tłumu. O transferach nie powinna decydować jedna osoba, ale grono co najmniej kilku zróżnicowanych osób , wśród których musi być dyrektor sportowy klubu , zaś trener może mieć tylko głos doradczy. W obecnej dobie wykorzystywane są również programy komputerowe badające przydatność zawodnika pod różnymi względami i kątami. 3.Gwiazdy różnych dużych imprez są przecenianie i należy je ignorować. Chodzi tu nie o samo dosłowne kupowanie gwiazd np. MŚ czy ME ,ale o kupno graczy o znanych nazwiskach. Z doświadczenia wiadomo bowiem ,że bardzo często gwiazdy wielkich imprez nie zdają egzaminu w klubach ( można by wymienić dziesiątki przykładów). Kupowanie nazwisk ma więc najczęściej na celu , nie tyle poprawę gry i wyników, ale pokazanie ,że jest się dużym klubem ,że ma się wysoki status materialny oraz ,że klub zmierza ku sukcesowi czyli odpowiada na takie oczekiwanie fanów. 4.Pewne narodowości są przeceniane. Powszechnie uważa się, że przeceniani byli zawsze Brazylijczycy , u których narodowość miała wyrażać wrodzone zdolności - bez względu na umiejętności. Kupno Brazylijczyka miało również pokazać moc finansową klubu, bowiem byli oni znacznie drożsi od innych. Na przestrzeni wielu lat obserwujemy mody na piłkarzy różnych krajów. a to Holendrów, a to Belgów, a to Chorwatów. Tylko ,że te trendy powodują, że tamtejsze rynki są drenowane przez mocarzy. Zaleca się uboższym ,aby nie szli za modą .ale kupowali, jak już muszą, tam gdzie taniej. 5.Starsi zawodnicy są przeceniani. Na nazwisko w piłce trzeba sobie zapracować , często wieloma latami dobrego grania. Wiele klubów kupuje więc graczy nie na podstawie ich aktualnej przydatności ,ale na podstawie ich przeszłości. Liczą oni na ich doświadczenie, na stabilizację , na to ,że będą wzorem dla młodych , na ich równowagę psychiczną. Podczas , gdy można ich porównać do topniejących bloków lodu i nie kupować kiedy już zmienią się w kosztowne kałuże. 6.Środkowi napastnicy są przeceniani, a bramkarze niedoceniani. Szerzej o tym można przeczytać w książce "Futbol i statystyki". Chodzi o to, że kariery bramkarzy trwają dłużej i nakłady na nich "zwracają się " wielokrotnie ,a po wtóre wbrew pozorom ich wpływ na wyniki jest większy niż środkowych napastników. Po prostu w futbolu jest tak, że ponad dwa razy częściej wygrywają te drużyny , które tracą ,mniej bramek niż te, które ich strzelą więcej. O czym zaświadczaj tabele ligowe w wielu krajach. 7."Panowie wolą blondynów" czyli wiele transferów ma oparcie w wyglądzie piłkarza. Nie bardzo wiadomo dlaczego ,ale statystyki pokazują, że mimo ,iż blondynów jest na boiskach mniej to na rynku transferowym notuje się ich przewagę. Być może wynika to z tego, że są oni bardziej widoczni , a pewno z "heurystyki dostępności" : im bardziej dana informacja zapada w pamięć, tym bardziej jest prawdopodobne ,że wpłynie na twoją decyzję, nawet jeżeli jest nieistotna. Jest to przykład "błędu systemowego" czyli czegoś więcej niż pojedyńczej pomyłki, raczej odchylenia od zdrowego rozsądku. 8.Najlepiej kupować zawodników po dwudziestce. Znakomity analityk Bill James sformułował przed kilkunastu laty tezę, że "gracze z collegów są lepszą inwestycją niż zawodnicy z liceów, a dzieląca ich różnica jest przeogromna" . Rozliczne przykłady pokazują, że bardzo mały odsetek zawodników wyróżniających się talentem w wieku 16-18 lat stali się bardzo dobrymi piłkarzami w dorosłym futbolu. Dotyczy to zwłaszcza obrońców i bramkarzy. Takie podejście ma same zalety, bowiem gracze w wieku 20-22 lata są już dojrzali, kosztują mniej i mają mniejsze wymagania finansowe, a jak okrzepną to można ich sprzedać z dużym zyskiem. Do tego z reguły tzw. wielkie kluby na nich nie polują , gdyż muszą sprowadzać gwiazdy, na które jest zapotrzebowanie kibiców, mediów i sponsorów. 9.Sprzedawaj każdego zawodnika ,jeżeli inny klub zaoferuje za niego więcej pieniędzy niż jego rzeczywista wartość. Właściciel Olimpique Lyon Aulas powiedział, że "kupowanie i sprzedawanie zawodników nie ma na celu poprawy wyników sportowych. To działalność handlowa, nastawiona na wygenerowanie jak najwyższej marży." Tenże Aulas sformułował inną tezę z którą zgadza się większość klubów, a mianowicie ,że "Żaden zawodnik nie jest na sprzedaż . do momentu przekroczenia kwoty , jakiej się spodziewaliśmy". W tej materii nie może być sentymentów. Klub musi każdemu zawodnikowi przypisać określoną wartość transferową i jeżeli pojawi się wyższa oferta to musi z niej skorzystać. Tym samym żaden poważny klub nie mówi, że wszystko jest na sprzedaż. 10.Przygotuj następców dla swoich najlepszych graczy jeszcze przed ich sprzedażą. Każdy klub musi być przygotowany na to, że na każdego zawodnika może pojawić się oferta jego sprzedaży co dotyczy zwłaszcza zawodników najlepszych. Klub więc musi szukać i mieć następców. SAF tak to ujął " Było mi żal kiedy odchodzili wielcy piłkarze, ale zawsze wiedziałem ,który zawodnik zastąpi odchodzącego. Doświadczenie nauczyło mnie gromadzić na zapas zawodników grających na określonych pozycjach" . Ten zapis tyczy nie tylko graczy własnego chowu, ale i zawodników z zewnątrz. Przygotowanie następców, zanim jeszcze są potrzebni pozwala uniknąć okresu przejściowego i panicznego uzupełniania braków. 11.Kupuj zawodników z problemami osobistymi, a potem pomóż im je rozwiązać. Przyjęło się ,że szefowie klubów wyznają zasadę " zapłaciliśmy za ciebie mnóstwo pieniędzy, więc pokaż na co ciebie stać i jak masz problem to o nim zapomnij" . Tak jak by nałogi, hazard. choroby umysłowe, nie istniały. Każdy piłkarz , jak każdy człowiek ma problemy większe lub mniejsze. Aby je rozwiązać to trzeba je rozpoznać. Najwybitniejsi managerowie jak SAF , Clough czy Taylor rozumieli zagubionych piłkarzy i to z nich robili graczy wybitnych. W Legii takim przypadkiem był VOO. 12. Pomagaj swoim zawodnikom w przenosinach. Ta kwestia jest dzisiaj oczywista. Tylko, że ona sprowadza się do zapewnienia odpowiednich warunków materialnych. Niestety u nas adaptacja nie obejmuje np. nauki języka polskiego co znacznie ogranicza rozumienie założeń taktycznych i przeszkadza w porozumiewaniu się na boisku. Generalnie autorzy za największą wartość na rynku transferowym uważają wstrzemięźliwość. Czyli jeżeli nie musisz to nie kupuj, chyba ,że trafi się wyjątkowa okazja. Lecz to są tzw. pobożne życzenia , bowiem pomimo niskiej efektywności transferów i ich mało znaczącego wpływu na wyniki w piłce nożnej proceder transferowy kwitnie. Na pewno ogromny i negatywny wpływ na jego rozmiary ma nieuregulowanie zasad transferów nie tylko na poziomie przepisów ,ale i zwyczaju i obyczaju. Np. zmiany grup w kolarstwie są jawne i wszyscy uczestnicy respektują zasady. W USA z kolei w każdym sporcie zawodowym obowiązują ścisłe i rygorystyczne prawa tyczące zmiany barw klubowych. Nie można więc nie podejrzewać, że tym czynnikiem, który z rynku piłkarskiego stworzył i utrwala burdel jest lewy szmal. O tym, że piłka nożna to wcale nie jest prosta gra. Ta część komentarza stanowi malutki wstęp do omówienia zagadnień związanych z działaniami zawodników podczas gry , które postaram się przybliżyć po następnych meczach Legii. Stawać się coraz lepszym piłkarzem, osiągać sukcesy to przede wszystkim chcieć ,a dopiero potem wiedzieć, móc i umieć. "Chcieć" oznacza wolę i pragnienie bycia najlepszym, nieustanne dążenie do doskonałości na treningach i w meczach. "Wiedzieć " określa taktykę - znajomość prawidłowości i zasad rządzących grą, właściwe zachowanie się w niej, dzięki posiadaniu odpowiednich predyspozycji umysłowych. "Móc" wyraża kondycję - bycie na tyle silnym i wytrzymałym, aby wykonywać różne czynności w grze. "Umieć " oznacza technikę czyli sposób w jaki wykonuje się zadania na boisku. Dopiero połączenie zaangażowania, wiedzy, umiejętności i możliwości zawodnika wytycza pułap jego skutecznego działania w grze. W grze powstaje wiele różnych sytuacji. Gracz reaguje na nie działaniem albo powstrzymaniem się od działania. Działanie obejmuje fazy podejmowania decyzji i fazy wykonywania czynności. Podejmowanie decyzji o wyborze działania oparte jest na czynnościach myślowych polegających na rozumieniu , przewidywaniu, ocenianiu i wnioskowaniu. Zależy ono od posiadanej wiedzy i właściwości umysłowych zawodnika ( zdolność do przewidywania zdarzeń, orientacji spostrzeżeniowej , koncentracji i podzielności uwagi, szybkości reagowania , wrażliwości emocjonalnej ) . Z kolei wykonywanie działań uzależnione jest od szybkości, dokładności , płynności i elastyczności ruchów oraz stopnia przejawionej siły i wytrzymałości. Te indywidualne działania gracza stanowią o jakości gry. Lepszy gracz różni się od gorszego tym, że szybciej i trafniej podejmuje decyzje, szybciej dokonuje wyboru właściwego działania i skuteczniej realizuje zadania w grze. Podstawą działania zawodnika są zasady - praktyczne wskazania mówiące o tym ,kiedy , jak i co należy czynić w różnych sytuacjach boiskowych .Znajomość zasad i doświadczenie wyniesione z gier pozwala na jeszcze szybsze i racjonalniejsze podejmowanie decyzji oraz wyższą skuteczność. Gra w piłkę polega na wzajemnym oddziaływaniu na siebie zawodników czego punktem odniesienia jest piłka. Gdy zawodnik ją posiada staje się napastnikiem, gdy ma ją partner staje się graczem ataku wspierającym działania kolegów. Z chwilą przejęcia piłki przez przeciwnika wszyscy stają się obrońcami. Gra stwarza liczne , niepewne sytuacje, które trzeba rozstrzygnąć na swoją korzyść. Podjęta jedna decyzja pociąga za sobą konieczność podjęcia kolejnej i następnych. W ten sposób rodzi się praktyczna taktyka czyli organizacja gry. To jest mówiąc w skrócie sposób rozwiązywania sytuacji w grze, polegający w uproszczeniu na wyborze jednego, z co najmniej dwóch wariantów działań. Pomocna jest w tym wyborze wiedza, doświadczenie i umiejętności. Trzeba przy tym uwzględnić własne możliwości oraz partnerów, a także umiejętności przeciwników oraz warunki w jakich przebiega rywalizacja. Biorąc udział w grze zawodnik musi odpowiadać na trudne pytania i podejmować błyskawiczne decyzje i musi ciągle myśleć jak najlepiej wykorzystać swoje i kolegów umiejętności do osiągniecia wspólnego celu. Krytykując nie zaszkodzi nabrać trochę pokory i wybaczenia dla błędów, które są nieodłącznym atrybutem futbolu. O tym, że system jakim gra Legia znany jest od wieków pod nazwą : "Kupą mości panowie . Kupą". Jak pamiętamy jest to okrzyk mobilizacyjny jaki wydawał z siebie nader często Onufry Zagłoba w "Potopie' Sienkiewicza. Miał on swoje konotacje pozytywne kiedy "nasi " bili wroga i negatywne kiedy dostawaliśmy w kuper. Podobnej ocenie podlega "pospolite ruszenie" ,raz jest dobre, jak my lejemy, a drugi raz złe kiedy nas biją. Nie inaczej jest z osławionymi systemami gry . Są dobre dopóki dają wyniki, a jak nie, to szlag je trafia. Czyli same nazwy tego czy owego nie mają znaczenia , bowiem liczy się efekt. Michniewicz w zaciszu gabinetu razem z makaroniarzem wymyśla jak to drużyna ma grać , czego to poszczególni zawodnicy mają nie wyprawiać na bosku ,a zawodnicy wychodzą i grają swoje. Wczoraj nasi przeciwnicy z Płocka poznali w wykonaniu Legii zasady gry podwórkowej tylko , że toczonej w wykwintnych warunkach. Bowiem podczas gry na podwórku wszyscy pchają się do atakowania i strzelania goli, a nikt ochoty na bronienie nie ma. Ma to i swój pozytywny skutek w tej postaci, że z kolei rywal jest tak zajęty obroną, że ani mu w głowie na nas napadać. Tylko, że chyba i trener i zawodnicy za dużego wyboru nie mieli. Gdyż mówić o tym, że trener mógł sobie dobrać graczy do ustawienia to znaczy żartować, bowiem trener wystawił to co się ruszało na zasadzie pospolitego ruszenia. Na ławie miał paru nowicjuszy , w tym dwóch w klubie od 3 dni oraz ozdrowieńców . Można sobie kpić ,ale to jednak wstyd ,że taki klub jak Legia nie ma zmiennika na środku obrony i w napadzie. Nie sposób jednak nie zauważyć, że takie nieuporządkowane granie miało miejsce w I połowie i było bezpośrednio związane z nieobecnością Pekharta. Dotychczas zawodnicy albo byli zmuszeni przez trenera, albo sami czuli się w powinności, aby grać na Czecha co stanowiło dla nich z jednej strony alibi a z drugiej było wygodne , bo zwalniało od myślenia i odpowiedzialności. Chyba w każdej drużynie taka nieobecność wywołałby konsternację i chaos obniżający poziom gry. Ale nie w Legii. To co wczoraj nasi zawodnicy , a zwłaszcza Kapustka, Luquinhas i Mladenovicz zrobili świadczy o ich wysokiej klasie , ogromnej ambicji i dotychczas niewykorzystanych wskutek sztywnych założeń taktycznych możliwościach. Miejmy tylko nadzieję ,że to co my widzieliśmy dostrzegł też trener. Tak jak dostrzegł, że takie ganianie wszystkich do przodu bez powrotu w I połowie nie ma przyszłości i w przerwie wzmocnił obronę i po niej zagraliśmy pięcioma obrońcami w ustawieniu 5-4-1. W II połowie nasza gra była bardziej uporządkowana i tym samym bardziej bezpieczna. Oprócz wspomnianej powyżej trójki bardzo dobry mecz wreszcie rozegrał Slisz,a wielce obiecujące wejście odnotował Kostorz. O tym, że jak nie ma góry to nie ma po co wchodzić. Po poprzednich meczach z niesmakiem pisałem, że nasza drużyna gra schematycznie i przewidywalnie szukając i rzadko odnajdując Pekharta i że ograniczamy swe zapędy ofensywne prawie wyłącznie do nieudolnego grania atakiem pozycyjnym . Nie napiszę, że lepiej gramy bez Czecha niż z nim ,ale wczoraj nasza drużyna zagrała zupełnie odmiennie. Biorąc pod uwagę te akcje , które doprowadzały naszych zawodników w bezpośrednie pobliże wrażego pola karnego to przez cały mecz tylko jeden raz ustawiliśmy atak pozycyjny i to dopiero w 69 minucie. Pobieżna analiza pokazuje również zasadniczą różnicę pomiędzy sposobem atakowania rywali w I i II połowie. W I połowie nasz zespół atakował prawie wyłącznie lewą lub prawą flanką i tylko raz w 40 minucie poszedł atak środkiem. Łącznie w I połowie groźnie zaatakowaliśmy ich 19 razy z tego 11 razy lewą flanką i 8 razy prawą. Po lewej aktywni mniej więcej po połowie byli Mladenovicz i Luginhas , a po razie zmieniający stronę Kapustka oraz Lopes. Po prawej Kapustka napadał 6 razy i 2 razy Wszołek. Natomiast po przerwie wraz ze wzmocnieniem liczebnym obrony nasz zespół zmienił sposób atakowania i na 12 razy tylko raz był to tak pozycyjny, 3 razy poszliśmy atakiem skrzydłami ( 2 razy lewe i raz prawe) , a w pozostałych przypadkach atakowaliśmy środkiem. W tych atakach główną rolę odgrywał Kapustka . Cechą charakterystyczną całościowo ujętej metody prowadzenia gry ofensywnej było nie wrzucanie piłki na środek pola karnego jak w poprzednich meczach ,ale przenoszenie ciężaru gry z jednego skrzydła na drugie. Nawet przy atakach środkiem rozrzucaliśmy piłki w boczne sektory. Taki sposób atakowania z jednej strony dezorganizował obronę rywali ,ale z drugiej uwidaczniał przewagę naszych kilku graczy w umiejętnościach technicznych, gry jeden na jednego, dryblingu , pomysłowości i grze kombinacyjnej. Co prawda przeciwnik nie był zbyt mocny, ale to jak go rozbijaliśmy zasługuje na pochwałę. O tym, że kapitan drużyny za głęboko bije się w piersi. Artur Jędrzejczyk przed meczem zapodał, że Wisła z Płocka to bardzo trudny rywal , a po meczu zamiast się radować to bił się w piersi i obwiniał o utratę bramki . Z mojej strony napotkał reprymendę, że takie gadanie jacy to nasi rywale są mocni wdjabla mnie od Bergowych czasów. Jak mamy się bać takich Wisełek to lepiej nie wychodzić na boisko. My mamy z każdym grać futbol aktywny, a nie reaktywny. To oni mają myśleć jak nas zatrzymać ,a nie odwrotnie. Po meczu zaś napisałem Arturowi ,że wszyscy cenimy go za ambicję, waleczność, poświęcenie, ale chyba już pora ,aby pokazał ,że jest bardzo dobrym piłkarzem i zaczął robić na bosku za profesora. A wygrywa i przegrywa cała drużyna i wczoraj wszyscy zasłużyli na wysokie oceny.