A+ A A-
  • Zbyszek
O tym, że Żuraw odleciał. Porównanie niewyszukane, ale trafnie oddające istotę sprawy, bowiem miał Żuraw jak żaden dotychczasowy trener w Lechu coś w rodzaju carte blanche i każdy inny by wyleciał już jesienią po pokazaniu totalnej bezradności w kierowaniu zespołem. Po nieudanej przygodzie z Nawałką nadprezes Lecha Piotr Rutkowski postanowił postawić na trenera II drużyny Dariusza Żurawia deklarując publicznie ( obszerny wywiad w PS) ,że to jest trener "na lata", że ma jego pełne zaufanie i że podejmie ocenę trenera dopiero po zakończeniu trzyletniego kontraktu. Tu ,aż na usta ciśnie się moje powiedzenie, że to jest słuszna zasada, ale użyta w niesłusznej sprawie. Piotr Rutkowski chyba od zawsze był człowiekiem rozentuzjazmowanym , zbytnio emocjonalnym, zamiast rozumu i chłodnego wyrachowania kierujący się porywami serca jak w znanej piosence Łazuki i Kraftówny pt. "Przeklnę cię" , a która zawiera takie oto słowa : "I sprawdziło się co do słowa / I poczułem, że znowu pałam / Lecz przyczyna pałania nowa". Rutkowski był dotychczas w uczuciach niestały ,ale teraz zadeklarował dozgonną miłość i przywiązanie aż po grób. I o mały włos, aby się spełniło z tym grobem , ale instynkt samozachowawczy zadziałał. Bowiem nie chciejstwo i pobożne życzenia, ale przesłanki racjonalne powinny decydować przy wyborze trenera. Czyli nie działać na zasadzie "podoba mi się " ,lecz ustalić kryteria merytoryczne oraz charakterologiczne. Przy czym takie dziwaczne wybory to nie tylko specjalność Lecha. Tak jak by decydenci nie rozumieli prostej reguły obowiązującej w poważnych klubach, a mianowicie ,że ci którzy są w czołówce, a wiec mają pieniądze mają lepszych graczy ,a ci potrzebują dobrego trenera, który będzie dla nich autorytetem . Trener ,który się uczy jest dobrym grajkom niepotrzebny. Dlatego im większy i im bogatszy klub tym pracuje w nim trener z większymi osiągnięciami. Nie zawsze ma on sukcesy na miarę wcześniejszych dokonań, ale przynajmniej minimalizuje się ryzyko wpadki. U nas jak na razie wzorem pod tym względem jest sposób wyboru Papszuna na trenera Rakowa ( o czym już pisałem ). Tym samym najpierw powinny być ustalone kryteria jakim powinien odpowiadać delikwent. Powinny mieć one charakter formalny ( wykształcenie, kursy, doświadczenie ) oraz merytoryczny ( osiągnięcia). U nas nazbyt często myli się zajmowanie stanowiska z zawodem jaki dany osobnik ma wykonywać. Tak jak w filmie Barei "Poszukiwany, poszukiwana", gdy jedna z pań mówi :" Mój mąż z zawodu jest dyrektorem". To tak jak by prezesi klubów uzurpowali sobie prawo do tworzenia trenera z niczego , jak by byli demiurgami. Nazywają kogoś kogo zatrudniają trenerem i myślą ,że on nim jest lub się nim stanie tylko dlatego, że oni tak chcą. Tu aż ciśnie się na usta porównanie do lekarza. Aby nim być czyli leczyć pacjentów ,a nawet ich operować musi on ukończyć studia, odbyć staż, ukończyć specjalizację , nabywając praktyki i doświadczenia. I też nie każdy z nich jest taki sam , bowiem są lekarze mający zdolność diagnozy bez dodatkowych badań stanu zdrowia ,ale większość, aby stwierdzić co pacjentowi jest musi posiłkować się badaniami . W przypadku operowania pacjentów taki chirurg musi oprócz wiedzy ( zanim zostanie do tego zabiegu samodzielnie dopuszczony) musi najpierw asystować ,a potem operować pod nadzorem fachowca. Oczywiście jest różnica, a mianowicie medycyna wypracowała powtarzalne metody i sposoby leczenia, co w piłce jest w powijakach. Na dodatek następuje degradacja zawodu trenera. Kiedyś i to nie tak dawno ,był on sam , sam tworzył, sam odpowiadał za wszystko. Potem dodano mu asystentów, ale jednocześnie odebrano wpływ na transfery graczy oraz ich przygotowanie fizyczne. Uznano, że trener ma pracować z ludźmi jakich mu się dostarcza i przygotowanych fizycznie przez kogoś innego. Lecz to on ma ponosić odpowiedzialność. Nic dziwnego, że kibice Lechu domagają się, aby wraz z Żurawiem z klubu odeszli dyrektor sportowy Rząsa i fizjolog Kasprzak. Wcześniej wyrażali oburzenie odejściem wieloletnich asystentów różnych trenerów Skrzypczaka i Bartkowiaka oraz zatrudnieniem na ich miejsce znajomych Żurawia Góry i Dudki. Jednocześnie po obecnie dokonanej zamianie trenerów ,aż ciśnie się na usta pytanie czemu "stryjek zamieniał siekierkę na kijek"?.Czyli mówiąc wprost , dlaczego asystent jakim był Żuraw u Skorży w latch 2014-2015 został trenerem ,a nie jego nauczyciel czyli Skorża. Czyżby uczeń przerósł mistrza ?. Jak widać niekoniecznie. Metody treningowe Skorży i sposób prowadzenia drużyny są dość dobrze znane . Generalnie Skorża jest zwolennikiem dyscypliny i nie marnowania czasu, jego treningi są krótkie, ale zaplanowane, przemyślane i intensywne. Przygotowanie fizyczne zawodników ma być dostosowane do wyzwań . Uważa on ,że przy dzisiejszej wiedzy i metodach badawczych stanu organizmu można kształtować formę i przygotować ją zależnie od potrzeb. Na tej elastyczności i przewidywalności przejechał się dwa razy , raz kiedy zlekceważył Levadię jako trener Wisły i jego zawodnicy zagrali bez dynamiki w okresie treningu wytrzymałościowego i drugi raz w Legii, kiedy był pewny, że pary starczy na 3 ostanie mecze w lidze w 2012 roku, aby zdobyć tytuł, i jak on to mówi "nie depnął", ale gracze sobie po zdobyciu PP popili i z procentami forma uleciała. W samej grze dużą wagę przykłada do taktyki, którą dostosowuje do rywala ,ale też stosuje "sztuczki taktyczne", które mają przeciwnika zaskakiwać. Żuraw te elementy pracy z zespołem przejął po Maćku. Prawie wszyscy dostawali orgazmu jak Lech jesienią ub. roku awansował do LE i w grupie nieźle sobie radził , a teraz kiedy za te ekscesy płaci to trenera powiesili za jaja. Tamten dobry wynik w LE był spowodowany tym, że zawodnicy Lecha zostali do rozgrywek przygotowani tylko pod kątem szybkościowo- siłowym umożliwiającym dynamiczną i intensywną grę ,ale tylko w czasie określonym , po którym siły się wyczerpują. Do tego trener zastosował dwie sztuczki taktyczne w ataku, które zostały przez rywali zneutralizowane dopiero pod koniec rozgrywek grupowych. Polegały one na tym, że Lech grał przed polem karnym rywali, a kiedy ich obrońcy wyszli do przodu Ramirez zagrywał piłkę nad głowami za plecy, do której natychmiast ruszał Tiba i wychodził na czystą pozycję strzelecką. Druga zagrywka taktyczna sprowadzała się do tego, że kiedy piłkę na środku przed polem karnym miał Tiba to z boku wychodził mu Ramirez do którego następowało zagranie, a ten w tempo rzucał piłkę z boku na środek pola karnego gdzie już byli Tiba i Ishak i ten ostatni kończył akcje. Lecz jak to mówią , było miło ,ale się skończyło czyli inwencja Żurawia się wyczerpała . Zespół siadł i trener nie był w stanie spowodować, aby powstał. Innych metod Żuraw od Skorży nie przejął, bowiem chyba obawiał się negatywnej reakcji drużyny. Skorża ma jeszcze dwie preferencja ,a mianowicie nie toleruje zagrań do tyłu , jako niebezpiecznych i nic nie wnoszących oraz usilnie uczy prowadzone drużyny grać atakiem pozycyjnym ,gdyż to po nim pada w meczach statystycznie najwięcej bramek. A przy tym Skorża konsekwentnie stosuje to co nazywamy behawioralną teorią ról społecznych, a mianowicie zawodnicy są od grania jak dupa od srania ,a to on jest od trenowania. Wymaga wiec skupienia, dyscypliny i podporzadkowania regułom jakie ustala. Tu niczym szczególnym nie różni się od trenerów w poważnych ligach i nie chce zaakceptować tego, że ma do czynienia z marnym materiałem ,który w klubie zachodnim czy rosyjskim potrafi się podporządkować ,a u nas ma to w dupie. To na tym tle doszło w 2015 roku do konfliktu pomiędzy nim a zespołem, aż wreszcie zawodnicy ostentacyjnie zaczęli grać przeciw niemu. A zaczęło się od tego, że Skorża przed meczami wymagał koncentracji w ciszy, a gracze woleli muzykę, on nie tolerował używek , których zakazywał dietetyk , a piłkarze lubili wypić sobie, a to kawę, a to mocną herbatę ,a to napój energetyzujący, on chciał, aby wszyscy byli ubrani schludnie w jednolite stroje ,a zawodnicy woleli wynalazki modowe itd. Niby drobiazgi ,ale to one go wykończyły. Na szczęście dla niego z drużyny z 2015 w kadrze Lecha nie ostał się ani jeden niedobitek. Przypomnijmy jaką on "paką" w 2015 roku dysponował : bramkarz Buricz,- obrońcy : Kamiński, Arajuuri, Cessay, Wilusz, Bednarek, Henriguez, Kędziora, Kadar - pomocnicy : Loverncsic, Trałka, Linetty, Pawłowski Szymon, Drewniak, Hamalainen, Jevticz - napastnicy : Keita, Teodorczyk, Kownacki, Sadayev, Ubiparip. Jednocześnie Skorża ma stały syndrom beniaminka i prymusa skutkujący z jednej strony przekonaniem o swej wszechmocy ,a z drugiej koniecznością udowadniania na każdym kroku ,że jest się nieomylnym i osiągającym wyłącznie sukcesy. Bardzo trudno odnajduje się w sytuacji , w której jego drużyna sobie nie radzi. Tu swego czasu słusznie zauważył Piotr Rutkowski ,że jest takim znakomitym kapitanem okrętu na spokojnych wodach. Ma również przekonanie, że piłka nożna jest przewidywalna i że w gruncie rzeczy dla takich jak on świetnie wyedukowanych nie ma tajemnic. I na koniec ma wadę , która nie pozwala mu na najwyższe loty ,a mianowicie nie potrafi dostosować metod pracy i poziomu wymagań do możliwości graczy. To jest trener dla bardzo dobrych graczy, z marnymi niczego nie osiąga. Sadząc po długim czasie negocjacji Skorża na bazie swoich doświadczeń , zwłaszcza w Legii postawił Rutkowskiemu twarde warunki odnośnie wpływu na transfery, długości kontraktu i ogromnego odszkodowania za jego zerwanie oraz kontaktów z prezesami. Przypomnijmy sobie jak to w podanych aspektach wyglądało w Legii. Mianowicie transferów dokonywali Jóźwiak z Miklasem i nie można się oprzeć wrażeniu, że nie bezinteresownie , bowiem np. oficjalnie za 1 mln Euro kupiono w pakiecie z Partizana, obrońcę ,który nie był nawet rezerwowym w II drużynie razem z bramkarzem ,który owszem grał w drużynie ,ale piłki ręcznej, czy np. zawodnika z Portugalii , który na stronie klubu był do oddania za darmo, a Legia oficjalnie zapłaciła za niego 300 tys. Euro. W sumie latem 2010 roku sprowadzono kilkunastu graczy i wymienieni panowie przekonywali wszystkich, że to gwiazdy tylko trener nie umie ich wykorzystać .A nadto jego zwolnienie z Legii było kuriozalne, gdyż nastąpiło prawie natychmiast po przedłużeniu kontraktu z nim o rok. Jak pamiętamy zezwolił on na 3 kolejki przed końcem sezonu przy prowadzeniu Legii w tabeli, po zdobyciu PP - na wypicie po dwa piwa w autokarze którym gracze wracali z Kielc. Bez jego wiedzy i zgody zawodnicy po powrocie zabalowali i stracili formę i Tytułu nie zdobyli. O ten brak dyscypliny i tolerowanie pijaństwa został Skorża oskarżony przez Miklasa i Jóźwiaka i bez rozmowy z nim prezes go zwolnił. Wielkim zwolennikiem zwolnienia Żurawia był Artur Jędrzejczyk .Żartowałem z niego ,że odezwał się nim duch prawdziwego sportowca, który pragnie , by główny rywal był silniejszy ,a nie słabszy. Wczoraj było widać początek naprawy Lecha, po dobrym trenerze, ale dobrym, dla przeciwników. O tym, że w Lechu zostały zachwiane proporcje. Jest rzeczą powszechnie znaną ,że kluby ,które ściągają polskich zawodników sięgają po młodych graczy, za których gotowi są płacić poważne kwoty. Ma to swoje źródło w tym, że nasi zawodnicy są znani z ambicji, pracowitości i inteligencji. Lecz równocześnie są nieprzygotowani do gry na wysokim poziomie pod każdym względem : fizycznym, taktycznym, techniki użytkowej i mentalnym, a gra w naszej lidze rozwojowi nie sprzyja. Szczególne braki nasi zawodnicy , niezależnie od tego skąd są mają w przygotowaniu ogólnoatletycznym, sprawności ogólnej i koordynacji ruchowej. W naszej piłce nie umiemy tego robić i nie bardzo wiemy jak ten stan zmienić. Jednym z powodów jest nieznana w cywilizowanym świecie piłkarskim prywatyzacja tzw. akademii. W normalnym, nie anarchicznym kraju szkoleniem dzieci i młodzieży zajmują się kluby, które na ten cel dostają pieniądze od państwa, a szkolącymi są ludzie przygotowani do zawodu mający na to stosowne kursy i papiery. Przyjeżdżający do naszego kraju ludzie zajmujący się pracą z dziećmi i młodzieżą nie mogą pojąć, że można aż tak zidiocieć, aby tej dziedzinie dogmatyzm i demagogię pseudoliberalną traktować poważnie. Nikt normalny nie wprowadza toksyn w życie, bo trucizna nie leczy ,ale zabija. PZPN co prawda w ubiegłym roku wprowadził certyfikację akademii ,ale robactwo się rozlazło i wybić go będzie bardzo trudno. Te różne oszukańcze pseudoośrodki nie szkolą, nie rozwijają, bo ich jedynym celem jest zarobić. Talenty w nich traktowane są jak towar. Wielu rodzicom roi się w głowach wielki zarobek na swoich dzieciach ,więc gotowi są płacić za naukę wierząc ,że ona przyniesie efekty. A te twory-potwory jak im się trafi talent to go trzymają i oferują zagranicznym kontrahentom. Są jak murarze piekący pieczywo, nie wiedzący dlaczego nie każdy chleb to zakalec ,ale kiedy im przez przypadek uda się smaczny chlebek to go natychmiast sprzedają ,a jak nie, to go trzymają aż się zeschnie. Zabierają materiał klubom, ale te też niewiele lepsze. Generalnie u nas występuje gigantyczny deficyt przygotowanej do swej roli kadry szkolącej. Bez niej system szkolenia będzie niewydolny i jak ktoś się przebije to nie dzięki niemu ,ale wbrew niemu. Jednym z wyjątków na tym łez padole jest poznański Lech. Mają system wyławiania talentów ,ale ich młodzi gracze tak jak wszędzie u nas fizycznie i sprawnościowo to łamagi. Pewnikiem dlatego, że mają stały dopływ zdolnej młodzieży to nie dbają o zatrzymanie zawodników którzy coś znaczą. W ten sposób w ciągu ostatnich 3 lat z Lecha odeszli zawodnicy świadczący o sile zespołu : Tetteh, Bednarek, Kadar, Dilaver, Moder, Situm, Amaral,Jevticz, de Marco,Gajos, Goutas, Radut, Vujadinovicz, Butko, Gytkiaer, Żamaltedinow, Crnomarkovicz czy Kostewycz. O niektórych mówiono, że są za słabi na Lecha ,ale praktyka , statystyka i przede wszystkim wyniki ,które są miarą ocen w piłce wskazują ,że zamiennicy nie są lepsi. Nie można jednocześnie zachwiać proporcji pomiędzy walorami młodości ,a dojrzałością, stabilnością, doświadczeniem i ograniem. I to w Lechu zwłaszcza za kadencji Żurawia zostało rozchwiane, bowiem w kadrze tej drużyny są z młodych : bramkarz Bąkowski (18 lat),- obrońcy Borowski ( 18),Niewiadomski (19),Puchacz ( 22), -pomocnicy : Kamiński(19) ,Klupś(21),Marchwiński ( 19),Skóraś (21) oraz napastnicy: Szymczak (19), Wlak (18) i Kozubal ( 17) . W stosunku do tego kogo wystawiał Żuraw, doświadczony (58 lat ) Góra wystawił tylko dwóch młodych ,ale już ogranych w LE i lidze Puchacza i Kamińskiego. I na tle najlepszej drużyny w lidze okazało się ,że walory piłkarskie zawodników Lecha są porównywalne z Legionistami. Śmiało można zatem rzec. że Lech ma lepszych zawodników niż osiągane wyniki. Zastępczy trener wczoraj pokazał realizm i zaufał graczom bardziej doświadczonym. Równocześnie na pierwszym planie postawił na bezpieczeństwo i ustawił tak zespół, aby Legię pozbawić największych atutów, a więc groźnych tzw. wahadłowych oraz supernapastnika Pekharta. W tym celu zagrał trzema obrońcami środkowymi ,żeby nie tyle kryli Czecha, ale izolowali go od piłek ,zaś na Juranovicza I Mladenovicza ustawił Kamińskiego i Puchacza. Do tego czterech graczy opanowało środek pola ,a gigantyczną robotę destrukcyjno - konstrukcyjną wykonywał wolny, ale niebywale waleczny Ishak. I żeby nie Boruc to Lech mimo tak defensywnej organizacji gry mógł z nami wygrać. O tym, że Michniewicz staje się nudny ,a Legia w swej powtarzalności zbyt przejrzysta. Niedługo nie będę miał o czym pisać, bowiem skład, ustawienie , i sama gra stały się przewidywalne. I jedno co do wczoraj było wiadome ,a od wczoraj stało się niewiadome to wynik, a właściwie rozmiary wygranej. Powiedziano i napisano o wczorajszym meczu ,że był słaby. Dla mnie było to dobry mecz, przede wszystkim pod kątem godnej podziwu dyscypliny taktycznej. Wczoraj tak jak i w wielu meczach Legii wyraźnie można zaobserwować dwie odsłony gry ,a mianowicie w ataku i obronie. W Legi korelacja pomiędzy oboma typami działań jest znikoma, a przez to płynność gry cierpi. Najpierw o tym jak nie radziliśmy sobie w ataku. Nasi piłkarze wchodzili ( bo o biegu trudno mówić) na połowę rywali z piłką, starając się przy niej utrzymać po to ,aby nadeszło kilku innych graczy. W większości przypadków odbywało się to środkiem boiska ,a animatorem był Martins. On to starał się zatrudniać wbiegających po skrzydłach Juranovicza ( częściej) i Mladenovicza ( rzadziej). Zamieszanie przed polem karnym Lecha mieli robić bez piłki Luquinhas po lewej stronie boiska i Kapustka po prawej. Obaj nie mieli konkretnych przydziałów i próbowali wchodzić w pole karne licząc, że pilnujący Pekharta obrońcy zostawią im miejsce. Próbowaliśmy grać atakiem pozycyjnym ,ale było to czynione niekonsekwentnie i niecierpliwie. Nie próbowaliśmy rozerwać ich bloku obronnego i za szybko następowały, z reguły, niecelne wrzutki w pole karne. Liczyliśmy na błędy indywidualne obrońców przeciwnika, a nie na precyzję rozegrania własnych akcji. No i za dużo było prób koronkowych akcji. Czego zabrakło , oprócz bramek ?. Nie było strzałów z dystansu, aby wyciągnąć ich środkowych obrońców przed pole karne i umożliwić zagranie za plecy. Rozgrywanie piłki było za wolne ,a podanie nieprecyzyjne. Zbyt wolno następowało przeniesienie ciężaru gry sprzed własnej bramki pod ich pole karne. Tym razem dużą naszą słabością była gra bez piłki, w jej różnych aspektach. Teraz o tym jak poradziliśmy sobie w obronie. Nasz zespól bronił wysoką strefą z tym, że Pekhart, Kapustka i Luquinhas ograniczali się do przeszkadzania i opóźniania akcji rywali. Po ich wejściu na naszą połowę próbował odebrać piłkę w środku Martins , on też aktywnie przeszkadzał w jej rozegraniu w pionie, natomiast Slisz biegał pomiędzy rywalami wszerz boiska, a w przypadku zagrożenia atakiem pozycyjnym stawał się środkowym forstoperem. W obronie ustawialiśmy się 5-4-1 oraz nader często 6-3-1. Czyli nasz trener na pierwszym miejscu postawił zdobycie co najmniej jednego punktu. Rywale atakowali głównie naszą lewą stroną ( Mladnovicz, Szabanow), która jest w tym aspekcie gry wyraźnie słabsza od prawej ( Juranovicz, Jędrzejczyk). Z naszych środkowych obrońców wysoko atakowali rywali Jędrzejczyk Ishaka oraz Wieteska innego ich napadającego. W polu karnym z kolei Ishaka krył Wieteska i dwa razy się zawieruszył ( raz Szwed strzelał nogą, a raz głową). Nasza gra obronna miała 3 , fazy : do 15 minuty( pełne panowanie nad sytuacją) , od 15 do 55 minuty zbyt głębokie cofnięcie się w pole karne i pozwalanie rywalom na oddawanie strzałów z dystansu oraz od 55 minuty do końcowego gwizdka odzyskanie kontroli dzięki wysokiemu wyjściu poza obręb pola karnego. Mankamentem gry nie tyle obronnej ,ile defensywnej było oddanie środka pola gry rywalom . Obrona w sumie zdała egzamin, ale zdecydowanie najlepiej zaprezentował się w niej Artur Boruc. O tym, że komentatorzy Canal+ wpadli do kanału czyli ścieku. Z różnych powodów wybieram oglądanie meczów w kanale, ale wczoraj już po kilkunastu minutach przełączyłem na TVP Sport. Tego plugastwa, które wypluwał z siebie niejaki Mielcarski nie dało się słuchać. Robił on za stronnika Lecha, a właściwie klakiera , który dodatkowo bez przerwy podpowiadał jak zawodnicy Lecha mają grać, aby rozbić znienawidzoną Legię. To był bełkot nawiedzonego ,a może przekupionego ,a może naćpanego kretyna. Ponieważ nie ma obowiązku słuchania byle palanta to przełączyłem na inna stację. I byłem poziomem i kulturą komentowania usatysfakcjonowany. Laskowski przygotowany do zadania sypał jak z rękawa statystykami ,danymi i poprawnie opisywał zdarzenia , zaś Podoliński tym razem sensownie oceniał samą grę pod względem jej organizacji i poziomu wykonawstwa. O tym, że sędzia Frankowski był dla Legii jak czerwona płachta na byka. Artur Jędrzejczyk przed meczem bardzo obawiał się, że sędzia Frankowski zanim go wyrzuci z boiska to najpierw podyktuje za jego "faul " karnego dla Lecha. Śmiałem się, żeby nie prowokował. Czyli żeby nie przydarzyło się tak jak pewnej damie , która widząc jak absztyfikant jest wobec niej obojętny nie rzekła "prosił, prosił, aż wyprosił " zdejmując peniuary i rozkładając nóżki. I dobrze ,że przepowiednia się nie spełniła. Widocznie w poprzednim meczu Frankowskiego dopadła pomroczność, nie bardzo jasna. Nie tak dawno podobny syndrom miał sędzia Musiał i podobnie go starano się uleczyć każąc mu poprawiać się w meczach Legii, które notorycznie zawalał. Wczoraj Frankowski poprawkę zdał . Przy czym spotkanie nie było zbyt trudne do prowadzenia. Tym razem moje analizy jego decyzji okazały się mało twórcze. Można co prawda mieć wątpliwości co do w sumie 13 decyzji ( faule, kartki żółte i ewentualnie czerwone) ,ale wszystkie one mieszczą się w graniach swobody interpretacyjnej sędziego. Mam tylko jedną uwagę negatywną ,a mianowicie mając wielkie uznanie dla waleczności i zaangażowania Ishaka chyba sędzia był dla niego zbyt pobłażliwy , bowiem chyba za dużo sobie na boisku bezkarnie pozwalał. Ale powiadam ,że jakoś taką tolerancyjność rozumiem , bo np. Marciniak podobnie łagodnie traktował Trałkę. Mecz z kategorii tych do zapomnienia . Odbył się i jeden punkt więcej na drodze po Tytuł.
This is a comment on "Lech - Legia 0-0: Mecz w klinczu"