A+ A A-
  • Zbyszek
O tym, że gol golowi nierówny. Przed 9 już laty skrajnie negatywne emocje, zwłaszcza we Francji wywołało ściągnięcie przez PSG Zlatana Ibrahimovicza.Głos zabrał minister finansów, premier i prezydent uznając ,że zapłata za zawodnika 25 mln Euro i płacenie mu 35 mln Euro rocznie przez 4 lata to pożałowania godne i nieprzyzwoite. Na to Katarscy właściciele PSG odpowiadali skromnie :"Nie wydajemy 165 mln Euro na piłkarza. Wydajemy je na gwarancję sukcesu". Bo też rzeczywiście Szwed w latach 2003-2011 zdobywał Tytuły z każdym klubem, w którym występował będąc jego najlepszym strzelcem. Zapotrzebowanie na snajperów bierze się stąd, że gole są rzadkością w futbolu. Zbadano ich częstotliwość na przestrzeni 10 lat w Premier League i stwierdzono, że zespół w tych rozgrywkach zdobywa średnio jednego gola w 63% meczów, a 30% drużyn nie zdobywa go wcale. Są również rzadkością dla piłkarzy , bowiem w zdecydowanej większości meczów aż 91,6 % zakończyła swój udział bez bramki. Nic dziwnego, że wierzy się w ścisłą korelację miedzy bramkami, a zwycięstwami oraz miedzy zwycięstwami ,a trofeami. Autorem swego rodzaju rewolucji w świecie futbolu był Jimmy Hill , angielski prezenter i ekspert telewizyjny, który w 1961 roku został managerem Coventry . Był on inicjatorem zniesienia limitu wynagrodzeń dla piłkarzy co w kilka lat później stało się faktem. To on jako pierwszy zwrócił uwagę na barwy i logo klubu, to on jako pierwszy drukował programy meczowe, to on napisał słowa klubowego hymnu , to on kazał wytwarzać gadżety klubowe. Ta moda, którą uważa się za odwieczną przyszła do nas z opóźnieniem. Pamiętam jak 1 kwietnia 1970 roku stałem razem z tłumem kibiców przed wejściem na stadion Legii na mecz w półfinale PKME z Feyenoordem Rotterdam i podziwialiśmy kibiców holenderskich , którzy wchodząc na trybunę krytą górną chóralnie śpiewali jedną pieśń, mieli jednakowe czapeczki, chusty, chorągwie, chorągiewki, proporczyki. Rzeczy u nas w owym czasie nieznane. Hill też namawiał do zrezygnowania z premiowania wygranej w meczu z 2 na rzecz 3 punktów, co znalazło zastosowanie w Anglii od 1981 roku, a w Polsce dopiero od sezonu 1995/96. Analitycy niemieccy Alexander Dilger i Hannah Geyer zbadali skutki wprowadzenia zasady 3 punktów poprzez porównanie 7300 meczów w przeciągu 10 lat przed jej wprowadzeniem i po. Otóż stwierdzili, że liczba bramek w meczach i ogółem była prawie taka sama . Różnicą był ogromny spadek remisów z 44% do 18% oraz drastyczny wzrost ilości żółtych kartek. Bardziej ofensywne nastawienie spowodowało wzrost agresji ,aby powstrzymać przeciwnika wszelkimi, także niedozwolonymi metodami ( kopanie, łapanie, odpychanie , wślizgi w nogi). Wobec możliwości zdobycia 3 punktów taktyka stała się bardziej defensywna, obrońcy przesuwali się do przodu i skracano pole gry, rosła ilość długich wybić spod własnej bramki. Tak to dobrymi chęciami piekło wybrukowano, bowiem zasada 3 punktów zamiast nagradzać futbol ofensywny, nagradza futbol cyniczny. Te utrudnienia w zdobywaniu goli jeszcze bardziej zwiększyły popyt na skutecznych napastników. Stąd nie dziwmy się ,że Polak Robert Lewandowski jest idolem w Niemieckim Bayernie Monachium ,bo kibice wiedzą co jest najlepsze. Ponieważ bardzo często jedna bramka decyduje o wyniku meczu to jest ona na wagę złota. Nie trzeba wielkich badań, aby stwierdzić oczywistą korelację, że im więcej drużyna zdobywa bramek w meczu tym jej szanse na wygraną rosną, Natomiast analitycy podkreślają, że największą wartość ma druga bramka , która zwiększa przewidywaną zdobycz punktową o 0,99.Ta wiedza oznacza, że skoro najcenniejszy jest drugi gol, a razem z pierwszym są wielokrotnie cenniejsze od następnych, to sposób oceny produktywności napastników polegający na podliczaniu bramek jest nieadekwatny. Tym samym supersnajperzy zdobywający zwycięskie bramki mają większą wartość niż ci, którzy zajmują się "dobijaniem " przeciwnika. Rynek transferowy przez lata tej całej korelacji nie dostrzegał . Obecnie korzystając z programów komputerowych można wyliczyć , który zawodnik swymi bramkami miał decydujący wpływa na zdobycz punktową drużyny, Przy tej ocenie musimy brać pod uwagę ,że obecnie z uwagi na malejąca ilość superstrzelców trenerzy w zespołach w których oni występują ustawiają grę w ataku pod nich np. pod Ibrahimovicza, pod Lewandowskiego, pod Ronaldo, pod Pekharta czy swego czasu pod Rooneya czy Teveza. Statystyki pozwalają na stwierdzenie, że zdobycie jednej bramki daje wygraną w ok.25% , ale zdobycie drugiej bramki zwiększa taką możliwość do ok. 60%, gdy natomiast zespół zdobywa 3 bramkę to wygrana jest pewna w 90%. Tym samym zdobycie trzeciej i kolejnych bramek podnosi wartość widowiska, ale z punktu widzenia głównego celu gry jakim jest zdobywanie punktów znaczy niewiele. Teraz rozumiemy i powinniśmy docenić to co nazywa się potocznie "grą na wynik" . Trzeba przy tym pamiętać ,że każdy kij ma dwa końce czyli dla drużyny broniącej strata jednej bramki to duży koszt ,ale drugiej to dramat. W sposób oczywisty takie podejście do futbolu stało się prawie takim samym w każdym kraju i w każdej lidze. Zapanowała nudna jednorodność. Więc w tym zaszachowanym skutecznością świecie w coraz większym stopniu domagamy się piękna gry , a więc różnorodności. Pragniemy goli, bo są solą piłki ,ale nie chcemy ,aby one spowszedniały, ale aby były trudne do zdobycia , bo tylko wówczas są naprawdę cenne. O tym, że kibice wrócili na trybuny. Głupi tego nie wymyślił, że ta pandemia rzuciła się na mózgi, że zamkniecie w klatce powoduje zdziczenie i po wypuszczeniu zwierzęta nie kontrolują swego zachowania, tak ich rozpiera złudne poczucie wolności. Wczoraj Kibice Legii stali się dowodem na prawdziwość tej tezy. Okoliczność jaką było fetowanie Tytułu powinna być powodem, aby zachować się godnie i stosownie do rangi wydarzenia. Bo, nawet jak pisał Tuwim :" Jak jest bal w operze, to każda dziwka majtki pierze" (parafraza). Jeszcze oprawa , która przygotowali wcześniej, co prawda była ni przypiął ni przyłatał, ale przynajmniej nie była skierowana przeciwko komukolwiek. Natomiast po raz kolejny dużej części kibiców mecz zgoła nie zainteresował . Bawili się sami ze sobą robiąc sobie dobrze. Ale tego samozadowolenia było im za mało, bo musieli obczernić i zasmrodzić cały stadion i przerwać mecz pokazując całej Polsce ,że mają radość nie ze zdobycia Tytułu, ale z niszczenia wizerunku klubu. A już obrażanie i wygwizdanie prezesa , który utrzymuje klub jest przejawem zdziczałego chamstwa. Tylko Czesław mało co się nie zesrał ze szczęścia, że nie został zwyzywany. Czyli kibole wrócili , ale po jaką cholerę - nie wiadomo. O tym, że męczarnie zostały zakończone. W trzech meczach po zdobyciu Tytułu piłkarze Legii wychodzili na boisko , może nie jak na ścięcie, ale jak do niechcianej i nielubianej roboty - na pewno. Kiedyś mówiło się o takich ,że odwalają pańszczyznę, albo, że "oni" udają, że płacą, a my udajemy, że pracujemy, albo czy się stoi czy się leży to 2 tysiące się należy. Przypominam te powiedzenia , choć tylko jedna cześć się zgodziła, że robi się wbrew, bo druga nie jest nieprawdziwa. Ja dla takiej postawy nie mam usprawiedliwienia. Albo jest się zawodowcem i wykonuje się swoją pracę najlepiej jak się potrafi, albo jest się patałachem i obibokiem niewartym, aby go w dupę kopnąć. Trener mógł i powinien na to zareagować i przewidzieć i odmienić wystawiając zawodników, którym się chce, którzy chcą się pokazać , którzy chcą trenerowi i nam coś pokazać , coś udowodnić. Nie mówiąc już, że jako kibice zostaliśmy przyzwyczajeni do Tytułów i domagamy się zaistnienia w Europie, a "bohaterowie " powinni odpocząć ,a nie "męczyć buły " w meczach o nic. Sam trener poszedł na łatwiznę i udawał, że to jest gra fair. Wobec kogo?. Ja jestem głęboko zniesmaczony, niezależnie od wyniku. . O tym, że lepiej się witać niż żegnać. To znane powiedzenie oznacza, że patrzenie w przyszłość ma przyszłość, a patrzenie za siebie, wstecz, takiej przyszłości nie ma. Często bywa ,że jak ktoś odchodzi z pracy to jest postponowany tak jak by nikt go nie zatrudnił, lub wziął się sufitu. Przeciwna postawa do nieutulony żal po odejściu pracownika, tak jak bez niego świat miał się zawalić. Obie postawy są niewłaściwe. Pracownicy przychodzą i odchodzą , bo taka jest naturalna kolej rzeczy . Ja doskonale pamiętam czasy "Wielkiej Legii" i jedynym , którem urządzono pożegnanie był Kazimierz Deyna. A w tamtej drużynie to były autentyczne gwiazdy, zawodnicy, którzy umieli grać w piłkę. Pomiędzy dzisiejszymi ,a tamtymi czasy różnica jest w ilości przebieganych kilometrów ,ale największa na niekorzyść tego co dziś, tkwi w tym, że obecnym graczom, w większości, piłka przeszkadza w grze. Więc żalu po odchodzących nie odczuwam. Ba , twierdzę, że lepiej mniej ,ale lepiej. Niestety dostrzegam , że Michniewicz traci zapał, już przestał mówić, że sam nie odejdzie. Być może ma to związek z tym, że czuje się pomijany , że najważniejsze decyzje zapadają poza nim w gronie "białych korporacyjnych kołnierzyków", tak jak by różne vice i inne dyrektory grały i wygrywały. O tym, że nasi przeciwnicy byli naszymi sojusznikami. Po kolei w paru zdaniach poddam ocenie tych, którzy oglądają nasze plecy . Raków Częstochowa. Odniósł gigantyczny sukces, którego zasługami mogą podzielić się po połowie właściciel Michał Świerczewski i trener Marek Papszun. Jeden , bo wybrał trafnie ,a drugi ,bo nie zawiódł. Właściciel Firmy "X-com" wykazał się inteligencją twórczą, dość oczywistą, a mianowicie wyciągając wnioski z faktu, że jak chce się odnieść sukces to bez odpowiednich ludzi jest on niemożliwy. Starannie , o czym pisałem, wybrał trenera ,a następnie równie starannie wspólnie szukali najlepszych wykonawców do strategii jaką chcieli wprowadzać , mając świadomość, że gwiazdy z uwagi na ubóstwo środków są dla nich niedostępne. Ja twierdzę, że w naszej piłce najsłabszym ogniwem są prezesi klubów i wyjątki tylko potwierdzają regułę. Michałowi Świerczewskiemu pewno było łatwiej, bo Firmę zbudował na własnym pomyśle i zaczynał od pracy własnymi rękami. Wiec ceni wiedzę z praktycznymi umiejętnościami , a jej sens w pracy od podstaw. Trafnie dobrane kadry i konsekwencja w działaniu to podstawy sukcesu na każdym polu i w każdej dziedzinie. Tylko zauważmy, że w Rakowie mieli czas ,że nie musieli, że nie mieli presji wyniku. W Legii jest to niemożliwe. Legia jest skazana na bycie stale na topie, na osiągnie sukcesów, a presja mediów i kibiców nie pozwala na systematyczna pracę. Teraz Raków znalazł się w oku cyklonu i wymagania wzrosną, a wielu zawodników odejdzie do bogatszych klubów i zobaczymy czy i jak sobie autorzy dzisiejszego sukcesu poradzą. Pogoń Szczecin. W Pogoni prezesem od kilkunastu lat jest Jarosław Mroczek człek obyty i doświadczony, dojrzały , który raptusem nie jest i robaków w dupie nie miewa, ani much w nosie. Pewno te cechy charakteru , wsparte niezwykłą w naszych klubach fachowością dyrektora sportowego Dariusza Adamczuka spowodowały, że wybrano ambitnego ,ale bez sukcesów szkoleniowca z Niemiec Kostę Runjiaicza. W Pogoni wybrano trenera , którego pomysł na prowadzenie zespołu był zgodny ze strategią klubu czyli oparcie postępów drużyny na młodych graczach, wspartych staranie dobranymi zawodnikami doświadczonymi. W Pogoni również długofalowe przemyślane działania wyparły doraźność. Śląsk Wrocław. W Śląsku niewątpliwy sukces jest zasługą prezesa klubu Piotra Waśniewskiego i dyrektora sportowego Dariusza Sztylki , którzy będąc blisko drużyny i obserwując co się w niej dzieje dostrzegli marazm i zastój . Mimo ,że gra i wyniki pod kierunkiem doświadczonego trenera Laviczki złe nie były postanowili nadać drużynie nowy impuls. Wybrali byłego trenera Legii i reprezentacji młodzieżowych Jacka Magierę. Magiera jest fanem uczenia się i na pewno obecnie jest dużo lepszym trenerem niż był w Legii. Nie zmienił zawodników ,ale sposób gry na bardziej aktywny i dał graczom Śląska prawo do popełnienia błędów. Zawodnicy zaczęli grać odważniej i walczyć o wynik do samego końca. W Legi było z Magierą podobnie ,aż zabrakło mu pomysłów i przyszło załamanie zaufania. Warta Poznań. Piąte miejsce w tabeli drużyny skazywanej na spadek to jaskrawy dowód na systemową słabość polskiej piłki. Drużyna Warty gra bardzo słabo, bo ma graczy o bardzo miernych umiejętnościach ,ale gra konsekwentnie i jest taktycznie zdyscyplinowana. Oczywiście trzeba podkreślić zasługi trenera Warty Piotra Tworka, który wykazał się inteligencję adaptacyjną. Ocenił on właściwie swój zawodniczy stan posiadania na tle konkurentów i słusznie doszedł do wniosku, że o otwartej grze jego drużyny mowy nie ma. Pozostaje futbol reaktywny oparty na waleczności i zespołowości. Na pewno taki sposób gry był możliwy równie dzięki temu, że w Warcie nie ma zawodników wybijających się, wszyscy prezentują niski, ale zbliżony do siebie poziom. Dla mnie Tworek to najlepszy trener ubiegłego sezonu. Piast Gliwice. Piast jest tym klubem w którym obserwuje się najmniej zmian zarówno w koncepcji gry ,jak i w składzie drużyny. Wynika to wprost z osobowości trenera Waldemara Fornalika . Tylko, że ta "małą stabilizacja", ta "siła spokoju" zamienia się w marazm. Drużyna stanęła w miejscu i ci którzy nawet wolno, ale posuwają się do przodu ją wyprzedzają. To nadal jest zespół dobrze zorganizowany , trudny do ogrania, ale prezentowany poziom gry ma coraz niższy. Wynik jaki Piast osiągnął jest znacznie poniżej jego możliwości kadrowych. Lechia Gdańsk. Niby wszystko jest na swoim miejscu, bo budżet 3 pod względem wielkości, trener wykształcony i doświadczony , większość zawodników o wysokich, jak nasze warunki umiejętnościach, ustabilizowane struktury ,a nie ma ani gry ,ani wyników. Czego Lechii brakuje najbardziej ? Ambitnej walki o wynik. Zagłębie Lubin. Postawę drużyny Zagłębia można skwitować znanym powiedzeniem :"Jakiego żeś mnie Panie Boże stworzył, takiego mnie masz". Jest w Zagłębiu jakaś taka atmosfera bylejakości, beznadziejności, bezcelowości , zaściankowości. Kiedyś chcieli być wysoko w tabeli , potem promować młodych własnych wychowanków ( znakomita Akademia) . A teraz ani nie grają, ani nie promują. Są. Tylko nie wiadomo po co. Jagiellonia Białystok. Jaga to kolejne negatywne zaskoczenie. Chyba prezes Kulesza za bardzo myśli o PZPN,a za mało o klubie którym kieruje. W ostatnim czasie dobór trenerów, gdyby odbywał się poprzez losowanie, pewno byłby trafniejszy. Zresztą następnego trenera ma wyłonić komputer. Jaga to zespół z którego pozbywano się graczy jako gorszych, a którzy w innych drużynach odgrywali główne role. Zespół niewykorzystanych możliwości i szans. Górnik Zabrze. Zespól ten trzyma na bezpiecznym miejscu w tabeli trener Marcin Brosz przy wydatnej pomocy znakomitego fizjologa dr.Wojciecha Mroszczyka wychowanka prof Jana Chmury. Górnik to drużyna nieustabilizowana finansowo, która co rundę . co sezon poważnie się osłabia. Każdy kto tylko się wyróżnia odchodzi. A druzyna wstaje jako ta "wańka -wstańka". Ile razy jeszcze ?. Lech Poznań. W Lechu największym nieszczęściem jest nadprezes Piotr Rutkowski . Jeżeli mówiliśmy o różnych rodzajach inteligencji ,to ona jego nie dotyczy. On robił przez wiele lat dokładnie odwrotnie niż należy . Kiedy konieczna była stabilizacja on destabilizował, kiedy trzeba było zmian on zostawał w blokach startowych. Od stycznia 2021 został większościowym udziałowcem klubu ( mniejsze udziały ma jego siostra Maja) , bowiem jego ojciec przekazał je dzieciom. Niedawno całą wiarę w sukcesy Lecha złożył w ofierze nielotowi Żurawiowi ,a obecnie los Lecha powierzył Skorży. Trener Żuraw tak uwierzył w swoją moc ,że pozbył się prawie wszystkich fachowców ze sztabu (poza Januszem Górą ) i się rozkraczył na prostej drodze. Oczywiście Maćkowi będzie łatwiej, bo Lech szczęśliwie nie gra w Pucharach ,ale na poważne zmiany kadrowe w postaci wzmocnień nie ma co liczyć, bo odchodzący "tatuś" zabrał ze sobą wszystkie aktywa, tak, że Lech ma nadzór finansowy ( podobnie jak Legia).Źle Lechowi nie życzę, bo konkurencja jest motorem postępu, ale Skorża wypadł z obiegu trenerskiego i jego wiara w swe umiejętności i optymizm są chyba na wyrost. Wisła Płock. Klub w sensie niemocy i nieuświadomienia sobie celu po co i o co gra jest zbliżony do Zagłębia Lubin. Takie kluby byłyby potrzebne jako zaplecze kadrowe dla tych bogatszych ,albo jako poligon doświadczalny dla młodych wychowanków czy adeptów. A tak to Wisła jest , bo jest ,a jak jej nie będzie to nic złego się nie stanie. Wisła Kraków. jest to klub znany i rozpoznawalny ze wszystkiego : z afer, kibolstwa, przestępczości, z tego ,że jako bankrut nie upada , z tego ,że zawodnik kupił sobie miejsce w drużynie rządzi poprzez brata ,z tego, że zmienia trenerów częściej niż rękawiczki i obecnie ma na utrzymaniu ich 5, z tego jak kto tam pierdnie to smród roznosi się na całą Polskę itd. itp. Nieznany jest ten pokraczny klub tylko z tego, że gra w piłkę. Cracovia Kraków. Mnie jest szkoda prof. Filipiaka, bowiem od kilkunastu już lat łoży na ten klub z nadzieją, że dostarczy mu on radości. A dostarcza samych zmartwień. Lecz jest w tym wiele jego winy , bowiem powinien zrozumieć ,że gdyby w "Comarchu" zatrudniał kelnerów, a nie programistów, to na rynku by się nie utrzymał. Powinien chyba wreszcie wybrać czy trenerem ma być niedowarzony showmen czy fachowiec. Aczkolwiek obawiam się, że Filipiak już zwątpił i że on chce ,żeby nie było gorzej , bo lepiej to już było. A z tym trenerem i tymi posłusznymi łamagami udającymi graczy, lepiej nie ma prawa być. Stal Mielec. Uratowała się przed spadkiem na pośmiewisko dla Ekstraklasy. Podbeskidzie Bielsko Biała. Nie uratowało się przed spadkiem, ku radości Ekstraklasy. Gdyby i Stal i Podbeskidzie spadły nikt by łzy żalu nad nimi nie uronił. Zawsze byłem za tym, aby nasza Ekstraklasa liczyła 18 drużyn, ale chyba dogmatyzm mnie opanował , bo nie zauważyłem upływu czasu. Kiedyś drużyny II ligi potrafiły grać w piłkę i wchodząc do I ligi wzmacniały rywalizację ,a dziś te ofermy są chłopcami do bicia. A ja bicia słabszych nie poważam. I to by było na tyle.