A+ A A-
  • a-c10
@ Iocosus: Z paktami z diabłem jest trochę jak z grą w kasynie. Role wygranego i przegranego są z góry rozpisane i w zasadzie nic się nie da na to poradzić. Jeśli zatem biedny Paulo faktycznie skrobnął jakiś cyrograf, to wygląda na to, że szczwany Lucyfer wycyckał go przy pierwszej możliwej okazji i cały obiecany fart wrzucił do jednego meczu. @ Zbyszek: Czekaj, czekaj… Istniałbyż zatem jakiś – przebóg! – trener gorszy, niż ten niedouczony kretyn Brzęczyszczykiewicz? Nie, naprawdę…!? A może warto by jednak porzucić te z góry skazane na klęskę próby retorycznego zamazywania rzeczywistości i przyznać szczerze, że póki co, wymiana Brzęczka na Sousę nie wygląda na pomyłkę. Wygląda na druzgocącą kompromitację. Jasne, póki co. Ot, chociażby wczorajszym meczem futbol przypomniał nam jak bardzo potrafi być przewrotny i jaką estymą zdarza mu się darzyć wszelkie analizy, przewidywania i insze mundrości. Nie da się zatem żadną miarą wykluczyć, że to wszystko jeszcze zatrybi. Gdyby się jednak choć trochę przytrzymać rozsądku, nie postawiłbym na taki wariant nawet zużytej wykałaczki. Skąd bowiem brać powody do optymizmu, skoro do wygrania z kimkolwiek poza Andorą selekcjoner Sousa potrzebował, jak do tego pory, nieprzyzwoitej wręcz dozy fuksa? Iocosus ma rację – Brzęczek uszył kufajkę. Owszem, zgrzebną, kompletnie niewyjściową i na kilometr cuchnącą naftaliną. Ale jednak ciepłą i jakoś tam nawet wygodną. Realizacja jego podstawowych celów wynikowych ani przez moment nie podlegała racjonalnym wątpliwościom. Sousie natomiast zamarzył się gustowny prochowiec. No i tres chic, wciąż jednak pozostają dwa nieznośnie natrętne pytania. Otóż po pierwsze, czy jego umiejętności krawieckie aby na pewno pozwalają na szycie aż tak wymyślnej konfekcji? Po drugie zaś, czy nam to w tym będzie do twarzy? No bo bądźmy szczerzy: buźkę, tę z numerem dziewięć, to my mamy taką, że na każdy salon nas wpuszczą i to po czerwonym dywanie. Niestety, z resztą znacznie mizerniej. Tu zapadnięta klata, tam obfity bebzon, siam nogi na baryłce prostowane… No nieee, do Tap Mad’l to się ta nasza kadra ni cholery nie załapie. Logicznym zatem byłoby obstalowanie sobie takich ciuszków, które może nie wywołają zachwytu u modystek, ale za to przynajmniej spróbują ukryć nasze liczne mankamenty i uwypuklić nieliczne zalety. Sousa tymczasem z durnowatym uporem brnie w swoje nieziszczalne pomysły. O ile na początku jego pracy można to było jeszcze jakoś zrozumieć, tak już brak refleksji dziś, po przerżniętym Euro, bardzo, ale to bardzo źle nam wróży na przyszłość. Oby się za chwilę nie okazało, że ubiór naszej kadry najlepiej opisuje ten dzieciak od Andersena. Bo wtedy to zupełnie serio będziemy tęsknić za Brzęczkiem i jego kufajką. A, jeszcze jedno: Albańczycy byli „surowi taktycznie”? Mhmmm… Jak w takim razie określisz naszych chłopaków? „Niezasiani”?
This is a comment on ""Szpital Narodowy""