A+ A A-
  • Zbyszek
"Myśl mi nie ucieka - sam ją odganiam". Po wczorajszym meczu w mediach i w publice zapanowała euforia, która jest efektem zwykłego odreagowania . Prawie wszyscy spodziewali się pogromu ,a ty patrz pan - remisik. Zawsze w takich razach znajdą się również proroki, które oznajmią: " A nie mówiłem" .A ja swoim zwyczajem - dystansik i chłodna główka. I kilka refleksji - co nie nowe. Zawodnicy reprezentacji Anglii przed meczem przyklęknęli na jedno kolano w geście mającym wedle nich symbolizować walkę z rasizmem., a tak naprawdę z organizacją BLM. Ta manifestacja obłudy spotyka się z racjonalną dezaprobatą publiczności , nie tylko u nas, bowiem jest to hucpa. Oto bogacze, którzy nie wiedzą co robić z pieniędzmi, ulubieńcy tłumów, stale w centrum uwagi - usiłują nam wmówić jak to są pokrzywdzeni. Tylko nie wskazują tych oprawców. Naprawdę nie jest naszą winą ,że część ludzkości ma czarny kolor skóry. Tak jak nie jest naszą zasługą, że akurat nam się trafił odmienny jej kolor. FIFA powinna organizowania tego dziwowiska zabronić . Również dlatego ,że to może być traktowane jako prowokacja. Mało tego. Wczoraj Anglicy pokazali się jako bezczelni aroganci przekonani o swojej wyższości . Jak tak ma wyglądać rasizm ,to co inni mają powiedzieć. Traktując rzecz w kategoriach wiedzowych to ostatnia publiczna wypowiedz o charakterze rasistowskim w angielskim futbolu miała miejsce w 1991 roku w programie Channel Four, a jej autorem był prezes Cristal Palace Ron Noades. Wypowiedział on takie słowa : "Problem z czarnymi zawodnikami polega na tym ,że są bardzo szybcy i bardzo wysportowani, ale kochają grać tylko kiedy piłka jest przed nimi. Kiedy piłka jest za nimi , zaczyna się chaos. Wydaje się, że niewielu z nich potrafi czytać grę. Kiedy zbliża się środek zimy to potrzeba kilku białych, którzy poprowadzą czarnych sportowców". I mówił to facet, którego drużyna zajęła 3 miejsce w I lidze dzięki czarnoskórym piłkarzom. W latach wcześniejszych rasizm był niejako oczywistym składnikiem tego sportu. Czarnoskórzy piłkarze byli w niektórych klubach niezatrudniani ( Liverpool, Everton) , a wydawanie odgłosów ssaków naczelnych i rzucanie bananami było na porządku dziennym. Głównymi argumentami przeciw był : rzekomy brak werwy, nie wytrzymywanie presji, brak odporności na zimno. Te przekonania , w gruncie rzeczy rasistowskie, nie miały przełożenia na faktyczną dyskryminację. Bowiem w klubach czarnoskórzy piłkarze byli tak samo traktowani jak ich biali odpowiednicy. W książce " Futbolowa gorączka" jej autor Nick Hornby jest przekonany, że w piłce nożnej panuje bezwzględna sprawiedliwość na boisku i nie ma znaczenia kolor skóry, ale to czy jesteś dobry - bo to zwyczajnie widać. Wspomniany Ron Noades po odejściu z CP kupił Brentford i miał prawie samych czarnoskórych piłkarzy traktując ich zatrudnienie jako okazję. Oczywiście trudno jest udowodnić dyskryminację np. przy zatrudnieniu, bo jak wykazać, że ktoś nie dostał pracy nie ze względu na kolor skóry, ale dlatego ,że ma niższe kwalifikacje. Wracając do historii to pierwszym czarnoskórym człowiekiem jaki zamieszkał na terenie Wielkiej Brytanii był ok. 55 roku przed naszą erą jeden z legionistów Cezara. Był tam wcześniej o ok.400 lat od Anglików. Smile. Natomiast pierwszym czarnoskórym piłkarzem był Artur Wharton , od 1885 roku bramkarz Preston. Jednak do czasów po II wojnie światowej na Wyspach Brytyjskich czarnoskórzy stanowili mniej niż promil ludności. Stan ten uległ zmianie po II wojnie światowej ,ale aż do lat 80 ilość ludności kolorowej nie przekraczała 5 % ( w tym czarnoskórych 1,6%). W tym też okresie rasizm był czymś absolutnie naturalnym . W telewizji, w prasie określano czarnoskórych jako " czarnuch" , "murzaj", "brudas" . Wydawało się, że w tej atmosferze w mediach i na trybunach czarnoskórzy nie będą chcieli narażać się na poniżenie i nie będą grali w piłkę. Stało się dokładnie odwrotnie, gdyż wielu z nich uznało sport jako szansę na poprawę swego bytu. Przełamaniem bariery dostępności stało się powołanie do reprezentacji Anglii pierwszego czarnoskórego piłkarza, a był nim w 1978 roku Viv Anderson. Lecz zmiany wrogiego nastawienia kibiców nie nastąpiły od razu. Jeszcze w 1984 roku po słynnej bramce Johna Barnesa na Maracanie kibice "witali " prezesa FA słowami : " Ty jebany szmaciarzu, wolisz czarnuchów niż nas". W pubach angielskich, aż do końca lat 90-tych wyszydzanie czarnoskórych piłkarzy reprezentacji przez oglądających kibiców było normą ( pisze o tym Hornby).Łagodniej odnosili się do tych, którzy grali w klubach którym kibicowali. Do tego kiedy spojrzy się na zdjęcia ze stadionów sprzed ponad 30 laty i wcześniej to wśród kibiców nie ma na kolorowych. Do zmiany tego nastawienia nie przyczyniły się nawoływania pięknoduchów czy innych amatorów kwaśnych jabłek, ale urynkowienie piłki nożnej. Pewno właściciele klubów nie stosowali metod ekonometrii i dokładnie nie wiedzieli ,że to wysokość wydatków na wynagrodzenia decyduje w 92 % o zmianach pozycji w lidze, ale wiedzieli, że aby mieć lepszych piłkarzy, to trzeba im więcej płacić. Kluby angielskie pod koniec lat 80-tych rozpoczęły polowanie na talenty i w pierwszej kolejności ich łupem stawali się czarnoskórzy piłkarze ,w tamtym okresie tańsi od białych ,ale nawet lepsi. Oczywiście były kluby, które nie wyzbyły się uprzedzeń, które wolały zatrudniać białych niż czarnoskórych, a jak już to na gorszych warunkach płacowych. Ale w ten sposób czarnoskórzy piłkarze stawali się tańsi od białych . Co natychmiast wykorzystywała konkurencja i dzięki czarnoskórym piłkarzom ogrywała rasistów. Te zmiany obrazują następujące liczby ; w sezonie 1973/74 czarnoskórzy zawodnicy grali tylko w dwóch klubach na 92 poddanych badaniu ( I, II i III liga), 10 lat później takich klubów było 20 ,a po kolejnych 10 latach 87. Te efekty znajdowały potwierdzenie w badaniach statystycznych ,a mianowicie kariery czarnoskórych piłkarzy trwały o 2 lata dłużej niż białych, aż 36 % z nich grało w reprezentacji kraju, przy 23 % białych. Zastosowanie tej metody regresji pozwala na stwierdzenie ,że piłkarze o czarnej skórze są lepsi od tych ze skórą białą. Ci ,którzy pierwsi to dostrzegli w latach 80-tych odnosili duże sukcesy jak Arsenal, Cristal Palace czy WBA. Za nimi poszli inni. Wystąpiło zjawisko nadreprezentacji w piłce czarnoskórych graczy , których w populacji brytyjskiej było w 1991 roku 1,6 %, a w piłce byli obecni w 10% ,zaś dziś ich liczba przekracza 25 %. Jak twierdzi b. piłkarz , autor wielu poczytnych książek czarnoskóry Lilian Thuram od lat 90-tych rasizm w piłce nie istnieje. Twierdzi on wręcz, że jeżeli są uprzedzenia wobec czarnoskórych to są oni dzięki temu faworyzowani w sporcie. Oczywiście są ligi, gdzie podskórnie istnieje dyskryminacja powodowana rasizmem, ale ma ona charakter schyłkowy. Bo piłka jest jak każdy widzi czyli najlepszych zwyczajnie widać i tego ukryć się nie da. We wczorajszym meczu trener Sousa w systemie gry poszedł wyznaczonym przez siebie szlakiem ,a mianowicie nasze ustawienie wyjściowe to 3-5-2 , w którym przy braku Zielińskiego gramy na trzech defensywnych pomocników ( Krychowiak, Moder, Linetty). Jako tzw. wahadłowych Sousa wystawił wielce zadziornych Jóźwiaka i Puchacza. Tym samym graliśmy bez nominalnego ofensywnego pomocnika spełniającego funkcję rozgrywającego. W te rolę wcielił się Robert Lewandowski. A przy tym wyraźny zamysłem trenera była odmienna od reprezentacji Anglii koncepcja gry. Anglicy grają dojrzale , spokojnie ,bezpiecznie , odpowiedzialnie, można być rzec, że wręcz dostojnie. Żadego ryzyka, żadnych szaleństw. Wrzucając do składu młodych , nieopierzonych graczy takich jak Dawidowicz, Puchacz, Jóźwiak , Moder , Buksa nasz trener chciał zaskoczyć rywali żywiołowością, nieprzewidywalności i pewną dozą niefrasobliwości. Było to myślenie obarczone sporym ryzykiem ,ale okazało się, że w sumie prawie opłacalnym. W tej sytuacji szkoda straconej bramki jak cholera. Nasza reprezentacja zaczęła od wysokiego diapazona . Intensywność w wykonaniu naszych zawodników była godna podziwu, a pracowitość takiego Krychowiaka zasługuje na najwyższe uznanie. Dzięki wybieganiu i waleczności nie tylko w dużym stopniu nasz zespół zdołał zniwelować przewagę rywali w doświadczeniu, ograniu w meczach z silnymi przeciwnikami, wyższych umiejętności - ale całymi fragmentami meczu przeważaliśmy. W tej sytuacji szkoda straconej bramki jak cholera. Kiedy tak w miarę wrastania w mecz oglądaliśmy z niedowierzaniem śmiało poczynających sobie naszych zawodników zastanawialiśmy się , gdzie jest nasz sufit. Bowiem widzimy w grze naszego zespołu niewątpliwy postęp . Lecz czy dotyczy on wszystkich naszych graczy i z czego wynika oraz jakie są ich rezerwy do wykorzystania, tego nie wiemy. Nawet powierzchowna wiedza o futbolu pozwala na stwierdzenie, że im więcej zawodnicy grają tym dla ich rozwoju lepiej. Tym samym ten postęp ma charakter niejako naturalny, przyśpiesza go gra przeciwko bardziej wymagającym rywalom. Dobrze się stało, że przeciwko tak silnej drużynie jak angielska trener wystawił tylu młodych, bo to nie tylko okaże się pewnikiem dla nich korzystne ,ale i pozwala na realną weryfikację ich umiejętności, wartości i przydatności do gry z mocnymi przeciwnikami. I ten egzamin młodzież i ta grająca od początku i ta wchodząca na zmiany zdała, lepiej lub gorzej, ale zdała. W tej sytuacji szkoda straconej bramki jak cholera. Wczoraj nie mieliśmy szczęścia. Nie każda bowiem strata piłki , nie każde nieudane lub niecelne zagranie rodzi skutek w postaci utraty bramki. Statystycznie to jest ułamek procenta. U nas to jest 100%. Można powiedzieć, że mamy taki fart jak człowiek, któremu cegłą spadła na głowę w drewnianym kościele. Niestety po raz kolejny tę cegłę strąca facet , który powinien zmienić nazwisko na Nieszczęsny. W tej sytuacji zwyczajnie szkoda Wojtka. Bardzo bym nie chciał mieć racji czyniąc sobie z Sousy podśmiechujki. Obserwując nasze życie doczesne w każdym prawie wymiarze z łatwością dostrzegamy ,że gładka gadka zastępuje dobre uczynki. Tzw, osoby publiczne i nie tylko , uprawiają czystą propagandę. a kiedy przychodzi do działań to efekty są zerowe. Do Sousy nabrałem pewno zbyt dużego dystansu od czasu Euro , kiedy to przed nim roztaczał wizje aktywnego grania niewygodnego dla rywali i skutecznego dla nas. Mowa nie stała się ciałem. Teraz przyznać muszę, że jego wizja grania mi konweniuje. Sousa nie chce grać tego siermiężnego futbolu zakładającego z góry ,że jesteśmy gorsi i musimy się bronić , od czasu do czasu kontratakując. To nawet nie był futbol reaktywny, ale bojaźliwy. Całkowicie sprzeczny z naszą mentalnością. Można powiedzieć, że nie ma takiego zwierza jak cechy narodowe, ale nikt nie wątpi ,że każdy naród ma swoiste predylekcje. Prawie wszyscy politolodzy, historycy, antropolodzy twierdzą, że Polacy od wieków kiepsko sobie radzili kiedy musieli się bronić ,a bardzo dobrze kiedy atakowali.( Tu nie będę się popisywał nazwiskami autorów).Sousa chyba tych opracowań nie czytał, ale wczoraj to nastawienie było widać ,słychać i czuć. W tej sytuacji wielka szkoda utraconej bramki jak cholera. Nie doznałem od dawna takiej radości jak wczoraj pod koniec meczu kiedy widziałem strach w oczach Anglików i ich błagalne gesty, aby sędzia skończył spotkanie. Oni w normalnych okolicznościach walczą do końca o wygraną. Z nami byli szczęśliwi ,że to się tak skończyło. Naprawdę warto było tego doświadczyć. W tej sytuacji płakał nie będę.
This is a comment on ""Szpital Narodowy""