A+ A A-
  • Zbyszek
Wczorajszy mecz Polski z San Marino wart jest zapamiętania wyłącznie z uroczystego i serdecznego pożegnania Łukasza Fabiańskiego jako reprezentanta Polski. Ja Fabiańskiego szanowałem i szanuję , ceniłem i cenię w sumie nie za to kim był i czego dokonał ,ale przede wszystkim za to kim nie był i czego nie zrobił. Otóż Fabiański nigdy nie był skandalistą, nigdy nie brał udziału w aferach, nigdy nie był małpą medialną, nigdy nie obnażał swojej prywatności, ani rodzinności, nigdy nie był arogantem, ani chamem. Był i jest skromnym, prawym, porządnym, czyli ogólnie przyzwoitym człowiekiem. To jak na dzisiejsze standardy dużo. To bardzo dużo. A teraz tylko trzy refleksje dość luźno powiązane z samym spotkaniem, ale chyba warte odnotowania. Każdy kto uważnie patrzy dostrzega, że trenerowi Sousie mylą się role w jakich występuje . Krajowej reprezentacji potrzebny jest rozumny, myślący i przewidujący selekcjoner ,a w dużo mniejszym stopniu trener. Natomiast Sousa jako selekcjoner idzie na łatwiznę, wybiera drogę na skróty, reprezentację traktuje jak drużynę klubową. Za niego całą robotę selekcyjną odwalają kluby zachodnie, bo to one zatrudniają polskich zawodników , których on powołuje. Mało tego , Sousa postępuje tak jak by selekcja nie była ciągłym procesem, ale aktem jednorazowym , bo poza stały zestaw nazwisk nie wychodzi. Taka postawa jest sprzeczna z zadaniami jakie obecnie muszą być wypełniane, gdyż w obecnych uwarunkowaniach zajęć dla typowego szkolenia w reprezentacji nie ma. Nie da się w kilka dni zawodników wyszkolić, przygotować fizycznie oraz wyuczyć zachowań taktycznych. Owszem Sousa sporo wnosi do reprezentacji ,ale głównie w zakresie poprawy komunikacji z mediami, aczkolwiek coraz bardziej jego przekaz staje się powtarzalny i jednostronny. Jednak ataki na niego za to ,że nie ogląda nagminnie naszej ligi uważam za demagogiczne i pozbawione elementarnego sensu. Bo ,żeby oglądać to trzeba mieć kogo oglądać. A u nas tak po prawdzie to nie ma na kim zawiesić oka , no może poza Kozłowskim ,Sliszem i Wieteską. Co zdolniejszą młódź zagospodarowuje w U-21 trener Stolarczyk i wystarczy współpraca pomiędzy obu kadrami. Poza nimi nasze kluby są systematycznie drenowane z najlepszych polskich graczy. Naszą drużynę reprezentacyjną ciągnął i ciągnie Robert Lewandowski. To on jest jej sterem ,żeglarzem i okrętem. Nie można oprzeć się wrażeniu, że gdyby Brzęczek poważnie traktował Lewandowskiego ,a nie koniecznie chciał uczynić z niego czapkującego mu chłopa pańszczyźnianego, to by nadał trwał na funkcji, do której zresztą nie dorósł. Jest jednak swoistym paradoksem ,że potencjał ofensywny Lewandowskiego , podobnie jak całej naszej drużyny wystarcza wyłącznie na ogrywanie rywali uważanych i słusznie za słabeuszy. Bowiem nasza drużyna zatraciła, uzyskaną za czasów Nawałki i wczesnego Brzęczka , zdolność do wygrywania meczów z europejskimi średniakami, nie mówiąc już o klasie wyższej. I to jest obecnie nasz główny problem. Z tego też powodu jestem wielce sceptyczny co do naszego awansu na MŚ w Katarze. Zaznaczam, że wbrew wyrażanym opiniom zespołu Albanii do tych średniaków nie zaliczam . To, że poziom się wyrównuje, o czym pisałem jako o funkcji czasu po ostatnim meczu ligowym, nie oznacza, że różnice nie są wyraźne i że nie są widoczne. Po prostu najlepsi zawodnicy i najlepsze drużyny zbliżają się do sufitu i ci onegdaj słabsi zmniejszają dystans, lecz to nie oznacza, że ich potencjał jest tożsamy z tymi najlepszymi. Oni też dojdą do określonego poziomu i staną, bo powyżej dupy poskoczyć się nie da. To tak jak ze skokiem wzwyż, że zostanę przy tym porównaniu. Obecnie najlepsi skaczą na poziomie 2,38-2,40 i nie dają rady wyżej, a za nimi tworzy się tłok, ale to ci najlepsi nadal wygrywają , bo rywale dochodzą do 2.34- 2,36. Kwestią najważniejszą staje się uzyskanie optymalnej formy fizycznej i psychicznej na dzień startowy. Skład personalny naszej drużyny we wczorajszym meczu, a zwłaszcza wystawienie Lewandowskiego od pierwszej minuty dowodzą, że Sousa wie, że jest na cenzurowanym. W atmosferze wytworzonej po odejściu Zbyszka Bońka ( pozdrawiam) z funkcji Prezesa PZPN Sousie coraz trudniej pracować i podejmować, czasem ryzykowne decyzje. To co się wyczynia wygląda, jeżeli nie na polowanie na czarownice, to na pewno na czyhanie na błąd. Trener Sousa może oczywiście odejść , bo robotę i to dużo lepiej płatną zawsze znajdzie. Ale on traktuje pracę z naszą reprezentacją i jako promocję i jako trampolinę. Ta nagonka prowadzona przez dotąd ukrytych wrogów Bońka wymaga ostrej odprawy. I tu trzeba wrzucić głaz do ogródka nowego Prezesa PZPN. Kulesza stara się być spolegliwy, taki brat łata , który nie chce nikomu się narazić, ale to nie jest Białystok , tu nie można być Latą, bo wszy zagryzą. Tu trzeba być Bońkiem, tu trzeba trzymać dystans, a kundle w budzie i na łańcuchu. Prezes Kulesza nie jest winien temu, że szambo wylewa, ale powinien być bardziej radykalny w odpieraniu obrzydliwych napaści i ohydnej walki hien na oczach publiki. Boniek był na tyle sprawny, że potrafił wykorzystać media społecznościowe. Jak Kulesza tej zdolności nie posiada , to powinien wynająć ostrą i wygadaną papugę.
This is a comment on "Albańska miotła?"