A+ A A-
  • Zbyszek
"Jeszcze się taki nie narodził co by wszystkim dogodził". O tym,że sport zmienia się na naszych oczach. Dziś to już norma ,że sportowcy ,a zwłaszcza piłkarze to celebryci. A zaczynało się zgoła niewinnie od Jordanomanii i Beckhamomanii. Podobizna Davida Beckhama była reklamą wszystkich produktów marki Beckham.Nie byłoby jednak tej marki bez nieprzebranych rzesz fanek na całym świecie.Wielkie marki i celebryci nie narzucają swej woli publiczności , lecz współtworzą wraz z nią mity i rytuały współczesnej kultury. Świetnie pisze o tym Kamil Sikora w książce " Oligarchowie współczesnego futbolu" : "Cristiano Ronaldo ,Leo Messi, Neymar, Robert Lewandowski - to przedstawiciele " kapitalizmu marki" . Ich pozycję w futbolowym świecie można porównać do firmy Apple, która zarabia gigantyczne sumy nie tyle na nadzwyczajnej jakości produktów. ile dzięki pewnej opowieści czy też tożsamości doczepionej do nadgryzionego jabłuszka. Dzisiejszy kapitalizm sprzedaje już nie tyle sam produkt, ile emocje,aspiracje, styl życia.Wystarczy spojrzeć na reklamy Nike czy Adidasa w których występują najlepsi zawodnicy. Panowie sprzedają jeszcze buty czy raczej opowieści o ambicji i sukcesie , którą firmują własnymi nazwiskami ?". Na tym polega rola człowieka marki ,że przenosi swoich fanów do innego królestwa. Jak to napisał Bertold Brecht w "Życiu Galileusza" :" Nieszczęśliwy kraj, który nie ma bohaterów". Każda kultura potrzebuje bohaterów i tu akurat panuje wyjątkowa sprawiedliwość , bo każdy dostaje takich jakich potrzebuje.Klasyczne opracowania naukowe przedstawiają bohaterów jako osobowe ucieleśnienie podstawowych wartości danego społeczeństwa ,co oznacza dwie ważkie kwestie. Po pierwsze, badania mitów bohaterskości stanowią podstawowa drogę do poznania świadomości ,ale i podświadomości społecznej. Po wtóre,powiązanie bohatera z wartościami danej grupy oznacza,że nie ma na niego jednego przepisu, ani jednego wzorca. Bohaterowie ucieleśniają zatem radości i troski danej kultury, nadzieje i lęki oraz ideały do których się dąży. Jednocześnie bohaterowie wyprzedzają swoją epokę , gdyż w świecie fikcji i wyobraźni tworzą to co jeszcze nie stało się rzeczywistością. Wielu badaczy zaczyna kwestionować prawdziwość współczesnych bohaterów twierdząc,że zostają zastąpieni przez celebrytów czyli ludzi " znanych z tego,że są znani". Jak to przed 60 już laty pisał Daniel Boorstin: " Bohatera wyróżniały dokonania , celebrytę określa jedynie jego obraz i znak handlowy . Bohater tworzy sam siebie, celebryta tworzony jest przez media . Bohater to wieki człowiek, celebryta to wielkie nazwisko". W świecie rządzonym przez kapitał wszystko jest towarem i tym samym bohaterowie i celebryci stali się strategią marketingową co w tłumaczeniu z angielskiego dosłownie oznacza dodatkowy zysk czerpany ze sprzedaży wizerunku bądź znaku towarowego. W Legii widzimy to na przykładzie Boruca,a w skali Polski Lewandowskiego. Lecz prekursorem utowarowienia bohaterów stał się Michael Jordan koszykarz Chicago Bulls. W świecie był głównie znany z reklam firmy Nike. Trzeba przy tym uznać kunszt twórców tych reklam . Pamiętamy te słynne zatrzymanie akcji co może spełniać nasze marzenia o lataniu. Koszykarz zawisł w powietrzu przekraczając granice niemożliwego ,ale źródłem jego wszechmocy stały się buty i to konkretnej firmy. W ten sposób dokonało się równoczesne przejście ze świata rzeczy do świata marek.Kolejnym krokiem było najpierw wyemitowanie podczas podczas finału Super Bowl w 1983 roku animacji w której Jordan gra razem z Marsjanami, a w ślad za tym filmu "Kosmiczny mecz". Film ten przyniósł "marketingową bonanzę" czyli szał na zabawki, etykiety, napoje, koszulki, czapeczki itd. czyli na wszystko co można było sprzedać. Dziś granica pomiędzy dobrą grą a dobrą sprzedażą zatarła się niemal całkowicie. Sportowiec, który nie potrafi swych zwycięstw przekuć w marketingowy sukces jest jak generał , który wprawdzie wygrywa bitwy ,ale nie posuwa frontu ani kroku do przodu. Piszą o tym wielokrotnie cytowani przeze mnie Jan Sowa i Krzysztof Wolański w książce "Sport nie istnieje" :" Real Madryt nie zapłacił w 2003 roku prawie 35 mln Euro za prawie 30-letniego Beckhama ,aby pozyskać wybitnego zawodnika. Ba , grał on znacznie gorzej niż w MU.Mimo to Galacticos zrobili świetny interes, bo zysk ze sprzedaży samych koszulek już po paru miesiącach podwójnie pokrył wydatek". Kilka lat później transfer Neymara do FC Barcelona wywołał lawinę komentarzy ,ale chyba najtrafniejszy był komentarz Rafała Steca w GW :" Rzucone nań 57 mln Euro wydaje się być uzasadnione wyłącznie nadziejami biznesowymi, bowiem ten potencjał dyrektor Katalońskiego klubu Esteve Calzada widział w jego wizerunkowej wszechstronności - charakter rebelianta przyciągającego młodzież, przystojniaka uwodzącego kobiety, lansera w mediach społecznościowych , faceta zaangażowanego w akcje charytatywne. W roli oferty dla reklamodawców przyćmił innych wielkich". Podobne zdania można napisać po jego transferze do PSG. Te przykłady pokazują jaką ewolucję przeszedł i przechodzi sport, w tym szczególnie piłka nożna. Cytowany już Kamil Sikora konkluduje to tak : "W zawodowej piłce nożnej chodzi już przede wszystkim o rynkowe zasady maksymalizacji zysku, a nie o 22 facetów biegających za piłką". Współczesna pomysłowość idzie jeszcze dalej, bowiem jak pisał o tym Rafał Stec w GW zatrudnienie Ronaldo w Juventusie było wpisane w strategię marketingową klubu : " Juventus zmienia swój wizerunek dążąc do tego aby stać się nie tylko klubem sportowym, ale globalną marką. Najpierw zmieniono herb klubu ( zebrę zastąpiono literą "J"), potem w tym celu rozpoczęto współprace z Netflixem. Od samych plotek o transferze Cristaino wartość klubu na giełdzie wzrosła o kilkanaście % w ciągu kilku godzin". Celebryci staja się pionierami przemian, bowiem są postaciami całościowymi. Nie tylko nie rozdzielają oni działalności prywatnej od publicznej,ale znoszą granice pomiędzy nimi. Oni nie sprzedają już produktu w postaci gry lub towaru ,ale siebie. Sportowy heros jest jak każdy celebryta zjawiskiem w znacznej mierze wykreowanym przez media . Jednak jego sukces jest czymś najprawdziwszym i realnym, jest poza wszechobecnym światem pozorów i symulacji. Jako w większości telekibice nie mamy co prawda dostępu do niezapośredniczonego przez media oglądu "zwycięstw i porażek", to jednak wiara w sens kibicowania oparta jest na tym,że sportowcy wygrywają w uczciwej walce. Walka o widza i o wygrana to jednak dwie różne dyscypliny i czasem najlepszy sportowiec jest mniej medialny, niż ten od niego gorszy. Ostatecznie chcemy wierzyć,ze to widowisko jest produktem rywalizacji ,a nie rywalizacja produktem widowiska. W następnym odcinku ( jak znajdzie się pretekst ) zastanowimy się nad wpływem techniki i technologii na kształt piłki nożnej. O tym,że do długiej wyprawy trzeba się odpowiednio przygotować. W komentarzu po meczu z Lechią przykładowo wymieniłem te czynniki, które stanowią istotne różnice pomiędzy starymi, a nowymi czasy.Obecne wymagają podejścia bardziej kreatywnego. W poprzednim sezonie Lech .a w obecnym Legia awansowały do LE . Były one na ten awans nieprzygotowane i osiągnęły sukces ponad stan posiadania. Dlatego trzeba zmienić mocarstwowe myślenie na bardziej prozaiczne czyli trzeba zmienić priorytety. Zapomnieć o Tytule w sezonie 2021/22 ,a nawet o awansie do eliminacji Pucharów europejskich z ligi. Zamiast tego skoncentrować się na tegorocznych występach w LE , aby w grupie zająć drugie a w najgorszym razie 3 miejsce, bo to daje prawo dalszego uczestnictwa, zaś gry w Europie szukać poprzez Puchar Polski. Uzyskany w ten sposób czas przeznaczyć na wzmocnienie i wkomponowanie nowych graczy do zespołu. Równocześnie zwiększając stan wytrenowania zawodników. W obecnej sytuacji jest to jedyne rozsądne wyjście. O tym,że reprezentanci to dobro,ale niekoniecznie nasze. Legia jest jedynym klubem w kraju z którego do różnych reprezentacji powoływanych jest tak wielu zawodników,że wymieńmy : Nawrocki i Miszta - U-21,Skibicki U-20, Kisiel i Włodarczyk U-19, Abu Hanna ( Izrael), Kharatin ( Ukraina), Emreli ( Azerbejdżan),Kastrati ( Kosowo) , Muci i Celhaka ( Albania U-21) i jako rezerwowy Czech Pekhart. Z jednej strony to dobro, bo nabierają oni obycia międzynarodowego co może przełożyć się na poprawę poziomu gry, ale z drugiej strony to dodatkowy wydatek energetyczny oraz wybicie z rytmu treningowo-meczowego. Wczoraj tę niedogodność widać było wyraźnie na przykładach dwóch graczy Emrelego i Muciego ,a w nieco mniejszym stopniu Kastratiego. Emreli był wolny, niezdecydowany , schowany, bierny, apatyczny, spóźniony do podań , dawał się wyprzedzać ,a do tego zawiódł nie strzelając dwóch bramek z czystych sytuacji. Muci z kolei był zagubiony, nie potrafił znaleźć swego miejsca na boisku , słaby tak w ataku jak i w defensywie. Nie wiem czym kierował się Michniewicz ich wystawiając,ale na pewno nie ich aktualną formą sportową. O tym,że system ograniczał grę Legii,ale jego zmiana była zbyt niespodziewana. Trener Michniewicz wprowadził wydawało się jako podstawowe ustawienie to z 3 środkowymi obrońcami czyli 3- 4-2-1 ewentualnie 3-5-2. Ono wykazało swa przydatność w grze przeciwko silnym rywalom w LE . Pewno jeszcze znajdzie się okazja,aby głębiej przeanalizować wady i zalety tego systemu w wykonaniu naszego zespołu ,ale teraz tylko parę incydentalnych uwag. Jak każdy zauważył Legia osiągała lepsze wyniki w meczach z tak mocnymi drużynami jak Dinamo, Slavia, Spartak i Leicester. Duża w tym zasługa dyscypliny taktycznej wynikającej z obranego systemu gry. Wymienione ustawienie poparte prawidłowo podanymi zadaniami taktycznymi w ogromnym stopniu utrudnia przeciwnikom grę w ataku. A wymienieni rywale uchodzili za faworytów i chcąc ograć nasz zespół musieli atakować i to dużymi siłami 8-9 zawodników, tym samym wydatnie osłabiając funkcje obronne. Tak atakując na swojej połowie pozostawiali minimalne siły , a za to mnóstwo wolnej przestrzeni. I po starcie przez nich piłki, naszych 2-3 atakujących potrafiło te słabości wykorzystać. W naszej lidze sytuacja jest odwrotna, bowiem to Legia w każdym meczu stawiana jest w roli faworyta . I wówczas system przydatny w LE stawał się naszym utrapieniem ,gdyż jego przydatność w grze ofensywnej jest mocno ograniczona. W systemie z 3 środkowymi obrońcami i dwójką tzw. wahadłowych przejście z obrony do szybkiego ataku przy cofniętym i ostrożnie ustawionym przeciwniku jest prawie niemożliwe, a skuteczność ataku pozycyjnego jest mocno ograniczona brakiem skrzydłowych. To co widzi taki amator jak ja dostrzega profesjonalny sztab i trener i pewno z tego względu wczoraj zmienił ustawienie na takie samo jakim gra Lech czyli 4-1-4-1. Przyznam ,że zostałem tym manewrem niemile zaskoczony, bowiem akurat Lech jest chyba najgroźniejszym zespołem w lidze i eksperymenty akurat w meczu z takim rywalem są według mnie karygodnym dziwactwem.Tak trzeba było grać przeciwko znacznie słabszym drużynom, a nie przeciwko mocnemu Lechowi. Przeciwko Lechowi wypadało zagrać tym co mamy najlepszego i w bojach sprawdzonego. Chyba ,że Michniewicz chciał zaskoczyć rywala. No to zaskoczył. O tym,że Legia i Lech zademonstrowały wysoką kulturę gry. Wczoraj na boisku w wykonaniu zawodników obu drużyn obserwowaliśmy dobre wyszkolenie techniczne skutkujące poprawnym przyjęciem piłki , celnymi podaniami, udanymi dryblingami itp.. Sporo było gry bez piłki, prób wychodzenia na pozycje i na wolne pole powiązane z szanowaniem piłki i unikaniem jej strat. Dla widza dodatkowa korzyścią było to,że gra była czytelna , uporządkowana, było mało chaosu ,a piłkarze trzymali się stref. Zawodnicy Legii częściej wymieniali piłki pomiędzy sobą i zdobywali teren krótkimi podaniami, tym samym dając czas na podłączenie się do akcji zawodnikom będącym bardziej z tyłu. W takiej grze powinno się często strzelać z dystansu, czego u nas zabrakło. Piłkarze Lecha grali szybciej, znacznie częściej do przodu, stosowali dłuższe podania, w tym za plecy naszych graczy i starali się każdą akcję kończyć strzałem na bramkę. Nasza drużyna dysponując większą liczbą bardziej wyrazistych indywidualności grała zdecydowanie zespołowo, natomiast Lech mając w większości gorszych zawodników grał bardziej indywidualnie. Te różniące się sposoby grania powinny sprzyjać naszej drużynie i rzeczywiście przez większość część spotkania to Legia narzucała swój rytm gry , kontrolowała przebieg wydarzeń i dominowała na boisku. Do wygranej zabrakło skuteczności , przyspieszenia akcji w rejonie pola karnego rywala i ostatniego ,celnego podania. Do remisu zabrakło koncentracji w obronie przy wykonywaniu rzutu wolnego przez graczy Lecha. Lech ewidentnie przyjechał do Warszawy po remis. A wygrał. Po raz kolejny dajemy ciała po rzucie wolnym dla przeciwnika. Po meczu trzeba naszemu zespołowi zarzucić, że chyba zbytnio obawialiśmy się siły Lecha, która ma charakter bardziej medialny niż rzeczywisty, na co słusznie zwrócił uwagę Senator i poświęciliśmy za dużo uwagi zabezpieczeniu własnej bramki. Przy tak grającym zespole Lecha można było zdobyć się na większy margines ryzyka . Mnie szczególnie wkurzało wycofywanie piłek przy każdym bezpośrednim ataku gracza Lecha na naszego zawodnika. Z drugiej strony nie da się wygrać w miarę wyrównanego spotkania jak się nie strzela bramek ze stuprocentowych sytuacji. Przed spotkaniem wielu kibiców obawiało się tego co nam zaserwuje sędzia Musiał. Ale chyba już zatracił on demonstrowaną przed laty swą ostrość i drapieżność. Wczoraj rozegrał dobre zawody. Zawodnicy Legii protestowali po strzelonej bramce w 5' ,ale niestety strzelec Artur Jędrzejczyk opanował piłkę ręką, zaś w 88' minucie Kostorz w polu bramkowym rywali potknął się o własne nogi. Znowu stało się to co zauważył Gawin, a mianowicie jeszcze niedawno takie stykowe mecze potrafiliśmy rozstrzygać na własną korzyść, a teraz je przegrywamy. Chyba nadszedł już czas,aby coś z tym fantem zrobić.