A+ A A-
  • a-c10
@ Zbyszek: A dziękuję, uczę się od najlepszych. Pocztą zwrotną poślę w Twoją stronę gratulacje niezwykłej retorycznej giętkości, dzięki której swobodnie potrafisz wykonywać stuosiemdziesięciostopniowe wolty bez zwracania przesadnej uwagi na to, co jeszcze całkiem niedawno uważałeś. Bo przecież całkiem jeszcze niedawno – ponownie pozwolę sobie przypomnieć – nie miałeś zupełnie nic naprzeciw zmasowanej, bezpardonowej nagonce na selekcjonera. Ba! Sam ochoczo i z ogromnym zapałem brałeś w niej udział. Przekręcałeś facetowi nazwisko (czekaj, i Ty się martwisz o mój dowcip? Hmmm…), obrzucałeś go inwektywami… Achhh, pardonsik. To podobno były „pieszczoty”. Taaa… Chyba takie z zakresu BDSM. Teraz natomiast rysujesz kompletnie odrealniony, łzawo-sentymentalny obrazek biednego, uciśnionego Paulo, który nic gołąbeczek złego nie zrobił, a musi się bronić w swej oblężonej twierdzy przed otumanioną tłuszczą. Achhh, wzruszające. Chyba normalnie wyślę chłopu jakiś ciepły kocyk, żeby chociaż trudy nadchodzącej srogiej polskiej zimy nie nałożyły mu się na zgryzoty. A nie, czekaj… Co więcej, również całkiem niedawno utrzymywałeś, że polscy piłkarze są zupełnie nieźli, bo przecież kupują ich zachodnie kluby. Dziś zaś utrzymujesz, że nie mamy żadnych szans awansu na Mundial, bo przecież nasi liderzy mają 31, a nawet 33 lata. No nie gadaj! To ludzie w ogóle tak długo żyją…!? To teraz może przestańmy wreszcie brodzić w oparach absurdu i spójrzmy na sprawę przez pryzmat drogiego Ci podobno zdrowego rozsądku. Tak, klubowa kariera Kamila Glika ostatnimi czasy pikuje. Transfer do Benevento nie był chyba najszczęśliwszym z pomysłów. Niemniej, w kadrze facet raczej trzyma fason, a jego wiek może w zasadzie być atutem, nie przeszkodą. Nigdy nie był to nowoczesny obrońca, taki co to elegancko wyprowadzi piłkę, zainicjuje atak, rozprowadzi akcję wymyślnym podaniem, etc. Raczej stoper klasycznego typu, w 95% skoncentrowany na zadaniach defensywnych. I w tej roli wciąż śmiało może się w reprezentacji sprawdzać. Ba, jego doświadczenie może być bezcenne. W końcu ktoś musi tych mniej zahartowanych w bojach kolegów na boisku rozstawiać, a tu Kamil radzi sobie bez zarzutu. I nadal może to robić. Co się tyczy Krychowiaka, w wybitnej formie to on ostatnio był w 2016., jako dwudziestosześciolatek. Potem niestety przytrafiły się te nieszczęsne epizody w PSG i WBA. Jednak od przenosin do Rosji znów wrócił na naprawdę przyzwoity poziom, a jego problemem w kadrze wcale nie jest wiek, tylko nieumiejętność trzymania fantazji na wodzy. Dopóki chłopak jest typowo defensywnych pomocnikiem, skoncentrowanym głównie na odbiorze, a dalekie przerzuty i udział w akcjach zaczepnych traktującym jako deser, nie obiad, wszystko jest cacy. Gorzej, gdy włączy mu się „tryb Pirlo”. No ale przecież to rola trenera, by powiedzieć „słuchaj, Grzesiu, ty tu nie jesteś od rozgrywania, ciągania za sznurki i trzymania łapek na kierownicy. Odbierasz, oddajesz i jest git. Łapiesz?” Lewandowski wreszcie to gość obsesyjnie dbający o własne ciało, który sam utrzymuje, że chciałbym pograć do czterdziestki. No to jeszcze mu siedem sezonów zostało, w czym problem? Przede wszystkim zaś, drogi Zbyszku, jeśli nic mi się nie pokićkało, niniejsza dyskusja dotyczy jednak przede wszystkim el. MŚ’22. Tu i teraz, a nie gdzieś tam, kiedyś, w jakiejś bliżej nieokreślonej przyszłości. A tu i teraz selekcjoner reprezentacji Polski może wystawić np. taki skład: Szczęsny – Bereszyński, Glik, Bednarek, Rybus – Krychowiak, Klich – Milik, Zieliński, Frankowski – Lewandowski. W odwodzie pozostają choćby Skorupski, Kędziora, Dawidowicz, Piątkowski, Linetty, Moder, Szymański, Kamiński, Świerczok, Buksa, Świderski plus, jakby trochę pogrzebać, jeszcze paru innych. No i świeżo upieczony reprezentant Gotówka. Słabo? Nooo… to zależy, z której strony zerkać. Na pewno nie jest to paka na miarę wyrównanej rywalizacji z tuzami światowego futbolu o czołowe lokaty na wielkich imprezach. Nie widzę jednak żadnego powodu, aby taki skład miał truchleć na myśl o starciach ze Szkocją, Walią, Ukrainą, Turcją, Szwecją i całą resztą europejskiej klasy średniej. Bo i jacyż to, przepraszam, wirtuozi futbolu i inni wymiatacze występują w barwach tych drużyn? Kto tam niby taki mocarny, żeśmy z góry skazani na klęskę? No bez przesady. Dobre zespoły, nie ma to tamto, na pewno mają wszelkie szanse pogonić nam kota, ale dokładnie tak samo my im. I tu dochodzimy do kwestii tak usilnie przez Ciebie bagatelizowanego rozstawienia. Już pod koniec gier grupowych robiło się coraz bardziej prawdopodobne, że wśród barażowiczów mogą znaleźć się jakieś ekipy, których początkowo nikt się tam nie spodziewał. Ostatecznie stawkę dwunastu zespołów biorących udział w tej fazie eliminacji zasiliły Portugalia i Włochy. Nie w kij dmuchał, duet ostatnich Mistrzów Europy, w tym ci bardzo świeżo upieczeni. Z drugiej strony, konieczność grania w barażach nie jest dla tych zespołów karą za niepopełnione grzechy, tylko efektem ich postawy w grupie. Można zatem z nimi powalczyć, nawet jeśli na pierwszy rzut oka wydaje się to piekielnie trudne. Z kolei Macedonia, z całym szacunkiem, chyba nieco od barażowego tuzina odstaje in minus. Pozostała dziewiątka to natomiast w zasadzie jedna liga, jedna półka. Czasem ci wezmą górę, czasem tamci. A w takich przypadkach paskudnie istotną rolę zaczynają grać szczególiki i szczególątka. Ot, chociażby takie, że rozstawione drużyny grają pierwszą rundę w domu. Jasne, wciąż istnieje szansa, że pod koniec marca przez Europę przetaczać się będzie V fala koronawirusa z jakimś wyjątkowo zjadliwym, odpornym na szczepionki wariantem Ypsilon i mecze odbywać się będą przy pustych trybunach. Jeśli jednak tak nie będzie, to jakoś mi się zdaje, że nie jestem jedyny, który wolałbym, abyśmy w pierwszej rundzie grali z Macedonią w Warszawie. Co więcej, nawet gdyby w rundzie finałowej miał na nas czekać zwycięzca pary, dajmy na to, Portugalia-Walia, to przecież istnieje niezerowa szansa na to, iż jakimś cudem Bale & co. przepchną Cristiano i s-kę. A potem, wyczerpani i przetrzebieni dwugodzinnym bojem i konkursem rzutów karnych, przyjadą dostać w baniak na SN. Owszem, byłby to scenariusz skrajnie optymistyczny, acz jednak nie niemożliwy. Ale właśnie: byłby. Niestety, na własne życzenie go sobie zamknęliśmy. Co więcej, rok 2021 był w wykonaniu Biało-Czerwonych zwyczajnie słaby. Przerżnięte Euro, w grupie eliminacyjnej Mundialu też zdecydowanie bez fajerwerków, jedyne z czego można ewentualnie się cieszyć, to ten domowy remis z Anglią. Trochę mało. Nie trzeba być jasnowidzem, by stwierdzić, że morale naszych kadrowiczów raczej nie plasuje się gdzieś pod sufitem. Tymczasem wiadomo było, że następny mecz po wizycie Węgrów to już baraż. Można było przynajmniej spróbować to morale podnieść wychodząc na Madziarów (którzy, przypominam, grali już o pietruchę) galowym składem, na pełnej motywacji i z nimi wygrać. Pewnie i spokojnie. Dzięki temu być może dałoby się przezimować w dobrych nastrojach, a w marcu rozpocząć granie z zapałem i nadzieją. Niestety, zamiast tego kadrowicze wątpią już nie tylko w selekcjonera, ale i w kapitana. Zaiste, geniuszem zarządzania zasobami ludzkimi jest ten nasz Paulo. Oczywiście, żadną miarą nie da się wykluczyć, że nawet działając rozsądnie i maksymalizując swe szanse, i tak byśmy odpadli. Jako się rzekło, stawka jest wyrównana, może my ich, może oni nas. A może w rundzie finałowej trafilibyśmy na Włochów/Portugalczyków w takiej formie, że nie mielibyśmy żadnych szans. Cóż, futbol. Pozostałoby ścisnąć łapkę zwycięzcom i życzyć im powodzenia w Katarze, a samemu zostać z przeświadczeniem, że zrobiliśmy co tylko się dało. Ale już wiadomo, że nie zrobiliśmy. A nasz selekcjoner-wizjoner-konceptualista ma w zasadzie jedno wyjście: przeprowadzić nas z sukcesem przez krętą i wyboistą ścieżkę. Jedyną, jaka wciąż stoi przed nami otworem. Bez jojczenia i żenujących wymówek. Jeśli tego nie zrobi (a naprawdę niewiele wskazuje, by miało mu się udać), to niech idzie skąd przyszedł (a w zasadzie gdzie wciąż siedzi i wpada do nas jedynie z doskoku) i nie wraca. A my podziękujmy wtedy Prezesowi Tysiąclecia za jego debilny, gówniarski kaprys.
This is a comment on "I Wy zdrajcy przeciwko mnie!"