A+ A A-
  • iocosus
Albiceleste to i ode mnie  słówko. Pociągnę reklamę "murowańca z konterką", żadnej gratyfikacji przy tym od Piechniczka z Majewskim nie oczekuję, ba oni są tak dumni z własnego dorobku trenerskiego, z własnej myśli szkoleniowej że ugruntowywać ich do sensu taktycznej strategii opartej na przechodzeniu z wałów Częstochowy bezpośrednio do szarży husarii pod Wiedniem nie trzeba. To my mamy w genach, okopać się i znienacka dać łupnia i dwaj wymienieni w naszej kopanej to kultywowali, a podważanie tego to chyba dla nich grzech na trenerskiej myśli narodowej.  Zatem zostawiając prehistorię, współcześnie gdyby Michniewicz nie zatańczył z Legią "murowańca z konterką" to o Lidze Europy w Warszawie moglibyśmy ciągle tylko marzyć, ba o pognębieniu Spartaka z Leicester również. A jakąż to taktyką nasi bratankowie Madziarzy z nami wygrali? W posiadaniu piłki byli na poziomie 30% groźnych ataków wyprowadzili ze cztery, ale dwa sztychy zadali i chwała im za to! W końcu w 2004 roku, czyli tam gdzie pamięcią jeszcze sięgniemy król Otto uczynił z Hellady władców Europy i przecież temu nie zaprzeczę. Do "murowańca" dodał skutecznie wykonywany stały fragment gry i sprawę załatwił. Albiceleste przecież nie neguję że dobrze zatańczony "murowaniec" może przynieść efekt, tylko jeżeli jedynie na nim się skupimy, będziemy sobie tak ustawicznie podrygiwać bo tylko to umiemy, to na największych balach, imprezkach albo będziemy stać na końcu sali pod ścianą, albo w ogóle na te balangi nas nie wpuszczą.  Legia Michniewicza świetnie poradziła sobie w LE, ale na własnym podwórku tak się potykała o własne nogi, aż w końcu własnego baletmistrza zwolniła. Madziarzy z zasieków wygrali z nami, ale z Albańczykami już umoczyli choć przecież byli rozlosowywani z wyższego koszyka, ba z Andorą się męczyli. W końcu Grecy tak się rozkoszowali w stylu który przyniósł im mistrzostwo, że później ani patrzeć na nich nie było można, ani dalszych sukcesów nie było. Tu by strateg wojenny Clausewitz mógł rzec: oto przykład gdy wygrana jedna wojna, staje się źródłem kolejnych porażek. Zresztą byli mistrzowie "murowańca" zawołani,  niezrównani, sztukę prawdziwą z niego uczynili i nazwali catenaccio. I co? To co kultywowali porzucili, bo świat się zmienia, piłka się zmienia, dziś jeden rytm wybijany z podskokiem nie wystarczy, Włosi to zrozumieli i na Euro przyniosło im to efekt. To w meczu z nimi wyglądaliśmy nie jak Islandia, ale jak Wyspy Owcze lub Malta. Za Sousy z Hiszpanią i z Anglią wyglądaliśmy ciut lepiej,  a były obawy że będzie identycznie jak z Italią i stąd zastanawiając się na czym polega popularność złotoustego Paulo wśród rodaków doszedłem do wniosku że nie krasomówstwo, a był to właśnie ten nieco bardziej ofensywny obraz gry.   Natomiast u mnie nie ma pewności, a wręcz są obawy, że Paulo Sousa wybitnym baletmistrzem nie jest i raczej nas  tanga, paso doble,  tarantelli nie nauczy i choć odczuwam potrzebę że musimy sobie przyswoić bardziej urozmaicone i wyrafinowane przebieranie nogami to portugalskiego nauczyciela trudno mi nieraz zrozumieć. Nie muszę, ale też i on będzie miał w marcu próbę generalną, a po niej to już tylko będzie albo, albo. Albo z niego Barysznikow, albo dupa na drewnianych nogach co tylko dużo gada. Przy tym porzucając metafory, Albiceleste nie oczekuję że z dnia na dzień będziemy grali jak Belgia, Holandia, Francja to kwestia lat i przeorientowania systemu szkolenia, natomiast chciałbym żebyśmy wzorowali się zamiast na  Grekach z  2004 to na Rosji z 2008 lub Duńczykach z 2021. Biorę również za przykład Polskę z 2016. Nie jestem doktrynerem który deprecjonuje każdego polskiego trenera.
This is a comment on "I Wy zdrajcy przeciwko mnie!"