A+ A A-
  • a-c10
@ Iocosus: Parafrazując pewna muzealną reklamę rozpuszczalnej gumy do żucia*: wszyscy mają szanse, mamy i my. Przyznam szczerze, że o ile zazwyczaj bujanie się od bandy do bandy wywołuje moją złość, tak tym razem zwyczajnie mnie śmieszy. Ledwie chwilę temu voxpop się dąsał, że nie jesteśmy w stanie nawiązać wyrównanej walki z Holandią, Portugalią i Włochami. Teraz zaś, okazuje się, wg poniektórych za krótcyśmy na Rosjan i ewentualnie Czechów/Szwedów. No ludzie złoci, a dlaczegóż to…? Ze Sborną i Blågult mierzyliśmy się w czerwcu zeszłego roku. Żeby znaleźć ostatnie spotkanie z sąsiadami z południa, trzeba się cofnąć nieco dalej, no ale bez przesadyzmu, 15.11.18 to nie jest jakaś prehistoria, nasza kadra zmieniła się od tamtej pory raczej nieznacznie. Owszem, wyniki tych meczów (1:1, 2:3, 0:1) nie napawają może jakimś hurraoptymizmem, wciąż jednak pamiętać wypada, że były to wyrównane potyczki i gdybyśmy wszystkie trzy wygrali, to też żaden gwałt na sprawiedliwości by się nie dokonał. Jasne, „mamy szanse” =/= „mamy duże szanse”. W ogóle w tym zestawieniu każdy może wygrać z każdym i każdy z każdym przegrać. Co zaś się tyczy Twoich rozważań, Iocosusie, nie wiem czy Michniewicz to lepszy analityk, niż Karpin, czy może vice versa. Wiem za to, że dobrze byłoby wreszcie porzucić „optykę PlayStation”. Jasne, trener jest ważny. Ale to nie on strzela bramki i nie on przy nich asystuje. Nie on rozgrywa piłkę, nie on odbiera ją rywalom, nie on broni ich strzały, etc., etc., etc. Piłkarze to nie bezwolne, bezrozumne kukły, co to nie są w stanie wykonać najmniejszego ruchu bez impulsu z trzymanego przez szkoleniowca pada. Tymczasem mam wrażenie, że w ciągu ostatnich nastu lat selekcjoner reprezentacji Polski służy głównie za wygodny parawan dla swych podopiecznych. Najpierw był „Dyzma” Smuda, który do spółki z niejakim Barrym Solanem (czy jak mu tam było) zdradziecko łapał za kostki naszych futbolistów (z Lewandowskim na czele) i nie pozwalał im strzelać bramek na ME’12. Potem safanduła Fornalik, którego jak niby miał słuchać człowiek pracujący na co dzień z Kloppem. No jak to jak? Uszami, kurwa, jakżeby inaczej!? Następnie Adam „Zabobon” Nawałka i jego arłamowskie wyładowania atmosferyczne. Bo przecież to one, a nie indywidualne błędy naszych piłkarzy, zadecydowały o porażce w kluczowym meczu z Senegalem. Dalej „niedouczony kretyn Brzęczyszczykiewicz”, którego już nawet dissować się nie dało, trzeba było się uciekać do „ośmiu sekund wymownego milczenia”. W końcu „bajerant-dezerter” Sousa. OK., każdemu z w/w selekcjonerów kilka/naście/dziesiąt kamyczków do ogródka wrzucić by się niewątpliwie dało. Ale może by tak wreszcie, dla odmiany, „Polska grać, kurwa mać!”? Słyszę stąd i zowąd, że straszna by szkoda była, gdybyśmy do Kataru nie pojechali, boć to przecie ostatnia szansa dla wielu obecnych reprezentantów. No właśnie! Niechże zatem ci reprezentanci wezmą sprawy w swoje ręce – czy raczej nogi – i się do tego Kataru załapią. To nie liga, która w tej czwórce w jakimś tam stopniu promowałaby chyba najbardziej zbilansowanych Szwedów. To one and done, gdzie często jednak liczą się indywidualności, a te to my – z całym szacunkiem dla rywali – mamy jednak najlepsze. Wyjdźmy zatem na plac w Moskwie i zatańczmy z Rosjanami taką sambocz’kę, której w rzeczy samej nikagda nie zapomną. Się uda? Super. Się nie uda? No trudno, przynajmniej zostanie świadomość, że próbowaliśmy. * Achhh…, zły film się podkleił, chodziło mi o ten ;p
This is a comment on "Bez szans?"