A+ A A-
  • corazstarszy
Epizodycznie napiszę na czarnej-e(L)ce, do której sentyment pozostał. Za nami sezon, w który nikt by nie uwierzył przed jego rozpoczęciem. Ja nie spotkałem nikogo, kto przed rozpoczęciem nakreśliłby scenariusz, którego później byliśmy świadkami czy uczestnikami. Nie wiem, jak u kolegów. Ja czuję ulgę, że nie spadliśmy, wdzięczność wobec wszystkich osób, które uratowały Legię. I niepokój, co dalej. Nie wiem, czy ten sezon nie jest zapowiedzią groźnej przyszłości. Oby nie. Uważam, że groźba spadku była bardzo realna. Pamiętam sezon 1991/92, gdy też byliśmy o włos od degradacji, jeszcze cieńszy włos niż teraz. Gdy teraz wspomnę końcówkę jesieni 2021, to włos mi się na głowie jeży. Słowo o trenerach. Poprzednio wpisałem się, gdy Legia wyeliminowała Slavię, 29. drużynę rankingu klubowego UEFA. Jeszcze wówczas chyba nikt nie przeczuwał, co dalej się zdarzy. Zachwycony awansem, entuzjastycznie napisałem o pracy Michniewicza, deklarując, że poprzednicy, wśród nich Vuko, nie doprowadziliby nas do fazy grupowej. I tak pewnie jest. Ale życie zweryfikowało te oceny. Jest taki znany tekst w naszym kręgu kulturowym, w którym są słowa ‘chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj’. Wielu z nas ten powszedni chleb przestało cenić. Chcieliśmy pucharów, czegoś ekstra, deseru, wisienki na torcie. I dostaliśmy. I wtedy się okazało, jak ważny jest jednak ten chleb powszedni i że bez niego ani rusz. Michniewicz przedstawiał się jako osoba całkowicie oddana pracy, dzień i noc siedząca nad analizą rywala i zdolna wymyślić na pojedyncze mecze fajne rozwiązania. Ale i on zapomniał lub nie starczyło mu czasu już pomyśleć o chlebie naszym powszednim. Tak myślę teraz o wielkich trenerach Legii z przeszłości – Vejvodzie, Strejlale czy Koncewiczu. Oni też mieli, obok swoich chwil wielkiej chwały, porażki i złe zakończenia. Np. trener Vejvoda dwa razy pracował w Legii. Drugie podejście było zupełnie nieudane. Ale jest legendarny. Dla mnie kimś tak samo legendarnym stał się teraz Vuković. To nie jest ocena jego ‘umiejętności’, czy ‘kwalifikacji’ trenerskich. Nie są tak złe, jak wynikałoby z naszych narzekań na niego (a czasem były straszne i poniżej pasa), ani tak dobre, jak sobie wyobrażaliśmy w chwilach MP w 2020, czy po 7-0 z Wisłą, czy 5-1 z Górnikiem. Chodzi o to, że mógł sobie leżeć do góry brzuchem, brać pensję, prawić złośliwości, wymądrzać się po wywiadach i dokopywać Mioduskiemu. Tym zyskałby większy poklask ogółu niż swoją pracą po powrocie do Legii. A przyszedł z miłości do tego klubu, ryzykując wiele. Ktoś dziś powie, że Legię utrzymałby każdy jako tako doświadczony trener ligowy, np. Probierz czy Stokowiec. Po tym pobiciu piłkarzy w autobusie w drodze z Płocka, to nie wiem, jak by było. Słyszałem wersję, że miał być masowy wniosek o rozwiązanie kontraktów z winy klubu, jak w Sportingu kilka lat temu. A Vuko dotarł do piłkarzy, przekonał ich do pracy, wyrobił pokorę i uświadomił położenie. My tam możemy mówić o taktyce, pięknie gry, Europie. To wszystko prawda. Ale teraz było widać, ile w pracy trenera znaczy także kontakt z szatnią, dotarcie do zawodników. A walka szła o zachowanie ligowego bytu, a nie o wyrafinowane rozwiązania w zakresie organizacji gry. Sam Vuko lubi eksponować swoją sprawiedliwość, podobnie jak Michniewicz lubił np. eksponować swoją pracowitość. Ale tu jest ważne, że również głosy zewnętrzne potwierdzają to zdanie, np. Igor Lewczuk też podkreśla, że Vuko jest sprawiedliwy. Może m.in. tym ‘kupił’ szatnię. Dla mnie robota wykonana przez niego jest wielka. 28 punktów w 16 wiosennych meczach. Średnia 1.75 na mecz, chyba zgodna z obecnymi możliwościami Legii. Nie wiem, czy wielu by zdziałało więcej. No i przyszłość. Mieliśmy trenera stuprocentowo oddanego Legii, z wadami i zaletami. Wymieniamy go na rzetelnego fachowca, opanowanego warsztatowca, który pewnie pracę w Legii potraktuje jak kolejne dni w biurze – fachowo, bez emocji, odtąd dotąd, po kupiecku. To wiem, że warunki pracy w Legii zastanie inne niż miał u poprzedniego pracodawcy. Inne, bo mniej sprzyjające systematycznej pracy od podstaw. Cierpliwość nas nie cechuje, Mioduskiego też nie, dziennikarzy i influencerów piszących o Legii też nie. A i z budżetem u nas krucho, więc warunki będzie miał inne niż miał w poprzednim miejscu. Nie wiem, co z tego wyjdzie. I pokora. Dla mnie słowo klucz. Ten sezon więcej mnie nauczył i dał do myślenia niż te zwycięskie lub minimalnie przegrane. Emocje przy walce o ligowy byt na pewno nie są mniejsze niż przy walce o MP. Ale u mnie doszedł też duży strach w grudniu, w lutym. Żyłem jak sparaliżowany. Wnioski są takie, żeby doceniać to, co się ma, nie deprecjonować, nie odpływać w stronę żądania ciągle więcej i więcej. Legia podlega takim samym prawom jak inni. Jeśli ktoś na dowolnym etapie podchwycił slogan o ‘legijnym DNA’, to teraz mógł się przekonać, że mamy takie samo DNA jak inni – podlegamy tym samym prawom, ponosimy takie same konsekwencje złych decyzji. Teraz spadła Wisła. Nasze losy też tak mogą się potoczyć, jeśli popełnione zostaną takie błędy jak w Wiśle. I perspektywy. Był to jak dotąd kulminacyjny moment złego zarządzania Legią. Wielu z nas, słusznie, chciałoby zmiany właściciela na lepszego, lub (nie wiem, czy słusznie) na po prostu innego. Ale jest też i taki aspekt: w obecną Legię to chyba tylko jakiś samobójca czy masochista by chciał zainwestować: pobicie piłkarzy, drugie od 2017, co mecz domowy pod egidą UEFA, to kary, i to solidne. Jest od kilku lat mniej dopingu dla Legii w czasie meczów, za to więcej protestów, pogrzebów, bluzgów, szukania winnych. Gdy niedawno jeszcze były sukcesy, to ja nie pamiętam, aby było tyle reakcji pozytywnych i o takiej skali jak teraz negatywnych. Więc społeczność kibicowską mamy głównie roszczeniową, protestującą, nastawioną na domaganie się od innych, ale nie od siebie. Nie wiem, skąd czerpać nadzieję. I konkluzja: boję się, że jeszcze za mało dostaliśmy po głowie w tym sezonie i że może być jeszcze gorzej. Ten sezon powinien i nas zmienić – oduczyć ciągłego narzekania, deprecjonowania, marudzenia. Idealne, wymarzone scenariusze mają to do siebie, że się nie sprawdzają, a jeśli nawet, to tylko na krótką chwilę. Zaraz po nich są następne wyzwania. Trzeba zapytać siebie, co ja mogę zrobić dla Legii, jak ja mogę pomóc, i nie patrzeć, czy to jest Legia Mioduskiego, czy Legia tych z trybuny północnej. Po prostu, robić coś pożytecznego dla Legii, każdy na miarę swoich możliwości. Pozdrawiam