A+ A A-
  • Zbyszek
Tym razem będzie namysł nad pryncypiami , mniej tematów z których pierwszy omówię dokładniej. Po zapoznaniu się z hasłem kibicowskiej oprawy, której motto wywodzi się z dramatu Mickiewicza "DZIADY" mam szczery zamiar jutro ( 23.05) napisać felieton , w którym odniosę się do tegorocznego sezonu w wykonaniu Legii. Zaznaczam, że na to kiedy Naczelny tekst dopuści wpływu nie mam. O tym, że Włosi to mistrzowie catenaccio. Od wielu lat Włochy postrzegane są jako kraj w którym wychowuje się najlepszych obrońców . W czasach włoskiej dominacji jedne wybitne pokolenia obrońców przekazywały pałeczkę następcom. W tamtych okresach we włoskiej piłce toczyły się zaciekłe spory o kwestię zasadniczą ( pryncypialną) ,a mianowicie : co dokładnie znaczy bronienie?. Czy obrońcy mają koncentrować się na neutralizowaniu konkretnych rywali czy skupić się na wyznaczonej strefie boiska ?. Szło nie tylko o to, które podejście jest bardziej skuteczne ,ale które bardziej włoskie. Od lat 60-tych XX wieku symbolem włoskiej piłki stało się catenaccio , które często utożsamiane jest z futbolem reaktywnym , choć w istocie oznacza "ryglowanie" ,a więc taką organizację gry obronnej w której za plecami środkowych obrońców kryjących indywidualnie rywali ustawiony jest stoper zwany wymiataczem . Dodanie tego ostatniego obrońcy siłą rzeczy osłabiało ilościowo atak i skazywało zespół na taktykę defensywną. Catenaccio w wydaniu z początku lat 60-tych było reakcją na ultra ofensywny futbol dominujących wcześniej w Europie takich klubów jak Real Madryt i Benfika Lizbona. Symbolem ryglowania stał się Inter Mediolan kierowany przez charyzmatycznego Helenio Herrerę. Kontynuatorem Herrery stał się trener Milanu Nereo Rocco, który dwa razy sięgnął po Puchar Europy. Jego mottem było :" Miejmy nadzieję na dobry mecz, ale lepszy nie wygra". Aby rozwiązać problem przewagi rywali w środkowej linii z czasem stoper ( wymiatacz) przeistoczył się w libero ( najbardziej znany to Franz Beckenbauer), który przechodził z obrony do drugiej linii . Ten system zdominował włoski futbol ,a jego najwybitniejszym przedstawicielem stał się Giovanni Trapattoni , pod kierunkiem którego grali m.innymi Boniek, Ancelotti i Platini . Jego Juventus grał dwoma systemami 4-4-2 oraz 3-5-2 stosując zawsze krycie indywidualne w obronie i strefę w pomocy. On to rozróżnił funkcjonalnie stopera jako tego, który ma odbierać piłki grając agresywnie, od libero ,który ma czytać grę. Później, bo pod koniec lat 80-tych pojawił się Arrigo Sacchi ,który odrzucił krycie indywidualne, ryglowanie i postawił na bronienie strefą. W tym celu ustawiał czterech obrońców w jednej linii. Podczas , gdy drużyny stosujące catenaccio cofały się głęboko to te kierowane przez Sacchiego , głównie Milan, broniły daleko od własnej bramki , ograniczały pole gry do polowy przeciwnika i umożliwiały zdominowanie przestrzeni boiska. To Sacchi wywarł większy wpływ na kierunek rozwoju sztuki obronnej ,a jego kontynuatorami są m. innymi Guardiola, Klopp, Ancelotti czy Benitez. Z podobnymi dylematami mieliśmy do czynienia w ostatnim okresie w Legii Warszawa. Trener Michniewicz sprowadził z Włoch fachowca ( de Petrillo) od zorganizowania obrony w systemie z trzema obrońcami. W tym ustawieniu obrona Legii i cały zespół grały strefowo. W fazie obrony zespół był ustawiony 5( 3-2), 4-1 , zaś w ofensywie 3-4-2-1. Gra strefowa nie zabija indywidualności ,ale lepiej pozwala maskować słabości, bowiem rywale nawet ogrywając jakiegoś zawodnika w jednej strefie napotykają na innego w kolejnej strefie. To dzięki temu systemowi Legia tak udanie wystąpiła w Europejskich Pucharach. Wyniki się załamały , bowiem gracze zostali wyeksploatowani fizycznie. Zgoła odmienne podejście prezentuje zespół trenowany przez Vukovicza w którym główną rolę organizatora gry odgrywał Radunovicz. Legia odeszła od gry "trójką ' w obronie i przeszła na system 4-2-3-1 oraz na krycie indywidualne w obronie . W naszej słabej lidze taka organizacja gry była w miarę skuteczna, pomimo tego ,że jest ryzykowna , gdyż wymaga dużych umiejętności od zawodników. Jej główną słabością były stracone bramki po stałych fragmentach gry, głównie rzutach rożnych. Na forum międzynarodowym jednak z takim nastawieniem taktycznym Legia nie miałaby żadnych szans za sukcesy. We Włoszech styl "Trappa" jest bardziej popularny, ale na świecie uchodzi za anachroniczny. Chociaż w erze komputerów dowiedziono, że tzw. idealny mecz musiałby zakończyć się wynikiem 0:0. Ta teza ma swoich zwolenników w postaci stwierdzeń, że " Kiedy buduje się dom , to trzeba zacząć od fundamentów, a nie od dachu". Oba podejścia sprawiały jednak ,że we Włoszech szkolenie obrońców stoi na bardzo wysokim poziomie i potrafią się oni odnaleźć się i w kryciu indywidualnym i w obronie strefowej . Gorzej jest z napastnikami . Dominujące ustawienie z trzema obrońcami zdaniem Sachciego oznacza " Brak radości i krok wstecz piłki" Jego zdaniem:" Za dużo zespołów gra w ten sam sposób ,co jest przejawem konformizmu. To nie pozwala na nowatorstwo. Choć w teorii grają trzema obrońcami to w istocie jest ich pięciu , z których jeden jest "ryglem" . To nie jest rozwój ,ale cofanie się ". O tym ,że na frustrację nie ma rady. Rozumiem frustrację kibiców ,bo sam jestem sfrustrowany ,ale metod reakcji nie podzielam. Frustrację definiuje się na ogół dwojako : - jest to zdarzenie blokujące, opóźniające lub zakłócające działanie ukierunkowane na określony cel. Są to wszystkie przeszkody, takie jak opór stawiany przez innych ludzi, rzeczy, braki w środowisku lub we własnej osobie , długotrwałe konflikty - jest to stan wywołany sytuacją, która udaremnia zaspokojenie potrzeb lub pragnień. W tym rozumieniu frustracja jest reakcją na niepowodzenia, wywołuje stres i zawiera czynnik zagrożenia ,czego widocznymi znakami jest podniecenie psychoruchowe, napięcie emocjonalne . Ten stan wywołuje reakcje obronna organizmu w postaci agresji. Agresja nie jest oznaką siły ,ale lęku i słabości. Czynniki frustracjogenne nie mają waloru obiektywności, bowiem każdy inaczej reaguje na stresor. O tym czy ktoś jest sfrustrowany możemy powiedzieć po jego zachowaniu, głównie po wrogości wobec czynnika wywołującego frustrację. Przy czym rzadko agresję zastępuje regresja. Nie sięgając zbyt głęboko i szeroko możemy o frustracji wobec poczynań Legii powiedzieć kilka słów na przykładzie Boruca, trenera Vukovicza i wielu kibiców. Agresywne zachowanie Boruca w meczu z Wartą było niewątpliwie wywołane frustracją. Tym samym oskarżenie Artura przez Vukovicza o świadome działanie i brak odpowiedzialności świadczy o jego niedostatkach wiedzy. Niemniej i Boruc nie potrafi wyjść ze strefy stresu, bowiem uważa karę finansową za niesłuszną i jej nie płaci co skutkuje tym, że nie może grać. Może być też tak ,że Boruc nie płaci, bo wie ,że wszedł w konflikt z trenerem ,który i tak by go nie wystawiał. Z tego samego powodu klub nie płaci kary za Boruca. Typowy pat spowodowany namiętnościami. Trener Vukovicz jest sfrustrowany faktem, że nikt z kierownictwa klubu nie ogłasza go zbawicielem i naczelnym ratownikiem. Z jego wypowiedzi wynika ,że liczył, że jak "uratuje " klub przed spadkiem to zostanie mu zaproponowany nowy kontrakt. To milczenie uznaje za brak szacunku . Ba, nawet kibice nie skandowali jego nazwiska podczas wczorajszego spotkania mimo, że wszyscy wiedzieli, że to jego pożegnanie. Wreszcie kibice. Akcja kibiców z tzw. Żylety to hucpa, błazenada i pozerstwo. Jakieś wyjścia ze stadionu , jakieś darcie ryja , jakieś race mogłyby uchodzić za przejaw frustracji, gdyby miały charakter spontaniczny. W istocie stanowią oni neoficką, egocentryczną hołotę, która za wszelką cenę chce zwrócić uwagę na siebie ,a nie na problemy Legii. W gruncie rzeczy oni uważają siebie za najważniejszych , za ważniejszych od klubu. Hasłem ,które wywiesili sami sobie wystawiają świadectwo. Słowo "DZIADY" można dopełnić słowem "PAJACE". O tym, że koniec bywa początkiem. W wypowiedziach Jacka Zielińskiego przewija się bardzo często słowo ewolucja jako esencja poczynań nowego kierownictwa pionu sportowego Legii. Otóż tak rozumiana ewolucja w naturze nie występuje. Nauka zweryfikowała pogląd Darwina stwierdzając, że przemiany jednych gatunków w inne nie następowały z upływem czasu i zmieniających się warunków egzystencji. Takie metamorfozy polegały na wyginięciu jednych gatunków co nazywane jest "masowym wymieraniem" i dopiero po nim wyrastały nowe gatunki, na wyższym poziomie rozwoju i dostosowania. Podobnie rozwój cywilizacji to następstwo rewolucji , czasem bezkrwawych i wojen. W piłce jest podobnie czyli nie da się kontynuować tego co było, a co efektu korzystnego nie przynosiło. Prezes Mioduski wymienił kierownictwo pionu sportowego ,a ono wymieni trenera, sztab i pewno większość zawodników. Pozostaje kwestią otwartą ocena, ile trzeba zburzyć i tym samym, ile trzeba na nowo zbudować. Przy czym w piłce nożnej jak w budowie człowieka najważniejszy jest kręgosłup. I tej dbałości o kręgosłup zespołu w Legii brakowało. Drużyna była systematycznie osłabiana, a nowi zawodnicy dobierani bez jakichkolwiek zrozumiałych kryteriów . Chodziło nie tylko o umiejętności, ale o charakterystyki i charakter. Zapominano ,albo nie wiedziano ,że mechanizm tylko wówczas dobrze działa jak tryby są wzajemnie dopasowane. Musimy więc uzbroić się w cierpliwość, bo burzy się łatwo i szybko, a buduje wolno i mozolnie. Przy czym Legia jest w takiej sytuacji, że nie ma innego wyjścia. bo albo dalej będzie tkwiła w maraźmie , albo ruszy do przodu. Miejmy nadzieję, że tym razem nikt nie będzie szukał usprawiedliwienia w grze na trzy fronty Smile. O tym, że lepsze coś , niż nic. Chyba nikt po wczorajszym meczu nie spodziewał się rewelacji i w I połowie trudno było mówić o jakiejś przemyślanej taktyce skoro obie drużyny postanowiły rozegrać średnio intensywny sparring. Oczywiście i Legia i Cracovia liczyły ,że rywale popełnią piłkarskie seppuku i sami doprowadzą do porażki. W II połowie wystarczyło, że pociąg pod nazwą Legia lekko przyspieszył i Cracovia została na peronie z bagażem 3 bramek, a powinno ich być więcej. Gawin opisał przebieg spotkania ,co ja tylko nieznacznie uzupełnię. Każdy dostrzegł, że nasi piłkarze są obecnie w bardzo wysokiej formie fizycznej, grają na luzie, szybko przebierają nóżkami i spokojnie wytrzymują do końca meczu. Więc wcześniej, albo graliśmy na zaciągniętym hamulcu, albo trener przygotowania fizycznego nie trafił z formą. Wygląda na to ,że najwyższa forma została osiągnięta na przerwę w rozgrywkach Smile. Niestety nadal nasi zawodnicy nie potrafią zdyskontować dobrego przygotowania fizycznego, gdyż przyjmują piłki przed ich podaniem przez co opóźniają akcje i pozwalają rywalom na ich blokowanie. Nasi rywale nastawili się na utrzymywanie przy piłce w bezpiecznych, środkowych rejonach boiska co w I połowie dawało im remisowy efekt. Można żałować ,że Legia w wielu spotkaniach nie potrafiła omijać takich zapór szerokim i wysokim łukiem jak wczoraj w II połowie, nie wdając się w zatargi z liczniejszym w środku rywalem. Wczorajszy mecz po raz enty dowiódł, że głównym miernikiem efektywności nowoczesnej gry jest skuteczność pod własną bramka i pod bramką rywali ,a nie jałowa kopanina w środku pola. O tym, że przydługi sezon się wreszcie zakończył. Nie nawykliśmy od dekady do sytuacji w której Legia nie brała udziału w walce o Tytuł, lecz pałętała się poza podium. Sam sezon 2021/2022 był wielce interesujący, pomimo tego, że przed ostatnią kolejką wszystko było rozstrzygnięte. Przez prawie całą rundę wiosenną trzy zespoły ze zmiennym szczęściem walczyły o Mistrzostwo, a na dole tabeli spadkowicze, aż tak bardzo nie odstawali od reszty stawki. Media najwięcej uwagi poświęcają spadkowi Wisły tak jak by to była jakaś sensacja, jakiś szok ,a nie skutek niekompetencji gówniarzy zarządzających klubem, mocnych tylko gębie. Obecnie to grono nieudaczników obraziło się na inne kluby, bo uznali, że gdyby inne zespoły ich nie ogrywały, to oni by nie spadli. Nasz taki los nie spotkał, bo chyba powrót Vukovicza to był dobry pomysł , do czego sam m.innymi na tych łamach namawiałem. Vukovicz okazał się być dobrym trenerem na złe czasy ,ale nie potrafi on zrozumieć, że można być równocześnie złym trenerem na dobre czasy. Mnie nie odpowiada jak on peroruje o braku szacunku ,jak by nie rozumiał, że ludzie w pracy mają pracować czyli jak najlepiej wykonywać swoje obowiązki i że za to ordery nie przysługują. Domaganie się czułości jest przejawem infantylizmu. Taka postawa trenera świadczy o jego emocjonalnej i społecznej niedojrzałości i o tym, że nadal ogląda świat z pozycji zawodnika , a nie kierownika. Póki nie zrozumie , że trener to zwierzchnik, który musi wymagać to trudno mu będzie być trenerem na dobre czasy. Jednocześnie skład jaki wczoraj Vukovicz wystawił wystawia mu świadectwo adekwatne do wyznawanych przez niego wartości. Otóż on żegnał się z Legią i żegnał się z zawodnikami, ale przede wszystkim z tymi, którzy mu pomogli, którzy byli lojalni wobec niego i klubu, którzy ciężko pracowali na treningach i najmocniej byli zaangażowani w walce meczowej i osiąganiu korzystnych wyników. Gdyby Jędrzejczyk był w pełni zdrowy to i on by zagrał. Mnie pryncypialność Vukovicza przekonuje, bowiem tak samo jak on bym w tych okolicznościach postąpił. Nie wolno być relatywistą, lawirantem, bawidamkiem, ale należy postępować zgodnie z wyznawanymi wartościami i prezentowanymi poglądami, które mają oparcie w powszechnej uznanej aksjologii . Bo to jest powodem to dumy . Lecz sama , nawet najlepsza hierarchia wartości nie wystarcza, aby odnosić sukcesy. W działalności zawodowej liczą się efekty, a te zależą bardziej od wiedzy , umiejętności organizacyjnych i fachowych, od doświadczenia i wreszcie od kompetencji. I tych cech Vukovicz w nadmiarze nie posiada Smile. . Co go zubaża, a czego ja wielce żałuję . Damian Kos to sędzia młody, porządnie wyszkolony i odważny. Wierzę, że on ,a także Kuźma, Krasny czy Sylwestrzak to przyszłość naszych arbitrów piłkarskich .