A+ A A-
  • a-c10
@ Gawin: O, wypraszam to sobie. Może i ten mój poprzedni komentarz to nie jest jakieś arcydzieło. Niemniej, aby w ogóle powstał, musiałem trochę nad nim pomyśleć i postukać palcami w klawiaturę. Przez samo to już zrobiłem więcej, niż reprezentacja Polski w końcówce meczu z Argentyną. Nie zaglądając nikomu w indeks, a już na pewno nie w relacje z koleżankami ;p – nooo… tak. Tak właśnie jest to zrobione, że aby zespół z niższej półki wygrał z zespołem z półki wyższej, zazwyczaj temu drugiemu musi coś nie wyjść. Gdyby Belgowie, Duńczycy i Niemcy wykorzystali swój potencjał – bądź przynajmniej większą jego część – najprawdopodobniej to oni właśnie, nie zaś Australia, Japonia i Maroko, zameldowaliby się w 1/8. Kurde no, ja się mogę z Tobą i Senatorem nie zgadzać, wciąż jednak Was lubię, szanuję Waszą inteligencję i, szczerze mówiąc, do głowy mi nie przyszło zamęczać Was tego typu oczywistościami (nawet jeśli za sprawą obecnego selekcjonera męczarnie stają się w polskiej piłce modne). Nie da się jednakowoż, moim zdaniem, nie zauważyć, iż cały tercet A + J + M zrobił coś, by tę szansę od losu i sprzyjające okoliczności wykorzystać i wsadzić bardziej renomowanym rywalom kij w szprychy. Oraz, co równie istotne, każda z tych drużyn zapewniła swym kibicom naprawdę dużo emocji (jeśli chodzi o kibiców marokańskich, to podobno aż za dużo, ale to przecież nie wina piłkarzy i trenera). Jedno i drugie zdecydowanie in plus odróżnia te ekipy od naszej. Bo… Meksyk i Arabia Saudyjska wyeliminowały się same, samiuteńkie. Nooo… nie. Jeszcze Argentyna im pomogła. Skoro już tak wyliczasz handicapy Australii i Japonii, to chyba warto zauważyć, że awansowaliśmy tylko i wyłącznie dlatego, że: a) w ujęciu ogólnym dostaliśmy najsłabszy, najbardziej bezzębny Meksyk od czasów, których nie pamiętają najstarsi pueblos. Nawet jednak tego nie byłoby dość, bo… b) w ujęciu szczegółowym dostaliśmy prezent od nieskutecznej, niezainteresowanej robieniem nam większej krzywdy Argentyny. Trafia Leo, trafia Lautaro, z 0:2 robi się 0:4 (wynik znacznie lepiej odzwierciedlający przebieg spotkania) i już, tyle. Adios, caballeros! Co zaś się tyczy emocji – no właśnie, jakoś tak gracko ominąłeś ten temat. Czułeś cokolwiek? Łomotało Ci serducho podczas obserwowania jak nasi reprezentanci robią zbiorowego Stojanowa? Odwiniesz sobie kiedykolwiek ten mecz z taśmy, żeby poczuć to jeszcze raz? Czy jednak raczej pójdziesz na grzyby? Wink W kwestii Lewandowskiego – no jak to? Nie widziałeś tej pomeczowej scenki? Messi mu wybaczył! Poklepał po ramieniu, szepnął kilka ciepłych słówek do ucha… Kurde, też byłbym rozpromieniony Very Happy A poważniej, ja go chyba nawet rozumiem. Przepiękna kariera klubowa. Mnóstwo laurów, tak zespołowych, jak i indywidualnych. Zarobione takie pieniąchy, że jeśli nic się kompletnie nie wykrzaczy, kilka kolejnych pokoleń będzie mogło się przesuwać i przesuwać z jednego krańca kanapy na drugi, a i tak bieda ich nie skontruje. No ale w kadrze to już trochę lipka. Są, owszem, rekordy występów i bramek, niewykluczone że nie do pobicia. Ale jak do tej pory widniała przy nich gwiazdka z pytaniem „na co się to wszystko przełożyło?”. Teraz przynajmniej można odpowiedzieć „na pierwszy od 36 lat awans z mundialowej grupy!”. Na piśmie przecież nie wygląda to źle. Tylko… co mnie to obchodzi? Ja jestem kibicem reprezentacji Polski, nie Roberta Lewandowskiego. @ Senator: To są Mistrzostwa Świata , turniej w którym trzeba zajść jak najdalej , a najlepiej na sam szczyt Wierzysz, że ta droga, droga skrajnego minimalizmu, absolutnej reaktywności i bezwstydnego farta może nas zaprowadzić na sam szczyt, albo chociaż gdzieś w jego pobliże? No właśnie. To my będziemy przezywać jeszcze emocje a nie Belgowie czy Niemcy Tym jednym stwierdzeniem, Senatorze, podjąłeś tak z pięć razy więcej ryzyka, niż Michniewicz przez cały ten Mundial Wink Bo wiesz co? Ja też mam nadzieję. Coś mi tam bardzo nieśmiało tupta po głowie, że skoro: • zaspokoiliśmy już ten fetysz wyjścia z grupy; • selekcjoner ma zaklepaną robotę na następne półtora roku; • żadne „zwycięskie porażki” nie wchodzą już w rachubę, a… • racjonalnie, pod względem czystej jakości, nie mamy z Francuzami żadnych, ale to żadnych szans, to… To chociaż w tym jednym meczu spróbujemy coś pokazać. Powalczyć. Zawiązać te trzy, cztery akcje, po których w ich polu karnym przynajmniej zrobi się gorąco. Mam jednak silne obawy, że emocje w niedzielę skończą się jakoś kwadrans po szesnastej naszego czasu. Potem będzie już tylko odliczanie.
This is a comment on "Biało-Czerwoni na Mundialu"