- Zbyszek
Mnie po tekście "Paraliż postępowy" zarzucano ,że nie stawiam kropki nad i, a ja na to ,że to była gawęda czyli rodzaj luźnej, dygresyjnej rozmowy ,a nie rozprawa czy artykuł publicystyczny. Ale po wczorajszym falstarcie pora chyba uświadomić sobie ,gdzie Legia kadrowo jest umiejscowiona w ligowej hierarchii.Nie chcę dokonywać ocen subiektywnych ,więc posłużę się tymi z PS . Ci, którzy je znają mogą tę część komentarza pominąć,ale pewno moi znajomi z USA, Kanady i Francji będą ciekawi.
W poszczególnych kategoriach zawodnicy Legii zajmowali następujące pozycje :
- piłkarz sezonu - wśród 25 osobowej czołówki nie ma piłkarza Legii.Na czele , słusznie Alfonso Sousa z Lecha.Uznany przez PN za najlepszego Romańczuk to kpina,
- wśród 16 najlepszych obcokrajowców nie ma piłkarza Legii. Na czele Sousa.
- wśród piłkarzy kolejki ( ile razy) na 7- 16 miejscu jest Bartosz Kapustka . Prowadzi Michale Ishak .
- wśród najlepszych 16 młodzieżowców nie ma piłkarza Legii. Na czele Antoni Kozubal z Lecha,
- wśród najlepszych strzelców na 8 miejscu znalazł się Kapustka. Prowadzi Efthymios Koulouris z Pogoni,
- wśród najlepszych asystujących na 6 miejscu jest Ruben Vinagre,a na czele jest Erik Janża z Górnika Zabrze,
- wśród bramkarzy na 13 miejscu jest Kacper Tobiasz ,a na czele Kacper Trelowski z Rakowa,
- wśród prawych obrońców na czele jest Jan Grzesik z Radomiaka ,zaś Wszołek jest 11,
- wśród środkowych prawych obrońców na miejscach 5-6 sklasyfikowani są Rafał Augustyniak i Radovan Pankow ,a prowadzi Alex Douglas z lecha,
- wśród środkowych lewych obrońców prowadzi Arkadiusz Klemenz w GKS Katowice , a 8 jest Steve Kapuadi,
- na 3 miejscu wśród lewych obrońców jest Ruben Vinagre , a na czele Erik Janża z Górnika,
- wśród 17 sklasyfikowanych defensywnych pomocników nie ma piłkarza Legii,a prowadzi Radosław Murawski z Lecha,
- na czele stawki ofensywnych pomocników stoi Alfonso Sousa z Lecha , zaś 8 jest Roya Morishita,
- wśród prawych pomocników ( skrzydłowych ) Kacper Chodyna jest 10 , a na czele znajduje się Michael Ameyaw Raków/Piast,
- wśród lewych pomocników ( skrzydłowych ) prowadzi Kristoffer Hansen z Jagiellonii , a 12 jest Luquinhas,
- napastnikiem nr 1 jest Mikael Ishak z Lecha, zaś Marc Gual zajmuje 8 miejsce,
- w posiadaniu piłki Legia jest 5 , a prowadzi Lech ,
- w ilości oddanych strzałów Legia jest 5 , a na prowadzeniu jest Lech.
PS rozpisał jeszcze szereg innych klasyfikacji ,ale one mają znaczenie li tylko statystyczne jak np. miejsce trenera czy strzały z akcji itd itp.
Wniosek z tych , przyznajmy, przygnębiających klasyfikacji jest oczywisty ,a mianowicie ,że w Legii obecnie nie ma wielkich indywidualności , nie ma najlepszych zawodników ani w skali całości , ani na poszczególnych pozycjach , więc miejsce klubu w tabeli jest odzwierciedleniem tej prozaicznej
rzeczywistości.
W swej historii Legia , którą ja obserwuję bacznie od pewno już tak 65 lat zawsze miała indywidualności , nawet wówczas , tak jak obecnie , kiedy nie była na czele tabeli, a do tego Legia zawsze miała w swym składzie lidera ,który nadawał rytm i ton grze na boisku ,a z którym utożsamiali się także kibice.Ostatnim takim co trzymał cugle w nogach był Josue i pozbycie się go , bez znalezienia chociaż równorzędnego następcy było poważnym błędem , tym bardziej,że mówiąc wprost Legia do niego nie dokładała, gdyż na samych koszulkach z jego imieniem wygenerowano 9,3 mln zł zysku. Mnie jest trudno pojąć jak te proste prawdy nie docierają do klubowych decydentów,że bez klasowych zawodników marzenia o sukcesach można schować do kosza.
Tym razem nie będzie części teoretycznej, ograniczę się do subiektywnego uzupełnienia sprawozdania Gawina.
Wczorajsze poczynania trenerów obu drużyn wynikały z celów jakie przed nimi stoją w rundzie wiosennej , dla Legii to walka o jak najwyższą lokatę w tabeli . a dla Korony obrona przed spadkiem.
Mnie sprawia trudność nadążenia za trybem myślenia trenera Feio, który stale szuka , ale chyba nie tego co trzeba , a więc trudno zgadnąć czego lub kogo on szuka. Mówiąc wprost doświadczony i twardo stąpający po ziemi trener, czyli nie Feio
, powinien wyciągnąć konstruktywne wnioski z faktu,że ma w składzie , poza Vinagre, dość przeciętnych zawodników , a więc to pod nich powinien rychtować ustawienie i organizację gry. Trener Feio słusznie odszedł od ustawienia trójką obronców,ale na ustawienie 4-3-3 nie ma odpowiednich wykonawców,a teoretycy i praktycy podpowiadają,że najmniej jakościowych graczy potrzeba dla systemu 4-2-3-1.
Kiedy przed spotkaniem rozmawiałem z Bartłomiejem to obaj byliśmy zaskoczeni kilkoma wyborami Feio , wątpiąc czy tacy jak Morishita, Urbański, Chodyna, Biczachczjan poradzą sobie na innych pozycjach. Doszliśmy do wniosku,że trener pewnikiem chce gospodarować siłami ( gra na 3 frontach) zależnie od siły gry przeciwnika i pewnikiem Koronę zaliczył do tych drużyn z którymi można poeksperymentować. Niestety to lekceważące podejście trenera do Korony przejęli zawodnicy i grali tak jak by uważali,że mecz sam się wygra. Nie twierdzę ,żeby tylko nadmiernym bieganiem zamykać strefy i korytarze,ale wypadałoby zrobić chociaż krok w kierunku zagranej piłki od partnera, bo za dużo takich podań przejmowali rywale.Wielokrotnie nasi zawodnicy podawali nie do partnera,ale do nikogo, tak jak by grali ze sobą po raz pierwszy, a nadto nikt nie raczył kryć stref. Ten brak dyscypliny taktycznej to efekt niskiej koncentracji i motywacji.
W II połowie można się było spodziewać ,że stary lis Zieliński nie będzie kusił losu i nakaże bronić remisu , więc trener Legii powinien wprowadzić na boisko tych, którzy indywidualnymi akcjami mogliby stworzyć przewagę pozycyjną i potrafiliby celnymi zagraniami zagospodarować przestrzeń. To nie mój lapsus, bo ja wiem ,że takich w Legii na ławie nie ma i złośliwie ten fakt podkreślam,że takich nie ma i namolnie pytam : dlaczego takich nie ma ?.
Smakowitym dodatkiem do Legijnego zakalca mógłby być bramkostrzelny napastnik , który miał być celem transferowym w przerwie zimowej i ponoć nadal jest i jak znam życie to nadal takim będzie czyli cel będzie, tylko grajka nie będzie .
Na zakończenie tej części wypada dokonać oceny tych zawodników, których samo wyjście w I składzie było zaskoczeniem oraz tych, którzy grali na "nieswoich" pozycjach :
- bramkarz Kobylak. Pewno chciał pokazać ,że zasłużył na miejsce , bo zaczął nerwowo i niepewnie i jest współwinny utraty bramki. Ale też dobrze się ustawiał przy strzałach rywali na naszą bramkę,
- Morishita na lewej obronie to tragiczna pomyłka ,
- Chodyna zaczął nieźle tak pierwszą jak i drugą połowę,ale wraz z upływem czasu gasł , aż przestał się pokazywać. Mikrym usprawiedliwieniem jest to ,że zagrał po lewej ,a nie prawej stronie ,
- Biczachczjan wszedł do I składu przedwcześnie, bo aż nadto wyraźny był jego brak zgrania i zrozumienia ,ale też i on zagrał nie na tej pozycji na której grał w Pogoni , bo jest to zawodnik ,który woli grać nieco z tyłu ,a nie całkiem z przodu,
- Urbański, tak jak Chodyna zaczął na dużym gazie, ale wraz z upływem czasu tylko biegał , bo z myśleniem i graniem było u niego kiepsko , a rola "fałszywego" napastnika go przerosła.
Trener Zieliński wie,że jego zadaniem jest obrona Korony przed spadkiem i ta konstatacja niejako wymusza sposób traktowania kolejnych rywali czyli ustala z kim trzeba walczyć jak o życie ,a komu należy nieco odpuścić, bo sił szkoda . Wbrew temu co trener Korony mówił to Legię zaliczył do tych drużyn przed którymi nie trzeba klękać ,ale też porażka nie jest klęską. To podejście pozwoliło mu na wystawienie 5 młodzieżowców, co by sprawdzić ich przydatność w meczu z bądź co bądź trudnym rywalem. Bo jak to swego czasu mówił Michniewicz : gra przeciwko klasowemu przeciwnikowi daje młodemu więcej, niż pół roku treningu. Wczoraj ten aspekt okazał się drugorzędny wobec entuzjazmu jaki wnieśli do gry młodzi piłkarze Korony. Młodzi już tak mają,że albo ma się ich pod "stopami" .albo jak im się pozwoli to wiszą u gardła i duszą. Wczoraj to zawodnicy Legi swą niezdarnością napędzali wiatr w żagle młodzieży z Korony .
W II połowie trener Zieliński ostudził ten entuzjazm , bo chyba uznał ,że remis to dobry wynik nakazując przejść do skrupulatnej obrony oraz do atakowania Legii tylko kontrami , przy pełnym zabezpieczeniu tyłów. Tych kontrataków piłkarze Korony mieli sporo,ale trzeba przyznać,że nasi piłkarze im w tym zbytnio nie przeszkadzali.Nie strzelili nam paru bramek , bo nie pozwoliły im na celne wykończenie akcji mierne umiejętności strzeleckie.
Wczoraj sędzia Jarosław Przybył zanotował dobry występ.
W 23' prawidłowo ocenił faul Morishity na Długoszu na czerwoną kartkę.Dla mnie samo wystawienie Japończyka mającego określoną charakterystykę gracza ofensywnego na lewej obronie było tragicznym nieporozumieniem. Pewnikiem Feio chciał w meczu ze słabszym rywalem, aby Morishita poprawił swoje słabiutkie umiejętności defensywne ,ale efekt przerósł oczekiwania
. Od początku meczu Długosz ogrywał Morishitę , bo ten chyba tylko potrafi biegać do przodu ,a nie do tyłu , a do tego nie ma tego co cechuje obrońcę czyli nie potrafi czytać gry z pozycji zawodnika defensywnego . W omawianej sytuacji Morishita najpierw wyszedł na wysoko w pole,potem za późno wystartował do piłki , dał się wyprzedzić i bezmyślnie sfaulował będąc ostatnim przed bramkarzem naszym graczem.
W 45 ' arbiter ukarał Feio żółtą kartką za zbędny protest przeciw niewydanej decyzji przez Przybyła , bo pewno myślał,że został odgwizdany faul Pankova na Nono ,a sędzia tylko zarządził rzut sędziowski.
W 45' + Przybył prawidłowo ocenił piąstkowanie bramkarza Korony Mamli jako niedozwolony atak na głowę Guala i podyktował rzut karny dla Legii. Podobnie jak nieco wcześniej Feio, tak tym razem asystent Ribeiro nie wytrzymał presji domagając się podyktowania rzutu karnego przed zakończeniem akcji podbramkowej Legii i został usunięty z boiska. Te dwa zdarzenia świadczą o niezdrowej atmosferze w sztabie Legii. Jak to napisałem w "Paraliżu postępowym" nauka i praktyka zgodnie twierdza,że jedną z głównych cech sprawnego i skutecznego przełożonego jest odporność na stres. W II połowie Jarosław Przybył w zasadzie nie miał nic do roboty , gdyż zawodnicy obu drużyn postanowili w równym stopniu szanować siebie , szanować kości rywali i szanować przepisy. A arbiter im w tym postanowieniu postanowił nie przeszkadzać.
Dla obserwatora ceniącego chaos , brak dyscypliny taktycznej , bieganie do przodu i do tyłu bez sprecyzowanego celu i sensu - wczorajszy mecz mógł być interesujący , bo rzeczywiście od gry w szachy był daleki.
Lecz dla tych, którzy wymagają od zawodników pokazu wysokich umiejętności techniczno-taktycznych, aby to one decydowały o tym kto lepszy, kto wygrywa - oglądanie wczorajszej kopaniny było nerwowym i męczącym cierpieniem.
This is a comment on "Legia - Korona 1-1: Falstart"

