A+ A A-
  • iocosus
Goncalo Feio był ponoć prymusem szkoły trenerów. Zbierał pochwały. Opanował język polski w sposób imponujący na tle innych zagranicznych trenerów w Ekstraklasie. Długi staż w naszym kraju z pewnością w tym dopomógł, ale wybór takiej ścieżki szkoleniowego rozwoju raczej też powinien być odnotowany na plus.  Charakterologicznie Portugalczyk potwierdził że jest impulsywnym furiatem, nie trzyma ciśnienia, potrafi zachowywać się w sposób nieakceptowalny i kompromitujący zarówno siebie jak i klub który reprezentuje. Z drugiej strony w praktyce trenerskiej zdawało się że potwierdza przypisywane mu zdolności. Jesienią zanotował awans w Pucharze Konferencji z równoczesną akceptowalną stratą do lidera Ekstraklasy. Wypracowana akceptacja "szatni", uznanie u piłkarzy są godne zauważenia. Nie jest trenerskim dogmatykiem, w swojej pracy potrafił się zreflektować i choćby zmienić taktyczne wyjściowe ustawienie zespołu z korzyścią dla niego. Feio posiadł umiejętność zajmującego i wyczerpującego opowiadania o piłce, nie jest zadufanym uparciuchem jak aktualny selekcjoner, nie zbywa frazesami na konferencjach jak Adam Nawałka. W wykonywanym zawodzie zyskuje opinię autorytarnego zarządcy ale również pracoholika poświęcającego się w pełni swoim obowiązkom. Piłkarze go lubią, trenerzy poważają, media się z nim nie nudzą.  W tej chwili przyszedł jednak czas na zadanie pytania, jeżeli Goncalo Feio przegra z Legią mecz z Jagą i odpadnie z Pucharu Polski to czy nie nadszedł czas definitywnego pożegnania!? 
This is a comment on "Radomiak - Legia 3-1: Horror"