A+ A A-
  • Zbyszek
Nazwa klubu , nawet , najbardziej szacowna nie gra , więc trzeba rozważyć czy my kibice, aby nie oczekujemy za dużo . Trener Marek Papszun stał się animatorem mody na granie przez Polskie zespoły trzema środkowymi obrońcami , co pewnikiem wynikało z lekceważenia tego szkoleniowca bez nazwiska i przypisywanie Rakowowi sukcesów tylko dzięki systemowi gry . Mimo sukcesów, a może dzięki nim Papszun swej filozofii nie zmienił , pewno dlatego ,że zna swoje i Rakowa miejsce w szyku i wie,że system 3-4-2-1 ( i pochodne) preferuje defensywę ,a więc jest przyswajany przez drużyny niezbyt mocne finansowo, organizacyjnie i kadrowo. System z trzema środkowymi obrońcami nie wymaga bramkarza , który jest ostatnim stoperem i np. bardzo dobrze spisujący się w Rakowie Kovacevicz , tam gdzie trzeba pograć w polu karnym radzi sobie poniżej średniej. Takie aktywne granie bramkarza ,a co za tym idzie rozpoczynanie akcji ofensywnych od tyłu , od obrony - ma swe źródło w zmianie przepisu w 1992 roku zakazującego łapania w ręce piłek zagranych od graczy własnego zespołu. W cenie zaczęli być bramkarze, którzy nie tylko kierowali obrońcami, ale wspierali obronę. Lecz ich podstawowe zadanie czyli obrona bramki zmianie nie uległo Smile. Podobnej zmianie uległy zadania obrońców i zaczęto preferować obrońców , którzy jak to ujął van Gaal "oferowali więcej , niż tylko umiejętności defensywne". Było to unowocześnienie tzw. futbolu totalnego., kiedy to obrońcy ruszali do przodu,a pomocnicy i napastnicy cofali się , zabezpieczając tyły.Zwiększenie wydolności poprzez przygotowanie motoryczne pozwoliło w niedługim czasie na stosowanie pressingu,a następnie na skracanie i zawężanie pola gry. W tamtych "pionierskich" czasach gwiazdami byli środkowi obrońcy tacy jak np. Ruud Krol, Bobby Moore, Franz Beckenbauer oraz rozgrywający jak np. Kazio Deyna. Obrona zaczynała grać coraz wyżej , nie tylko broniąc dostępu do własnej bramki , lecz także atakując środek pola. W latach 90-tych zaczęto wymagać od obrońców jak to opisał Johann Cruyff ,żeby nie cofali się po stracie piłki , ale ruszali do przodu naciskając na znajdujących się przy piłce rywali. Jednocześnie skończyła się era typowych rozgrywających, bo ich role przejęli w strefie pomiędzy 1/3 i 2/3 środkowi obrońcy ,a w strefie pomiędzy 2/3 i 3/3 ofensywni pomocnicy . Nie bez znaczenia był fakt, jak to stwierdził van Gaal, że "obrony można się szybko nauczyć, a co za tym idzie z gracza ofensywnego zrobić obrońcę , niż odwrotnie.Tak jak np. w Legii z Wszołka czy Vinagre. Podkreślić należy, że techniki obronne są dobrze opisane teoretycznie i można nauczyć się ich stosowania w procesie szkolenia , podczas kiedy gra w ofensywie jest mniej schematyczna i wymaga własnej inwencji oraz kreatywności. Za prekursora nowoczesnego stosowania systemu 3-4-3 ( z odmianami) można uznać Cruyffa, który jako trener Barcelony tak ustawiał swój zespół , a jego centralnym punktem był wszechstronny środkowy obrońca Ronald Koeman z ubezpieczającym go defensywnym pomocnikiem Guardiolą .Obaj chwaleni byli za to ,że potrafili utrzymać się przy piłce i podawać ją bardzo celnie. Papszun nie ma możliwości,aby do Rakowa sprowadzać wysokiej klasy, wszechstronnych zawodników , którzy potrafiliby decydować o sposobie realizacji założeń taktycznych, więc dokonuje swego rodzaju deglomeracji . Przydziela on zadania kierowania działaniami obronnymi w strefie 1/3 środkowemu obrońcy Arseniczowi , działaniami defensywno-ofensywnymi Franio Tudorowi , zaś ofensywnymi Ivi Lopezovi. Tak jak wczoraj kiedy zabrakło Arsenicza , gra obronna Rakowa kulała, lecz nasz treneiro raczył to zauważyć i próbował wykorzystać dopiero od 53'. Papszun taki podział wykonuje z konieczności ,ale i z pragmatyzmu , bo trudniej wyłączyć z gry "plastrem" trzech , niż jednego, a ponadto utrwalony zostaje racjonalny podział na trzy formacje grające w trzech poziomych strefach boiska. Raków jest zespołem skonsolidowanym , budowanym w oparciu o zawodników o kompatybilnych charakterystykach , od których trener wymaga nie gwiazdorzenia ,ale rzetelnego wykonywania obowiązków taktycznych. Zespół Rakowa nie jest monolitem, ma wiele słabych ogniw, ale jego wartością dodaną jest rozsądny, dojrzały , szalenie ambitny trener . Bez niego Raków, byłby jeszcze większym przeciętniakiem jak Legia Smile. Trener Papszun , jak każdy porządny nauczyciel, którym był , aby wymagać, wie,że najpierw trzeba nauczyć. I jak zwykle zaczynać trzeba od obrony i to tej indywidualnej , bo to od niej zaczyna się budowanie twierdzy. Abecadło obrońcy brzmi tak; - starać się rozpoznać wady i zalety przeciwnika i zmuszać go do działań słabiej opanowanych, - być agresywnym , napierać na rywala , nawet wówczas ,gdy nie posiada piłki, - nękać wytrwale przeciwnika , rozpraszać jego uwagę, zmuszać go " do myślenia o sobie",a nie o partnerach, - przewidywać i uprzedzać zamiary przeciwnika , działając zdecydowanie, - kryjąc rywala poruszać się na ugiętych nogach, - obserwując piłkę utrzymywać przeciwnika zawsze przed sobą, - nie rezygnować z bronienia , nawet wtedy kiedy nie udał się przechwyt piłki, - nie dopuszczać do sytuacji ,aby przeciwnik znalazł się za plecami, - wyprzedzać przeciwnika tylko wówczas kiedy jest się pewnym przechwytu lub wybicia piłki, - rozpoczynać wyprzedzanie w momencie kiedy rywal uderza piłkę i nie może już zmienić swej decyzji, - nie odwracać się tyłem do krytego przeciwnika przy zmianie kierunku poruszania się , - rezygnować ze ścisłego krycia , jeżeli przeciwnik jest szybszy i zwrotniejszy , wówczas kryć luźno czyhając na błąd w przyjęciu lub prowadzeniu piłki, - sygnalizować o pomoc, kiedy rywal urywa się spod krycia, - przewidywać ruchy atakującego , zagradzając mu dostęp do bramki najkrótszą drogą, - na pozycji środkowego obrońcy atakować frontalnie, kiedy tylko przeciwnik znajdzie się z piłką w świetle bramki, - przystępować do natychmiast do działania po stracie piłki , - zmuszać rywala do niekorzystnych podań do tyłu , zaś dryblującego spychać do linii bocznych, - nie pozwalać przeciwnikowi na oddawanie strzałów, blokując je ustawieniem przodem do piłki, - nie pozwalać rywalowi na przyjęcie piłki przodem do bramki, - grać ciałem wobec przyjmującego przeciwnika starając się wygarnąć mu piłkę lub ją wybić, - nie reagować na zwody rywala , koncentrując uwagę na piłce , - pilnować przeciwnika podającego piłkę do partnera, - walczyć o "pole niczyje ", - być zawsze gotowym do wsparcia działań obronnych partnera, - stosować obronę aktywną tj, wiedzieć co zrobić z piłką po jej odbiorze lub przechwycie. Gdyby po takich meczach jak z Motorem czy Rakowem na podstawie podanych kryteriów oceniać naszych obrońców to byłoby równoznaczne z kopaniem leżącego Smile. O grze Rakowa można pisać to samo i tak samo od lat , czyli od kiedy ich trenerem jest Papszun. Bowiem organizacja gry jest niezmienna , powtarzalna , prawie automatyczna - tylko wyniki takie same nie są Smile. Zespół Rakowa traci niewiele bramek ( wczorajsze dwie to ewenement, spowodowany brakiem Arsenicza), bo formacje grają blisko siebie , a ponadto zawodnicy wykonują dużą pracę, bez piłki.Wczoraj przez 50' mieli dość łatwo . bo Legia oddała inicjatywę i nie potrafiła utrzymać się przez kilka sekwencji przy piłce. A nadto zawodnicy Legi byli apatyczni i wyraźnie wolniejsi . Zespół Rakowa nawet ,gdy wyraźnie prowadzi nie rzuca się na rywala, aby go "dobić' ,ale stara się grać konsekwentnie swoje dbając w pierwszym rzędzie o bezpieczeństwo swojej bramki.Jest jak typowy długodystansowiec wiedzący ,że ma ograniczony zasób sił i on musi mu wystarczyć na całą rundę. Przez 50' ,cytując klasyka, Raków nie chciał ,ale musiał , bo szkoda byłoby nie brać jak Legia dawała. Niezależnie od pogubienia się Rakowa w ostatnich 40' nie można nie pochwalić ich mobilności taktycznej , bowiem byli w stanie po prowadzeniu 3;0 zmienić organizację gry . Co prawda na gorszą,ale zmienili Smile. Reagując na zmiany kadrowe i systemowe w zespole Legii trener Papszun nakazał przejście do ściślejszej defensywy . Zespół polecenie wykonał i tak od 55' wszyscy gracze Rakowa, poza epizodami, byli za linią piłki i starali się trzymać graczy Legii na zewnątrz pola aktywnej gry. Tyle tylko ,że nie byli w stanie trzymać linii wewnętrznej i dopuszczali zawodników Legi do wchodzenia między formacje i zawodników Rakowa. Jak widać trener Papszun jest dobry ,ale nie nieomylny i szkoda,że jego i graczy Rakowa pomyłek nie potrafiliśmy lepiej wykorzystać. Trener Feio po raz enty wchodzi w tryb przeciwstawienia się rywalom systemem taktycznym stanowiącym lustrzane odbicie ich ustawienia. Wczoraj pewnikiem chciał wykorzystać swoją wiedzę taktyczną jaką wyniósł z pracy w sztabie Rakowa, a być może dał się sprowokować Papszunowi , który go dość solidnie wykpił. Do pierwszego składu, po Molde, powrócił Jędrzejczyk i dodajmy ,że nie był to powrót udany , zajmując centralną pozycję w bloku 3+2. Legia nie ma gorszych graczy od Rakowa ,ale w konfrontacji z nimi zgranie nie jest naszym atutem.Trudno pojąć po co Feio wrócił do ustawienia , którym gra się raczej defensywnie ,a które w Legii praktycznego egzaminu nie zdało. Nasz zespół od początku oddał inicjatywę rywalom nastawiając się na rozbijanie ataków rywali. Owszem można się bronić nawet przez 90', ale nie wolno dać się zepchnąć do głębokiej obrony i przede wszystkim trzeba w sposób zdyscyplinowany stosować techniki obronne , zwłaszcza przy pilnowaniu zawodników na lustrzanych pozycjach czego np. przy pierwszej bramce lewego obrońcy Rakowa nie zrobili Wszołek z Pankovem. W meczu z Motorem kiepsko bronił Wszołek ,a wczoraj Vinagre był ogrywany przez Otieno. Bardzo słabym elementem naszej gry przez 50', co później uległo niewielkiej poprawie ,było fatalne wprowadzanie piłki do gry tak przez Tobiasza, jak i przez środkowych trzech obrońców. Przeciw dobrze zorganizowanemu rywalowi , który aktywnie i skutecznie broni stref , takie wybijanie piłek nie do ,ale w kierunku kończy się ich przejęciem przez przeciwnika, który w ten sposób rozpoczynał groźne akcje zaczepne.Było to tym bardziej niebezpieczne,że do zdobycia przez Raków trzeciej bramki nasi zawodnicy byli dziwnie ospali. Jak już orzekłem nie ocenię indywidualnie piłkarzy Legii, ale mam pretensje do kamerzystów,że robili wszystko ,aby nie pokazywać Szkudrina, tak jak by go nie było w I połowie na boisku.A przecież był , skoro jego nazwisko widniało w wyjściowym składzie Smile. W II połowie pewno po reprymendzie Feio Szkudrin się uaktywnił, ale niedostatki techniczne nie pozwoliły mu chęci, przełożyć na celne podania czy strzelone bramki. Wreszcie Feio sie zlitował i go zdjął a przy okazji Artura, który słabł z każdą upływającą minutą. Od 53 ' Feio przestał się wygłupiać z lustrzanymi odbiciami i dzięki zmianom Legia weszła w ustawienie 1-4-1-4-1. Wprowadziło to ład w nasze poczynania i umożliwiło zbalansowanie gry . Można mieć pretensje do Feio,że zbyt często kombinuje jak koń pod górę i wierzy w swoje wizje, jak inni w telewizję ,ale też wiemy ,że wyniki i sukcesy osiąga się dzięki wysokiej klasy zawodnikom oraz/lub doskonałemu zgraniu i zorganizowaniu zespołu. Legii brakuje jednego i drugiego , lecz co najgorsze często brakuje ambicji i zaangażowania. Trudno oceniać sędziego za wykonaną pracę na boisku, kiedy decyzje na za niego podejmuje sufler zwany prześmiewczo VARem. W takiej , przyznajmy dwuznacznej sytuacji , nie ma nawet z kim dyskutować, ba, nie bardzo można cokolwiek kwestionować , bo "machina " "wie lepiej" Smile. Nie chodzi li tylko o badanie poprawności zdobytych bramek , bo to stało się wręcz rytuałem, a do czego już przywykliśmy,ale przede wszystkim o to ,że tacy młodzi sędziowie jak Myć są na bieżąco instruowani i podejmują decyzje z pewnym opóźnieniem w stosunku do zdarzenia - dopiero po podpowiedzi VAR. Ma to swój pozytywny walor , gdyż ilość ewidentnie nietrafnych decyzji ulega radykalnemu zmniejszeniu.Jak widać i do tego dziwowiska jesteśmy przyzwyczajani. Trener Feio konsekwentnie i z pełnym oddaniem oraz zaangażowaniem, wraz z zawodnikami, sabotuje mecze w Ekstraklasie traktując je jako zło konieczne. Widocznie ma na taką postawę przyzwolenie prezesa, ale przy okazji ma pewność bezkarności Smile i dokonuje eksperymentów co by swój warsztat uzupełniać i doświadczenia nabywać. A my kibice przy tej okazji jesteśmy robieni w konia.
This is a comment on "Raków - Legia 3-2: Mecz jak za karę"