- Zbyszek
Po ostatnim wywiadzie Dariusza Mioduskiego portal Give Me Sport uznał go za jednego z najważniejszych wizjonerów europejskiego futbolu.Dariusz Mioduski uważa,że skoro gospodarka rośnie to i finansowanie futbolu musi się poprawić. Stwierdza,że naszą ambicją jest regularna gra w LM. Jest przekunany ,że praca od podstaw ma sens i musi przynieść zamierzony efekt.
W necie można przeczytać mój felieton z 26.01.2014 roku " Zezem. I have a dream" , którego mottem jest stwierdzenie "Historia dowodzi, że największe ludzkie dokonania - te dobre i te złe - miały swoje źródło w ideach. A właściwie w przemożnej chęci ich realizacji. Nigdy odwrotnie'.
Pan Mioduski od tych 11 lat z maniackim uporem wciela swoje idee w życie, lecz ze skutkiem raczej niezadowalającym. Bowiem pomiędzy wizjami ,a ich wdrażaniem pojawia się brak narzędzi sprawczych. Pan Mioduski pewno nie zmieniając koncepcji uważa,że nastąpi to co opisał w 1948 roku prof. Robert Merton, a co w skrócie nazywa samospełniającym się proroctwem ( przepowiednią), której oczekiwania , często błędne, prowadzą do działań powodujących spełnienie tych oczekiwań.Np.dzieci niesłusznie uważane przez nauczycieli za "lepsze" mogą lepiej radzić sobie w szkole z tego powodu ,że nauczyciele poświęcają im więcej uwagi i więcej wymagają.Np.negocjatorzy omyłkowo uważani za stanowczych mogą rzeczywiście wynegocjować lepsze warunki kontraktu.Działając na podstawie błędnych oczekiwań sprawiamy,że stają się one faktem. Jeżeli te błędne oczekiwania są negatywne mogą spowodować poważne szkody np. chłopiec wywodzący się z złodziejskiego środowiska może być uważany za złodzieja i rzeczywiście stać się złodziejem.Trafne oczekiwania są bardzo przydatne , jednak , gdy są błędne mogą doprowadzić do wielu zaburzeń.Powodują nie tylko niewłaściwie oceny ludzi np. trenerów i sytuacji ,ale też mogą ograniczać możliwości innych i sprawiać , że mimowolnie przyczyniamy się do spełnienia naszych najgorszych obaw.
Dariusz Mioduski wierzy ,że jak będzie wierzył i uporczywie powtarzał,że Legia będzie corocznie grała w LM - to będzie grała. Osobiście uważam ,że wolałbym,aby mniej wierzył w wiarę,a więcej działał, aby nabierał kompetencji i otaczał się ludźmi kompetentnymi.
Naukowcy twierdzą,że najczęściej samospełniające się przepowiednie pojawiają się , gdy (1) ludzie mający oczekiwania kontrolują przebieg danego kontaktu społecznego (2) ludzie będący celem tych oczekiwań poddają się kontroli.
Mężczyźni bardziej, niż kobiety są skłonni do tworzenia samospełniających się proroctw , pewnikiem dlatego,że częściej są wychowani do przejmowania kontroli nad przebiegiem zdarzeń.Kobiety częściej są ofiarami tych przepowiedni, gdyż najczęściej są wychowane jako osoby bardziej zgodne i uległe.Kiedy zaś osoby o określonych oczekiwaniach mają w środowisku społecznym określoną władzę - taką jak np. nauczyciel wobec ucznia, lub przełożony wobec podwładnego- samospełniające się przepowiednie mają większe szanse urzeczywistnienia . Najnowsze badania wykazują jednocześnie ,że podmioty mające najmniejsze znaczenie i najmniejszą władzę są szczególnie wrażliwe na oczekiwania podmiotów wyżej stojących w hierarchii społecznej.
Z drugiej strony , określone warunki zewnętrzne zmniejszają lub wzmacniają możliwość wystąpienia zjawiska samospełniających się przepowiedni.
W piłce nożnej, zwłaszcza naszej,niewielu jest tych uległych, a dotyczy do szczególnie tych co walczą poprzez dostęp do zasobów ( szmal) o przeżycie .
Więc bez ironii oceniam pozytywnie tę nieustającą wiarę Mioduskiego ,że oczekiwania się spełnią, przy czym zmienne okoliczności wymagają zwiększonych zdolności dostosowawczych i działań do tego celu prowadzących.
Jak przed każdym spotkaniem Legii pilnie oglądam mecz naszych kolejnych rywali i co nieco o nich poczytuję, co by pewne fakty przypomnieć i tak samo było przed wczorajszym spotkaniem z GKS Katowice.
Akurat wpadła mi w ręce naukowa praca zbiorowa " Pomiędzy pamięcią zbiorową a historią. Rekonstrukcja przeszłości w Europie Środkowo-Wschodniej ",a w niej praca dr Patrycji Bałdys z Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni pt. " Pamięć utracona ? Tożsamość Miasta i Mieszkańców Katowic,a pamięć zbiorowa'.
Pani dr 1/3 pracy poświęca cytowaniu wielu uczonych definicji czym jest tożsamość i pamięć zbiorowa ,w tym cytuje prof. Pierre Nora, który uważa,że wie dlaczego w postnowoczesności wzrasta zainteresowanie przeszłością i pisze on tak :" Formą naszego życia przestała być ciągłość,a stała się zmiana ( prof. Bauman nazywa to zjawisko płynną nowoczesnością). Zawrotne tempo zmian powoduje ,że świat stał się dla nas nieprzewidywalny. Dziś po prostu nie potrafimy wyobrazić sobie przyszłości ( poza Dariuszem Mioduskim
- dopisek mój). A niepewność przyszłości powoduje ,że zwracamy się ku przeszłości. Nie wiemy jak wiedza o przeszłości będzie potrzebna następnym pokoleniom dla zrozumienia ich losu. Czujemy więc obowiązek bezkrytycznego utrwalania wszelkich powiązań i materialnych śladów, które w przyszłości mogłyby zaświadczyć kim byliśmy i jak się zmienialiśmy".
Pani dr w tym duchu oświadcza,że tak naprawdę historia Katowic to opowieść o rozwoju kapitalizmu na Górnym Śląsku. Zaczyna od stwierdzenia ,że pierwsze wzmianki o terenach obecnie miejskich pojawia się w 1229 roku ,aby zgrabnie pominąć 600 lat i znaleźć się w latach 20-tych XIX wieku, kiedy to we wsi Katowice pojawili się przedsiębiorcy niemieccy , którzy zakładali kopalnie, huty, fabryki maszyn, zakłady gazownicze itp oraz doprowadzili kolej co sprawiło,że w 1865 roku Katowice uzyskały prawa miejskie. Wymienia najbardziej zasłużonych : autora planu rozbudowy Katowic Heinricha Nottenbohma i przemysłowców Heinricha Klausmanna, Franza Winchlera, Fredricha Grundmana ,Richarda Holtego i straszliwie ubolewa nad tym,że nie stanowią oni przedmiotu pamięci zbiorowej mieszkańców Katowic i nie są uhonorowani nazwami ulic czy placów.
Opisuje dokonania okresu międzywojennego , przyznajmy bardzo skromne ,lecz okres PRL to czarna dziura . Ogranicza się do napisania o wywózkach tużpowojennych osób pochodzenia niemieckiego ( od 30 tys. do 90 tys), o wyjazdach do RFN ( w latach 1952-56 wyjechało 52 tys, a w latach 1959-1970 - 44 tys.Katowiczan).
Zastanawia się czy w takiej sytuacji mieszkańcy Katowic mają w ogóle tożsamość , skoro wymazuje się ich niemieckich założycieli. Z pełnym przekonaniem pisze tak :" Przeszłość jest upolityczniona , staje się przedmiotem gry politycznej. Sprowadza się do stałej selekcji wydarzeń z przeszłości , tworzenia ich oficjalnych i uznawanych wersji.Takie działania prowadzą do wymazywania z pamięci zbiorowej postaci i wydarzeń niewygodnych lub niepasujących politycznie do tworzonej przez nich wersji przeszłości" . Trudno o większą hipokryzję i zakłamanie , gdy chce się utrwalenia niemieckich podmiotów ,a wyrzuca się poza nawias zdumiewający rozwój Górnego Sląska w okresie PRL , czego głównym architektem był I Sekretarz nieboszczki PZPR w Katowicach w latach 1957-1970 Edward Gierek.Otóż mieszkańcy Śląska mają tożsamość wywodzącą się z okresu "gierkowskiego' kiedy to Śląsk nazywany był " udzielnym księstwem" czy "polską Katangą'. To wówczas do Katowic przybyło ok. 200 tys mieszkańców , którzy znaleźli tu pracę dla siebie, dla żon, żłobki, przedszkola, szkoły, uczelnie wyższe- dla dzieci , miejsca wypoczynku , zabawy i rozrywki itd itp.
Mam bliską rodzinę w Katowicach, Zabrzu, Bytomiu, która w latach 80-tych przeniosła się tam z Mazowsza i zapewniają mnie oni,że pamięć o Gierku jest tam żywa , a on otoczony szacunkiem.
Nie muszę dodawać ,ze w Wiki Gierek został z historii Katowic usunięty, a Niemcy mają się dobrze, podobnie jak w historii GKS nie wymienia się Mariana Dziurowicza.
Klub GKS Katowice został utworzony na polecenie Gierka w 1963 ( oficjalnie w 1964 ) roku z kilku mniejszych klubów i zaczął grę od zajęcia miejsca TKS Rapid Orzeł Wełnowiec w II lidze. Klub największe sukcesy odnosił w latach 1987-1995 kiedy jego prezesem był Marian Dziurowicz pseudo "Magnat'. Od 1995roku Dziurowicz był prezesem PZPN, a klub zaczął mieć problemy. Jak wspomina Michał Listkiewicz ( pozdrawiam) podczas kadencji Magnata ówczesny Minister Sportu Jacek Dębski zażądał unieważnienia wpisania piłkarza Mirosława Szymkowiaka do Widzewa Łodź i przywrócenia go do Olimpii Poznań. Rzecz poszła o to ,że właściciel Olimpii Bolesław Krzyżosztaniak stracił płynność finansową i zaciągnął w Banku WBZ kredyt w wysokości 300 mln zł ( po denominacji to 30 tys zł) pod zastaw karty zawodniczej rzeczonego Szymkowiaka, a kiedy go w terminie nie spłacił to cwany współwłaściciel Widzewa Andrzej Grajewski poszedł do banku, wpłacił te 300 mln zł i został właścicielem karty zawodniczej. Ponieważ Szymkowiak w 1995 roku wart był na rynku tak z 1,5 mln USD to nic dziwnego ,że Krzyżosztaniak się wściekł i naciskał na wspólnika w gangsterskich interesach Jacka Dębskiego . Ten przyszedł do Dziurowicza i zaczął go szantażować ,że jak nie zwróci karty Szymkowiaka Olimpii to on rozwiąże Zarząd PZPN , a następnie cały związek.Magnat kazał mu wyp...lać , a gdy ten się ociągał ruszył na niego z pięściami . Do rękoczynów nie doszło , bo Dębski w porę zrejterował. Michał jest pełen podziwu dla niezłomności Dziurowicza i dbałości o niezależność Związku . Przypominam ,że w parę miesięcy później Dębski został zastrzelony przez jakiegoś gangusa.
Obecnie GKS Katowice jest w 88,76 % własnością Miasta Katowice z jednym z najniższych budżetów w ESie wynoszącym 18 mln zł. Ale skarbem GKS jest trener Rafał Górak, który w ciągu 5 lat doprowadził klub z III ligi do gry w Ekstraklasie. GKS nie stać na spektakularne transfery, więc bazuje na swoich wychowankach oraz Rozwoju Katowice , a przede wszystkim na zawodnikach niechcianych w innych klubach,a którzy w GKS dostali drugie sportowe życie i stali się podstawowymi graczami zespołu jak : bramkarz Kudła ( 33 lata niechciany w Górniku Zabrze), obrońcy : Alan Czerwiński ( 32 lata niechciany w Lechu Poznań), Arkadiusz Jędrych ( 33 lata), Lukas Klemenz ( 30 lat - w Górniku Łęczna), Marcin Wasielewski ( 31 lat w Bruku Bet), pomocnicy : Adrian Błąd ( 34 lata) , Borja Galan ( 32 lata w Odrze Opole) , Mateusz Mak ( 34 lata w Stali Mielec), Mateusz Marzec (31 lat w Odrze Opole) , Bartosz Nowak ( 32 lata w Rakowie) i napastnik Sebastian Bergier ( 26 lat niechciany w Śląsku Wrocław).
Trener Górak wielce sympatycznie skomplementował trenera Feio i ze szkoleniowego punktu widzenia jestem skłonny się z nim zgodzić, Tyle tylko ,że chodzi o drobnostkę różnicującą , bowiem mnie umiarkowanie interesują chęci, plany, zamiary , pomysły , gdyż przełożonych oceniam po efektach .
Jak wczoraj widzieliśmy zespół GKS jest dobrze zorganizowany taktycznie i posługuje się prostymi środkami zarówno w ataku , jak i obronie stawiając na zespołowość kosztem indywidualizmu.
Wczoraj zespół GKS usiłował realizować swoje założenia ,ale trafił na Legię , która rozegrała najlepsze spotkanie w lidze ,a nadto trener Feio stworzył sensowny kontrplan polegający na próbach (wiele razy udanych) odbioru piłki już na połowie GKS oraz na stworzeniu przewagi liczebnej w środku pola karnego przez wchodzenie w to miejscu defensywnego pomocnika Goncalvesa i nim gracze GKS się zorientowali w tym manewrze - Legia zdobyła dwie bramki.
Dopiero po zdobyciu kontaktowej bramki , dodajmy, z winy defensywy Legii nastąpiła metamorfoza i z gnębionych Katowiczanie przeobrazili się w gnębicieli.Przestali trzymać się systemu i ustawili się w dwie linie 5-5, przy czym formacja ataku nie cofała się i nastawiona była na odbiór piłki i szybki atak.
Na szczęście dla Legi niedostatki w wyszkoleniu technicznym nie pozwoliły na płynne rozgrywanie piłek ,akcje były rwane ,a strzały oddawane z nieprzygotowanych pozycji.
Nasz zespół zagrał w ustawieniu 4-3-3 i wreszcie potrafił elastycznie reagować na zmieniające się położenie piłki.Z GKS nie gra się łatwo , bo ma poprawną strukturę, zawodnicy są zdyscyplinowani taktycznie, w większości doświadczeni i ograni na ligowych boiskach.
Jednak tym razem nasi zawodnicy byli w wysokiej formie fizycznej, a trener Feio dobrze rozpracował słabości rywali i znalazł solidnych wykonawców do założeń taktycznych. Generalnie Feio wykorzystał systemową słabość ustawienia z trzema obrońcami jaka ujawnia się na środku pola karnego po diagonalnych zagraniach piłek z boku.
Widać ,że Feio przemożnie chce ,aby Legia wykupiła Luguinhasa wierząc w jego potencjał jaki wykazał w kilku meczach.Wczoraj Brazylijczyk grał ostro, walczył, biegał , starał się przenosić piłkę pomiędzy liniami, ale przekonująco nie wypadł. Ja mam do niego pretensje o to ,że daje się zbyt często faulować, przez co akcje Legii tracą sekwencyjną ciągłość co też sprawia ,że wysiłek partnerów jest marnowany. Moim zdaniem zaczyna dryblingi zbyt blisko rywala . Gdyby trenerem Legii był Urban to by mu zagroził Mówiąc : "Jak jeszcze raz wpadniesz sam na obrońcę, to ci przyp.. dolę !".
Przy czym Legia w I połowie zagrała dobrze i na dobrą sprawę nie było się do czego przyczepić
.
Stracona bramka była efektem tego ,że nasz zespół poczuł się zbyt pewny siebie i nawet ogranie Kuna w bocznej strefie nie wywołało alarmu wśród reszty obrońców i defensywnego pomocnika . Co prawda najbliższy Szymczaka był Oyedele ,ale to był strefa Ziółkowskiego .Nasz młody obrońca po doskonałym występie przeciw Lechii wczoraj spisał się słabo, ale takie wahania formy są charakterystyczne dla niedoświadczonych graczy . To pulsowanie z czasem się wypoziomuje , chodzi o to na jak wysokim poziomie.
Przy czym nie tylko Ziółkowski jest winien ,że po stracie bramki cofnęliśmy się za głęboko, byliśmy wadliwie ustawieni i występowały luki pomiędzy strefami tak w pionie jak i poziomie.
Nadal nie potrafimy grać na utrzymanie korzystnego wyniku i albo jesteśmy w ataku, albo w obronie.
Nie można podważyć żadnej decyzji z tych , które podjął wczoraj sędzia Karol Arys. Nie można również kwestionować jego nieingerencji gwizdkiem w starcia pomiędzy zawodnikami, w których jeden z padał , a nie było to efektem faulu , lecz przegranego pojedynku o to kto silniejszy.
Także słusznie ukarał trenera Feio żółtą kartką w 55' za zbyt ekspansywne i głośne podważanie decyzji arbitra o rzucie wolnym po faulu Ziółkowskiego na Szymczaku.
W kilku przypadkach interweniował , mimo ,że walka ciało w ciało , bark w bark odbywała się w granicach przepisów.,ale mogła w każdej chwili przerodzić się w agresję. Kiedy w końcówce meczu zawodnicy obu drużyn zaostrzyli grę arbiter nie tylko gwizdkiem, ale gestami i głośnymi okrzykami przywoływał graczy do uspokojenia emocji.
Karol Arys za wczorajszy występ zasłużył na wysoką notę.
Wygrywamy kolejny mecz w którym prezentujemy Janusowe oblicze.
.
This is a comment on "GKS - Legia 1-3: W oczekiwaniu na finał"

