A+ A A-
  • a-c10
@ Senator: Akurat jeśli chodzi o public relations, Lewandowski kroczy ostatnio od porażki do klęski. OK, nadal istnieje w Polsce spora grupa ludzi, którzy gdyby im Lewy nasrał na talerz, to w najlepszym wypadku spytaliby przed konsumpcją, czy mogą posolić. Ale ta grupa chudnie, co doskonale widać choćby po tym, że „zmęczeniowa” dezercja RL9 z bieżącego zgrupowania została bardzo chłodno przyjęta, a „niespodziankowy”, ratunkowy przyjazd na Śląski w roli fana-celebryty tylko pogorszył sprawę. Biorąc to pod uwagę, poważny, emocjonalnie dojrzały i oblatany w PRze człowiek dałby sobie wczoraj na wstrzymanie. Po rozmowie z selekcjonerem dokończyłby usypianie dzieci (w końcu czymże jest jakaś tam opaska, czym nawet cała kadra wobec spokojnego snu ukochanych córek? Smile). Potem by poszedł na spacer. Odetchnął świeżym powietrzem. Policzył do dziesięciu. Do dwudziestu. Do stu. Następnie wróciłby do hotelu (czy gdzie on tam stacjonuje), wyżalił się ukochanej żonie i zasnął w jej objęciach. I dopiero dzisiaj, już ze znacznie chłodniejszą głową, wydałby komunikat +/- takiej treści: Kochani kibice! Jak zapewne wiecie, od wczoraj nasza kochana Biało-Czerwona kadra ma nowego kapitana. Pełniłem tę funkcję z dumą przez jedenaście lat. Prowadziłem kolegów do boju w […] meczach i za każdym razem dokładałem wszelkich możliwych starań, by sprostać odpowiedzialności związanej z tą jakże zaszczytną funkcją. Teraz ta odpowiedzialność przechodzi na Piotrka. To świetny kandydat, klasowy, bardzo doświadczony zawodnik i jestem pewien, że kapitalnie sobie poradzi i poprowadzi nas do wielu sukcesów. Gdyby zaś potrzebował rady i wsparcia… Zielu, wiesz że zawsze możesz na mnie liczyć. Chciałbym z całą mocą podkreślić, iż w pełni akceptuję prawo selekcjonera do takiej decyzji i nie mam wątpliwości, iż została ona podjęta w trosce o dobro reprezentacji. Nie zamierzam jednak ukrywać, iż jest to dla mnie trudny, bolesny moment, a styl zakomunikowania mi omawianej zmiany pozostawił, w moim odczuciu, sporo do życzenia. Mam nadzieję, iż trener Probierz w stosownej chwili znajdzie więcej, niż tylko dwie minuty na rozmowę o mojej nowej roli w kadrze. Najlepiej osobiście, nie przez telefon. To jednak drobnostki. Reprezentacja pozostaje dobrem nadrzędnym, przewyższającym osobiste relacje i chwilowe niesnaski zawodników i trenerów. Wierzę w chłopaków, wierzę w nowego kapitana, ściskam kciuki za trzy punkty jutro w Helsinkach! Do boju, Polsko! Jest podkreślenie, że kadra über alles? Jest. Jest szpila wsadzona Probierzowi? Jest. Jest sugestia, że z tą nową rolą w kadrze to jeszcze różnie może być? A jak. Jest powtórzenie, że kadra über alles? Nie inaczej. Senatorze, wysmażenie tej odezwy zajęło mi kilkadziesiąt sekund, a przecież nie jestem na tym terenie jakiś przesadnie genialny. OK, kumam, Lewandowski jest od kopania piłki, nie od składania zdań. N’ale, do k’nędzy, stać go chyba na kogoś, kto w jego imieniu te zdanka poskłada i to lepiej, niż kompletny amator a-c10…!? Niestety, zamiast skorzystać z takich usług, Robercik postanowił strzelić gówniarskiego focha. Jak rozwydrzony pięciolatek, ziabiela śwoje glapki i śpiejdaja ś tej piaśkownici, kulwa! Nie pierwszy to raz i, niestety, najprawdopodobniej nie ostatni. Plus jeszcze te kretyńskie wrzutki o zaufaniu, nieobrażaniu się na kadrę, etc. Jpr.dll, chłopie… Ty aby nie za dużo piłek na głowę ostatnio przyjąłeś…? I nie, tu nie chodzi o opowiadanie się po którejś ze stron, pojmowane jako „bliżej mi do Michała (i Czarka), niż Robercika”. Jak na moje, rzecz raczej w stanięciu po stronie rozumu. Czy wybitna jednostka może funkcjonować w grupie na specjalnych, mocno preferencyjnych zasadach? Ależ oczywiście! Pod jednym, bajecznie prostym warunkiem: jej wybitność będzie autentyczna, nie tylko deklarowana, a pozytywny wpływ na pracę i wyniki zespołu ewidentny i absolutnie niepodważalny. No owszem, Robercik może i wyżej sra, niż dupę ma, może straszliwie gwiazdorzy, może i przypierdala się o przysłowiowy damski do trenera, kolegów i generalnie wszystkich, ale za to jak gra, to paaanie, klękajcie narody! Nie dość, że sam ładuje gola za golem, to jeszcze sprawia, że wszyscy wokół niego stają się lepsi. Gdyby tak było – nie mam pytań. Niestety, prawdziwość tego obrazka kończy się przed „ale”. Co gorsza, proporcje się rozjeżdżają. Wpływ Lewandowskiego na grę Biało-Czerwonych sukcesywnie maleje. Ostatnimi czasy trudno się oprzeć wrażeniu, że gdyby tak go podmienić na przykładowego Patryka Makucha, nikt nie odczułby różnicy. Za to gwiazdorskie wymagania wręcz przeciwnie, rosną. Już nie wystarczy kretyńskie machanie łapami, mimika srającego kota i sekundy wymownego milczenia. Teraz jeszcze jaśnie pan (eks)kapitan chciałby sobie wybierać które zgrupowania łaskawie raczy ubogacić swą obecnością, które zaś niekoniecznie. Jak już tu wielokrotnie pisałem, fanem Michała Probierza nigdy nie byłem, nie jestem i raczej już nie zostanę. Uważam jednak, że bardzo dobrze, że selekcjoner zakończył ten coraz bardziej żenujący cyrk.
This is a comment on "Lewy czerwcowy"