- iocosus
A-c10: „Młoda zjeździła całą Polskę i trochę zagranicy. ... Nauczyła się kontrolować i ciało, i emocje. Fenomenalnie rozwinęła refleks i widzenie peryferyjne ... Zawiązała kilka bardzo silnych, wypróbowanych przyjaźni. Nauczyła się stawiać granice, również trenerom i sędziom.” – czyli treningi stanowiły doskonały element ogólno-rozwojowy, a nie tylko sprowadzony do celu kontynuowania kariery sportowej w dorosłym życiu i na tym to polega, na identycznej zasadzie jak Ty w treningi Młodej mój brat inwestuje w Młodego i o ile młode smarki odnajdują w tym satysfakcję to jest to niewątpliwy pozytyw.
Moim zdaniem nie ma w tym nic złego, a wręcz jest to nieodzowne, żeby bazę piramidy sportowej tworzyły takie właśnie trenujące dzieciaki, ta podstawa musi być jak najszersza, tu jest kwestia, żeby do niej trafiały dzieciaki nie tylko tych rodziców, które w treningach sportowych dostrzegają szeroki rozwój swoich pociech, ale i takie, które takich „Strarszych” nie mają, lub gdy istnieją ograniczenia ekonomiczne, inne. Dla mnie dopiero teraz z takiej „podstawy” możemy mówić o selekcji, czyli o przechodzeniu z tych „tysiąca drużyn Tymbarku”, z tych lokalnych szkółek do ... Akademi, w których są już obecni „najlepsi z najlepszych”.
Kiedyś do klubu piłkarskiego można było zapisac „dwunastolatka”, od tego momentu zaczynało się jego kwalifikowane szkolenie, ale wcześniej ten dzieciak miał podwórko, na którym piłka stanowiła naturalną, najlepszą zabawę, miał SKS w podstawówce, były rozgrywki międzyszkolne, „czwartki lekkoatletyczne” organizowane przez zapaleńców i LZS –y jako droga ucieczki ze wsi lub małego miasteczka do większego świata. To była podstawa piramidy sportowej dziś są nią te szkółki.
W moich czasach (przypadek autentyczny) nastolatek trenujący na Agrykoli w gierkach na podwórku był dobry, ale bynajmniej nie najlepszy, byli tacy, którzy z żadnymi kwalifikowanymi treningami nie mieli do czynienia, ale piłeczką wiązali krawaty, byli i szybsi i sprawniejsi i niestety nikt się nimi nie zainteresował, a pozostawieni sami sobie, jakieś treningi mieli w d.. .
Czy jest możliwe, żeby dziś jakiś czternastolatek zgłosił się do kubu, Akademi, usłyszał pytanie gdzie wcześniej miał styczność z piłeczką, a on by odpowiedział, że tylko na podwórku z kolegami, to żeby nie wzbudził uśmiechu politowania? A w latach 60’, 70’, 80’ taki smark już na pierwszym swoim treningu mógł się okazać najlepszym z dotychczas trenujących. To była specyfika piłki, futbolu, jego powszechności. Fenomen dyscypliny. Może tylko w Stanach z koszem było podobnie, że ci trenujący w collegach, na uniwersytetach wcale nie musieli być lepsi w „ulicznych gierkach” od swoich rówieśników.
This is a comment on "Męczy nas piłka!"

