- gawin76
a według Ciebie jaka jest szansa że Mioduski swoją wiarę zamieni w rzeczywistość?
Szczerze mówiąc Iocosusie, jeżeli chodzi o mnie to jestem sceptyczny nie tylko co do szans prezesa Mioduskiego, ale w ogóle kogokolwiek w jego butach, a pojedynczy sezon realizacji wariantu pesymistycznego bądź optymistycznego tak naprawdę niewiele zmienia. My potrzebujemy regularności w utrzymywaniu się bezpiecznie nad kreską, i tu jest bardzo dużo znaków zapytania.
Legia wydaje naprawdę mnóstwo pieniędzy, musi mieć zabezpieczone środki na obsługę długu, na organizację dnia meczowego, na dzierżawę i utrzymanie stadionu, na wypłaty nie tylko dla zawodników (lwia część budżetu), ale i całego personelu LTC i Akademii, na wsparcie pozostałych sekcji, do tego dochodzą transfery gotówkowe, nieszczęsne kary od UEFA itp. itd. Oczywiście natychmiast pojawia się pytanie czy utrzymywanie tak skomplikowanej struktury, generującej tak wysokie koszty, jest niezbędne, ale trudno sobie wyobrazić, żeby Mioduski zwinął projekt w obecnej fazie, zwłaszcza że np. LTC jest najbardziej sensownym zabezpieczeniem kredytowania (Legia nie ma przecież praw właścicielskich do stadionu).
Na te wszystkie wydatki trzeba zarobić. I od razu pierwszy temat z brzegu. W zalinkowanej wyżej rozmowie Herra wyglądał na mocno zmartwionego z powodu protestu kibiców. Oczywiście, jak to on, starał się to przedstawić w możliwie zawoalowany i niebezpośredni sposób, ale ostatecznie przyznał, że obniżenie poziomu przychodu z dnia meczowego (to nie są przecież tylko bilety) stanowiłoby długoterminowo realny problem. I jest to zrozumiałe, ten słupek w ostatnich sezonach cały czas szedł w górę, a budżety przedsiębiorstw generalnie tak są konstruowane, że zakładają raczej wzrosty niż nagłe załamanie danej pozycji. Tylko że w Legii ten słupek najprawdopodobniej będzie się co jakiś czas załamywał, będą protesty, będzie zamykany stadion, trzeba nie znać historii i specyfiki tego klubu, żeby nie wiedzieć, że to arcytrudne do uniknięcia, czy właścicielem będzie Mioduski czy Bill Gates.
Żyłą złota są potencjalnie europejskie puchary, a tak naprawdę to Liga Mistrzów. Przy czym podstawowe zastrzeżenie jest takie, że mocno ryzykowne jest uzależnienie poczucia finansowej stabilności od osiągnięcia spektakularnego wyniku sportowego. Przetrwanie Legii nie powinno zależeć od tego czy Szkurin kopnie prosto piłkę i czy VAR gwizdnie karnego. Tymczasem warunki dla osiągnięcia powtarzalności w sportowym sukcesie są u nas trudne. Mamy w Polsce zaskakująco konkurencyjną ligę (do tej konkurencyjności też Herra nawiązał), jest sito eliminacyjne europucharów w lipcu i sierpniu, jest konieczność rywalizacji na kilku frontach. LM to dosłownie bramy raju, najsłabszy w poprzednim sezonie Slovan zarobił tam tyle co Chelsea za wygranie LK, tylko że jednorazowy skok na tę kasę na zasadzie 'uda się, bo musi', jest przepisem na katastrofę raczej niż na sukces. Pozostałe puchary to podanie tlenu, tylko że ten tlen nie będzie podawany co sezon, i co wtedy? Do czego doprowadziła klubowe finanse posucha z lat 2017-2021?
Wtedy zatem może transfery wychodzące z klubu? Tylko że znów, Herra przyznał, że w zeszłym sezonie tego celu nie udało się zrealizować (a był zaplanowany) i zrobił unik w kwestii wpływu tego faktu na wynik finansowy spółki, mówiąc że nie dokonano jeszcze pełnego końcowego podsumowania. No bo właśnie, to się też nie będzie udawało co sezon. Mamy co prawda Akademię, ale musimy mieć naprawdę zdolną młodzież i plan przesuwania jej wyżej w klubowej hierarchii, musimy mieć pierwszego trenera, który daje grać młodzieży (tylko co wtedy z wynikiem sportowym?), musimy mieć ekspozycję w Europie (patrz powyższe wątpliwości), musimy wreszcie mieć sprawnie działający program zatrzymywania w klubie najbardziej uzdolnionej młodzieży, żeby operatywni menedżerowie nie rozwlekli nam 18-letnich talentów gdzieś po Serie B i League One. I dopiero wtedy można myśleć o regularnym wypuszczaniu w świat kolejnych Szymańskich i Karbowników.
Tych wątpliwości jest tyle, że wg mnie niezachwiana wiara w sukces całego tego projektu musi świadczyć o jakimś błędzie poznawczym, czy to wywołanym efektem potwierdzenia, czy efektem posiadania, czy efektem utopionych kosztów.
No ale z drugiej strony ja te wszystkie wątpliwości miałem jeszcze za czasów ITI, a tu lata mijają i jakoś to się toczy, liczę zatem na to, że to ja po prostu cierpię na GAD, wiecznie czarno wszystko widząc i martwiąc się o Legię niczym o swoje dziecko, a ci wszyscy profesjonaliści po Harvardach i MBA jednak wiedzą co robią
This is a comment on "Dysonans"

