A+ A A-
  • Zbyszek
Mam świadomość swojej wady polegającej na tym ,że patrzę na to co istnieje i się dzieje swoimi oczami, a nie myślę uszami powtarzając banały lub zwykłe idiotyzmy. Rozumiem potrzebę personifikacji wydarzeń dominującą w mediach, które tworzą z taką samą łatwością bohaterów tak pozytywnych, jak i negatywnych , ustawiając postacie na pomnikach , po to tylko,aby z rechotem z nich "gwiazdorów " zrzucać. Współczesna piłka nożna jest tak nośna społecznie ,że do tych sensacyjno-manipulacyjnych celów świetnie się nadaje. Trener naszego wczorajszego rywala Rafał Górak był wychwalany nie tylko za awans po sezonie 2023/24 do Ekstraklasy , ale i za to,że jako beniaminek zajął,w niej bezwstydnie , za wysokie, bo 8 miejsce. Po dwóch porażkach z Rakowem i Widzewem oraz remisie z Zagłębiem mówi się o kryzysie, o tym ,że trener nie daje rady, a pewno i wczorajsza porażka jego notowań nie poprawia. Te dywagacje są oderwane od realnej oceny rzeczywistości , nie tylko dlatego,że trener nie gra na boisku, co piszę z widocznym zażenowaniem nad trywialnością tego niedostępnego dla wielu sformułowania, ale głównie z tego powodu, że o wynikach drużyny decyduje przede wszystkim jakość zawodników. w tym zwłaszcza tych, którzy mają największy wpływ na grę. Otóż zespół GKS przystąpił do sezonu 2025/26 bez dwóch zawodników decydujących o obliczu drużyny, pomocnika Oskara Repki, który za 700 tys Euro trafił do Rakowa oraz bramkostrzelnego, wszędobylskiego napastnika Sebastiana Bergiera , którym po zakończeniu kontraktu "zaopiekował " się Widzew.Tej klasy zawodników nie da się zastąpić w wymiarze 1 na 1 , a nawet gdyby taki cud purynowy się zdarzył to trzeba czasu ,aby od nowa wykrystalizować boiskową hierarchię. Nie chodzi o tzw. wkomponowanie do zespołu ,ale o realny wkład "gwiazdy" do gry i na grę. Właściwie od czasu słynnego "maga" Helenio Herrery , który w szatni Interu przed 65 laty wieszał hasło :" Grając dla drużyny, grasz dla siebie. Grając dla siebie ,grasz dla przeciwnika" - zadaniem trenera jest sprawienie ,aby "gwiazdy" były zaangażowane w grę na miarę swych umiejętności . Problem ten w wymiarze cybernetycznym rozwikłał Walery Łobanowski . Jego zdaniem zadaniem trenera jest takie tworzenie struktur ,aby zawodnikom zawsze opłacało się współpracować. Maksymalnym rozwiązaniem jest doprowadzenie do nadliniowości, w której osiągnięcia są proporcjonalne do kwadratu wysiłku zawodników. Wysiłek zawodnika jest oceniany w skali od 1 do 10. Jeżeli wszyscy zawodnicy dają z siebie 100% to suma ich wysiłków wynosi 11. Dla nadliniowej krzywej osiągnięć skuteczność zespołu wynosi 11x11=121.Jeżeli jeden zawodnik daje 0% to suma zmienia się na (10x10) + (0x1)=100. Jeżeli stara się tylko jeden zawodnik. to skuteczność wynosi (1x1) + (0x10) = 1. Nieco inaczej wyglądają szacunki względem "gwiazdy" , bowiem jeżeli daje ona z siebie 100% to odnosi dużą korzyść z osiągnięć zespołu, bo 11 , natomiast kiedy daje 0% to i ona i zespół tracą.W ten sposób widać,że zwłaszcza "gwiazdom"opłaca się grać dla zespołu , ponieważ wyniki rosną nadliniowo.W przypadku kiedy "gwiazda" nie wykazuje starań w 100% to wówczas wpływa destrukcyjne na grę i na wyniki. Zespół bowiem ma taki sam potencjał osiągnięć jak wtedy kiedy był czymś więcej niż sumą swych części,ale nikomu już nie opłaca się dodatkowy wysiłek.Oznacza to ,że drużyny, które są czymś więcej niż sumą swoich części stają nieproporcjonalnie silniejsze , kiedy każdy się angażuje - lecz stają się nieproporcjonalnie słabsze , gdy ich części zawodzą. Jeżeli wysiłki spadają poniżej 50% to nikomu nie opłaca się wspierać zawodzącej drużyny. Tym samym trenerowi łatwo jest motywować zawodników , kiedy robienie tego co zadaniuje leży w ich własnym interesie ,w przeciwnym wypadku motywacji brakuje. Paradoks polega na tym,że czyniąc zespół czymś więcej niż sumą jego części , trener naraża się także na klęskę. To czy trener odnosi sukces czy porażkę zależy od tego jak zespół funkcjonuje od początku ,ale też jak jest prowadzony w sytuacjach kryzysowych. Jak pamiętamy ten syndrom dotknął Legię , kiedy jej trenerem był Michniewicz,ale dotyka głębiej lub płyciej każdy zespół, który traci zawodników o statusie gwiazd, liderów czyli tych, którzy decydowali o poziomie gry i wynikach . Obecny trener Legii Edward Iordanescu powiela dominujące przez wiele lat myślenie o futbolu, które sprowadzało się do tego,że "kiedy masz piłkę, to nie ma jej przeciwnik" czyli posiadanie piłki stanowiło klucz do wyników.Pozornie , na poziomie teorii, to powiedzenie ma sens , lecz praktyka boiskowa tego rozumowania nie potwierdza. Badania statystyczne dowiodły ,że na przestrzeni 30 lat ( 1990-2020) średnio 51% spotkań wygrywały drużyny posiadające przewagę w posiadaniu piłki,ale aż w 49% te, które to posiadanie miały mniejsze ( pomijam inne czynniki). Lecz ta dynamika maleje, bowiem w latach 1990-2000 było to w 61%, w latach 2000-2010 - 58 %, a w latach 2010-2020 jest tego pół na pół. Ta zmiana wiąże się z wprowadzeniem do rozumienia futbolu pytania : co prowadzi do wygranej ? - jako analiz opartych na algorytmach i nowoczesnych oprogramowaniach. Ogromny wzrost znaczenia analiz nastąpił od 2012 roku, gdy programy były w stanie zbierać dane dynamiczne,a nie tylko statyczne. Zadaniem trenera i sztabów jest wybranie z nadmiaru danych tych,które pasują do możliwości drużyny , charakterystyki zawodników i prowadzą do sukcesu. Królem polowania we współczesnym futbolu jest kontrola przestrzeni tak z piłką jak i przede wszystkim bez piłki. Obliczono ( m.innymi prof. Chmura) ,że pojedyńczy piłkarz ma piłkę przy nodze średnio 100 sekund w trakcie meczu trwającego 5400 sekund , a więc resztę czasu poświęca na grę bez piłki. Nie wolno jednak przy takich analizach ulegać przeświadczeniu ,że "piłka nożna stała się grą liczb" , bo nie chodzi o ilość danych ,ale o umiejętność ich interpretacji, gdyż dane liczbowe to tylko część trwającej ewolucji za sprawą której piłka nożna z gry opinii zmienia się w grę wiedzy. Jednym z prostych przykładów jest zmiana powszechnej przez lata "wiedzy",że przy rzutach rożnych skuteczniejsze jest zagranie na długi słupek , podczas kiedy na podstawie danych stwierdzono ,że zagranie na krótki słupek jest w 40% skuteczniejsze od tego na długi. Przez długi okres piłka nożna unikała "oświecenia" i karmiła się "prawami" przekazywanymi z pokolenia na pokolenie. Co polegało na tym,że ślepy uczył niewidomego pisać. Nie chodzi w gruncie rzeczy o to,aby emocjonalny stosunek do piłki nożnej poddawać zawsze racjonalnym kalkulacjom,ale o to,aby lepiej rozumieć piłkę nożną , nie jako sport biegaczy ,ale jako rywalizację wiedzy i kompetencji. Czasy kierowania się wyłącznie przeczuciem,intuicją i tradycją w odróżnianiu dobrego ( efektywnego) futbolu od złego bezpowrotnie minęły ustępując miejsce namacalnym dowodom. Skutki są porażające. Korzystanie z obiektywnych danych zmienia równowagę sił i zamiast uporu, przyzwyczajeń i przeczuć rządzą fakty. Lecz ci, którzy uważają ,że jak kiedyś piłeczkę kopali co ma w ich mniemaniu czynić ich nieomylnymi ekspertami , łatwo pola nie oddają, nawet pod naporem informacji. Lecz czas im nie sprzyja, tracą nie tylko autorytet,ale i stają się zwyczajnie śmieszni. Na szczęście , dziś każdy może w necie zobaczyć "gołe" fakty i np. wiedzieć ,że Legia w ubiegłym sezonie w LKE zanotował takie np . osiągi : - z Baczka Topola - oni posiadanie piłki 72%, my 28%, oni podania 625, my 240 , oni celność podań 88% , my 72%. Wynik 3:0 dla Legii, - z Omonią Nikozja - oni posiadanie 56%, my 44, oni podań 517, my 409, oni celność 87%, my 84%. Wynik 3;0 dla Legii, - z Chelsea ( w Londynie) - oni posiadanie 71%, my 29%, oni podań 785, my 328, oni celność 92%, my 82. Wynik 2:1 dla Legii, - z Betisem - oni posiadanie 69%, my 31%, oni 594 podania, my 269, oni celność 87%, my 70%. Wynik 1;0 dla Legii. Te wygrane, podobnie jak w SuperPucharze z Lechem Legia zawdzięczała kontroli przestrzeni boiska. Ta kontrola ma wiele aspektów, lecz dwa są przewodnie. Po pierwsze , już wiemy ,że piłka przemieszcza się po boisku według pewnego porządku wyznaczonego umownie pozycjami zawodników w określonej fazie meczu oraz ustalonej taktyce i organizacji gry. Można ten stan porównać do korytarzy , gdy zadaniem zespołu będącego w defensywie jest, mówiąc obrazowo, zatkanie tych przestrzeni tak, aby mysz się nie przecisnęła,co ma zmusić przeciwnika do grania w poprzek, do tyłu ,ale zawsze na zewnątrz aktywnego pola gry. Nabija on posiadanie, ilość i celność podań,ale z tych statystyk nie ma namacalnych korzyści. Po drugie to zawodnicy muszą wiedzieć co mają robić na boisku zależnie od tego gdzie znajduje się piłka i kto ją posiada ( my, czy oni). Bez danych z komputera,bez monitorów uczył tych zachowań graczy Milanu Arrigo Sacchi . Obserwatorzy jego treningów byli zaskoczeni tym,że gracze poruszali się bez piłki po boisku.,a on gwizdkiem i gestykulacja pokazywał gdzie i w jaki sposób mają przemieszczać się zawodnicy zależnie od zmiany sytuacji. Współczesna piłka jest tak szybka, tak dynamiczna ,że zawodnik musi reagować prawie automatycznie ,ale w pierwszej kolejności musi wiedzieć jakie ma zająć miejsce na boisku,aby to było korzystne dla jego zespołu,a uciążliwe dla przeciwnika. W warunkach , w których prawie wszyscy są optymalnie przygotowani fizycznie - dynamiką czy intensywnością rywalom się nie zaimponuje, a tymi przesądzającymi detalami stają się taktyka, dyscyplina taktyczna, intelekt i wolicjonalność. GKS Katowice gra trójką w obronie w systemie 3-4-2-1. a ciekawostką jest, iż tak ważnego gracza jakim był Bergier zastąpił znany nam Rosołek. Trener Górak chyba uważa,że Adam Zrelak ,znany z dobrej gry w Warcie jest lepszy od Rosołka , lecz wczoraj dokonał zamiany siekierki na kijek, gdyż Zrelak odpuścił krycie Jędrzejczyka i remis przerodził się w porażkę. Podobnie dwa końce ma dyscyplina taktyczna , gdyż tak jak wczoraj wszyscy gracze GKS w końcówce meczu "pilnowali" wyniku czyli graczy Legii i nie potrafili oderwać się od swoich zadań,aby powstrzymać śmigłego pieska, który zerwał się ze smyczy. Trener Górak jest długodystansowcem i warsztatowcem jako,że jako trener z 20 letnim stażem pracował tylko w 5 klubach. Wczorajsze spotkanie trener GKS potraktował jako kolejny krok na drodze do budowy nowego zespołu po odejściu 6 graczy z podstawowego składu w tym 2 liderów ( Repka i Bergier) oraz znaczącego ( Drachal), nie licząc wypożyczonego z Lecha Szymczaka. Widać było ,ze trener Górak nie nałożył wczoraj na swoich graczy presji na zdobycie punktów, raczej sprawdzając założenia i dyscyplinę taktyczną. Lecz i tak ta spokojna gra GKS była dużym wyzwaniem dla zawodników Legii, którzy nie potrafili skutecznie wykorzystać luk pomiędzy wahadłowymi a środkowymi obrońcami. Mimo wszystko GKS może żałować zmarnowanej szansy na wywiezienie w Warszawy punktu. Tym razem trener Iordanescu nie był tak apodyktyczny w rotacjach i z ostatniego spotkania paru graczy ostało się w I składzie .Mnie i martwi i dziwi niefrasobliwość trenera w zmianach personalnych na środku obrony , bo owszem wreszcie bramkarz jest constans,ale równie potrzebna jest stabilizacja na środku obrony. Oczywiście ta stabilizacja nie zastąpi stosowania technik defensywnych przez pozostałych zawodników zespołu ,ale samoistną wartością jest wzajemne zgranie i zrozumienie na środku obrony. Mecz z Larnaką pokazał nie siłę,ale słabość tak gry defensywnej , jak przede wszystkim obronnej Legii w której najsłabszym ogniwem stał się Vinagre, uporczywie trzymany w I składzie. Biorąc pod uwagę zmiany kadrowe zespołu z Katowic mogło się wydawać,że powinniśmy wygrać jeszcze łatwiej niż w poprzednim sezonie , w którym było 4;1 i 3;1 dla nas. Wczoraj zespół Legii miał nastawienie ofensywne ,ale realizował je nieudolnie grając nerwowo i chaotycznie czego przejawem były straty piłek w prostych sytuacjach , nie mówiąc już o dopuszczaniu rywali do stwarzania groźnych sytuacji pod naszą bramką. Mimo wszystko wolałbym,aby to w takich meczach trener sprawdzał gotowość do gry i przydatność nowych nabytków, bo jak nie z GKS to z kim ?. Dyskutując z Gawinem podzielam jego zdanie ,że tak od czasu ITI na zespół i na trenera nakładana jest zbyt wysoka i przez to szkodliwa presja , której trener ulega reagując akcyjnie, doraźnie , zrywając z planowym rozwojem zespołu ( zmiany taktyczno-organizacyjne, wprowadzanie nowych graczy, dostosowywanie zawodników do pozycji, promowanie młodzieży) .Zamiast ewolucyjnego postępu notujemy wzloty i spadki oraz osiągając wyniki poniżej możliwości i wartości zawodników. Właściwie tylko sezony 2015/16 i 2016/17 stanowiły wyłom w tej tendencji. Można też z pewną dozą słuszności zakwalifikować wczorajszy mecz do kategorii stosowanej ekonomiki wysiłku oraz prowadzenia gry na wynik, gdyby nie to ,że o wynik drżeliśmy poza czas normatywny, a nadto zbyt często i na zbyt długi okres Legia traciła kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami. Damian Kos jest przedstawicielem młodszej generacji naszych arbitrów , którzy współpracują na bieżąco z sędziami VAR unikając w ten sposób popełniania rażących błędów.Powiem szczerze,że wolę takie pragmatyczne podejście od sytuacji w których VAR dopiero post factum poprawia ewidentne błędy decyzyjne, albo też kiedy sędzia zaniecha podjęcia decyzji - tak jak w tej kolejce przydarzyło się to takim repom jak Marciniak ( Arka -Pogoń ) czy Kwiatkowski ( Widzew - Wisła). Sędzia Kos prowadził zawody poprawnie, stanowiąc tło dla zawodników, tym bardziej ,że zadatków na showmana raczej nie posiada Smile. Powinienem Kosa pochwalić bardziej wzniośle, bo pewno niechcący ,ale przedłużając mecz dał Legii drugie życie. Trudno podzielić urzędowy optymizm trenera Iordanescu usiłującego nas przekonać,że zespół Legii będzie grał coraz lepiej - skoro najlepszy mecz drużyna Legii w tym sezonie rozegrała przeciwko Lechowi w SuperPucharze. Zamiast słów oczekuję czynów.
This is a comment on "Legia - GKS 3-1: Rzutem na taśmę "