A+ A A-
  • Zbyszek
Nie ukrywam ,że jestem pod wrażeniem pracy jaką wykonał i wykonuje w Jagiellonii Białystok trener Adrian Siemieniec, który ma dopiero 33 lata, a jeszcze będąc na studiach AWF w Katowicach ( pod okiem Antoniego Piechniczka) był asystentem Diethmara Brehmera w Rozwoju Katowice.Wpływ obu tych praktyków jest obecny w filozofii trenerskiej Siemieńca. Na przykładzie Siemieńca widać jak ogromną rolę w futbolu i jak wpływa na postawę zespołu osobowość i charakter trenera. Siemieniec jest porządnym , sprawiedliwym i rzetelnym człowiekiem i przełożonym, który widzi w zawodniku najpierw człowieka ,a dopiero potem piłkarza. Nie funkcjonuje w obszarze pedagogiki operując systemem kar i nagród , ocen itp.. W ogóle mało go zajmuje przeszłość , bowiem skupia się na teraźniejszości , więc każdy zawodnik ma na nowo otwierana kartę,a miejsce w składzie zdobywa umiejętnościami , zaangażowaniem na treningach oraz formą. Siemieniec objął Jagiellonię 10.04.2023 roku na miejscu spadkowym i uchronił ją od spadku ,a w następnym sezonie zdobył z prawie tymi samymi zawodnikami Tytuł Mistrzowski.Po takim wyczynie w topowych ligach byłby rozchwytywany przez największe kluby, jak swego czasu Mourinho czy młodzi trenerzy niemieccy. Zastanawiałem się, czy Siemieniec zostając trenerem Legii odnosiłby takie same sukcesy i mam poważne wątpliwości , bowiem np.w Jagiellonii jest 10 współwłaścicieli , którzy muszą dochodzić do porozumienia ,co jest wbrew pozorom korzystne dla trafności procesu decyzyjnego. Jak dowodzi psychologia społeczna im więcej punktów widzenia, tym działanie skuteczniejsze. Panu Mioduskiemu wydaje się ,ze jest wręcz nieomylny , gdyż nie rozumie ,że korporacyjny model zarządzania w futbolu się generalnie nie sprawdza. Do tego w Jagiellonii od wielu lat Dyrektorem Sportowym jest Łukasz Masłowski - zgodnie uznany za najlepszego w Polsce, któremu Legia zaproponowała to stanowisko przed Żewłakowem ,ale odmówił. Dyrektor Masłowski nie robi medialnej hucpy , jak to bywa przy transferach Legii, ale zwyczajnie , normalnie wykonuje swoje obowiązki czyli prowadzi politykę kadrową : sprzedaje i kupuje zawodników, przedłuża albo nie kontrakty itd.. Trener nie musi się dopominać o wzmocnienia czy uzupełnienia składu. Przypomnijmy tylko,że kiedy trener Siemieniec obejmował Jagiellonię, ratował ją przed spadkiem i wychodził na czub tabeli to podstawowy skład wyglądał tak : Alomerovicz - Lewicki, Dieguez, Skrzypczak, Olszewski - Romańczuk, Nene - Naraja, Imaz, Saczek - Pululu. Czyli w dzisiejszym składzie jest tylko 3 graczy z zespołu sprzed półtora roku , przy czym często Romańczuk i Pululu zaczynają mecze na ławce rezerwowych.Reszta odeszła. Jakoś nie słyszeliśmy lamentów Siemieńca ,że zmiany kadrowe stoją na przeszkodzie wynikom, że wpływają niekorzystnie na proces szkoleniowy. Przed tym sezonem z Jagiellonii odeszli , tacy wcześniej podstawowi zawodnicy jak : Skrzypczak, Diaby-Fatiga, Saczek, Dieguez, Kubicki, Villa, Hansen, Moutinho, Churlinow i Semedo. Zaś sprowadzono Razzelmarda, Vitala,Pozo, Drachala , Wdowika ( wypożyczenie z Bragi), Kobayaszi i Jóźwiaka. W Legii na tym odcinku mieliśmy w ostatnich latach do czynienia z quasicwaniactwem czyli kiedy trener się nie upominał to dobrych graczy nie dostawał , a z reguły gorszych od tych co odchodzili - co dotknęło takich trenerów jak : Magiera, Vukovicz, Michniewicz, Runjaicz czy Feio. Ktoś kto oskarża Feio,że nie dawał szansy np. Nsame bajdurzy , bo mu dawał,ale ten miał nadwagę i ogromne zaległości w motoryce. Dopiero po powrocie z wypożyczenia wziął się za siebie. Być może trener Iordanescu znał te frajerskie zagrywki władz Legii i wiedział ,że jak nie będzie głośno i donośnie upominał się o wzmocnienia to dostanie szrot , a jak nie będzie miał wyników to zostanie kolejnym kozłem ofiarnym. Trener Siemieniec jest dobrze wyedukowanym szkoleniowcem i tym łatwiej opisywać jego źródła czy inspiracje. Praca trenera nie może być zredukowana do wyboru pomiędzy atakiem , a obroną. Uproszczenie to jest użyteczne w myśleniu o strategii czy taktyce ,ale nie wyczerpuje tematu. Jednym z ważnych czynników wynikotwórczych jest operowanie siecią podań pomiędzy zawodnikami. Skuteczna gra zespołu polega na stworzeniu sieci podań, głównie w strefach 2/3 i 3/3 . Możliwe są dwa rozwiązania : podawanie sekwencyjne piłki do przodu,albo kopanie jej ponad głowami rywali. Każda z tych sieci może być scentralizowana , gdzie główną rolę odgrywa rozgrywający lub zdecentralizowana , która wymaga istnienia kilku ośrodków decyzyjnych. Najbardziej znane badania nad tym aspektem piłki nożnej przeprowadził socjolog prof.Thomas Grund. Skupił się on na dwóch aspektach sieci : pierwszy to miara skuteczności podań - ile celnych podań i w której strefie wymieniono w jednostce czasu. Drugim aspektem był wpływ centralizacji lub decentralizacji na wynik. Wyniki badań i analiz były takie ,że drużyny,które posiadając piłkę więcej razy celniej ją podawały strzelały więcej bramek np. zespół , który podawał 5 razy na minutę strzelał o 20% bramek więcej , od tego, który podawał 3 razy na minutę. Z kolei zespoły w których podawanie skupione było głównie na 1-3 zawodnikach strzelały o 8% mniej bramek od tych , gdzie ilość podań była rozłożona bardziej równomiernie . Analitycy sporządzają mapy sieciowe drużyn i stwierdzają,że zależą one od stylu gry,a ten zależy od nastawienia czyli w sumie od miejsca jakie zajmuje zawodnik w określonej sytuacji boiskowej - co można wytrenować i czego można nauczyć. W grze Jagiellonii widać dokładnie ,że zawodnicy wiedzą jakie mają zajmować miejsca na boisku. W momencie odzyskania piłki każdy zawodnik zajmuje "przypisane"do pozycji miejsce w strefie i gracz, który ją posiada może prawie z zamkniętymi oczami posłać piłkę w określoną strefę , bo wie ,że tam na nią czeka jego kolega. Po stracie piłki zawodnik Jagiellonii ,który jest najbliżej jej posiadacza przeszkadza mu w rozegraniu, a reszta przecina korytarze , którymi musi przechodzić piłka , aby trafić do partnera. Oczywiście , nie zawsze gra układa się po myśli Jagiellonii,ale generalnie taka sieciowość zdaje egzamin. Trener Siemieniec pracował w Rozwoju Katowice z niemieckim trenerem , który był już po zerwaniu przez trenerów niemieckich z mechanicznym wykonywaniem zadań taktycznych. Przez dziesiątki lat mówiło się o piłkarzach niemieckich ,że w innych krajach piłkarze grają ,a w Niemczech wykonują zadania. Ta zmiana była zdeterminowana nastawieniem na kontrolę przestrzeni dzięki utrzymywaniu się przy piłce - co wynikało z badań naukowców z Uniwersytetów w Monachium i Berlinie. Takie myślenie taktyczne wymagało podzielenia boiska na sektory tak, aby uniknąć sytuacji , gdy drużyna rozgrywa piłkę na boisku ,a zbyt wielu graczy znajduje się w jednej linii czy to wzdłuż czy wszerz boiska. Dzięki temu zespół unikał przewidywalnych podań do boku ( co Legia czyni nałogowo) , mógł za to poruszać się jak jeden organizm, a piłkarze byli rozstawieni równomiernie na boisku - gotowi do ataku na rywala , gdy tracili piłkę. Tzw. złota reguła głosi ,że boczny obrońca i skrzydłowy nigdy nie powinni znaleźć się w tym samym prostokącie na boisku. Zwykle oznacza to ,że gdy boczny obrońca rusza do przodu to skrzydłowy schodzi do środka - czego jak pamiętamy ściśle przestrzegał Henning Berg. Miało to jednak wadę w tej postaci , że boczni obrońcy wchodząc wysoko pod obronę rywali rozciągali pole gry ,ale po stracie piłki zostawali wolny korytarz dla kontrataku rywali. W Niemczech antidotum na tę wadę znalazł Pep Guardiola ,który ograniczył działania ofensywne bocznych obrońców do końca strefy 2/3 ,a dalej role ofensywne przejmowali defensywni pomocnicy. Podobnie grę Jagiellonii organizuje Siemieniec przy czym kluczowe role w grze defensywnej i wspomaganiu akcji zaczepnych odgrywają defensywni pomocnicy grający raz szeroko, raz wąsko, raz wysoko , raz nisko, a rolę kreatora gry ofensywnej odgrywa Imaz. Czyli centralizacja zadaniowa w ataku i decentralizacja w pozostałej części boiska. Trener Siemieniec uznał przed wczorajszym meczem ,że warto postraszyć Legię twierdzeniem,że jego drużyna przyjeżdża na Ł3 ,żeby wygrać. Optymizm w tym względzie opierał na marnej organizacji gry zespołu Legii. Z grzeczności wspomniał o kosztach adaptacji nowych graczy oraz o zmianie sposobu gry jako usprawiedliwieniu dla słabszych wyników Legii. Rozumując a'contario wskazywał na wyższość w organizacji gry i zgraniu jego zespołu. Drużyna Jagiellonii od początku stosowała przerywany rytm gry, raz wolniej, raz szybciej , z dynamicznym przechodzeniem od niskiej obrony do ataku . Zespół Jagiellonii grał solidnie, spokojnie, dojrzale ,ale wielkiego zagrożenia dla naszej bramki nie stanowił.Niestety, ale też chaotyczne ataki Legii nie robiły na obronie rywali zbytnego wrażenia. Przyznam ,że rzeczywiście Oskar Pietuszewski to kawał talenta, który mimo mikrego wzrostu ( 170cm) znakomicie trzymał się na nogach i pod tym względem niewiele ustępował Wszołkowi ( 186 cm) . Lecz wytrzymał trudy meczu tylko do 75', bo potem tylko asystował. Gorzej radził sobie Imaz , który w każdej strefie znajdował pogromcę, a tym który go stłamsił był Reca. Pewno z tego powodu gra w ataku zespołu Jagiellonii wyglądała wyjątkowo mizernie.Pierwszy i jedyny celny strzał na naszą bramkę rywale oddali po zejściu Imaza z boiska. Niemniej zespół Jagiellonii znacznie lepiej od naszego wykonywał rzuty rożne i wolne przed naszym polem karnym . Wczoraj w ryzach grę Jagiellonii trzymali Romańczuk i Pululu, których wyraźnie Siemieniec oszczędza na mecze z tak silnymi rywalami jak Legia. Natomiast tym , który wybronił Jagiellonię przed porażką był młody ( 21 lat) bramkarz Abramowicz. Wbrew temu co przed meczem głosił Siemieniec to jego zespół przyjechał do Warszawy po remis ,bo rywale 'szanowali"piłkę , grali ostrożnie i zawsze było ich więcej za piłką, niż przed piłką. Ta troska o posiadanie piłki był posunięta tak daleko ,że gracze Jagiellonii mieli zakaz oddawania strzałów na naszą bramkę , co by nam piłki nie oddawać - z czego tylko Jóźwiak się raz wyłamał Smile. Trener Iordanescu poprawy organizacji gry i wyników chyba upatruje w stabilizacji kadrowej I drużyny.Bowiem zmiany są minimalne przy czym mnie niepokoi miotanie Stojanoviczem od lewa do prawa, przy czym wczoraj lewica wyraźnie mu nie służyła.Smile. Wczoraj, tak jak w poprzednich meczach nasz zespół nie potrafi narzucić rywalom swego stylu gry, co jest wadą ,ale nie dyskwalifikującą, bowiem gorzej jest ,że poddajemy się stylowi gry rywala . Tak jak wczoraj to rywale narzucili arytmię gry i nie pozwolili naszej drużynie na panowanie nad piłką ( zbliżone posiadanie piłki) ani na kontrolę nad przestrzenią ( zbliżona ilość podań). Nasi zawodnicy za dużo tracili sił na "doskakiwanie' i "odskakiwanie" i zawsze istniała możliwość,że któryś z naszych defensorów nie zdąży i nie nadąży - co miało miejsce dwukrotnie i gdyby nie minimalne spalone to mecz skończylibyśmy na tarczy.W tym kontekście trudne do zrozumienia jest trzymanie prawie takich samych odległości pomiędzy formacjami niezależnie od tego czy nasz zespół był w ofensywie ( miał piłkę) czy w defensywie. Do braków w grze Legii trzeba zaliczyć fatalne wykonywanie stałych fragmentów gry co świadczy o tym ,że na treningach ten aspekt gry jest pomijany. Gorzej ,że mamy problemy z obroną stałych fragmentów gry wykonywanych przez rywali , bowiem kryjemy wyłącznie strefowo, bez indywidualnego przydziału na krycie np. Romańczuka czy środkowego obrońcy rywali. Natomiast wczoraj, po raz pierwszy nasi zawodnicy ( Rajovicz, Szymański , Reca) oddali kilka strzałów z dystansu.Lecz też widać było,że jest oto novum , gdyż pozostali gracze będący w ofensywie nie mają nawyku natychmiastowego ataku na pole bramkowe. Trudno zrozumieć skąd w grze Legii dominuje taktyka reaktywna , a nie aktywna.Pewnikiem analitycy za wysoko wyceniają walory rywali Legii. Podejrzewam ,że te analizy są oparte na danych parametrycznych ,bez oglądu rywali , bo nie o to chodzi ,że przeciwnik gra czyli podaje, strzela, broni ,ale o ocenę czy robi to lepiej czy gorzej od nas. Ze strachu jeszcze nigdy nikt niczego nie wygrał. Widzieliśmy ,że w tzw. sytuacjach stykowych ,w walce o niczyją piłkę wręcz odruchem naszych graczy było cofnięcie się, blokowanie ,a nie wyprzedzanie. Wczoraj trener wreszcie dał więcej minut na pokazanie swych możliwości przez Kacpra Urbańskiego,ale też widzieliśmy ,że z uwagi na jego specyficzny styl gry, poruszania się - musi upłynąć pewien czas ,aby wkomponował się on w zespół. Mnie martwi ,że nadal nasza gra jest nieuporządkowana co nie pozwala na ukazanie wszystkich indywidualnych umiejętności przez naszych zawodników. Sędziemu Danielowi Sylwestrzakowi ocenę obniża traktowanie Pululu jak "świętej krowy'. Zaczęło się od 4' kiedy to Pululu udawał trupa po starciu z Piątkowskim, mimo ,że faulu nie było . Arbiter powinien zapomnieć zawodnika , który chce wymusić rzut wolny w sytuacji w której nie był faulowany ,a jedynie stracił piłkę na rzecz przeciwnika.Rozochocony Pululu w każdym starciu udawał ciężko rannego , a arbiter na te frajerskie symulki dawał się zbyt łatwo nabierać.Bo np. w 7' Kapuadi nie faulował Pululu.w 18 ' nie był faulowany przez Piątkowskiego , w 53' Szymański nie faulował Pululu. Czyżby Sylwestrzak bał się oskarżenia o rasizm ?. Ta ochrona Pululu doprowadziła do tego ,że nasi zawodnicy zaczęli obawiać się w ogóle tknąć Kongijczyka. Ta nienormalna sytuacja wywołała negatywną reakcję trybun, które porównywały Pululu do pań swobodnych obyczajów. A co z rasizmem nie miało nic wspólnego. Uważam ,że gdyby Pululu bredził o rasizmie Legia powinna wystąpić o jego dyskwalifikację za fałszywe oskarżenie. W 21' nasi zawodnicy i trener domagali się podyktowania rzutu karnego za rękę Romańczuka. Niesłusznie , bo według zmian przepisu o zagraniu ręką - jeżeli piłka trafi w rękę , która dotyka murawy i na której zawodnik opiera swoje ciało nie narusza to przepisów i nie jest przewinieniem. Sylwestrzak zasłużył za pochwałę ,bo był zdecydowany, decyzje podejmował we właściwym czasie ,nie dopuszczał do pyskówek, ani do wymiany wzajemnych "uprzejmości",a do tego bezbłędnie decydował o zastosowaniu przywileju korzyści , a kiedy ten nie został skonsumowany - wracał do przewinienia . Pochwalić też trzeba Sylwestrzaka za wzorową współpracę z asystentami. W sumie zasłużył na pozytywną ocenę. Gawin w swym opisie jest wielce łaskawy dla trenera i zawodników. Oczywiście można rzec ,że szczęście nie jest po naszej stronie ,ale parafrazując śp. Kazimierza Górskiego można też powiedzieć,że " Kiedy brak szczęścia się powtarza to nie jest to tylko brak szczęścia ". A mówiąc wprost nasz zespół jak na razie gra futbol beztroski, podczas kiedy, aby wygrywać trzeba grać pragmatycznie .
This is a comment on "Legia - Jagiellonia 0-0: Drobienie"