- Zbyszek
Markiz Henry de Rochefort w swych "Dziennikach" tak napisał o jednym swoim znajomym :" Był tak głęboko nieszczęśliwy ,że przyjaciele podejrzewali go, że jest Polakiem " .
Mecze Legii z Widzewem od czasu kiedy Łodzianie awansowali do I ligi urosły od samego początku do rangi klasyków.O randze nie decydują eksperci ,ale emocje, ilość i zaangażowanie kibiców oraz aspiracje klubów.Już blisko 50 lat temu Łódź liczyła ponad 1 mln mieszkańców i pod tym względem rywalizowała z Warszawą,a Widzew zdetronizował ŁKS pod względem poziomu gry.
Ja nie uznaję "sukcesów" Widzewa z lat 90-tych wierząc ówczesnemu współwłaścicielowi klubu Andrzejowi Grajewskiemu ,że jak mówił w wywiadzie dla "Dziennika Łódzkiego " : " Przyszedł do mnie Franz po podwyżkę, bo jak twierdził zdobył 73 punkty i Tytuł. A ja mu na to : "Franiu, Ty to zdobyłeś 7 punktów,a pozostałe 66 - ja kupiłem. To ty powinieneś mi dopłacać , bo zdobyłeś nazwisko i nawet do Legii na trenera możesz trafić". Więc chwalę Widzew tylko za sukcesy z przełomu lat 70-tych i 80-tych XX wieku.Można podziwiać zmysł organizacyjny legendarnego prezesa Widzewa Ludwika Sobolewskiego czy naukowca - trenera Władysława Żmudę,ale moim zdaniem nie byłoby tych sukcesów Widzewa bez Zbigniewa Bonka.Bowiem jak to w starym dowcipie : " Minister sportu chwali się jak to dzięki niemu sportowcy wygrywają na arenie. A na to przytomny redaktor pyta : czy pan wie , kto był ministrem sportu w Brazylii z początkiem lat 60 -tych. No , nie - odpowiada minister. "Ale kto to był Pele , to pan wie" .
Wielki prezes wielkiego Juventusu Gianni Agnelli nazwał Bońka "bella di notte" ( "pięknością nocy ") co było zarówno pochwałą , jak i krytyką. Wielkie stadiony, wielcy rywale , wielkie mecze - to było naturalne środowisko Bońka, to wówczas błyszczał jaśniej niż jupitery.Decydującą rolę w takim podejściu Bońka do futbolu odgrywał jego nieprzejednany charakter. Jak mówią ci , którzy znają go od "małego" on zawsze rywalizował, ale nie po to ,aby być, ale po to aby wygrywać. Nawet zabawy na treningach traktował śmiertelnie poważnie. Z tego też powodu miał oddanych przyjaciół , jak i śmiertelnych wrogów.Także z powodu niepoważnej rywalizacji z Deyną nie pojechał na IO w 1976 roku. Obaj w czasie wolnym lubili pograć w ping-ponga, a kiedy grali ze sobą Deyna zawsze wygrywał i któregoś razu Boniek ze złości rzucił się na Kazia z pięściami , ale i w "boksie " Deyna okazał się lepszy. Lecz po tym incydencie Rada reprezentacji zażądała od Górskiego odsunięcia Bońka od kadry.
Boniek nie był wielkim talentem , bowiem było wielu bardziej utalentowanych z którymi rywalizował jak z Miłoszewiczem w Zawiszy czy Kupcewiczem w reprezentacji młodzieżowej. Z Kupcewiczem zawarł rozjem na czas MŚ w 1982 roku co zaowocowało 3 miejscem w Turnieju. Potem była rywalizacja z Deyną i innymi gwiazdami zespołu Górskiego . Boniek nie grzeszył skromnością , gdyż np. w wywiadzie dla magazynu "Blizzard" tak mówił :" Mój pseudonim wziął się z moich perfekcyjnych meczów w Europie . Może nie jestem skromny,ale spójrzmy na fakty : z Juve grałem w 4 finałach , trzy wygraliśmy , strzeliliśmy 5 goli. Trzy zdobyłem ja ,a czwarty padł po rzucie karnym podyktowanym po faulu na mnie".
Zdaniem wielu dziennikarzy gwiazda Bońka narodziła się w meczu Widzewa z Manchesterem City rozegranym 14.09. 1977 roku zakończonego wynikiem 2;2. MC prowadził 2:0 i miał ogromną przewagę,ale po podaniu Kowenickiego Boniek posłał straszliwą bombę na bramkę rywali ,a po kilku minutach po faulu na nim sędzia podyktował rzut karny. Etatowym wykonawcą był kapitan Chodakowski ,ale Boniek widząc jego zdenerwowanie rzekł ,że on może strzelać. Chodakowski oddał mu piłkę mówiąc :" Jak ty nie strzelisz, nikt co ciebie nie będzie miał pretensji" ,ale Zibi strzelił. Po meczu tłum fotoreporterów czatował na Bońka ,a jego zdjęcie było na pierwszych stronach. nie tylko gazet sportowych ,a miał wówczas tylko 21 lat. Pod koniec meczu Boniek tak się rozzuchwalił ,że dwa razy założył "siatkę" świetnemu Williemu Donachiemu , a ten go kopnął bez piłki i dostał czerwona kartkę. Rok później trener MC Tony Book chciał kupić Bońka ,ale dostał Deynę.
Już w wieku 23 lat Boniek dostał od Enzo Bearzota powołanie na mecz Argentyna vs Reszta Świata rozegrany w Madrycie 25.06.1979 w którym dał koncert gry i stał się obiektem zabiegów wielkich klubów,w tym Juventusu . To wówczas zademonstrował to co było jego największymi atutami : żywiołowość, nieprzewidywalność, ciąg na bramkę, szybkość biegu z piłką przy nodze i szaleńczymi zwodami . Przed meczem został zakwaterowany z Michalem Platinim, z którym stali się najlepszymi przyjaciółmi .
Dla wielu z nas najlepszym występem Bońka w reprezentacji był mecz na MŚ w Hiszpanii w 1982 roku z Belgią , w którym Boniek strzelił wszystkie trzy zwycięskie bramki. Była to jego odpowiedz na boisku na krytykę prasową, bo wcześniej po meczu z Peru wykrzyknął w kierunku loży prasowej :"Pocałujcie mnie wszyscy w dupę" . Jak później wyjaśnił adresatem był redaktor Wykrota z "Trybuny Robotniczej:, który po meczu z Kamerunem dał tytuł swej relacji :"Stołek dla pana Bońka" . Gdzie te czasy inteligentnej krytyki medialnej ?
.
Już podczas Mundialu Boniek był zawodnikiem Juventusu,ale tak naprawdę mógł trafić do każdego wielkiego klubu ,ale zadecydowały względy polityczne ( współpraca z Fiatem ) i PZPN złamał zasadę ,że transferować można tylko zawodników po ukończeniu 30 lat życia.
Mam świadomość ,że drugiego Bońka nie wytworzymy i nie o to chodzi ,ale o to ,że bez charakteru zwycięzcy , który sam walczy ,ale i pociąga za sobą partnerów z boiska niczego wielkiego nie zdoła się osiągnąć.
Po chudych latach dla Widzewa awansował on do ESy po 9 latach niebytu w 2023 roku ,ale wynikami nie imponował zajmując 12, 9 i 13 miejsce w tabeli . Kibice Widzewa nabrali nadziei na poprawę losu kiedy w kwietniu 2025 roku bogaty inwestor ( o czym pisałem) pan Robert Dobrzycki odkupił do Stamirowskiego 76,06 % akcji klubu.Nowy właściciel zwiększył budżet Widzewa dwukrotnie do 80 mln i dokonał zmian kadrowych: prezesem został dotychczasowy wice Michał Rydz,a kierownictwo pionu sportowego składa się z : pełnomocnika Zarządu d/s Sportu Dariusza Adamczuka ( od 2016 roku był Dyrektorem w Pogoni , zwolniony przez Hidagkhiego ), Dyrektora Sportowego Litwina Midrogauskasa Nikoliciusa ( ściągnięty do Widzewa przez trenera Sopicza z Dinama Zagrzeb) oraz Dyrektora I drużyny Piotra Burlikowskiego , który pracował m.,innymi z Oszustem w Zawiszy Bydgoszcz ,a od 2017 roku po zwolnienia go przez Probierza z Cracovii nie pełnił w sporcie żadnej funkcji .
Z uwagi na niedostateczne wyniki , mimo wzmocnień, najpierw zwolniony został trener Sopicz, potem zastępujący go jego asystent Czubak ,aby, od 15.10.2025 stery trenerskie objął 43 letni Chorwat ( wychowanek Dinama Zagrzeb ) Igor Jovicevicz.Ma on CV usiane sukcesami , bowiem warsztat trenerski zdobył w Celje ( Mistrzostwo Słowenii) , następnie zdobywał Tytuły w Dinamie, Dniporo , Szachtarze i Ludogorcu. Mnie trudno pojąc skąd Legia wynajduje różne wynalazki,a w naszej lidze z lepszym CV od większości b. trenerów Legii funkcje pełnią tacy trenerzy jak , nie tylko Jovicevicz ,ale i : Elsner w Cracovii ( praca w Standardzie Liege czy Le Havre), Frederiksen w Lechu, Carver z Lechii ( praca w PL w Newcastle, Leeds i asystentura w reprezentacji Szkocji) i Gasparik w Górniku Zabrze .
Początkowo pan Dobrzycki przeznaczył oddzielną pulę środków na transfery w kwocie 5 mln Euro ,ale ściągnął do Widzewa 16 graczy , w tym dziewięciu za 7,3 mln Euro. A są nimi :
- napastnik Andi Zegini ( 26 lat) z Genk za 2 mln Euro,
-skrzydłowy Mariusz Fornalczyk ( 22 l.) z Korony Kielce za 1,5 mln,
- środkowy obrońca Stelios Androcu ( 23 l) z Charleoi - 1,3 mln,
- skrzydłowy Samuel Akere ( 21 l) z Botev Plovdiw - 750 tys Euro,
- bramkarz Velijko Ilicz ( 22 l) z FTSC Belgrad za 500 tys. ,
- środkowy obrońca Ricardo Visus ( 24 l) z Realu Betis za 425 tys,
- bramkarz Maciej Kikolski ( 21 l) z Legii za 300 tys,
- lewy obrońca Dion Gallapeni ( 20 l) z Prisztiny za 250 tys,
- Peter Therkildsen ( 27 l) z Djurgarden za 100 tys.
Ponadto bezkwotowo : Lindon Celaki ( 26l) defensywny pomocnik z Rijeki, Pepe Meissa Ba ( 28 l) napastnik z Schalke, Tonio Teklicu( 25 l) pomocnik z Tranzonsporu , Sebastian Bergier ( 26 l) napastnik z GKS Katowice, Angel Baema ( 24 l) skrzydłowy z Wisły Kraków, oraz młodzi Antoni klukowski ( 18 ) i Antoni Blocki ( 17 l).
We wczorajszym spotkaniu spośród sprowadzonych, aż 6 grało od pierwszej minuty, a trzech dalszych weszło jako zmiennicy.
I nie słychać było lamentów trenera Widzewa, że ma za dużo świeżyzny.
.
Wszyscy wiemy , mimo ,że nie chcemy sobie tego w pełni uświadomić,że piłka nożna to domena szczęścia i przypadku,a ludzie futbolu mogą jedynie robić wszystko ,co w ich mocy ,aby wykorzystać ten niewielki wpływ jaki na nią mają. Pomimo tego świetny strzelec postrzegany jest jak ktoś, kto potrafi zapanować nad losem i jest zdolny do okiełznania przypadku.
W tym sensie bramka jest nie tylko podstawowym produktem futbolu, wartym męczarni boiskowych. Jest czymś więcej, niż powodem dla którego kluby z jednej strony kupują wspaniałych zawodników, a z drugiej tworzą skomplikowane strategie obronne. Bramka jest kwintesencją piłki nożnej, jej sensem.
Lecz szczególną rangę piłka nożna , wśród innych sportów , zawdzięcza temu ,że w niej bramki są rzadkością. Są nagrodą za wysiłek upragnioną tak przez zawodników, jak i kibiców. Statystycy wyliczyli ,że bramki padają średnio jedna na ok.1500 zdarzeń boiskowych . Żaden inny sport nie wymaga od drużyn aż tyle wysiłku zanim wydarzy się coś ,co ma rzeczywiste znaczenie.To dlatego mamy do czynienia z tak ekscytująca grą , w której każda bramka strzelona w dowolnym momencie , może decydować o zwycięstwie lub porażce , radości lub rozpaczy.
Analizy poczynione przez London Scholl of Ekonomics wykazały,że w latach 1888 -1925 liczba bramek znacząco spadała, i wskaźnik ten wzrósł, po zmianie w 1925 przepisu o spalonym ,ale zwiększenie liczby obrońców z 2 do 3 znowu liczbę bramek zmniejszyło.
Jeszcze 70 lat temu średnio na mecz padały 3 bramki ,a w ostatnich latach jest ich 2,6. Ten trend zdaje się przeczyć powszechnemu przekonaniu ,że lepsze boiska, lepsze przygotowanie fizyczne, lepszy sprzęt, wyższe umiejętności , większa selekcja powinny sprzyjać poprawie wydajności gry, a w efekcie we wzroście liczby strzelanych bramek. Taką tezę stawia prof. Geoff Colvin w bestsellerze " Talent jest przezroczysty". Oczywiście tak samo szkolą się obrońcy ,ale pewno w takim samym stopniu jak napastnicy, więc ilość bramek powinna utrzymywać się za zbliżonym poziomie. Zmiany w przepisach jak te o spalonych , jak wprowadzenie 3 punktów za zwycięstwo czy zakaz podawania piłek do bramkarzy tylko na krótko zatrzymały niekorzystny trend.
Można powiedzieć ,że "winić" za malejąca liczbę bramek należy fakt,że niekorzystnej zmianie uległa sama dyscyplina. W tym kontekście możemy mówić o dwóch opowieściach o futbolu. Jedna opowiada o wybitnych piłkarzach z których większość to strzelcy bramek, o ich geniuszu, o ich sprycie ,a ich magii, o ich niebiańskim wyszkoleniu , o wyszlifowaniu talentu . To historia gwiazd podnoszących futbol na coraz wyższy poziom jak np. Di Stefano, Pele, Maradona, Zidane, Messi czy Ronaldo.
Druga historia tyczy tych ,którzy robili wszystko, aby ich powstrzymać. Są nimi przede wszystkim trenerzy , którzy zmieniają systemy na takie, które zwiększają liczbę broniących , to ci , którzy wymyślili catenaccio,krycie strefowe , stoperów , różniste techniki obronne. Ba , nawet barcelońska tiki -taka to taktyka defensywna kładąca nacisk na pozbawienie przeciwnika dostępu do piłki.
Więc w miarę rozwoju futbolu zawodnicy stają się coraz lepsi, szybciej biegają , mocniej strzelają, zwinniej dryblują , dokładniej podają. Lecz im bardziej się poprawiają , tym wymyślane są nowsze konstrukcje, które mają ich powstrzymywać.Coraz bardziej złożone konstrukcje strategiczne wytrącają strzelcom broń z nogi. Dodatkowo wiadomo ,że znacznie łatwiej przysposobić zawodników do gry w obronie, niż w ataku.
Futbol kiedyś oparty na atakowaniu obecnie skupia się na symetrii pomiędzy ofensywą i defensywą.Z czasem statystki pokazały,że częściej wygrywają te zespoły, które stosują taktyki defensywne. W ten sposób tzw. nowoczesna piłka nożna stała się grą w której głównie chodzi o unikanie błędów i karanie przeciwnika za te , które popełnił.
Dodatkowo wyraźnie można zaobserwować proces upodobniania się drużyn do siebie, co wynika z upowszechnienia się wiedzy , tak ,że skuteczne pomysły są powielane. Różnice w warunkach szkolenia, gry, zabezpieczenia technologicznego ulegają zatarciu, co potwierdzają statystki - liczba bramek w poszczególnych rozgrywkach utrzymuje się od wielu lat na zbliżonym poziomie. W tym sensie drastyczna przewaga bogatych jest mitem , bowiem poziom zespołów ligowych ulega spłaszczeniu.Oznacza to ,że na szczycie futbolowej piramidy względny współczynnik postępu jest wyższy w przypadku tzw, najgorszych klubów, niż najlepszych. Wzmożona rywalizacja sprawia ,że o bramki jest coraz trudniej.
Sztaby i trenerzy muszą z tych faktów wyciągnąć praktyczne wnioski ,a mianowicie skoro o strzelenie bramek jest coraz trudniej to tym bardziej trzeba usilnie dbać ,aby ich tracić jak najmniej. Myślenie w kategoriach strzelania o jedna bramkę więcej - przechodzi do lamusa . Więc wręcz banałem jest stwierdzenie ,że np wczoraj gdyby Legia po frajersku nie straciła gola ,to by wygrała mecz.
Wczoraj obie drużyny zagrały w ustawieniu 1-4-2-3-1 , ale z różnym nastawieniem taktycznym , w tym zmiennym w czasie .
Można wręcz podziwiać trenera Jovicevicza , który przejął zespół 15.10. 2025 , jako trzeci trener Widzewa w sytuacji rozbicia taktyczno-organizacyjnego oraz po wejściu do kadry zespołu 16 nowych zawodników , a we wczorajszym meczu widać już było spójność zadań, kompatybilność, umiejętność zmiany ustawienia i rytmu gry. Chorwacki trener wbrew teorii nakazał w I połowie grać w tym samym prostokącie boiska skrzydłowym i bocznym obrońcom wzdłuż linii bocznej boiska. Cel był dwojaki , po pierwsze chodziło o wymanewrowanie bocznych obrońców Legii i "czyste" dogranie lub dośrodkowanie w pole karne na Bergiera , po drugie zmuszenie graczy Legii do pilnowania bocznych korytarzy i tym samym zostawienie dużo miejsca w środku boiska na wstrzeliwanie prostopadłych piłek w pole karne Legii.W II połowie Widzew wzmocnił defensywę ograniczając się do kontrataków inicjowanych przez Fornalczyka i Baenę. Ten sposób "opłacił " się, bo w 61' Kacper Urbański w niedozwolony sposób zatrzymał w polu karnym Baenę. Widzew to kolejny rywal Legii, który liczy na babola w grze obronnej Legi i się nie przelicza.
Tymczasowy trener Legii Inaki Astiz zaskoczył mnie znacznie bardziej wyrafinowana taktyką ,niż ta stosowana przez Iordanescu. Na środku obrony dwójka grała pionie : Kapuadi jako wymiatacz( forstoper) a Pankov jako libero. . Dodatkowo Pankov dostał zadanie wprowadzania piłki do gry od obrony oraz brania udziału w rozwoju akcji ofensywnej. Legia wykorzystywała bocznych obrońców odmiennie niż Widzew swoich , tak,że wchodzili oni do ofensywy tylko kiedy boczni pomocnicy schodzili do środka,a luki w ustawieniu zapełniali schodzący do boków Kapustka i Goncalves.
Wreszcie kilku naszych zawodników wchodziło w pole karne rywali ,ale też przy tej aktywniejszej grze widać było ,że Rajovicz jest słabym ogniwem : nie spełnia ani roli bramkostrzelnego napastnika,ani łącznika, ani nie potrafi utrzymać się przy piłce, ani grać tyłem do bramki , ani wygrywać pojedynki główkowe , a nadto zbyt często "chowa " się za obrońcami. Podobnie niewiele dobrego do gry wnosi Colak , więc wobec kontuzji Nsame może by tak częściej sięgać po Żewłakowa, a nawet ściągnąć z II zespołu Pchełkę.
Niestety nadal nasza gra w strefach 1/1 i 1/3 , decydujących o losach meczu jest niestabilna, zwłaszcza mamy braki w stosowaniu technik obronnych takich jak podwajanie czy aktywna strefa.Lecz najbardziej dotkliwy jest brak przekazywania krycia. Tak jak zespół Legii gra w defensywie tak się nie gra od czasu wymyślenia obrony strefowej.Nie kryje się indywidualnie swego odpowiednika kiedy rywale są w ofensywie na całej długości i szerokości boiska ,ale tylko w ramach swojej strefy ,a następnie jest on "przekazywany" temu , który taką strefę kryje.To poważne uchybienie widać było w 61' kiedy to Kacper Urbański ganiał za Baeną , wpadł za nim w pole karne i nierozważnie powstrzymał go chwytaniem. A była to strefa bocznego obrońcy , który smacznie spał.
W końcówce meczu Asrtiz zmianami pomógł drużynie uzyskać remis,ale jak to trafnie zauważa Gawin - ten remis nie jest przełamaniem.
Jesteśmy świadkami zmasowanej nagonki na sędziów , którą inspirują kmiotki z Jagi jaka to im krzywda się stała.Wczoraj sędzia Raczkowski prowadzący mecz Jagiellonii z Rakowem dwukrotnie przerwał spotkanie zmuszając białostocką hołotę do zdjęcia oszczerczych szmat. Moim zdaniem, jak nic się nie zmieni, trzeba będzie kończyć spotkania walkowerem dla gości.
We wczorajszym spotkaniu trzeba pochwalić młodego ( 30 lat) arbitra Patryka Gryckiewicza , który rozpoczął zawody od szybkiego biegania ,aby być blisko akcji i wychwytywać wszystkie faule . Ale już od 3' był poddawany presji ze strony zawodników Widzewa,aby po każdej stracie przez nich piłki odgwizdywać na nich faule.Takich zachowań jak w 3' Shehu po starciu z Chodyną było bardzo wiele.Obaj się przepychali i łapali za koszulki, ale to Widzewiak z kolegami domagali się rzutu wolnego .Podobne zachowania miały miejsce w 6' ( Czyż po starciu z Kapustką),w 7' ( Bergier po starciu z Kapuadim), w 31'( Bergier po starciu z Augustyniakiem), w 39'( Baema po starciu z Vinagre), w 46' ( Baema po starciu z Goncalvesem), w 48' ( stracie Gonclvesa z Czyżem), w 49' ( Czyż po starciu z Wszołkiem) . Szczególna presja wywierana była na Gryckiewiczu po żółtej kartce dla Goncalvesa, aby arbiter drugi raz go ukarał i usunął z boiska.Po jednej z takich prób wymuszeń sędzia napomniał asystenta trenera Widzewa. Moim zdaniem te protesty graczy Widzewa były zorganizowane przez sztab trenerski .
W 61' po zatrzymaniu chwytem za koszulkę przez Kacpra Urbańskiego Baemy sedzia podyktował rzut karny mimo ,że asystent sygnalizował pozycję spaloną Bergiera. Widocznie Gryckiewicz uznał , po analizie VAR ,że napastnik nie brał udziału w akcji.
W 83 ' piłkarze Legii domagali się podyktowania rzutu karnego za przewrócenie przez podstawienie nogi Urbańskiego przez Shehu.Arbiter widocznie uznał,że obrońca Widzewa jako pierwszy zagrał piłkę,a Urbański przewrócił się o nieaktywną nogę, zapominając,że w akcji brała udział i druga noga Sheheu ,a ta była uniesiona. Moim zdaniem gdyby podyktował dla Legii rzut karny to ta decyzja też by się broniła.
Piłkarze, zwłaszcza Widzewa postawili Gryckiewiczowi trudne warunki ,z pokonaniem których sobie poradził wykazując przy tym wysoką odporność psychiczną.
Na zakończenie akcent pasujący do dat 01.11 i 02.11 . Mianowicie dobrze byłoby wiedzieć kiedy i gdzie będzie na pewno dobrze. Kiedy umrzemy grabarz trumnę z naszymi zwłokami złoży w grobie ,ale będzie dyrygować swoimi pomocnikami w dole mówiąc im : trochę w prawo, trochę lewo, nieco do przodu, aż wreszcie , nareszcie rzeknie: " TERAZ JEST DOBRZE !".
This is a comment on "Widzew - Legia 1-1: Bez przełamania"

