A+ A A-
  • a-c10
@ Iocosus przed marcem i barażami trzeba będzie sobie postawic pytanie, czy wprowadzeni z rezerwy w trudnym momencie więcej dadzą repie ci doświadczeni, którzy z niejednego piłkarskiego pieca chleb jedli, czy też aby nie szybciej „game changerem” nie okażą się młodzi gniewni No i tutaj Urban mógłby się uśmiechnąć i nie bez racji przypomnieć, że wtedy, gdy naprawdę było trzeba – czyli w wyjazdowym meczu z Holandią – stare wygi weszły z ławki i zrobiły robotę Smile W ogóle łapię się trochę na tym, że my tu szukamy mankamentów w pracy selekcjonera, który po pięciu sześciu meczach wciąż pozostaje niepokonany, a jedyne punkty pogubił w remisach z w/w Oranje (przy czym, owszem, w Rotterdamie był to remis fartowny dla nas, ale już w Warszawie zdecydowanie dla nich). Może zatem weźmy się od chłopa odczepmy i pozwólmy mu spokojnie pracować, przecież najwyraźniej wie co robi. I w zasadzie jedyne, co mnie tak naprawdę uwiera, to moja własna awersja do bujania się po skrajnościach. Probierzowi zdarzało się robić z selekcji nieśmieszny żart. Pod jego wodzą kadra przypominała momentami dworcowe bistro, gdzie drzwi w zasadzie się nie zamykają. Ten wchodzi, tamten wychodzi, siamten wraca, owamten nie – ładu i składu dopatrzyć się w tym nie sposób. Urban przestawił pokrętło może nie o sto osiemdziesiąt, ale na pewno sto pięćdziesiąt parę stopni w drugą mańkę. Teraz reprezentacja Polski to ekskluzywny klub dla wąskiej grupki dżentelmenów. No i dobra, póki to działa, nie zamierzam jakoś mocniej zrzędzić, w końcu liczy się efekt. To zresztą bezsprzecznie dobrze, że trener wie (przynajmniej z grubsza) jaka jest jego najsilniejsza jedenastka, a kto ma pierwszy wchodzić z ławki. Tyle tylko, że jest to wiedza na dziś. Na połowę listopada’25. W połowie marca’26, gdy przyjdzie rozsyłać następne powołania, ta wiedza może być już mocno nieaktualna. W takim meczu, jak ten wczorajszy, można ją było ociupinkę poszerzyć. Szcześniak, Ziółkowski, Kozłowski, Rózga, Buksa – skoro selekcjoner każdemu z nich zaufał na tyle, by zabrać go na zgrupowanie, dlaczego nie wypuścił ich na maltańskie boisko w jakimś sensownym wymiarze czasowym? Nie da się przecież żadną miarą wykluczyć, że za te cztery miesiące właśnie na pozycji któregoś/-ychś z nich będziemy mieli problem. Jasne, nawet jakiś niesamowity występ w meczu z Maltą nie dałby przesadnie wiążącej odpowiedzi w kwestii przydatności na baraże. Ale przecież nawet koszmarna wtopa nic przesadnego by nie zepsuła. Dlaczego zatem do takich prób nie doszło? Wciąż tego nie rozumiem. Natomiast do beczki miodu, w której pławią się „młodzi gniewni” muszę, chcąc nie chcąc, dorzucić odrobinę dziegciu. • kilka dni temu brak powołania do seniorskiej kadry dla Oskara Pietuszewskiego uważałem za niezbyt zrozumiały. A potem obejrzałem mecz U-21 w Szczecinie i, jak już wspominałem, wyszło na to, że trener Urban jest jednak ode mnie mądrzejszy Smile W sumie żadne to zaskoczenie. W każdym razie, na tle (może i) włoskich (wciąż jednak) juniorów zawodnik Jagiellonii zaprezentował się po prostu źle. Oczywiście, to tylko jedno spotkanie i głupio by było na tak wątłej podstawie wyciągać jakieś dalekosiężne wnioski. Niemniej, jeśli tym meczem Oskar miał pokazać, że zasługuje na debiut w seniorskiej kadrze, to zrobił coś dokładnie odwrotnego; • Kacper Urbański podpisał kontrakt z Legią nie dlatego, że onegdaj zasypiał pod plakatem z Vadisem, a eLkę w kółeczku ma wytatuowaną na piersi. Bądźmy szczerzy, gdyby ktokolwiek z Włoch (bądź jakiejkolwiek innej ligi top 5) był nim poważnie zainteresowany, chłopak zostałby zagranicą. Ale nie był, co – jeśli się przyjrzeć bliżej – wcale nie jest aż takie znowu dziwne. W niedługiej przecież karierze tego zawodnika, jak na razie przestoje dominują nad przebłyskami. I to, niestety, trwa nadal. Ani mi w głowie się wyzłośliwiać i proszę serdecznie, abyś ani Ty, ani nikt inny nie odebrał moich słów opacznie, jednak fakty są jakie są. Urbański raz daje radę, raz nie w zespole, który na chwilę obecną zajmuje jedenastą pozycję w Ekstraklasie. Powiedz szczerze, Iocosusie: gdyby nie chodziło o Legię z całą jej renomą i medialnością oraz o gostka, który coś tam kiedyś tam pokazał na i przed Euro, jak zareagowałbyś na pomysł powołania takiego piłkarza do dorosłej reprezentacji? • jeśli na potrzeby tej dyskusji przyjmiemy to – dość karkołomne, przyznaję – założenie, że Zagłębie Lubin to poważna piłka Wink napastnik Marcel Reguła rozegrał do tej pory w poważnej piłce dwadzieścia sześć spotkań zdobywając pięć goli. Jasne, chcąc być w pełni uczciwym, można by zauważyć, iż żaden (!) z tych występów nie był „od deski do deski”, a w rozbiciu na minuty (1355 za 90minut.pl) te jego osiągnięcia nie wyglądają źle. Niemniej, przyznasz chyba, że trudno tu mówić o bilansie, który wyrywałby z butów; • wreszcie Tomasz Pieńko, któremu, w moim skromnym mniemaniu, najbliżej z całej gromadki nie tyle nawet do debiutu, co do zadomowienia się w dorosłej kadrze. Wciąż jednak „najbliżej” =/= „blisko”. Owszem, chłopak się – o dziwo – ładnie w tej Częstochowie odkopał. Gra, stanowi silny punkt zespołu Rakowa, który po problemach na początku sezonu chyba się (niestety) pozbierał i maszeruje w górę tabeli. Dodatkowo jest (Pieńko, nie Raków Smile) kapitanem i prawdziwym liderem młodzieżówki, która pod wodzą Jerzego Brzęczka idzie przez eliminacje jak burza. Wszystko super. Warto jednak pamiętać, że ledwie kilka miesięcy wstecz Tomek był dość powszechnie uważany za zmarnowany talent. Sam, przyznaję, jak najbardziej podzielałem tę opinię. I teraz zagwozdka: czy ten dołek to był dołek właśnie, czy może zapowiedź dalszych wysokich amplitud formy? Plus: był kiedyś w Rakowie niejaki – ekhem, ekhem – Mateusz Wdowiak. Też świetnie się zapowiadał. Też początki w Częstochowie miał bardzo obiecujące. A teraz gra w Zagłębiu. Albo i nie gra, jak się zdarzy. Oby Pieńko nie poszedł jego drogą, ale wykluczyć tego, niestety, nie można. Oczywiście, każdemu z w/w zawodników (poza Wdowiakiem, bo to lost cause raczej) szczerze i serdecznie życzę, aby w marcu byli w tak oszałamiającej formie, że ich obecność w kadrze stanie się niekwestionowalną oczywistością. W końcu wszyscy mielibyśmy z tego radochę, prawdaż? Póki co jednak, dostrzegam aż nadto powodów do wstrzymania konnicy i nie dostrzegania w nich więcej, niż mają. Obojętnie kogo wylosujemy w pierwszym meczu będziemy faworytem. Pamiętam, że całkiem niedawno graliśmy z Albanią. I też byliśmy faworytem. Irlandia także może się okazać bardzo nieprzyjemnym rywalem. W drugim wpadnięcie na Włochów byłoby chyba tym czego sobie nie życzymy Ja sobie nie życzę jako italofil, chciałbym wreszcie Azzurrich na Mundialu znów zobaczyć Smile Patrząc jednak obiektywnie, za najgorszy scenariusz uważam chyba jednak wspomniany przez Ciebie wyjazd do Turcji. W razie czego, wczesne wakacje to to nie będą, oj nie… Natomiast w ujęciu ogólnym, na kogokolwiek byśmy nie trafili, najwięcej, moim zdaniem, zależeć będzie od nas. I dobrze to, i źle. Dobrze, bo nie widzę tutaj żadnych mission: impossible. Cała czwórka ekip z pierwszego koszyka nie zapewniła sobie bezpośredniego awansu na MŚ z jakiegoś powodu. Z każdą z nich, nawet w gościach, możemy wygrać, choć oczywiście łatwo raczej nie będzie. Źle, bo rywale z pierwszego koszyka mogą nas w ogóle nie obejść jeśli, na ten przykład, przefikamy u siebie z Kosowem. A, znając nieprzewidywalność reprezentacji Polski, tego też wykluczyć nie sposób.
This is a comment on "Gra o rozstawienie"