A+ A A-
  • Zbyszek
Wiemy doskonale,że bez strzelenia chociaż jednej bramki więcej od przeciwnika wygranie meczu jest niemożliwe, można go co najwyżej zremisować. Z tego podstawowego powodu każda drużyna chce mieć w składzie skutecznego strzelca , to jest takiego, który wykorzystuje chociaż 2/3 "czystych" sytuacji do strzelenia gola. Nie można więc krańcowo negatywnie oceniać zawodnika wystawianego na pozycji środkowego napastnika, któremu takich sytuacji partnerzy nie stwarzają. Mnie podoba się obiektywna , uczciwa wypowiedź pomeczowa Astiza, który ten fakt potwierdził . Przed 13 laty Francja została zbulwersowana tym ( wszystkie media tym się zajmowały ,a głos zabrali ministrowie i sam prezydent),że PSG postanowiło płacić napastnikowi Zlatanovi Ibrahimoviczowi 1 mln Euro miesięcznie ( netto) przez 4 lata wydając na jego sprowadzenie 25 mln Euro. Katarski właściciel PSG na to rzekł :" To proste. Nie wydajemy tych 165 mln ( brutto) na piłkarza. Wydajemy na gwarancję sukcesu". To seryjne zdobywanie bramek uczyniło z tego napastnika tak cenny towar, podobnie jak z Roberta Lewandowskiego , i tak samo sprawia ,że napastnicy kosztują więcej ,niż zawodnicy z innych pozycji.Właściciele i prezesi wierzą w korelację pomiędzy bramkami, a zwycięstwami oraz pomiędzy zwycięstwami, a trofeami. Znaczenie napastników jeszcze bardziej wzrosło od czasu kiedy to przed 30 laty FIFA ( jak ten czas zasuwa) nakazała przyznawanie 3 punktów za zwycięstwo . Uzasadnienie było takie ,że skoro wygrana jest więcej warta to drużyny będą więcej ryzykować , co zaowocuje większą ilością bramek, lepszym widowiskiem i wzrostem liczby kibiców, zwłaszcza tych w kapciach . Takie założenie zderzyło się z boiskową rzeczywistością , bowiem jak wykazali niemieccy ekonomiści Alexander Dilger i Hannah Geyer po 15 latach badań i analizie blisko 10 tys spotkań ,że ta zmiana przyniosła rzeczywiście efekty ,ale w postaci : drastycznego ( blisko 3 krotnego) wzrostu liczby żółtych kartek, znacznego spadku ilości remisów, znacznym wzrostem liczby zespołów stosujących taktykę defensywną oraz wzrostem liczby zwycięstw jedną bramką. Gole nie padały częściej, lecz stały się jeszcze ważniejsze i cenniejsze, niż przedtem. Analitycy nie byliby sobą gdyby na podstawie statystyk nie dokonali szacunku zdobytych bramek w stosunku do ilości punktów i tak brak bramki daje 4% szanse na remis, zdobycie jednej bramki gwarantuje zdobycie chociaż 1 punktu w 38% ,a zdobycie 2 bramek co najmniej 60% - w tym przedziale zmieściła się wczoraj Legia Smile. Czyli im więcej bramek tym zwycięstwo pewniejsze. Kolejny wniosek był taki ,że nie wszystkie bramki są sobie równe,bo inną wartość ma bramka samotna, a inną kiedy ma towarzystwo Smile. Wartość goli zależy od tego ile ich strzelono w meczu . Statystyki dowodzą,że najcenniejsza jest druga bramka . Ta konstatacja spowodowała podział na tych napastników , którzy potrafią zdobywać gole przesądzające o wyniku i na tych tylko dobijających rywali. Generalnie liczba strzelonych bramek przekłada się w ogromnej mierze na miejsce zespołu w tabeli . Oczywiście z wyjątkami jakim u nas był król strzelców Gual w Jagiellonii która ledwo co uratowała się przed spadkiem , przy czym rychło okazało się ,że nie zawodnicy byli słabi, tylko jej trenerzy. Lecz jednocześnie analitycy uświadamiają nam ,że związek pomiędzy bramkami ,a wynikami spotkań nie tworzy linii prostej wnoszącej , gdyż nie zawsze "więcej " , znaczy "lepiej" . Na zdobycz punktową nie ma wpływu to czy zespół wygra różnicą jednej czy np. pięciu bramek. W tym epatowaniu bramkami trenerzy nie zapomnieli o tych , którzy do ich zdobycia nie dopuszczają. Historia taktyki piłkarskiej dowodzi,że większość trenerów koncentruje uwagę na nietraceniu bramek , także z tego powodu,że nie dysponują napastnikami będącymi "łowcami" bramek. Stąd np. Iordanescu ,aby Legia grała ofensywnie , chciał sprowadzenia bramkostrzelnego napastnika,a dostał Rajovicza Smile. Więc nie dziwmy się ,że kiedy zespół Legii jest na przedostatnim miejscu pod względem ilości strzelonych bramek zajmuje adekwatne miejsce w tabeli. Trener Astiz po wczorajszym spotkaniu powiedział ,że zespół Legii miał wczoraj poważny problem z płynnością gry.Jest to marzenie trenerów, nie tylko tych z Legii Smile. Na wszystkich poziomach od młodzików po zawodowców pojawia się problem , jak włożyć do głów zawodników - jak sprawić , by grali w sposób, który stwarza okazje i czyni piłkę sportem prawdziwie zespołowym. Rozwiązanie polega na skłonieniu piłkarzy do myślenia o poruszaniu się i ustawianiu się. Współczesne analizy tyczące płynności gry opierają się na teoriach pola przepływu czyli ustalaniu jak po boisku "porusza się " piłka i jakie pozycje wobec niej powinni zajmować zawodnicy. Pierwszym , który ,co prawda nie dla piłki ,ale na Wydziale Psychologii Uniwersytetu w Tuluzie poczynił obserwacje pola przepływu był dr Mehd Moussiad robiąc eksperyment z mijaniem się studentów w wąskim korytarzu i ustalił ,że 80% z nich mijało się z prawej ,a tylko 20% z lewej strony. Ustalono ,że pole przepływu atakującego w piłce nożnej wygląda podobnie. Atakujący chce ominąć broniącego wybierając najkrótszą drogę . W defensywie konwencja jest odwrotna , a mianowicie obrońcy starają się "wpaść" na atakującego. W tej "zabawie " kto kogo decydujące znaczenie mają indywidualne umiejętności. "Nabranie "obrońcy jest trudniejsze, niż to wygląda w telewizji, bo w boiskowych realu to obrońca ma przewagę. Błędy w defensywie są niezwykle kosztowne ,ale to atakujący musi zrobić pierwszy ruch By okrążyć obrońcę atakujący musi przebiec większy dystans i to z piłką przy nodze, a dobrze wyszkolonemu obrońcy wystarczy tylko obserwacja piłki i reakcja na zmiany jej położenia. Naukowcy opracowali model zachowania obrońcy , który sprowadza się do bliskiego podejścia do napastnika i pozbawienie go przestrzeni. Są trzy sposoby działań obrońcy : atak wyprzedzający do piłki , atak natychmiast po przyjęciu piłki przez napastnika lub atak kiedy usiłuje dryblować, podać lub oddać strzał. Wyszkolony środkowy obrońca zawsze atakuje napastnika gdy piłka znajduje się świetle bramki.Tak jak sekretem ataku jest tworzenie przestrzeni , tak sekretem obrony jest zmniejszanie rozmiarów tych stref. Algorytm opracowany przez naukowców z Uniwersytetu Kalifornijskiego dowodzi,że przy perfekcyjnej obronie zdobycie bramki jest niemożliwe. Jako dowód do dziś przytacza się dwumecz Bayernu z Barceloną sprzed 12 lat ( jak ten czas zasuwa, mnie wydaje się,że to było wczoraj Smile) w którym perfekcyjna obrona Monachijczyków dała łączny wynik z 7:0. Oczywiście dziś zadania atakujących i obrońców są znacznie łatwiejsze do wykonania , bowiem trenerzy dysponują pełnym zestawem charakterystyk piłkarzy rywali oraz analizami ich zachowań wynikających z ustalonej taktyki . Trudnym zadaniem jest wybór z nadmiaru danych , tych ,które są kluczowe, decydujące. Wielką wadą wielu trenerów jest nadmiar wiedzy i generalnie przecenianie rywali oraz stawianie zawodnikom zadań , których oni nie są w stanie wykonać. Płynność gry to bowiem umiejętność utrzymania się przy piłce, zdobywanie lub ograniczanie przestrzeni czyli wykorzystanie dla własnych celów pól przepływu. Mecz pomiędzy Legią a Lechią, oprócz różnic w taktyce gry i jej organizacji ukazał również odmienną metodologię kształtowania cech motorycznych jakimi kierują się w Legii Bartosz Bibrowicz ,a w Lechii Radosław Regliński . Dla Bartosza Bibrowicza praca w Legii jest pierwszą w futbolu, gdyż wcześniej był odpowiedzialny za przygotowanie fizyczne reprezentacji naszych siatkarzy oraz był koordynatorem sportowców Chin przygotowujących się do Igrzysk w Tokio. Jest on prezesem Polskiego Stowarzyszenia Treningu Motorycznego . Jak sam o tym mówi jest zwolennikiem treningu ogólnorozwojowego prowadzącego do gry opartej na dużej intensywności . Na tym tle doszło do konfliktu z trenerem Feio, który domagał się ,aby zawodnicy Legii na podbudowie wytrzymałościowej dysponowali dynamiką gry opartą na dużej szybkości startowej. Bowiem taki profil motoryczny był, jego zdaniem , niezbędny dla skutecznej realizacji założeń taktycznych.W tym konflikcie prezes Mioduski stanął po stronie Bibrowicza, uznając ,że ma on większe kwalifikacje niż Feio ,ale jak siermiężna gra zawodników Legii pokazuje - to Feio miał rację. Natomiast w Lechii trener przygotowania fizycznego , jak widać, w pełni współpracuje z trenerem Carverem i jej zawodnicy dysponują wysoką szybkością lokomocyjną. Miałem szerzej ten temat rozwinąć w tym komentarzu ,ale byłoby tego za dużo i pewnikiem w przyszłym tygodniu , koło czwartku , piątku ( bo wcześniej jestem mocno zajęty ) napiszę oddzielny artykuł pod roboczym tytułem : "W zdrowym ciele, zdrowy duch". Zespół Lechii Gdańsk gra systemem 1-4-4-2 w nieco zmodyfikowanym stylu szkockim . Szkoci długo bronili zasady futbolu brytyjskiego "kopnij i biegnij" i tylko ją z czasem uzupełnili o organizację gry defensywnej opartą na wysokiej strefie po stracie piłki oraz dynamiką akcji ofensywnych prowadzonych środkiem pola gry . Ten system nadal ma wartość skoro reprezentacja Szkocji, które asystentem był Carver awansowała bez baraży na MŚ w 2026 roku. Widzieliśmy wczoraj jak ten styl gry utrudniał Legii przeprowadzanie płynnych akcji, jednocześnie umożliwiając graczom Lechii stwarzanie wielu groźnych sytuacji pod naszą bramką. W zasadzie tylko w pierwszych kwadransach obu połówek i w samej końcówce spotkania zespół Lechii pozycyjnie ulegał legii, bo w pozostałym czasie gry to oni dominowali na boisku. Ciekawostką jest ,że oprócz Polaków , w Lechii najliczniej reprezentowani są Ukraińcy - jest ich 5, a najwięcej zawodników , bo aż 4 zostało sprowadzonych z Łotewskiego klubu Valmiera. Strzelec pierwszej bramki dla Lechii Żelizko jest Ukraińcem z Valmiery. Trener Carver nie ukrywał,że przyjeżdża na Ł3, aby wykorzystać słabą formę Legii i wygrać . Mnie w głowie się przestaje mieścić jak nisko upadł prestiż Legii,że nawet zespoły z ogona tabeli jadą do nas po punkty. Ten korzystny dla Lechii obraz gry to efekt nieporadności drużyny Legii, która nie potrafiła utrzymać przewagi pozycyjnej i tym samym rozzuchwalała rywali. W I połowie gracze Lechii oddali więcej strzałów na bramkę Legii ,w tym w strzałach celnych było tego 1 do 5. Mimo pochwał Lechia jest zespołem złożonym z zawodników o dużej różnicy w umiejętnościach oraz jeszcze mało dojrzałym , gdyż prowadząc dwukrotnie oddawała pole gry Legii schodząc do obrony w niskiej strefie. Ten brak dyscypliny taktycznej sprawił ,że Lechia zamiast wygrać mecz musiała zadowolić się remisem. Styl gry Lechii jest dobrze znany , lecz obrona przed jej dynamicznymi akcjami wymaga wzmocnienia formacji defensywnych , zwłaszcza w środkowych rejonach pola gry.Przed każdym rywalem Lechii staje zadanie obrony przed jej ekspansywną grą oraz problem związany z płynnym wyprowadzaniem własnych akcji ofensywnych, które muszą opierać się na utrzymaniu się przy piłce i zmuszaniu rywali do biegania za nią. Pewno z tych względów trener Astiz wybrał zmodyfikowany system 1-4-2-3-1. Z jednej strony ta adaptacyjność to zaleta ,ale z drugiej to świadczy o skali upadku Legii, której sztab zakłada ,że nie jesteśmy w stanie prowadzić gry na ustalonych przez siebie warunkach. Astiz nie tylko zmienił system ,ale i zadania dla zawodników i tak Kapustka był tym, który wprowadzał piłkę do gry od obrony,a w tym czasie wyżej byli Goncalves i Szymański, przy czym zwłaszcza Gonclaves zachowywał się jak by nie wiedział co ma robić na boisku. Po naszej lewej stronie wyżej ustawiony od skrzydłowego Krasniqiego był nominalny lewy obrońca Kun ,który atakował po skrzydle od początku, aż miło było patrzeć ,ale z upływem czasu gasł jak zapałka na wietrze. Po prawej stronie Chodyna i Wszołek wymieniali się pozycjami,ale niewiele dobrego z tego wynikało. Te zmiany organizacyjne nie przekładały się na poprawę jakości gry ,ani na stwarzanie "czystych" sytuacji podbramkowych. Wczoraj Rajovicz pewno pobudzony krytyką wykazał dużą aktywność biegową, był waleczny, pokazywał się do gry, próbował oddawać strzały na bramkę, ale zawodziła jego "obsługa " przez resztę graczy ofensywnych. Moim zdaniem te pomysły taktyczno-organizacyjne nie wypaliły, bo przy obu bramkach dla Lechii , oraz przy kilku jej akacjach ofensywnych, wyraźnie brakowało osłony linii obrony przez defensywnych pomocników ,a te podmianki na skrzydłach więcej robiły zamieszania w naszych szeregach, niż rywali. Jak to twierdzą fachowcy : jak się nie ma bramkostrzelnego napastnika to w pierwszej kolejności trzeba zabezpieczyć własną bramkę przed utratą gola i dopiero w dalszej kolejności liczyć na błąd samoistny lub wymuszony przeciwnika. Sędzia Paweł Malec dawno nie prowadził meczu z udziałem Legii. Jest on nisko sklasyfikowany za sezon 2024/25 , bo na 15 miejscu spośród 20 arbitrów z oceną poniżej 5. Wczoraj nie widać było jego słabości , bowiem zawody generalnie przeprowadził poprawnie, pozwalał grać,ale też trzeba przyznać ,że zawodnicy obu zespołów szanowali swoje kości i nie stawiali go przed trudnymi i niejednoznacznymi rozstrzygnięciami . Tym bardziej trudno mi zrozumieć,że w zupełnie oczywistej sytuacji z 22' kiedy to Kapuadi sfaulował uderzeniem łokciem w twarz ( nos) Bobceka nie ukarał gracza Legii żółtą kartką. Początkowo Malec chciał puścić grę jako przywilej korzyści ,ale widząc krew na twarzy sfaulowanego przerwał grę , podyktował rzut wolny, ale o kartce zapomniał. Takich zachowań jakie pokazał Kapuadi nie wolno tolerować. Teraz będę samochwałą i napiszę ,że od kilku lat jak zapuszczam FB mam zawsze 20+ "wezwań " do skomentowania tego czy owego ( Bartłomiej świadkiem) . Parę dni temu na stronie, bodaj PS ( czego nie jestem pewien, nie zapisuję co komu komentuję) ukazała się pierwsza część artykułu oskarżającego prezesa Mioduskiego o fatalne wyniki zespołu Legii. Na co zacząłem swój komentarz od stwierdzenia ,że " Zazdroszczę autorowi sokolego wzroku , bowiem dostrzegł na boisku niedojdę Mioduskiego , a ponieważ ja chyba oślepłem to bym prosił o podanie z jakim numerem na koszulce i na jakiej pozycji ta ciamajda gra.Ze wstydem też przyznaję ,że nawet na ławie trenerskiej Mioduskiego nie dostrzegłem . Przychodzi mi tylko taka do głowy myśl,że ktoś kto pisze takie brednie jest popłuczyną po komunie z kołchozową mentalnością. To w czasach PRL władza była wszystkiemu winna ,a my byliśmy czyści jako te anioły niebiańskie,albo inne dziewice.Można obwiniać Mioduskiego ,że nie udaje mu się dobrać właściwych wykonawców,ale przecież wszyscy bili brawo i cieszyli się na powrót Żewłakowa i na zatrudnienie b.trenera reprezentacji Rumunii. ... Jednocześnie takie podejście świadczy o kompletnej nieznajomości zasad rządzących futbolem, oraz o braku elementarnej wiedzy czemu jeden zespół wygrywa, a drugi przegrywa. Przyczyny bardzo słabych wyników Legii są czysto piłkarskie , bowiem z wielu przyczyn ( nie jednej) Legia jest rozbita taktycznie , organizacyjnie , personalnie oraz mentalnie. " . Do poszerzenia wiedzy odesłałem do Czarnej Elki. Moim zdaniem tak jak nie ma jednej przyczyny degrengolady , tak nie ma jednej cudownej recepty co by sytuację z wtorku na środę odmieniło. Jedno jest pewne ,że na sensowne ułożenie klocków potrzeba czasu i fachowca , który to niełatwe zadanie wykona. Niecierpliwość jest dobra tylko przy łapaniu pcheł.