- Zbyszek
Patopismactwo chyba wyczerpało zasób bzdur i bredni jakie wypisywało w sprawie ewentualnego przejścia trenera Marka Papszuna z Rakowa Częstochowa do Legii Warszawa - tak jak by taki ruch był czymś ekstraordynaryjnym i nieznanym naszej piłce.
Podczas kiedy takie podmianki są czymś normalnym , chociaż najczęściej polegają na pozbywaniu się trenera.
W przypadku Legii podstawowe pytanie brzmi : czy już jesteśmy na dnie, czy jeszcze nie ?. Czy nadal spadamy , czy już toniemy ?. Bowiem tylko tonący brzytwy się chwyta .a w inkryminowanym przypadku za brzytwę miałby robić Marek Papszun.
Drugim pytaniem jest , jakim ryzykiem obarczona jest transakcja przejścia Papszuna do Legii ?.
Moim zdaniem ryzyko jest minimalne , bowiem Papszun wykazał się solidnym warsztatem trenerskim , co jeszcze dwa lata temu takie pewne nie było.Bowiem Marek Papszun w Rakowie szedł cały czas bezkolizyjnie do góry wraz z coraz większym zaangażowaniem finansowym właściciela klubu Marka Świerczewskiego. Ze strony właściciela takie podejście było na wskroś pragmatyczne , bo widział postęp wynikowy i miał gwarancję ,że środki nie będą marnowane , lecz przyczynią się do dalszego postępu.
Takiego profesjonalizmu i pragmatyzmu brakuje w Legii od kiedy jedynym właścicielem został Dariusz Mioduski, a nawet zachodził proces odwrotny , a mianowicie im gorszy trener tym więcej środków wydawano na dostarczenie mu nowych zawodników,a im lepszy trener to tych środków skąpiono. Ostatnimi takimi przypadkami byli Feio i Iordanescu. Feio dostawał szrot , a był nowoczesnym, wielce utalentowanym trenerem , podczas kiedy anachronicznemu nieukowi Iordanescu sprowadzono wielu graczy z bardzo dobrym CV. Osobiście mam niechcianą satysfakcję, że obecnie mediaworkerzy ujawniają ogrom niekompetencji Iordanescu, o czym wcześniej pisałem ,który nie tylko nie potrafił "czytać' analiz, ale jego umiejętności rozumienia taktyki były na poziomie dyletanta. A nadto wystawiając zawodników do gry nie kierował się ich formą,ale wcześniej podjętymi decyzjami rotacyjnymi.
W przypadku Papszuna posiadał on na tyle fachowych kompetencji ,że dokonywał profesjonalnej selekcji , biorąc pod uwagę nie tylko umiejętności , nie tylko przydatność,ale i charakter zawodników.
Jak pamiętamy po zdobyciu Tytułu Papszun ze względów rodzinnych odszedł z Rakowa , a jego następca doprowadził zespół do kryzysu i właściciel ubłagał Papszuna , aby wrócił. I Papszun zażegnał kryzys, czym dowiódł wysokich kompetencji , bowiem takim jest tylko ten trener , który potrafi zespół wyprowadzić z kryzysu, gdyż wprowadzić potrafi każdy dureń jak np. Iordanescu.
O metodach Papszuna patopismactwo napisało tony makulatury nie zastanawiając się . że gdyby był takim tyranem to by w jednym klubie nie pracował 9 lat , a zamiast pochwał zawodnicy z nim pracujący obrzucali by go błotem. Po wypowiedziach zawodników i osób z nim współpracujących ( poza Śledziem ) można wyciągnąć wniosek ,że Papszun ma wrodzony talent do kierowania ludźmi ,albo nabył te umiejętności doświadczeniem lub poprzez nauki. Papszun na początku pracy z zawodnikiem wdraża go do dyscypliny, zostawiając niewiele pola do samodzielności , ale kiedy delikwent przejdzie ten okres rekrucki dostaje coraz więcej swobody. Tym samym potrafi wdrożyć balans pomiędzy zespołowością, a indywidualnością , tak, aby uwypuklić zalety piłkarzy i użyć ich dla dobra drużyny.Więc straszenie graczy Legii Papszunem to obraza zdrowego rozsądku.
Mało tego , trzeba stwierdzić,że Papszun w Rakowie nie miał większych kompetencji niż są zawarte w art. 7 Uchwały XIII/189 z 12.12.2014 roku dot. zasad regulującym stosunki pomiędzy klubem sportowym a trenerem piłki nożnej.
Wbrew opiniom jakobym wręcz nienawidził dziennikarzy ja nie mam do nich pretensji o to w jaki sposób wykonują swój zawód. Ja tylko nazywam to wykonywanie adekwatnym słownictwem.
Już ponad 50 lat temu Christopher Lasch w " Kulturze narcyzmu" opisał ówczesną rzeczywistość medialną jako zastępowanie prawdy przez wiarygodność,a informacji przez propagandę. Od tamtego czasu weszliśmy w dominantę mediów tzw. społecznościowych ,które wytworzyły to co naukowcy nazwali epoką postnowoczesności . Parę lat temu prof. Harvardu Frederic Jameson ten stan zdefiniował ,że jest to :" Kategoria periodyzacyjna, której funkcja polega na powiązaniu nowych cech formalnych w kulturze z pojawieniem się nowego typu społecznego życia i nowego porządku ekonomicznego nazwanego modernizacją , społeczeństwem postindustrialnym albo konsumpcyjnym , a więc społeczeństwem zdominowanym przez media lub społeczeństwem obrazkowym".
Jak by nie patrzeć to dziś prawda, fakty , obiektywizm zostały zastąpione przez klikalność i oglądalność.
O ile patopismactwo działa wedle tych zasad , to nadal zadziwia ,że tacy prominentni działacze piłkarscy jak Boniek ( b. prezes PZPN) czy Kosecki (b. wiceprezes PZPN), którzy robią za idiotów uważających ,że wszystko można powiedzieć czy napisać. Otóż to im nasza piłka zawdzięcza Uchwałę XIII/189 z 12.12.2014 roku , która reguluje m.innymi zasady zawierania umów oraz sposoby rozwiązywania kontraktów. Uchwała jest efektem kompromisu pomiędzy swobodnym wykonywaniem zawodu trenera , wolnym wyborem pracodawcy i pracownika , a stabilnością zawodową trenera i dobrostanem klubu.
Według art. 17 Uchwały trenera można odsunąć od prowadzenia zespołu z zachowaniem prawa do wynagrodzenia tylko w jednym przypadku , a mianowicie kiedy odmówi on rozwiązania kontraktu na zasadzie porozumienia stron. W innym przypadku trener ma prawo rozwiązać kontrakt ze skutkiem natychmiastowym z winy klubu ( art.14 ust.1 pkt f Uchwały). Nie będę omawiał całej Uchwały wskażę tylko ,że pisanie o tym ,że Papszun zasiądzie na ławie Legii w trakcie tej rundy było skrajnie debilne , gdyż art. 9 Uchwały wyraźnie zabrania trenerowi pracy w dwóch klubach ego samego poziomu, w trakcie tej samej rundy pod rygorem utraty licencji. Zwrócę także uwagę na art.14 ust.1 pkt d Uchwały , który daje trenerowi prawo złożenia oświadczenia o rozwiązaniu kontraktu z opcją zapłaty odszkodowania ,o ile taka możliwość została zapisana w kontrakcie .
Uchwała podkreśla ,że umowa z trenerem może mieć charakter cywilnoprawny , generalnie jako umowa zlecenia lub umowa o pracę - co w tym przypadku byłoby sprzeczne z art. 22 Kodeksu Pracy. Stosunek pracy polega na wykonywaniu określonych zadań pod kierownictwem, w miejscu i ściśle określonym czasie za wynagrodzeniem. Natomiast z treści Uchwały wynika ,że trener jest samodzielny i pracuje w czasie nienormowanym , a podlega tylko nadzorowi i ocenianiu.
W sensie prawnym trener pełni usługę na rzecz klubu, lub też , gdy "prowadzi jednoosobową działalność" zawiera umowę o współpracy.
Umowa o świadczenie usług jest tzw. umową nienazwaną , gdyż nie ma oddzielnego Tytułu w Kodeksie Cywilnym i stosują się do niej przepisy Tytułu XXI KC "Zlecenie".
Więc w razie sporu stosowane są przepisy Kodeksu Cywilnego, a w I instancji rozstrzyga go Sąd Polubowny przy PZPN, następnie Trybunał Arbitrażowy przy PKOL , Trybunał przy UEFA i w ostatecznie Trybunał przy MKOL. Przy czym wzmiankowane oświadczenia wchodzą w życie z dniem dotarcia do PZPN i nie podlegają zawieszeniu, dopiero po rozstrzygnięciu jeżeli oświadczenie było bezzasadne możliwe są kary finansowe oraz utrata licencji trenerskiej.
Z tego co wiemy ( artykuły z zeszłego roku w "Gazecie Częstochowskiej") to "nowy" kontrakt Papszuna zawiera klauzulę wykupu 2 mln zł , ale w wypadku , gdyby trener odmówił automatycznego przedłużenia kontraktu , a więc w czasie jego trwania działa "wolny rynek".
Mnie trudno zrozumieć to napadanie na Papszuna za słowa o chęci przejścia do Legii jak byłby on niesfornym, nierozumnym chłopaczkiem , podczas kiedy dowiódł ,że ma ponadprzeciętną wiedzę i inteligencję . Inaczej mówiąc, jeżeli Papszun postawił sprawę w ten sposób to musiał mieć ku temu poważne powody, w tym prestiżowe i sentymentalne , a nie błahostki. Można więc zasadnie przypuszczać,że umówił się ze Świerczewskim,że odejdzie za porozumieniem stron , jeżeli otrzyma jego zdaniem korzystniejszą ofertę, a nadto pewno dowiedział się,że Świerczewski postanowił zmniejszyć nakłady na klub ,w tym oszczędzając na wydatkach na sztab szkoleniowy i w tym celu porozumiał się z będącym na topie trenerem Polonii Bytom.Tylko ,że znowu klauzula wykupu 150 tys zł obowiązuje tylko przy przedłużaniu kontraktu. Pewnikiem te powody były dla Papszuna podstawą domaganie się rozwiązania kontraktu przed terminem. Lecz Papszun wykazał się naiwnością i nierozumieniem zasady ,że "Umowy, pakty trwają , dopóki trwają" co oznacza,że są niezmienialne dopóki strony ich postanowień chcą przestrzegać. Zasada "Pacta sunt servanda' ma walor formalny , bowiem nie stoi za nią rygor egzekucyjny.
Jednocześnie ci ,którzy wypowiadają się w tym temacie nie rozumieją,że sytuacja prawna trenera i zawodników jest odmienna. Trenera nie obejmuje tzw. prawo Bosmana do wolnego transferu oraz tzw.prawo Webstera do rozwiązania długotrwałego kontraktu .
Oczywiście sytuacja związana z osobą Marka Papszuna jest nietypowa, bowiem na naszym gruncie kluby raczej pozbywają się trenerów,a nie ich zatrzymują a ponadto nie zdarza się, aby klub trzymał na siłę trenera, bowiem jest to wizerunkowe samobójstwo. Pokazuje ono bowiem słabość właściciela, którego własność trzyma w rękach jeden pracownik.
Biorąc pod uwagę ten aspekt, który tyczy tak samo Świerczewskiego jak Mioduskiego należy uznać,że konflikt ma charakter ambicjonalny, w tym Świerczewski powiada w podtekście ,że nie pozwoli się traktować protekcjonalnie.Podejrzewać należy ,że gdyby Mioduski osobiście rozmawiał ze Świerczewskim to by doszli do ugody.
Nie można bowiem nie przyzanać Świerczewskiemu racji pragmatycznej ,a mianowicie przejście Papszuna z Rakowa do Legii oznacza ogromne osłabienie Rakowa i takie samo wzmocnienie Legii co w kontekście rywalizacji o trofea ma ogromne znaczenie.
Z wypowiedzi zawodników Legii wynika,że brakuje im trenera-lidera, takiego który ma taki autorytet ,taki,że gracze są w stanie mu zaufać i jego metodom się podporządkować. Niezależnie od różnych zdań na temat warsztatu, osobowości , charakteru Marka Papszuna dowiódł on,że jest odpowiedzialny za stado,że potrafi być jego przewodnikiem. Kimś kogo w Legii brakuje, a jest potrzebny jak deszcz dla roli.
Pan Zbigniew Jakubas właściciel 85% akcji Motoru Lublin nie traktuje klubu jak zabaweczki spełniającej jego wygórowane ambicje , jak czyni to Świerczewski w Rakowie.W Częstochowie radni nie mają zaufania do długofalowego związku Świerczewskiego z Rakowem i nie chcą wydawać kilkuset milionów na nowy stadion. Pewno znają wynurzenia śp. Jana Himilsbacha , któremu zaproponowano rolę w amerykańskim filmie pod warunkiem,że nauczy się angielskiego - czego Janek odmówił, mówiąc :" Nauczę się tego angielskiego , jedną rzecz zagram i potem zostanę jak ten chuj z tym angielskim".
Pan Świerczewski inwestuje tylko w drużynę,a nie w klub, bo nawet jednego boiska treningowego nie zbudował.
Podczas kiedy Jakubas czyni odwrotnie , gdyż za swoje 30 mln zł wybudował obok stadionu ośrodek treningowy w którym szkoli się stale 600 dzieciaków ,a co go rocznie kosztuje 4,5 mln zł.
W marcu 2024 roku kiedy trener Goncalo Feio , który wprowadził Motor do Ekstraklasy poprosił o zwolnienie , natychmiast wyraził zgodę , po czym odbył z nim rozmowę w sprawie następcy i skorzystał z jego rady,aby został nim młody Mateusz Stolarski. Wcześniej Jakubas nie dał ogłupić się szkalującymi Feio artykułami prasowymi i nagonką w mediach,że to trener był winien konfliktowi pomiędzy nim i prezesem oraz rzeczniczka prasową. Jakubas Feio zostawił ,a tamtych zwolnił dyscyplinarnie. Obydwoje usiłowali dochodzić naprawienia rzekomych krzywd i ukarania Feio przed Prokuraturą i w Sądzie Pracy,ale Prokuratura umorzyła postępowanie na podstawie art.24 Kodeksu Karnego - co zatwierdził Sąd, zaś Sąd Pracy oddalił ich roszczenia uznając ich bezzasadność, bowiem działali oni na szkodę klubu.
Podobnie niedawno kiedy media domagały się zwolnienia trenera Stolarskiego po kilku dniach milczenia oświadczył ,że to on jest właścicielem klubu i nikt nie będzie mu dyktował kogo ma zatrudniać.
Jakubas jest właścicielem ,który rozumie na czym polega dbałość o wizerunek i odpowiedzialność za swoją własność.A do tego jest zwolennikiem powiedzenia,że " Z niewolnika nie ma pracownika".
Co klasa to klasa.
Trener Stolarski kontynuuje szlak wytyczony przez Feio i gra systemem 4-3-3 . Jest to w wykonaniu zespołu Motoru system elastyczny , oparty na dwóch trójkątach : w pomocy na dwóch podstawach , podobnie w ataku z wierzchołkiem trójkąta skierowanym ku górze. W ten sposób Motor usiłuje zachować przewagę liczebną w środku pola, aby w fazach przejściowych gracze przemieszczali się do defensywy lub do ofensywy. Siła napędową Motoru są ofensywny pomocnik Rodrigues i dwaj skrzydłowi Król i Ronaldo. W moim przekonaniu taka taktyka jest ponad poziom wyszkolenia i umiejętności większości graczy Motoru. Zresztą przy budżecie płacowym 7, 3 mln zł , jednym z najniższych w lidze zatrudnienie wyższej klasy zawodników jest niemożliwe. Oczywiste niedostatki umiejętności zawodnicy Motoru usiłują niwelować walecznością, wybieganiem i zaangażowaniem. Do tego potrafią w tę antytechniczną grę wciągnąć rywali tak jak wczoraj Legionistów.Motor to kolejny zespół którego gracze bazują na braku pewności siebie naszych zawodników, którzy w sytuacjach stykowych, w walce o tzw. bezpańskie piłki zamiast atakować wycofują się pozwalając rywalom na zagarnięcie piłki.
Oczywiście w meczu tak już nie ma ,że jedni tylko atakują , a drudzy tylko się bronią,ale wielość ataków Motoru była spowodowana słabością graczy Legii, którzy nie szli w odbiór, tylko cofali się w nieładzie. Niezależnie od braków to trzeba docenić ambicję i nieustępliwość graczy Motoru co im wystarczyło na remis.
Legia wyszła wczoraj w ustawieniu 4-2-3-1 z przesuniętą strefą po lewej stronie ku bramce rywali ,a po prawej w kierunku naszej bramki.
Ja oczywiście chciałbym aby Legia grała w systemie 4-3-3 pokrywającym wszystkie 9 stref,ale też chciałbym aby trener który poprawnie analizuje silne strony rywali znalazł na nie adekwatne antidotum. Kiedy Lechia grała środkiem to Astiz zapory ustawił po bokach ,a kiedy wczoraj Motor grał skrzydłowi to my skupiliśmy się na grze w środkowych rejonach.Nadto ustawienie W. Urbańskiego w roli ofensywnego pomocnika było pomyłką, gdyż jest on pracowity, ambitny,ale ma mierne predyspozycje do kierowania grą.
Przyznam ,że nie dostrzegłem ukierunkowania na wykorzystanie słabych ogniw w zespole Motoru, gdyż obaj skrzydłowi są słabi w defensywie, podobnie jak defensywny pomocnik Wolski , środkowy obrońca Bartos i prawy obrońca Paweł Stolarski. Tylko raz przy rzucie rożnym, po którym padła bramka udało się tę słabość obu obrońców spożytkować.Mnie martwi,że ani Iordanescu ,ani Astiz nie potrafili wykorzystać wysokich umiejętności techniczno-taktycznych kilku naszych graczy przez odpowiednie zabiegi organizacyjne.
Nadal nie potrafimy panować nad przestrzenią zwłaszcza po stracie piłki, kiedy to zamiast "siąść" na rywali , ograniczyć ich pole gry to pozwalamy im na hasanie i grę na wolne pole. Z kolei w ataku w rejonie pola karnego rywali nasi zawodnicy dokonują niewłaściwych wyborów, na ogół komplikując proste rozwiązania.
Co do indywidualnych wyborów to debiut Arreoila w roli defensywno-ofensywnego pomocnika jest obiecujący , widać ,że nie tylko dużo umie ,ale i ma charakter walczaka. Natomiast wejście K. Urbańskiego uporządkowało naszą grę ofensywną i widać,że ma dobry przegląd pola i ma papiery na klasowego rozgrywającego. Pozostałe zmiany niewiele wniosły również z tego powodu ,że nasz zespół wpadł w nawyk zwalniania tempa akcji w miarę zbliżania się do pola karnego rywali, zamiast ich przyśpieszania.
Sędzia Lasyk zaczął od falstartu w 6' kiedy to nie przerwał gry i nie podyktował rzutu karnego po faulu Tobiasza na Ronaldo . W podjęciu trafnej decyzji wyręczył go VAR.
Wczoraj Lasyk , jak to się mówi , pozwalał grać i przy starciach ciało w ciało gry nie przerywał. Moim zdaniem takie podejście jest jedynie uzasadnione , bo piłkarze to nie panienki na wydaniu ,a boisko to nie scena baletowa. Piłkarze do takiego sposobu prowadzenia zawodów potrafią się dostosować i nie padają jak muchy po byle dotknięciu, jak przy odmiennym sposobie sędziowania - co ja uważam za wypaczenie istoty piłki nożnej. W 52' nie uległ naciskom Bartosa, który uważał ,że został w polu karnym sfaulowany przez Kapuadiego.
W sumie Lasyk sędziuje doświadczeniem, więc prochu nie wymyśli,ale proste sytuacje rozwiązuje zadawalająco. Osobiście wolę takich jak Lasyk ,niż fachmanów od gwiazdorzenia.
Poza nielicznymi spotkaniami w grze drużyny Legii w tej rundzie więcej jest mankamentów, niż zalet.
Nasz zespół wygląda tak jak by wiedział jak grać, nie mając jednocześnie pojęcia co robić, aby wygrywać . Co również trafnie zauważył Gawin.
This is a comment on "Motor - Legia 1-1: Bez wyrazu"

